NIE przychodzi pacjent do lekarza - czyli jak sztucznie wydłużamy kolejki

Nie możesz dostać się do specjalisty lub na ważne badanie? Podziękuj tym, którzy nie stawili się w umówionym terminie na wyznaczoną wizytę. W niektórych placówkach wydłuża to oczekiwanie nawet o kilka miesięcy.
Jako przyczynę długich kolejek do poradni specjalistycznych większość z nas w pierwszej kolejności wymieni zbyt małą liczbę lekarzy lub niewystarczające finansowanie poszczególnych usług przez NFZ. To tylko część prawdy. Do rejestracji często czeka długi "ogonek", a na korytarzu przed gabinetem - pusto...

Średnio co trzeci pacjent...

W zależności od placówki, a także poradni, znajdującej się w jej obrębie, na umówionych wizytach nie zjawia się od około 5-10 do nawet 45% osób. Przykładowo (jak podawał w lutym portal trójmiasto.gazeta.pl), zaledwie w pierwszych kilku tygodniach 2014 roku do poradni hematologicznej i endokrynologicznej Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku nie zgłosiło się odpowiednio około 40 i 45% z zapisanych pacjentów.

Podobne kłopoty mają poradnie w całej Polsce. Tylko w styczniu bieżącego roku w Szpitalu Wojewódzkim SPZOZ w Zielonej Górze na tomografii komputerowej, rezonansie magnetycznym oraz u okulisty nie pojawiło się około 1/3 zapisanych osób. Nieco mniej, bo 20% nie zjawiło się u ortopedy oraz specjalisty chorób naczyń, natomiast 15% - u kardiologa.

Problemy z nie przychodzącymi pacjentami nie omijają także jednego z największych specjalistycznych szpitali pediatrycznych w naszym kraju - warszawskiego Instytutu "Pomnika - Centrum Zdrowia Dziecka".

- Z naszych danych dotyczących przyjęć w ramach poradni funkcjonujących w Instytucie wynika, że ok. 1/4 pacjentów nie pojawia się na umówionych wizytach - mówi rzecznik IPCZD, Joanna Komolka. Około 25-30% z zapisanych osób nie zjawia się również w poradniach Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku.

Kolejki krótsze nawet o kilka miesięcy

- Oczywiście, każde niestawienie się pacjenta "zabiera" czas, który mógłby być wykorzystany przez kolejnego chorego - mówi Jarosław Buczek, rzecznik Centralnego Szpitala Klinicznego MSW w Warszawie. W efekcie wydłuża się również czas oczekiwania na wizytę.

Gdyby pacjenci, którzy nie zamierzają pojawić się u specjalisty, zawczasu o tym informowali, kolejki skróciłyby się nawet o kilka miesięcy. Na przykład na poradę endokrynologa w gdańskim UCK nie trzeba by czekać półtora roku (jak to się dzieje obecnie), tylko o niemal połowę krócej. W zielonogórskim Szpitalu Wojewódzkim oczekiwanie na tomografię, rezonans czy poradę okulisty byłoby krótsze o około miesiąc (obecnie trzeba czekać odpowiednio 2, 4 i 5 miesięcy).

- Informacja o rezygnacji z wizyty z pewnością ma duży wpływ na skrócenie czasu oczekiwania pacjentów, ponieważ, dysponując nią, mamy możliwość wezwania innego pacjenta oczekującego w kolejce - przyznaje rzecznik Samodzielnego Szpitala Wojewódzkiego im. Mikołaja Kopernika w Piotrkowie Trybunalskim, Ewa Tarnowska-Ciotucha.

Sztucznie wydłużone kolejki

Gdy na wizytę u lekarza trzeba czekać przez rok, a nawet dłużej, pacjentom zdarza się o niej zapomnieć. Bywają także sytuacje, gdy do lekarza nie możemy pójść z przyczyn od nas niezależnych.

Jednakże część osób zapisuje się jednocześnie do dwóch poradni o tej samej specjalności, po czym idzie tam, gdzie "ogonek" do specjalisty okazuje się krótszy, nie dbając o to, aby odwołać wizytę, na której nie ma zamiaru się pojawić. W efekcie tam, gdzie kolejki są najdłuższe, odsetek osób nie pojawiających się na umówionych wizytach jest najwyższy.

- Bywa, że pacjenci zapisują się do kilku specjalistów jednocześnie, korzystając z różnych form zapisów, np. telefonicznego, osobistego - twierdzi Ewa Tarnowska-Ciotucha. - W rezultacie mogą mieć wyznaczonych po kilka terminów, co sztucznie wydłuża kolejkę. Poradnie Ortopedyczna oraz Neurologiczna są najbardziej obleganymi w naszym szpitalu i tu automatycznie jest największy procent osób nie stawiających się na wizyty.

- Pacjenci nie zgłaszają się na wcześniej umówione wizyty szczególnie w tych poradniach, w których są długie kolejki - opowiada rzecznik USK w Białymstoku, Katarzyna Malinowska-Olczyk. - Gdy dzwonimy do pacjentów, mówią najczęściej, że już znaleźli poradnię gdzie są krótsze kolejki i byli na wizycie, bądź też zapomnieli o terminie wizyty. Sytuacje, kiedy pacjenci sami zawiadamiają nas o tym, że rezygnują z wizyty są rzadkością - dodaje.

Co zrobić, gdy pacjentów brak?

Jak szpitale radzą sobie z lukami, które powstają na skutek nie zgłaszania się pacjentów? - Nie jest to łatwe - odpowiada rzecznik USK w Białymstoku. - Czasem, kiedy wiemy, że danego dnia nie wszyscy pacjenci zgłosili się na umówioną wizytę, kierujemy tych, którzy są akurat w poradni i dopiero próbują się zapisać. Ponadto przy rejestracji telefonicznej wypytujemy o szczegóły ze skierowania, co powoduje, że część pacjentów rezygnuje z zapisu. Często bowiem dochodzi do sytuacji, w której osoba nie posiadająca jeszcze skierowania próbuje się umówić na wizytę i to - jak sądzimy - w kilku miejscach - wyjaśnia.

Niektóre placówki, zdając sobie sprawę z tego, że nie wszyscy pacjenci się pojawią, umawiają na dany dzień nieco więcej osób. Praktykę taką stosuje się chociażby w warszawskim IPCZD. Jeśli danego dnia przyjdzie większość z zapisanych osób może być ciężko, ale przynajmniej lekarz przez 1/4 czy 1/3 z czasu, jaki mógłby poświęcić chorym, nie czeka na tych, którzy się nie zjawili.

Prośbą czy groźbą?

Placówki w walce z nie zgłaszającymi się pacjentami są często bezradne. Najczęściej pozostają im prośby o odpowiednio wczesne informowanie o rezygnacji z wizyty. Najlepiej na minimum dwa dni wcześniej, aby na zwolnione miejsce można było wezwać inną osobę.

- Przy zapisie informujemy pacjenta, by w porę powiadomił, że nie skorzysta z wyznaczonego terminu - mówi rzecznik szpitala w Piotrkowie Trybunalskim. - Jednak osób stosujących się do tych próśb jest bardzo mało. Kolejnym naszym działaniem są komunikaty podawane na stronie internetowej naszego szpitala, w informacji o Zintegrowanym Systemie Zapisu Pacjentów oraz w lokalnych mediach.

- Część świadczeniodawców, zarządzając czasem oczekiwania, kontaktuje się z pacjentami na kilka dni przed wyznaczonym terminem udzielania porady, w celu potwierdzenia aktualności deklaracji wizyty u lekarza - twierdzi Krzysztof Bąk, rzecznik prasowy Ministra Zdrowia.

Nie zawsze jest to jednak takie proste. - Nie ma praktyki wcześniejszego telefonowania i potwierdzania wizyty przez pracownika szpitala, ponieważ codziennie nasze poradnie odwiedza ok. 1000 pacjentów - mówi nam Magdalena Oberc, rzecznik Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie. - Nie ma więc fizycznej możliwości, by codziennie kontaktować się z tak dużą liczbą osób.

- W tym przypadku trudno mówić o jakimś złotym środku - przyznaje Elżbieta Grodzicka, rzecznik prasowy Szpitala Wojewódzkiego w Zielonej Górze. - Może zmiany tej sytuacji dokonałby centralny system ogólnokrajowy lub może opłata, chociaż w minimalnej kwocie, dałaby efekty - dodaje.

Według doniesień "Dziennika Bałtyckiego" wprowadzenie kaucji (pobieranej w momencie zapisu do poradni, a zwracanej, gdy pacjent zgłosi się na wizytę) rozważane jest również w gdańskim UCK.

Ministerstwo Zdrowia w walce z kolejkami

Odpowiedzią na problemy ze zbyt długimi "ogonkami" do specjalistów ma być tzw. pakiet kolejkowy, przedstawiony pod koniec marca przez ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza. Wśród proponowanych zmian pojawił się pomysł na elektroniczny system kolejek dla dziesięciu specjalności, do których oczekiwanie jest obecnie najdłuższe. Podobny funkcjonuje już w przypadku zapisów na operacje usunięcia zaćmy czy endoplastykę stawu biodrowego i kolanowego.

Według zapowiedzi, miałby on za zadanie kierować pacjentów tam, gdzie najszybciej otrzymaliby świadczenie oraz - poprzez weryfikację na podstawie numeru PESEL - uniemożliwić zapis do tego samego specjalisty w kilku miejscach jednocześnie. Pacjenci zapisując się na wizytę musieliby ponadto dostarczyć oryginał skierowania, na co mieliby maksymalnie 14 dni. W innym wypadku czekałoby ich skreślenie z listy oczekujących. W dalszej kolejności system miałby zostać rozszerzony również na inne specjalności. Jakich świadczeń miałoby to dotyczyć i kiedy system miałby zacząć działać - póki co nie wiadomo.

Więcej o: