Polaku, poodczulaj się!

W naszym kraju z powodu alergii odczula się dziś 100 tys. osób. Zdaniem ekspertów powinno 60 razy więcej
Nieprawdziwy wróg

Alergia to reakcja organizmu na coś, na co w ogóle nie powinien reagować. Żyjemy w świecie, w którym obok nas mieszkają gigantyczne zastępy mikroskopijnych wirusów, bakterii i grzybów. Gros z nich nie robi nam krzywdy, część jednak wywołuje mniej bądź bardziej groźne choroby. Nasz układ immunologiczny dba o to, by owe mikroorganizmy nie mogły nam zbytnio zaszkodzić. W tych zmaganiach od lat pomaga nam też aktywnie medycyna, dając do ręki broń - szczepionki i leki, np. antybiotyki.

Nie wiadomo jednak, czy wprowadzając dziesiątki szczepionek, dbając też coraz bardziej o czystość i sterylność, nie napytaliśmy sobie innej biedy - właśnie w postaci alergii. Jeśli bowiem organizm człowieka ma coraz mniej naturalnych wrogów i jego układ immunologiczny nie ma na czym ćwiczyć, może uznać za napastnika Bogu ducha winny pyłek brzozy czy leszczyny, zawarte w kurzu roztocza albo związki chemiczne obecne w owocach kiwi. Alergik reaguje na nie w sposób zupełnie nieadekwatny do zagrożenia - nagłym skurczem oskrzeli, świstem w płucach, zaczerwienionymi i łzawiącymi oczyma, wysypką, lejącą się wydzieliną z nosa, nagłym suchym kaszlem etc. Takie objawy potrafią nie tylko skutecznie obrzydzić życie. Bywa, że stanowią śmiertelne zagrożenie - z powodu astmy co roku w Polsce umiera blisko 1,5 tys. osób.

Przy dzisiejszym stanie wiedzy i przy tym arsenale środków, jakim dysponują lekarze, tych zgonów mogłoby nie być - podkreślali wykładowcy na spotkaniu w Wiśle. Również bardzo wielu spośród 15 mln polskich alergików czułoby się o niebo lepiej, gdyby leczyli się zgodnie z najnowszymi standardami. Do tych standardów należy m.in. cyklezonid - nowoczesny, bardzo przez wszystkich w Wiśle chwalony, a do tego od niedawna w Polsce refundowany steryd wziewny, a także wspomniane odczulanie. Tak jak bowiem szczepimy się przeciw wirusowi grypy czy żółtaczki typu B, można również organizm zabezpieczyć przed wywołującymi alergię alergenami. Medycyna dysponuje dziś coraz doskonalszymi szczepionkami uodparniającymi na najrozmaitsze alergeny. Jednak korzystanie z nich nadal nie jest - i jeszcze przez jakiś czas nie będzie - tak proste jak zrobienie sobie pojedynczego zastrzyku przeciw grypie.

Do odczulania trzeba mieć sporo cierpliwości, czasu, a także trochę pieniędzy. Porządna terapia trwa bowiem latami (minimum rok). Przyjmuje się serie podskórnych zastrzyków w regularnych odstępach i odpowiednio rosnących dawkach. Jednak ten trud i koszt (ok. 200--500 zł rocznie) w wielu przypadkach się opłaca.

Szczepionki antyalergiczne powoli zmieniają też swoją postać - zamiast wspomnianych podskórnych zastrzyków coraz częściej wyciągi alergenów podaje się pod język. Skuteczność takiego postępowania w świetle ostatnich badań wydaje się równie wysoka, a dla pacjenta jest ono znacznie wygodniejsze. Zgodnie z niedawno opublikowanym badaniem, które objęło 634 chorych na alergiczny nieżyt nosa lub spojówek, kilkunastotygodniowe odczulanie pod język przed sezonem pylenia przyniosło chorym wyraźną ulgę. Czuli się znacznie lepiej, mogli także zażywać dużo mniej leków.

Podobnie działa odczulanie pod język u dzieci chorych na alergiczny nieżyt nosa. Jak wykazali niedawno pediatrzy, systematyczne doustne podawanie alergenu było szczególnie skuteczne w przypadku odczulania na pyłki roślin, a także wtedy, gdy terapię ciągnięto dłużej niż 1,5 roku.

Z najświeższych danych wynika ponadto, że lepiej odczulać chorego reagującego na dwa różne alergeny niż na jeden. - To zupełna nowość - mówił w Wiśle prezydent Polskiego Towarzystwa Alergologicznego prof. Piotr Kuna z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. - Do tej pory wydawało się nam, że najlepsi kandydaci do odczulania to osoby uczulone wyłącznie na jeden alergen - dodał lekarz.

Najłatwiej z owadami, najtrudniej z kurzem

W Polsce z odczulania korzysta dziś ok. 100 tys. osób. - To 60 razy za mało - przekonywał zebranych prof. Kuna. Część pacjentów nie decyduje się na to ze względu na dość wysokie koszty terapii, choć jeśli policzy się wszystkie wydatki, jakich można by uniknąć, gdy odczulanie zadziała, to może się okazać, że szczepionka się opłaca. Wiele osób stać na odczulanie, ale albo o szczepionkach nie wiedzą, albo nie wierzą w ich skuteczność.

W Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym im. N. Barlickiego w Łodzi odczula się dziś ok. 1,5 tys. pacjentów. Są wśród nich także ludzie po siedemdziesiątce. Najłatwiej odczulić jest kogoś nadwrażliwego na jad owadów (co roku słyszymy o wypadkach śmiertelnych z powodu ukłucia przez osę lub pszczołę), pyłki traw i sierść kota. - W tym ostatnim przypadku dysponujemy naprawdę wyśmienitą szczepionką - mówił prof. Kuna. A ludzie najwyraźniej o tym nie wiedzą, gdyż na forach internetowych o alergii można przeczytać: "Kupilibyśmy to mieszkanie, ogromnie się nam podoba, ale nie możemy, bo tam kiedyś mieszkał - o zgrozo - kot!".

Odczulanie na kota powinno trwać co najmniej 5 lat, ale już po 3-4 miesiącach obserwuje się całkowite ustąpienie dolegliwości (ulubionego czworonoga wcale nie trzeba pozbywać się z domu).

Wyraźnie trudniej odczulić jest dziś kogoś uczulonego na kurz, ale i tu medycyna z pewnością nie powiedziała ostatniego słowa. Jeśli coraz większe triumfy święci terapia podjęzykowa, to tym bardziej jesteśmy o krok od pigułek na odczulanie.

Już dziś lekarze testują tę metodę i wszystko wskazuje na to, że łykanie tabletek będzie równie skuteczne jak zastrzyki i zażywanie alergenów pod język. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można więc powiedzieć, że za 10-15 lat większość - a może nawet wszystkie - dzieci będzie się odczulać hurtem na kurz, pyłki, sierść kota i psa, a także na owady. I czasy, kiedy borykaliśmy się z alergią, przejdą do lamusa.

To z jednej strony bardzo optymistyczna wizja - mówili w Wiśle specjaliści. Tylko co wtedy poczną alergolodzy?

Więcej o: