Problem z nadciśnieniem

Aż osiem milionów Polaków ma nadciśnienie. Wielu nie zdaje sobie jednak z tego sprawy. Tymczasem nieleczone nadciśnienie może być bardzo groźne dla naszego zdrowia i życia
Sławomir Zagórski: Panie profesorze, w jakim wieku można zachorować na nadciśnienie?

Prof. Artur Mamcarz: W każdym, a więc od wieku młodzieńczego aż do sędziwego. Choć jeśli ktoś się uchronił przed tą chorobą, zanim skończył 80 lat, to już jej pewnie nie dostanie. Zależność pomiędzy wiekiem a nadciśnieniem ma obraz typowej krzywej Gaussa, tj. najczęściej zapadają na nie ludzie w średnim wieku, a rzadziej ci najmłodsi i najstarsi. Z drugiej strony nadciśnienie jest też związane z wiekiem liniowo w tym sensie, że choruje na nie wyraźnie więcej sześćdziesięcio- niż np. czterdziestolatków.

Interesuje mnie szczególnie nadciśnienie u ludzi młodych i bardzo młodych. Czy ono się różni od choroby u osób starszych?

- Owszem. Dzieci i młodzież rzadziej zapadają na tzw. nadciśnienie pierwotne, za to częściej na nadciśnienie wtórne.

Co to znaczy?

- Że jego przyczyną jest jakaś inna choroba tocząca się w organizmie, której objawem jest wzrost ciśnienia.

Co to może być za choroba?

- Np. niektóre zaczynające się w młodym wieku ostre schorzenia nerek, takie jak ostre kłębuszkowe zapalenie nerek. To może być też efekt niektórych wad serca, wrodzonej dysplazji (zwężenia) tętnicy nerkowej, wrodzonego zwężenia aorty, nadczynności tarczycy, istnienia tzw. guza chromochłonnego wytwarzającego dodatkową porcję hormonów stresu podnoszących ciśnienie.

A skąd się bierze nadciśnienie pierwotne?

- Trudne pytanie, bo tak naprawdę to nie wiemy. Tzn. doskonale zdajemy sobie sprawę, że przyczyniają się do niego czynniki genetyczne (jeśli jedno z rodziców lub oboje chorują, ryzyko, że nadciśnienie pojawi się w kolejnym pokoleniu, jest wyższe), ale przede wszystkim czynniki środowiskowe.

Czyli?

- Otyłość. Nadmiar soli. Brak ruchu. Palenie papierosów. I wreszcie nadużywanie (bo nie samo używanie) alkoholu.

Niestety, nie wiemy, ani który z tych czynników dominuje, ani dlaczego zdarza się tak, że niektórzy otyli ludzie, którzy palą, piją, solą i nie ruszają się, nadciśnienia nie mają, a za to inni, dbający o siebie pod każdym względem, i tak chorują.

Trochę to zmniejsza motywację do dbania o siebie.

- To niesłuszny wniosek. Ja tylko przyznaję, że my - lekarze - nie wiemy wszystkiego. Ale proszę wyraźnie napisać komunikat przeznaczony dla młodych ludzi, że jeżeli będą szczupli, nie będą palić, będą się zdrowo odżywiać (tj. jeść dużo warzyw i owoców i stronić od tłuszczów), jeśli będą rekreacyjnie uprawiać sport i nie będą nadużywać alkoholu, to prawdopodobieństwo, że zapadną na nadciśnienie, będzie minimalizowane. Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że to nie znaczy, że ono spadnie do zera.

Można też wydać komunikat straszący. Młody człowieku! Jeśli nie będziesz się stosować do powyższych zaleceń, to prędzej czy później możesz dorobić się nadciśnienia. Z tym że im więcej czynników ryzyka, tym wyższe prawdopodobieństwo wystąpienia choroby i jej powikłań - udaru, zawału, tętniaków, wreszcie skrócenia życia. A więc jeśli jesteś otyły, to przynajmniej nie pij, nie sól i nie pal itp., itd.

Jak człowiek jest młody, choroba, która ma wystąpić za 10-20 lat, wydaje mu się abstrakcją.

- Niektórym tak. Młodzi ludzie często mają dziś siedzącą, stresującą pracę, żywią się byle jak poza domem, ale trzeba też przyznać, że wielu z nich zdaje sobie sprawę z zagrożenia i zaczyna o siebie dbać. Zgłasza się do mnie coraz więcej takich młodych świadomych pacjentów, którzy dawniej nigdy nie przychodzili.

Proszę jeszcze dopisać, że te zalecenia dotyczą zarówno 18-, 25-, jak i 30-latków, a tak naprawdę to one są aktualne zawsze. Bo prawidłowo jeść i ruszać się trzeba do końca życia.

Zawsze wyobrażałem sobie, że wysokie ciśnienie krwi to efekt sztywnienia tętnic lub ich zarastania na skutek miażdżycy i dlatego cierpią na nie ludzie po 50., 60. roku życia. A tymczasem coraz częściej słychać, że syn ma wyższe ciśnienie niż ojciec czy dziadek.

- Sztywnienie tętnic ma tu swój udział, ale nadciśnienie to bardzo złożona choroba. W jej powstawaniu mogą brać udział m.in. hormony, układ nerwowy, gospodarka sodem i potasem, a także wspomniane zmiany w naczyniach.

Czasem organizm daje nam sygnał, który z tych mechanizmów zaszwankował, i dzięki temu można łatwiej dobrać odpowiednie leki. Np. jeśli komuś szybciej bije serce, próbujemy podawać leki działające właśnie na ten mechanizm.

Od jakiego wieku powinno się mierzyć ciśnienie?

- Odpowiem tak: mierzenie ciśnienia jest integralną częścią standardowego badania lekarskiego i niewykonanie go należy uznać za błąd w sztuce. Takiego podejścia uczymy zarówno studentów, jak i lekarzy na kursach podyplomowych.

A jak młody człowiek przychodzi do lekarza, bo mu się z nosa leje?

- To też mu należy zmierzyć ciśnienie. Jeśli jest niskie, prawdopodobnie wszystko jest OK. A jeśli wysokie, to istotny sygnał, że jak się infekcja skończy, należy ponownie przyjść do lekarza i koniecznie poprosić o pomiar ciśnienia.

To takie proste badanie, więc nad czym tu dumać? Jeśli nikt nam wcześniej ciśnienia nie mierzył, trzeba to zrobić podczas tzw. bilansu 30-latka, a już na pewno po skończeniu 40 lat, bo wtedy prawdopodobieństwo wystąpienia choroby jest wyraźnie większe.

A jeśli ciśnienie podskoczyło kilka razy, ale na ogół jest prawidłowe?

- To się zdarza, ale rzadko. Są pacjenci, którzy mówią: "Zwykle w domu mam niskie, a jak do pana przychodzę, od razu jest wysokie". Sprawdzam, stwierdzam 160/100 i tłumaczę, że samym życzeniowym myśleniem nie da się wyleczyć tej choroby. Choć muszę przyznać, że jest też coś, co nazywamy nadciśnieniem białego fartucha. Pacjent jest tak zdenerwowany, że na sam widok lekarza ciśnienie skacze. Po to, by się przekonać, jak jest naprawdę, mierzy się ciśnienie przez całą dobę, a więc robi tzw. Holter ciśnieniowy. I tu już wszystko wychodzi czarno na białym.

Nadciśnienie daje jakieś ostrzegawcze objawy?

- Cały problem polega na tym, że nie. Dlatego już dawno ochrzczono go cichym zabójcą. Nadciśnienie, niestety, nie boli. Może rozwijać się latami, a człowiek jest tego zupełnie nieświadomy.

Zupełnie żadnych sygnałów?

- Czasem bóle głowy. Ale z tego, co mówią neurolodzy, zdarzają się one częściej, gdy ciśnienie jest za niskie, a nie za wysokie, więc to bardzo mylące.

Takimi sygnałami mogą być jeszcze krwawienia z nosa, krwawienia do gałki ocznej i - co najgorsze - do mózgu.

Młody człowiek, który cierpi na nadciśnienie, ale o tym nie wie, nawet jak go silnie rozboli głowa, składa to zwykle na karb zmęczenia, bo pracował piąty dzień z rzędu po 16 godzin. Całe szczęście, jeśli ktoś go w porę przebada. Inaczej może się dowiedzieć o chorobie dopiero wtedy, gdy dostanie zawału lub udaru. Tymczasem diagnostyka jest na wyciągnięcie ręki. To może być jakikolwiek lekarz - choćby chirurg lub ortopeda - do którego się trafia z powodu kontuzji. A jeśli on jest zajęty, bo ma 100 pacjentów na dyżurze, to jest pielęgniarka. Trzeba ją tylko o to poprosić, jeśli sama tego nie zaproponuje.

To prawda, że lekarze coraz bardziej zaniżają normy ciśnienia? W efekcie wartości, które jeszcze 10 lat temu uznawano za prawidłowe, dziś już nimi nie są.

- Myli się pan. Od co najmniej kilkunastu lat twierdzimy, że nieprawidłowo wysokie jest ciśnienie równe bądź wyższe od 140/90. Jeśli w dwóch odrębnych dniach ciśnieniomierz wskaże takie wartości, to znaczy, że rozpoznajemy chorobę. I zastanawiamy się nad podjęciem odpowiednich kroków.

A więc tabletki?

- Nie. To zależy od wielu czynników, m.in. od wieku, płci, od tego, czy ktoś ma cukrzycę, zdrowe czy chore nerki itd. Bywa, że trzeba wkroczyć ostro z terapią już przy ciśnieniu 140/90, ale bywa też, że czekamy i staramy się najpierw działać metodami niefarmakologicznymi.

To znaczy?

- Przede wszystkim ruch. Zawsze opowiadam taką historię. Gdybym prezesowi bogatego koncernu farmaceutycznego zaproponował: - Panie prezesie, mam dla pana lek, który jest bezpieczny, może być stosowany w każdym wieku i w każdej grupie pacjentów, na dodatek tani i niemający prawie żadnych objawów niepożądanych i on obniża poziom ciśnienia skurczowego [tego o wyższej wartości] o 7 mm słupa rtęci. Kupuje pan?

Sądzi pan, że znalazłby się jakiś prezes, który by tego nie kupił?

- Poza tym dieta. W ten sposób możemy dodatkowo zbić 3-5 mm Hg, a za pomocą dość restrykcyjnej diety DASH (to skrót od badania Dietary Approach to Stop Hypertension; zaleca się spożywanie dużej ilości warzyw, owoców i mleka) nawet ponad 10 mm Hg.

Jeżeli to nie pomoże albo ktoś nie chce ćwiczyć, zostaje tabletka. Najgorsze, że na całe życie.

- Tak, bo przecież nadciśnienie to choroba przewlekła. Ona nie przechodzi. Na nią się choruje do końca życia. Dla lekarzy i farmaceutów to zupełnie oczywiste i dlatego często zapominamy, by powiedzieć o tym pacjentom. Jeśli chory łyka leki i ciśnienie jest dobre, to ono jest dobre na skutek zażywania leków, a nie na skutek wyzdrowienia. Lek nie likwiduje bowiem przyczyn choroby, lecz wyłącznie jej objawy. Dlatego przerywanie terapii jest poważnym błędem.

Lubię mawiać, że leczenie nadciśnienia to eksperyment, w którym biorą udział dwie strony - pacjent i lekarz. Jeśli masz w sobie motywację, by się leczyć, a lekarz umiejętności, wiedzę i czas, żeby z tobą o tym porozmawiać, to się wam powiedzie. Nigdy nie powiedzie się ani samemu pacjentowi, ani lekarzowi. To zadanie dla obu stron.



*Prof. Artur Mamcarz jest kierownikiem III Kliniki Chorób Wewnętrznych i Kardiologii II Wydziału Lekarskiego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego