Oczami kobiety: orgazm

W sensie czysto fizjologicznym orgazm to reakcja całego organizmu na podniecenie i napięcie seksualne. Następuje przekrwienie narządów płciowych i miednicy małej, co w efekcie przekłada się na silne odczuwanie kilkusekundowej rozkoszy. U mężczyzny celem biologicznym orgazmu jest spowodowanie wytrysku nasienia, u kobiet właściwie nie ma celu biologicznego, ponieważ zdolność kobiety do zapłodnienia nie jest uzależniona od przeżycia orgazmu.
Współczesne kobiety mają dość rozległą teoretyczną wiedzę na temat seksu. Chętnie czytają książki, artykuły, wymieniają się doświadczeniami. Nabierają przekonania, że w seksie najważniejszy jest orgazm, a stosunek bez takiego zakończenia jest nieważny, tak jakby go wcale nie było. Od pierwszego razu oczekują, że "ziemia zadrży, a świat zawiruje". Jeśli tak się nie dzieje, czują się rozczarowane, oszukane i gotowe są szukać winnego. Tymczasem orgazmu trze-ba się nauczyć, a to nie dzieje się od razu. Jest gotowość, ale brak umiejętności, a do tych w pełni dochodzi się średnio po dwóch latach współżycia. Nie znaczy to, że wcześniej kobieta nie ma szans na przeżycie orgazmu, ale dla wielu pań pewna praktyka w tej dziedzinie jest konieczna, aby mogły w pełni cieszyć się seksem. Nie należy się zrażać, jeśli na początku nie jest tak, jak to sobie wyobrażałaś. W końcu praktyka czyni mistrza, a seks to przecież najmilszy rodzaj ćwiczeń. Aby go osiągnąć, potrzebna jest

technika, chęć, świadomość własnego ciała i umiejętność komunikowania się z partnerem. W odróżnieniu od mężczyzn kobiety nie szczytują "automatycznie". Przeżywania

rozkoszy muszą się nauczyć.



Magiczne punkty

Okazuje się, że nie tylko na zewnątrz naszego ciała znajdują się szczególnie wrażliwe miejsca, mamy je również w środku. Stosunkowo niedawno odkryto różne tajemnicze punkty, których stymulacja sprzyja wzmocnieniu rozkoszy seksualnej. Zwykle partnerzy odkrywają te siedliska rozkoszy przez przypadek - wypróbowują różne pozycje i przekonują się, że niektóre dają kobiecie więcej przyjemności niż inne. Czasem miejsca szczególnej wrażliwości na bodźce łatwiej jest odkryć podczas pieszczot niż podczas stosunku - partner jest wtedy skoncentrowany na kobiecie i może stymulować ją dowolnie długo. Jeśli macie ochotę pobawić się w odkrywców, proszę bardzo. Postarajcie się jednak, aby wasze zbliżenia nie straciły przy tym na spontaniczności i romantyzmie - niech nie staną się pogonią za punktami. Tym bardziej że nie każda kobieta jest zbudowana według tego schematu. Może się okazać, że nie uda wam się zlokalizować u siebie żadnego z tych punktów, bo źródło rozkoszy będzie tkwiło zupełnie gdzie indziej.

Punkt g

Znajduje się na przedniej ścianie pochwy, ok. 5 cm od wejścia. Można go wyczuć w pochwie jedynie w chwilach podniecenia seksualnego. Jeżeli chcesz poszukać go sama, ułóż się wygodnie na plecach lub ukucnij i włóż wilgotny palec do pochwy. Zegnij go trochę i przesuń nim po przedniej ścianie pochwy (tej od strony brzucha). Wykonuj nim ruchy takie, jakbyś chciała kogoś do siebie przywołać. Jeśli popieścisz się w ten sposób przez chwilę, poczujesz, jak obszar pod palcem twardnieje - wyczujesz chropowate zgrubienie wielkości dwudziestogroszówki. Eureka! Pierwsze tak bezpośrednie pobudzanie punktu G może wywołać uczucie podobne do potrzeby oddania moczu, dlatego dobrze jest do ćwiczeń przystąpić z opróżnionym pęcherzem. Kiedy już znajdziesz punkt G, przytrzymaj na nim chwilę palec, ale nie naciskaj. Następnie zacznij go delikatnie głaskać. Ślizgaj się po jego powierzchni, zataczaj palcem koła, pieść okolice zgrubienia. Nie spodziewaj się tak intensywnej reakcji, jaką odczuwasz podczas stymulacji łechtaczki. Punkt G budzi się powoli i leniwie, a orgazm będący wynikiem jego pobudzania jest też inny - mniej gwałtowny i intensywny. Poczujesz raczej ciepło rozlewające się w dole brzucha i długie delikatne falowanie zamiast intensywnych skurczów. Kiedy już zlokalizujesz punkt G, podziel się swoim odkryciem z partnerem. Spróbujcie poszukać takich pozycji, w czasie których punkt G jest najlepiej stymulowany. Może to być np. pozycja na jeźdźca albo pozycja od tyłu "kolanowo-łokciowa" - wiele zależy od waszej budowy (np. od kształtu i wielkości członka). Każda para musi znaleźć optymalne dla siebie ułożenie.

Punkt a

Jest ukryty głęboko między punktem G a szyjką macicy. Aby go odnaleźć, wsuń do pochwy dwa palce. Znajdź punkt G. Przesuwaj palcami powoli w kierunku szyjki macicy. Gdy do niej dotrzesz, cofnij palce, tak aby znalazły się w połowie drogi między szyjką macicy a punktem G. Wyczuwasz gładką, delikatną powierzchnię wrażliwą na dotyk? To właśnie punkt A. Pieść go, poruszając palcami pionowo lub zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Wybieraj pozycje, w których stymulowana jest głęboko przednia ściana pochwy - np. na odwróconego jeźdźca, "kolanowo-łokciową" lub kiedy partnerka siedzi na krawędzi łóżka, a partner klęczy między jej udami.

Punkt u

Leży ok. 2,5 cm od wejścia do pochwy, na przedniej ścianie. Jego stymulacji sprzyjają pozycje, w których penetracja jest raczej płytka i skierowana na przednią ścianę pochwy, na przykład w pozycji bocznej (tzw. łyżeczek) oraz w pozycji klasycznej, kiedy kobieta leży na plecach z nogami opartymi na ramionach partnera (wtedy punkt U jest stymulowany czubkiem penisa) lub opuszczonymi luźno na podłoże (wtedy trzon penisa ociera się o strategiczny obszar), a także w pozycji od tyłu, ale leżącej (partnerka leży na brzuchu, partner na niej z nogami złączonymi między jej nogami).

Jak przybliżyć swoje szanse na spełnienie

- Stosuj wszystkie rodzaje dotykania i pocałunków, które lubisz, które sprawiają ci przyjemność, tak by osiągnąć podniecenie i obfite nawilżenie pochwy. Nie powinno to jednak trwać zbyt długo, gdyż wtedy wilgoć zanika, a przedłużone pieszczoty mogą drażnić i sprawiać ból.

- Jeśli czujesz, że jesteś bardzo podniecona, że już nadszedł moment na pełne zbliżenie, powinnaś dać znać partnerowi, żeby w ciebie wniknął.

- Ważny jest oddech. Dostosuj jego rytm do falowania miednicy. Jeśli nauczysz się łączyć ruch miednicy w górę z wydechem, wówczas osiągniesz najwyższy poziom ekscytacji.

Ale nie jest to łatwe i wymaga ćwiczeń.

- Podczas stosunku nie usztywniaj się, nie bądź nieruchoma. Poruszaj swobodnie i naturalnie biodrami. Kołysz się, huśtaj, stapiaj się z partnerem. Szukaj optymalnej

dla siebie stymulacji.

- Nie myśl za wiele. A już na pewno nie myśl o orgazmie, nie napinaj się w nerwowym oczekiwaniu na finał. Pamiętaj, mleko kipi zawsze wtedy, gdy na chwilę spuści się je z oka. Postaraj się wyłączyć, zatracić w tym, co dzieje się między wami, zapomnieć w jego

ramionach.

- Szukaj optymalnych rozwiązań. Jeśli w trakcie stosunku poczujesz, że jakieś ułożenie, tempo lub sposób poruszania się partnera szczególnie ci odpowiada, powiedz mu to i poproś, by właśnie tak kontynuował. Czasami już niewielkie zmiany ułożenia, np. opuszczenie lub uniesienie nóg, robią różnicę, bo powodują, że drażnione są inne miejsca w pochwie. Nie bój się eksperymentować w czasie stosunku, szukaj, aż znajdziesz.

Nie wierz mitom!

Wokół zjawiska orgazmu narosło wiele mitów i fałszywych ocen. Słuchamy tych powtarzanych z ust do ust opinii i podświadomie próbujemy się do nich dostosować. Kiedy się to nie udaje, dochodzimy do wniosku, że coś z nami jest nie tak. Tymczasem w seksie nie ma jasnych kryteriów normy, nie ma reguł sprawdzających się w każdym przypadku. Wszystko zależy od indywidualnych upodobań i możliwości. Zamiast wierzyć opowieściom innych (często zresztą wyssanym z palca), lepiej wsłuchać się w siebie i partnera i robić to, co sprawia nam przyjemność.

Orgazm łechtaczkowy jest gorszy i prymitywniejszy od pochwowego.

Taki pogląd - całkowicie fałszywy - pokutuje zarówno wśród kobiet, jak i mężczyzn. Orgazm w czasie stosunku uzyskiwany bez dodatkowej stymulacji łechtaczki niektórzy uważają za wyższy stopień wtajemniczenia seksualnego. Co gorsza, mężczyźni stawiają sobie niekiedy za punkt honoru doprowadzenie kobiety do takiego orgazmu. Miłosne igraszki zaczynają wtedy przypominać ćwiczenia wojskowe. Tymczasem nie ma lepszych i gorszych orgazmów. Owszem, orgazm pochwowy i łechtaczkowy różnią się. Łechtaczkowy odczuwany jest bardzo intensywnie, krótko, gwałtownie. Jest bardzo wyraźnie umiejscowiony. Pochwowy jest łagodniejszy, na ogół nieco dłuższy, a rozkosz rozpływa się wewnątrz ciała. Różnice są techniczne, ale nie jakościowe. Jeśli kobiecie jest przyjemnie, odczuwa rozkosz, ma poczucie spełnienia, to droga, którą do tego dochodzi, staje się zupełnie nieistotna. Przy czym warto dodać, że zdecydowana większość kobiet przeżywa orgazm łechtaczkowy.

Tylko jednoczesny orgazm obojga partnerów jest prawdziwym ukoronowaniem współżycia.

Jednoczesny orgazm jest przyjemnym finałem, ale z całą pewnością nie jest jedynym słusznym i wartościowym. Jeśli się zdarza spontanicznie (a trzeba przyznać, że wiele par po latach praktyki osiąga taki poziom synchronizacji), to super. Jednak dążenie do niego za wszelką cenę mija się z celem. Wiele par świadomie z takich zabiegów rezygnuje. W dochodzeniu do orgazmu stosują zasadę kolejności (zwykle "panie pierwsze, panowie za nimi") i cenią sobie to, że w danym momencie mogą się skoncentrować wyłącznie na partnerce/partnerze, by za chwilę odebrać swoją porcję uwagi i czułości.

Orgazm wywołany poprzez masturbację jest niegodny kobiety.

Całkowity fałsz. Doznania czysto fizyczne są identyczne, gdy łechtaczka drażniona jest przez partnera i gdy kobieta robi to sama. Kobiety też się masturbują, chociaż niechętnie się do tego przyznają. Robią to dokładnie z tych samych powodów co mężczyźni - braku partnera, niezaspokojenia poprzez stosunek, dla odprężenia, a czasem po prostu z przyzwyczajenia.

Stosunek niezakończony orgazmem jest nieudany i upokarzający.

Właśnie takie przekonanie powoduje u wielu kobiet stres i frustrację. Uważają, że jeśli nie wdrapują się na szczyty rozkoszy przy każdym zbliżeniu, to świadczy to źle o nich albo o ich partnerach. Traktują orgazm jako świadectwo pełni swej kobiecości. Rozpoczynają więc pogoń za nim. Tymczasem im bardziej zawzięcie do niego dążą, tym bardziej on się oddala. A przecież bliskość z ukochanym mężczyzną ma nie tylko ten wymiar. Partnerski seks buduje związek, pozwala okazać uczucia, ciepło, przywiązanie, wzajemną troskę i radość z bycia razem. Nie każdy stosunek musi kończyć się orgazmem. Nie każda kobieta jest w stanie przy każdym zbliżeniu osiągać ten sam stopień podniecenia. Ale ważna jest satysfakcja seksualna. Świadomość, że mój partner jest szczęśliwy, że dobrze nam razem, że tuląc się do siebie, wzajemnie dajemy sobie miłość, bywa ważniejsza niż sam orgazm. Nie ma więc powodu udawać superkobiety, która zawsze osiąga erotyczne szczyty. Udawanie orgazmu zaciemnia prawdziwy obraz związku i w gruncie rzeczy prowadzi na manowce. Takie sztuczki jak przyspieszony oddech, grymas twarzy, okrzyki, westchnienia, a czasami nawet szloch rozkoszy mogą oczywiście wprowadzić partnera w błąd, tylko po co? Zresztą wytrawny kochanek i tak może się zorientować, że coś tu nie gra.

Rady dla niego

W miarę zdobywania erotycznego doświadczenia kobiety uczą się czerpać przyjemność z seksu na coraz to nowe sposoby. Staraj się podążać za tymi zmianami.

Rozwijaj umiejętności manualne

Seksuolodzy żartują czasem, że ich praca byłaby znacznie prostsza, ale i przychody mniejsze, gdyby Stwórca, tworząc kobietę, umieścił łechtaczkę w pochwie. Wtedy najprawdopodobniej dojście do orgazmu w czasie stosunku byłoby dla kobiety tak samo łatwe jak dla mężczyzny. Niestety, tak to natura urządziła, że ten mały, najwrażliwszy punkcik, którego jedyną rolą jest dawanie kobiecie seksualnej rozkoszy, znajduje się daleko od obszaru stymulowanego przez penis w trakcie stosunku, a strefy erogenne kobiety rozsypane są po całym ciele. Dlatego staraj się angażować podczas stosunku - poza tą najważniejszą - jeszcze inne części ciała. Niech twoje usta i dłonie pieszczą ją całą, kiedy się kochacie. Wtedy szanse na to, że oboje dotrzecie na szczyt wzrastają.

Przygotuj się na różne reakcje

Zachowania kobiet w chwili szczytowania są bardzo zróżnicowane. Jedne krzyczą, ba, drą się wniebogłosy, inne wiją się i mamroczą coś niezrozumiale, jeszcze inne leżą cichutko w totalnym bezruchu (na początku możesz nawet nie zorientować się, że właśnie szczytują). Niektóre uśmiechają się, nawet śmieją w głos, inne tuż po orgazmie zaczynają płakać. To nie znaczy, że coś im się stało ani że zrobiłeś coś nie tak. Po prostu emocje i doznania, które towarzyszą orgazmowi, są niekiedy dla kobiety tak silne, że muszą znaleźć ujście. Taki płacz można porównać do płaczu szczęścia, potraktuj go raczej jako komplement niż powód do zmartwień. Gdy dobrze znasz swoją partnerkę, wiesz, jak reaguje w takich chwilach... ale i tak kiedyś może cię zaskoczyć. Sypiasz z kobietą - bądź przygotowany na zmiany!

Nie oczekuj cudów, nie bądź tyranem

Jeśli twoja partnerka doświadcza orgazmu w czasie stosunku, rób wszystko, by doświadczała go jak najczęściej - przedłużaj stosunek, by zdążyła przeżyć rozkosz, dobieraj optymalne tempo, pozycje i sposób poruszania się. Jeśli przy odpowiedniej stymulacji i w określonych warunkach przeżywa orgazm wielokrotny, świetnie - staraj się te warunki stwarzać jak najczęściej. Ale jeśli nie doświadcza wielokrotnego szczytowania albo jedyną formą zaspokojenia jest dla niej pobudzanie łechtaczki (i ona to potwierdza), to też nie problem. Nie stawiaj sobie za punkt honoru zmiany takiego stanu rzeczy. Nie katuj jej godzinnymi ćwiczeniami, nie szukaj z lupą punktów w jej ciele, nie próbuj wytrenować pochwy,

by reagowała na twój penis tak, jak on reaguje na nią. Nie bądź w łóżku tyranem, tylko czułym kochankiem, który akceptuje potrzeby swojej partnerki. Z czasem rzeczywiście te potrzeby mogą się zmienić, ale musi się to stać spontanicznie.

Pytania do seksuologa

Odpowiada Ewa Żeromska

Moja dziewczyna rzadko osiąga orgazm. Boję się, że to moja wina - że za szybko kończę (nasze stosunki trwają 4-10 minut).

Taka długość stosunku zdecydowanie mieści się w normie, o ile w ogóle można mówić o normach w tym kontekście. Niemniej jednak może być tak, że Pana dziewczyna rzeczywiście potrzebuje dłuższego pobudzania, by osiągnąć pełną satysfakcję. Nie oceniałabym tego w kategoriach czyjejkolwiek winy - po prostu każdy człowiek jest inny, inaczej reaguje na bodźce erotyczne, gdy więc spotykają się dwie osoby, dwa różne temperamenty, potrzebują trochę czasu, by się do siebie dopasować. Proponuję, abyście skoncentrowali się nie tylko na wydłużaniu samego stosunku,

ale również - a raczej przede wszystkim - na przedłużaniu i urozmaicaniu gry wstępnej, która rozpala zmysły kobiety, przygotowując ją do zbliżenia. Im więcej czasu i pieszczot da Pan partnerce przed stosunkiem, tym mniej będzie go potrzebowała w trakcie stosunku, by osiągnąć orgazm. Proszę nie mylić jej zgody na seks z gotowością do stosunku. Od jednego do drugiego jest jeszcze długa droga, którą powinny wypełnić Pana czułość i pieszczoty. A gdy już się kochacie, niech Pan po prostu postara się być czujnym na jej sygnały.

Nie jestem w stanie osiągnąć orgazmu podczas samego stosunku - potrzebuję do tego pieszczot łechtaczki. Czy można coś na to poradzić?

A niby dlaczego miałaby Pani to zmieniać? Nie jest ważne, jak dochodzi się do szczytu - ważne, że się dochodzi. Może się Pani cieszyć, że ma wykształconą tę zdolność, bo wiele kobiet jest jej w ogóle pozbawionych. Zresztą stosunek nie polega tylko na penetracji. Pieszczoty przed i po są równie istotne, bo wzbogacają doznania, przedłużają stosunek

i nie pozwalają na rutynowe "odwalenie" sprawy. Ważne, żeby mężczyzna wiedział, czego oczekuje jego partnerka. Nie można liczyć na to, że sam się domyśli.

W jaki sposób mężczyzna może poznać, czy kobieta ma orgazm, czy udaje?

Nie ma na to żadnego sposobu, więc radzę od razu zrezygnować ze śledztwa. Oczywiście istnieją pewne książkowe objawy szczytowania u kobiety - podwyższone ciśnienie krwi (nie sądzę, aby miał Pan okazję zmierzyć je partnerce podczas stosunku), przyspieszony oddech, rozszerzenie źrenic, twardnienie brodawek, przekrwienie sromu i rytmiczne skurcze pochwy. Ale, po pierwsze, nie występują one w takim samym natężeniu u każdej kobiety, a po drugie - trudno, żeby mężczyzna, kochając się z kobietą, tak bacznie ją obserwował. Co więc pozostaje? Zaufanie.

Czy kobieta, która w ciągu kilku lat współżycia nigdy nie osiągnęła orgazmu, ma szanse przeżyć rozkosz?

Tak. Ważne, by zechciała zgłosić się do seksuologa. W wielu przypadkach terapia polega na uwolnieniu kobiety od psychicznej blokady, o której ona sama nie wie. Na przykład często kłopoty z osiągnięciem orgazmu mają panie, które na co dzień zbytnio się kontrolują - ciągle uważają na to, jak siedzą, jedzą, mówią, wyglądają. Ten rygor właściwego zachowania przenoszą też do sypialni - nie potrafią się odprężyć, zatracić w namiętności, bo ciągle podświadomie koncentrują się na tym, jak układają ciało i czy nie robią głupich min. Problemy z orgazmem miewają też kobiety, które nigdy się nie onanizowały, które po prostu nie znają swojego ciała.

Czy kobiety rzeczywiście mają możliwość przeżywania tzw. orgazmu wielokrotnego?

Jeśli tak, to jak do niego doprowadzić?

Orgazm wielokrotny rzeczywiście się zdarza, jednak doświadczają go tylko nieliczne kobiety, i to w pewnych okolicznościach - kobieta musi być bardzo podniecona, a także musi mieć partnera, który potrafi kontrolować swoje reakcje na tyle, aby odpowiednio wydłużyć stosunek. Wielokrotny orgazm polega bowiem na tym, że kobieta szczytuje kilka lub nawet kilkanaście razy w krótkich odstępach czasu, przy czym momenty ekstazy są przedzielone chwilowym spadkiem podniecenia. Nie ma żadnych specjalnych technik wywoływania takich reakcji, po prostu czasem się one zdarzają. Orgazm wielokrotny nie jest też jakimś orgazmem idealnym, do którego należałoby dążyć. To tylko jeden ze sposobów przeżywania rozkoszy.

Czy kobiety rzeczywiście mają możliwość przeżywania tzw. orgazmu wielokrotnego? Jeśli tak, to jak do niego doprowadzić?



Orgazm wielokrotny rzeczywiście się zdarza, jednak doświadczają go tylko nieliczne kobiety, i to w pewnych okolicznościach - kobieta musi być bardzo podniecona, a także musi mieć partnera, który potrafi kontrolować swoje reakcje na tyle, aby odpowiednio wydłużyć stosunek. Wielokrotny orgazm polega bowiem na tym, że kobieta szczytuje kilka lub nawet kilkanaście razy w krótkich odstępach czasu, przy czym momenty ekstazy są przedzielone chwilowym spadkiem podniecenia. Nie ma żadnych specjalnych technik wywoływania takich reakcji, po prostu czasem się one zdarzają. Orgazm wielokrotny nie jest też jakimś orgazmem idealnym, do którego należałoby dążyć. To tylko jeden ze sposobów przeżywania rozkoszy.

Od pięciu lat jestem mężatką, ale podczas współżycia z mężem nie przeżywam orgazmu. Czy tak już będzie zawsze? Czy można coś na to poradzić?

Na początek nasuwa się wiele pytań - czy mąż jest Pani pierwszym partnerem? Jeśli nie,

to czy seks z innymi partnerami był dla Pani satysfakcjonujący? Czy osiąga Pani orgazm podczas masturbacji? Bo jeśli w innych okolicznościach jest Pani w stanie szczytować, może to znaczyć, że technika współżycia, którą stosujecie z mężem, jest dla Pani nieodpowiednia. Być może do tego, aby osiągnąć orgazm, nie wystarczy sam stosunek. Może - jak wiele kobiet - potrzebuje Pani dodatkowej stymulacji łechtaczki. Nie wiem, jak dokładnie zbadaliście Państwo możliwości, które daje seks, czy macie odwagę, by trochę poeksperymentować, czy też ograniczacie się do tradycyjnego stosunku, który rzeczywiście może nie dawać Pani szans na spełnienie. Ważne jest, aby Pani sama wiedziała, co sprawia Pani przyjemność. Najprostszą drogą do poznania siebie jest oczywiście masturbacja. Potem trzeba zebrać się na odwagę, by powiedzieć lub pokazać mężowi, jak ma postępować, aby osiągnąć pożądany efekt. Jeśli natomiast nie potrafi Pani szczytować w żadnych okolicznościach, warto zgłosić się do seksuologa, gdyż prawdopodobnie nie jest

to kwestia techniki, lecz wewnętrznych zahamowań, które wymagają terapii.

Więcej o: