Bigoreksja - nałóg wpisany w życie

W ramach ewolucji zostaliśmy obdarzeni przez los skłonnością do nałogów, zakorzenioną dysfunkcją sprawności woli, przejawiającą się w chronicznym podejmowaniem szkodliwych dla organizmu decyzji. Decyzji, które są sprzeczne z przesłankami zdrowego rozsądku. Bigoreksja taka właśnie jest.
Od alkoholizmu, poprzez uzależnienie od nikotyny, wraz z rozwojem cywilizacji poszerzyliśmy gamę możliwości. Chodzimy na zakupy, bo musimy, lubimy. Praca, która staje się pasją, głód informacji, który jest niezbędny, by funkcjonować, hazard - adrenalina przed wygraną. Uzależnienie staje się chorobą cywilizacyjną.

Bigoreksja - kult piękna

W dobie wyścigu szczurów rodzi się obsesja na punkcie własnego wizerunku, szuka się sposobów, by piąć się w górę, by być lepszym, ładniejszym, bardziej lubianym. Wartości witalne: zdrowie, uroda, młodość są źródłem satysfakcji, a także wyznacznikiem atrakcyjności i środkiem oddziaływania na innych. Kult ciała i tego, co służy jego pielęgnacji, kultura globalna łączy przede wszystkim z seksualnością, a w konsekwencji z przyjemnością.

Atrakcyjna kobieta jest młoda, szczupła, zgrabna, a do tego wszystkiego jeszcze robi karierę zawodową, jest mądra, bogata i szczęśliwa. Przystojny mężczyzna jest dobrze zbudowany, wysportowany, itp., itd. Każdy, kto bezkrytycznie poddał się wpływom mediów, zaczyna przesadnie dążyć do pożądanego ideału: wszyscy się odchudzają, zapełniły się siłownie i kluby fitness, bogacą się firmy kosmetyczne. Przyzwyczailiśmy się, że to, co piękne jest dobre, a ideał należy osiągnąć za wszelką cenę.

Zdarza się jednak, że dążenie do zbyt wyidealizowanego wyglądu staje się obsesją, chorobliwą obsesją. Wśród dziewczyn szerokie kręgi zatacza anoreksja i bulimia, a co na to płeć męska?

Bigoreksja - chorzy na siłownię

W przeciwieństwie do wyniszczających organizm zaburzeń łaknienia (anoreksja) choroba, o której chcę wspomnieć, na pierwszy rzut oka zdaje się być po prostu korzystnym aspektem zdrowego stylu życia. Spędzanie wolnego czasu przy sztandze i na atlasie, to świetny sposób na aktywny odpoczynek po pracy. Jednak gdy amatorzy ćwiczeń sprawdzają przed lustrem efekt ćwiczeń i z miarką w ręku próbują potwierdzić obiektywny przyrost obwodu mięśni, okazuje się, że pod wyrzeźbionym brzuchem, rozbudowaną klatką piersiową i wielkimi bicepsami kryje się poważne zaburzenie psychiczne - bigoreksja.

Terminu bigoreksja użył po raz pierwszy w 1997 roku dr Harrison Pope - psychiatra z Belmont w amerykańskim stanie Massachusetts, na określenie obsesji na punkcie umięśnionego ciała. Obsesja ta powoduje uzależnienie, niemożność zaprzestania czynności, która rzekomo przynosi efekt, jakiego oczekujemy. Symptomy tej choroby można łatwo zauważyć na siłowni, kiedy to nawet bardzo dobrze zbudowani mężczyźni, gdy patrzą na swą muskulaturę w lustrze, stwierdzają, że są za chudzi. Ćwiczą więc coraz więcej i częściej.

Na pierwszy rzut oka bigoreksja jest idealnym przeciwieństwem anoreksji, jednak podłoże psychiczne obu jest identyczne, brak akceptacji własnego ciała oraz jego wypaczony wizerunek. Bigorektycy zbyt mocno koncentrują się na swoim wyglądzie, ćwiczeniach, niskotłuszczowej diecie. W przeciwieństwie do bulimników czy anorektyków zależy im jednak na rozbudowywaniu masy mięśniowej.

Najgorszy jest fakt, że choroba ta również może prowadzić do uszczerbku na zdrowiu. Chorzy, niezadowoleni z efektów ćwiczeń, sięgają po niszczące ich organizm sterydy anaboliczno-androgenne i zażywają je, nawet mimo skutków ubocznych. Cierpi również ich życie towarzyskie, rodzinne, często też zawodowe, funkcjonują bowiem od treningu do treningu, więc gdy inne czynności zaczynają kolidować z planem treningu lub ściśle określonymi planami posiłków, po prostu z nich rezygnują.

Na ratunek bigorektykom

Bigoreksję leczy się na zasadzie psychoterapii, podczas której zmienia się sposób myślenia o własnym ciele. Niestety, chorzy często nie dostrzegają problemu, zresztą samo przyznanie się do zaburzeń psychicznych nie pasuje do wizerunku, jaki wykreowali.

Ruch sprawia, że organizm ludzki sprawniej funkcjonuje. Aktywność fizyczna chroni przed wieloma schorzeniami, a dzięki ćwiczeniom poprawia się nasza kondycja. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy do fitness klubów zaczynamy chodzić nie po to, by być zdrowszym czy po prostu zrelaksować się, ale ponieważ odczuwamy silną presję bycia atrakcyjnym. Ważne jest, żeby dostrzegać tę granicę. Aby jej nie przekroczyć. Życzę ostrożności i umiaru podczas ćwiczeń.





Więcej o: