Andropauza- czas męskiego przekwitania

Kiedy kobieta po czterdziestce ma huśtawkę nastrojów, mówi się: "klimakterium!" Nie współczująco, lecz ironicznie. A jak to jest u mężczyzn? Czy też przeżywają okres przekwitania? Specjaliści twierdzą, że tak i zwą go andropauzą. Rozmawiamy o tym z Krzysztofem Klajsem, psychoterapeutą, dyrektorem Instytutu Ericksonowskiego.
Kiedy u mężczyzny zaczyna się andropauza?

Mamy tutaj parę wyznaczników. Pierwszy to czysta biologia. Z reguły jest to początek pięćdziesiątki. Staje mężczyzna przed lustrem, aby się ogolić, i widzi na głowie siwy włos. Jeden może wyrwać, drugi też. Ale później musi wziąć pod uwagę, że te siwe włosy ma. Albo łysieje. Oczywiście można włosy zaczesać, można włożyć kapelusz. Ale w końcu nie da się temu zaprzeczyć. To jedno. A drugie - zacznie gonić autobus i zdziwi się, że go nie dogonił. Pójdzie pograć z kolegami w piłkę i okaże się, że nie może grać tak długo, jak kiedyś. Wsiądzie na rower i co prawda pokona trasę, którą zawsze robił, tyle tylko, że teraz ma płuca na agrafkach. Tak więc mamy jeden wymiar - sygnały płynące z ciała. Drugi - to "sygnały z rodziny", np. umierają rodzice, i nie można już powiedzieć: mamo, tato. W tej rodzinie jest się już najstarszym.

A co wtedy dzieje się w organizmie mężczyzny? U kobiet zmienia się produkcja hormonów.

U mężczyzn też się zmienia, ale w zasadzie nie powoduje to zbyt wielu skutków. Kobieta jest niejako wyposażona przez naturę w mechanizm, który jej mówi: "Musisz zwracać uwagę na swoje ciało". Mężczyzna takiego mechanizmu nie ma. On nigdy nie miał miesiączki, tej pierwszej, w związku z tym nigdy nie zadawał sobie pytań, jakie zadaje sobie dziewczynka: "Czy już jestem kobietą? Co to dla mnie znaczy?" Wszystko jedno, jakie pojawią się odpowiedzi, konkluzja brzmi: "Nie możesz żyć, abstrahując od swego ciała". Kiedy u kobiety ten mechanizm, który działał przez wiele lat, zaczyna zawodzić, pojawia się zaniepokojenie. Dla kobiety, zarówno pierwsza miesiączka, jak i jej brak jest dramatyczną zmianą. A mężczyzna, skoro nie miał wyraźnego początku, nie ma też wyraźnego końca.

Kobietom w okresie klimakterium lekarze zalecają kurację hormonalną. A w przypadku mężczyzn jest tylko Viagra. Wygląda więc na to, że problem andropauzy sprowadza się wyłącznie do sprawności seksualnej.

Tak postrzega to pewna grupa mężczyzn. Bo sprawność seksualna lub jej brak jest dla wielu z nich wyznacznikiem męskości. Ale dla jakich mężczyzn? Dla takich, którzy traktują siebie jak maszynę seksualną. Już nie mówię tu o tym, jak w takich relacjach traktuje się kobiety, ale jak traktuje się samego siebie. Innymi słowy - gdy jest obiekt, zawsze mam wzwód. To absolutna bzdura, bo przecież nie zawsze i nie z każdym. Więc gdy mamy andropauzę, pytanie kluczowe jest takie: czy zmiany, jakie zachodzą u tego około pięćdziesięcioletniego mężczyzny, spowodowane są burzą hormonów, czy może czymś innym?

Może chęcią zatrzymania na siłę młodości?

To jeden z ważnych aspektów omawianego problemu i myślę, że uniwersalny. Bo przecież lęk przed śmiercią, czyli chęć zachowania młodości, dotyczy nas wszystkich. Im wyraźniej stajemy oko w oko z procesami starzenia się, tym bardziej niektórzy z nas usiłują zaprzeczyć rzeczywistości i ten czas zatrzymać. Więc jeśli kogoś stać finansowo na to, żeby kupić sobie zabawki, na które wcześniej nie mógł sobie pozwolić lub nie miał czasu, żeby się nimi bawić, to je kupuje. Ale jeżeli ma to służyć zaprzeczeniu rzeczywistości, to trzeba pamiętać, że taka "ślepota" nie kończy się najlepiej. Tak postępują mężczyźni z lęku przed śmiercią. Niedojrzali. Inni (nazwę ich dojrzałymi), biorąc pod uwagę, że czas płynie, próbują odpowiedzieć sobie na pytanie: "Co z tego wynika?". A wynika, że większość życia statystycznie mamy za sobą. Więc teraz może jest przedostatni moment, żebym zrobił coś dla siebie, w zgodzie z tym, jaki jestem. No właśnie, jaki jestem? Jeżeli wychodzi mi z odpowiedzi, że powinienem zmienić coś w swoim życiu, to nie jest to zły moment. Na przykład, jeżeli chcę mieć w życiu więcej uczucia i emocji, to być może jest to pora, aby coś zmienić, po to, aby tych uczuć mieć więcej.

Zmienić żonę?

Jeżeli tego uczucia nie mogę mieć w swoim małżeństwie? Ale to nie jest wcale takie oczywiste. Przecież żona może być dokładnie w tym samym miejscu - też jest bardziej uczuciowa, tylko jakoś tak im się ułożyło. Coś zmienić. Niekoniecznie żonę.

To znaczy, że w okresie andropauzy mężczyzna może stać się bardziej czuły w stosunku do swojej pięćdziesięcioletniej żony?

Albo może jej pokazać sto razy (nie raz), jak ważne są dla niego uczucia.

Czego do tej pory przez dwadzieścia pięć lat małżeństwa nie robił...

Tak. I wydawało się, że tak jest OK. Ale nie jest. Tylko że teraz to wynika z jego autorefleksji, z jego dojrzałości. Tak więc są dwie możliwości postępowania - pierwsza wynika z lęku, z zaprzeczenia rzeczywistości: "To nieprawda, że nie jestem sprawny seksualnie. Otóż jestem. Właśnie mam nową panienkę. To nieprawda, że nie mogę pozwolić sobie na wiele rzeczy. Właśnie mogę". A w drugim przypadku jest na odwrót - mężczyzna zaczyna często po raz pierwszy w życiu zadawać sobie pytania: "Kim naprawdę jestem? Jeżeli umarli już moi rodzice, to może jest to pora, żeby się zastanowić, czy nadal mam spełniać ich oczekiwania? Czy to, co robię, jak robię, jest tym, czego naprawdę chcę? Czy mam się z tym pogodzić, czy będę walczył?". To raczej te rzeczy powodują niepokój, bezsenność nad ranem niż zmiany na poziomie hormonalnym. Czyli nie o to chodzi, że łysieję, tylko o to, co się w mojej psychice dzieje, kiedy w lustrze widzę faceta, który wyłysiał.



Więcej o: