Fast food w wydaniu slow, czyli burger z ambicjami

Moda na fast foody w duchu slow food wkracza nie tylko do prywatnych kuchni, ale też na ulice. W większych miastach niczym grzyby po deszczu powstają tzw. "burgerownie" szczycące się najwyższej klasy składnikami. Nie tylko mięsem, choć to podstawa, ale też dodatkami. Czy fast food właśnie ewoluuje w kierunku zdrowia?
Chcesz mieć stały dostęp do naszych treści? Dołącz do nas na Facebooku!

Slow fast food, czyli potrawy inspirowane menu rodem z barów szybkiej obsługi. Niby wszystko takie samo, a jednak nie do końca. Nowoczesnego, modnego krewniaka burgera nie zawstydzi nawet towarzystwo bardziej wyrafinowanych produktów z kuchni świata: włoskiej mozarelli, pesto, meksykańskiego guacamole czy swojskiego oscypka. Z czego powinien składać się zdrowy "szybki" posiłek, a z czego absolutnie nie?

Dobre mięso to podstawa. Bułka niczym gąbka? Nie tym razem!

Dobry burger to przede wszystkim dobre mięso. Ze sprawdzonego i jawnego źródła. Do bułki trafiła bądź z rodzimej polskiej hodowli, bądź z odległej Argentyny czy Brazylii. Wśród smakoszy dyskusje nad wyższością cudzego nad naszym i odwrotnie wciąż trwają. Różnice zdecydowanie widać w cenie - za mięso zza oceanu zazwyczaj trzeba słono zapłacić. Niezależnie od tego, na które z nich się zdecydujemy, taki wkład to uczciwa porcja aminokwasów, głównego budulca tkanek i mięśni. Na użytek wegetarian stworzono też burgery bezmięsne: z kotletami warzywnymi, sojowymi czy jajecznymi.

Ale choć o jakości burgera stanowi jego zawartość, nie mógłby on istnieć bez.... mieszczącej jej bułki. Ten reprezetujący ruch slow food nie może sobie pozwolić na pieczywo o składzie, konsystencji i smaku kąpielowej gąbki. Składniki mają być jak najbardziej naturalne i dostarczać dodających sił węglowodanów. Optymalnie - złożonych, dlatego najlepiej, jeśli jest pełnoziarniste. Niestety nie zawsze jest, ale raz na jakiś czas można przymknąć na to oko.

Warzywa wrócą do łask?

Slow fast foodowa moda do głosu powoli dopuszcza warzywa. Nie spłaszczony plaster pomidora i listek zmęczonej życiem sałaty. Liczy się świeżość i pomysł. Między pieczywo może trafić nie tylko sałata, pomidor czy cebula, ale także choćby kiełki, papryka, rzeżucha. Słowem: mikro i makroelementy, witaminy oraz wypełniający żołądek błonnik.

Co prawda, warzywa wciąż łatwiej namierzyć w burgerach własnej produkcji, na mieście światło reflektorów skierowane jest głównie na kawał porządnego mięcha - dla towarzystwa ma jednak zazwyczaj choć parę plasterków ogórka konserwowanego.

W przypadku kanapki pełnej warzyw, może się zdarzyć, że nie zmieszczą się one "pomiędzy" lub podczas konsumpcji będą szukać nieprzewidzianej drogi ewakuacji. Zachowaj spokój, warzywa mogą spokojnie trafić na talerz obok w formie minisałatki. Tak, tak, bo slow fast fooda można jadać z talerza, choć i zwykły papier nie odszedł do lamusa. Instrukcja obsługi nowoczesnej buły: jesz nie byle jak, ale z pewnym namaszczeniem. Wciąż jednak na luzie i niezobowiązująco. Dopuszczalna opcja tak w biegu, jak i nieśpiesznie.

Lista zakazanych składników

Czego w "modnym" zdrowym fast foodzie być nie może? Wszystkiego tego, czemu fast food zawdzięcza złą renomę. Czyli?

Po pierwsze góry soli zatrzymującej wodę w organizmie i prowadzącej m. in. do nadciśnienia tętniczego i zmian miażdzycowych (czytaj więcej o zdrowotnych właściwościach soli ). Według Światowej Organizacji Zdrowia WHO nie powinniśmy dostarczać sobie więcej niż łyżeczka soli dziennie. Tymczasem już jeden burger z przeciętnej budki z szybką obsługą bądź tę dawkę pokrywa, bądź nawet ją przekracza.

Kolejne trujące substancje z fast fooda to niezdrowe tłuszcze, w tym zabójcze kwasy tłuszczowe trans powodujące zlepianie tętnic, zatory, wylewy czy miażdżycę. Naukowcy przestrzegają również, że są odpowiedzialne za gwałtowne przybieranie na wadze, a nawet postępującą obecnie epidemię otyłości. Ogółem: stanowią dużo większe zagrożenie dla zdrowia niż odzwierzęce tłuszcze nasycone. Bary szybkiej obsługi pozostają poza kontrolą i często nie widzą nic niestosownego w stosowaniu zabójczych utwardzanych wodorem olejów roślinnych.

Czytaj więcej o tłuszczach trans

Sos ma znaczenie

A teraz bohater drugoplanowy, choć dla wielu miłośników burgera - niezbędny. Sos. W jego roli w wersji "fast" najczęściej występuje keczup, majonez, musztarda bądź inne mazidła będące wariacją na temat powyższych. Prosto z butelki o dacie ważności sięgającej kolejnego pokolenia.

Nie tędy droga. W wersji "slow" sos ma smaku dodawać, a nie wszelki smak zabijać. Liczy się również jego skład i jakość. W cenie, zwłaszcza z perspektywy zdrowotnej, są te na bazie:

- jogurtu (ze względu na stosunkowo niską zawartość tłuszczu),

- dobrych olejów roślinnych - ze względu na obecność nienasyconych kwasów tłuszczowych, a także witaminy E, zwanej witaminą młodości

- warzyw - ze względu na moc odmładzających antyoksydantów i małą kaloryczność.

Majonez także przejdzie, pod warunkiem że nie dominuje kanapki i pochodzi z dobrego źródła. Wysoko przetworzone sosy gotowce to zaś zniewaga dla każdego poważnego slowburgerożercy. Wymagające podniebienia raczą się sosami inspirowanymi smakami z odległych stron: meksykańskim guakamole (sos na bazie awokado) czy włoskim pesto (na bazie orzeszków pinii bądź innych i warzyw).

Uwaga do fast fooda w wersji slow bardziej pasuje domowa lemoniada lub woda mineralna z cytryną niż popularne gazowane słodkie napoje popijane do ich mniej zdrowszych odpowiedników.

Slow foodowe frytki ewoluują w stronę ziemniaka?

Co z frytkami? Czy w dobie dbałości o zdrowie czeka je śmierć przez zapomnienie? Nic na to nie wskazuje. Ostatnio coraz więcej miejsc oferujących frytki belgijskie - grubszy odpowiednik frytek znanych polskim podniebieniom. My nie polecimy ich z czystym sumieniem, bo bądź co bądź, to dalej fast food. Tyle, że tym razem nie z amerykańską, a belgijską tradycją. I co gorsza zgodnie z tą tradycją podawany opatulony grubą warstwą majonezu.

Najbardziej optymalny kierunek, aby uczynić frytki zdrowszymi to powrót do korzeni. Czyli? Powolna reewolucja do formy bliższej szlachetnemu ziemniakowi niż kąpanym w głębokim tłuszczu kartoflanym skwarkom.

Kartofle same w sobie są bardzo zdrowe: zawierają dużo sycącej skrobi, a także, co mniej oczywiste, wartościowego białka roślinnego. Zapewniają organizmowi dostawę minerałów, m.in. wspomagającego mięśnie i obniżającego ciśnienie potasu, a także działającego kojąco na nerwy magnezu. Są bogate w witaminy - mimo słodkawego, neutralnego smaku, to istna bomba witaminy C. Niestety kąpiel w gorącym głębokim tłuszczu sprawia, że duża część ziemniaczanego bogactwa po prostu się ulatnia, a zasadniczo zdrowy produkt nasiąka niczym gąbka tłuszczem. Co gorsza najczęściej nie najlepszym tłuszczem. W wielu budkach z wakacyjnymi smakołykami jakość tłuszczu używanego do smażenia pozostawia wiele do życzenia. W wyniku tego raczymy się szkodliwymi dla zdrowia nasyconymi kwasami tłuszczowymi, w tym szczególnie niebezpiecznym tłuszczem trans. Ten zaś podnosi poziom "złego" cholesterolu LDL oraz zatyka układ krążenia, uniemożliwiając krwi swobodny przepływ. Może to prowadzić m.in. do miażdżycy, zawałów serca czy wylewów.

A teraz trochę o kaloriach. Porcja frytek o wadze 100 g dostarcza około 330 kcal, czyli niewiele mniej niż 0,5 kg ziemniaków z wody (to około 380 kcal).

Z naszej kalkulacji wynika, że bardziej opłaca się skusić na pieczone ziemniaki natarte uprzednio oliwą i przyprawami, np. czosnkiem. Najbardziej polecane pochodzenie - prywatny piekarnik.

Miejscówki grzechu warte

W stolicy, jeśli chodzi o buły z mięchem, pomiędzy sobą rywalizują m. in. Burger Bar, Sto900, Bistro Warszawa, Bagno Food & Wine. Katowicki Cyferblat przewrotnie oferuje burgery z kaszanką (krupniokiem). Wrocławski BLT&Flatbreads nie zapomina nawet o wegetarianach, oferując w zastępstwie wkład m. in. z pieczarek.

Liderem ruchu burgerowego zdaje się jednak krakowskie Love Krove. Tam burger jest nie jeden czy dwa, ale kilkanaście rodzajów. Karta przypomina menu rodem z pizzerii, tyle że tym razem pierwszych skrzypiec nie grają drożdżowe placki, a bułki. Tu nawet sałatki robią wrażenie - noszą imiona bohaterek serialu "Seks w wielkim mieście". Ekstrawagancką, uroczą Carrie reprezentuje kurczak i ananas w parmezanie i musztardowym sosie. Przebojowa Samantha wyróżnia się camembertem, ostrą rukolą, winogronami i słonecznikiem. Przykładna i ułożona Charlotte ujmuje delikatnym smakiem awokado i płatków migdałowych, a przekorna i wygadana Miranda daje o sobie znać czarnymi oliwkami, roszponką i mozarellą Jest też i mężczyzna. Mr Big, a jakże. Smakuje szynką parmeńską, karczochami oraz winogronami. Czyli jak to bywa z mężczyznami: trochę słodko, trochę gorzko. Jak to bywa z mężczyznami. I tym mało fast foodowym akcentem kończymy. Smacznego!

Czytaj więcej:

Zdrowotne top trendy, czyli najzdrowsze mody sezonu. A wśród nich slow fast food...



Więcej o: