Woda z kranu czy z ujęcia głębinowego? Coraz częściej nie ma różnicy

Długie kolejki chętnych po wodę "ze źródełka" to już raczej przeszłość. Coraz częściej znakomita woda oligoceńska, dewońska czy jurajska płynie w kranie. Na pewno równie dobra jak butelkowana i zupełnie bezpieczna? Odpowiedź nie jest oczywista. Podobnie, jak ustalenie, ile wody pić, kiedy i w ogóle po co? Jak to możliwe, że woda dodaje nam energii, skoro ma zero kalorii?
Pić, pić i jeszcze raz pić - przekonują dietetycy, lekarze, a przede wszystkim sprzedawcy wód mineralnych. I niewątpliwie słusznie, bo bez wody nie ma życia.



Ta oferowana w butelkach do niedawna wydawała się najlepsza, bo zasadniczo mieliśmy wiedzieć, co pijemy. Mnogość rodzajów wód (mineralna, źródlana, stołowa, wysoko, średnio i nisko zmineralizowana) i niepewny skład niektórych z nich sprawia jednak, że nie jest tak do końca. Sporo trzeba o wodzie wiedzieć, by wybrać właściwą. Czasem naprawdę co za dużo, to niezdrowo.

Butelkowane wody sporo kosztują (nawet kilkaset razy więcej niż kranówa), a tymczasem w wielu krajach europejskich, gdzie obowiązują takie same normy czystości i jakości, jak w Polsce, nawet nikomu do głowy nie przychodzi, żeby pić wodę z butelki. Chyba, że gazowaną, dla smaku. Nie bez znaczenia są też kwestie ekologiczne: butelki po wodzie to niebagatelny problem. Jeśli kupujesz wodę w dużej butelce, najczęściej już po 24 godzinach od otwarcia rozwija się w niej "niechciane życie". Tymczasem trudno spory baniak trzymać w lodówce.

Do codziennego spożycia (picia, gotowania) równie dobra wydaje się woda z kranu, ewentualnie coraz mniej popularnych "źródełek", miejskich ujęć wód głębinowych. Zarazem: co dokładnie w danym momencie płynie z kranu lub w osiedlowym "źródełku" nie jest pewne. Nie oznacza to jednak, że jest szkodliwe. Nie musi też być wyjątkowo dobre, nawet jeśli ujęcie, z którego woda pochodzi, jest znakomite.

Co dostajesz z wodociągu?

Nasilona kampania, by zachęcić Polaków do picia kranówy, nie przyniosła oczekiwanych efektów. Nawet tam, gdzie w kranach płynie woda głębinowa, pełna cennych minerałów, czysta biologicznie (np. dewońska w Kielcach, triasowa w Gliwicach) jest opór. Nawet woda codziennie badana (jak w Poznaniu) z musi być tej samej jakości u nas w domu, co w ujęciu, gdzie jest analizowana. Przechodzi bowiem przez system rur, starych instalacji, więc niejednokrotnie może być wtórnie zanieczyszczana. Tymczasem trudno sobie wyobrazić kontrole jakości w każdym mieszkaniu. Stąd: boimy się ją pić bez przegotowania.

Wielu Polaków ma w kranie wciąż niesmaczną wodę z ujęć powierzchniowych. Nie ma ona cennych minerałów. Chlor w niej zawarty nie jest najlepszy dla układu krążenia i krzepliwości krwi. Przed spożyciem taką wodę trzeba przegotować. Zarazem, poza nadzwyczajnymi sytuacjami (np. nagłego skażenia wód), możesz mieć pewność, że się nią nie otrujesz.

Na pewno jakość wody poprawi filtr i da ci pewność, że usuniesz ewentualne wtórne zanieczyszczenia, choćby rdzę. Wybierz ten, który ma atest PZH (Państwowy Zakład Higieny). Za najskuteczniejsze wciąż uchodzą filtry działające na zasadzie odwróconej osmozy (mikroskopijne pory w specjalnej membramie zatrzymują nawet chlor, pestycydy). Filtry mogą być zakładane bezpośrednio na kran lub stojące, zewnętrzne. To nie wpływa na ich skuteczność, jeśli tylko używasz filtra zgodnie z zaleceniami producenta. Cenione też są filtry przepływowe, zalecane głównie osobom, które mają twardą wodę. Wówczas odpowiedzialne za twardość sole mogą być usunięte także z wody przeznaczonej do pralki, zmywarki. Warto przy tym wiedzieć, że filtry nie mają za zadanie wyjałowić wody, a jedynie usunąć nadmiar niekorzystnych związków (w tym wapnia, który w zbyt dużym stężeniu bywa groźny - obciążając nerki). Na rynku są zresztą filtry wtórnie uzupełniające potrzebne minerały, np. magnez.

Co z wodą ze źródełka?

Nawet jeśli zawiera cenne składniki, jak mineralna, upewnij się, że to właśnie te, o które ci chodzi. Dostępne w miejskich ujęciach wody głębinowe (np. oligoceńska, jurajska) nie muszą mieć składu optymalnego dla zdrowia i być czyste pod względem chemicznym oraz biologicznym. Bywa, że zawiera bakterie nieprzyjazne jelitom czy za dużo żelaza.

Podstawą są systematyczne badania. Tak dzieje się najczęściej z oficjalnymi punktami, ale nie brakuje ujęć zapomnianych, zamkniętych, z których ludzie wciąż korzystają. Pytaj w sanepidzie o swoje źródełko. Tam sprawdź, kiedy było ostatnio kontrolowane.

Nie zapominaj, że "oligocenkę" (wody pochodzą z różnych okresów geologicznych, ale akurat ta nazwa się powszechnie przyjęła) powinno się przegotować zaraz po przyniesieniu do domu. W lodówce można ją trzymać do 12 godzin. Po takim czasie bardzo prawdopodobne, że rozwiną się w niej liczne bakterie lub pleśń (grzyby chorobotwórcze).

Pamiętaj, że mikroby lubią nie tylko samą wodę, ale i pojemniki, w których przynosisz ją do domu. Trzeba je zatem starannie myć i pilnować, by w środku nie pozostawały resztki wody, ułatwiające drobnoustrojom kolonizację. Dla pewności - warto byłoby taką wodę przefiltrować. To jednak mija się z celem...

Nie lubię wody!

Kiedy już rozstrzygniecie, jaka woda, co proste nie jest, warto ustalić czy rzeczywiście trzeba ją pić. Musi być "czysta", żeby dobrze nawadniać? Wcale nie. Zasadniczo człowiek powinien spożywać dwa litry płynów (niekoniecznie wody) dziennie. Do płynów, poza czystą wodą, wliczamy też herbaty, napoje ziołowe, soki (ale nie te zagęszczane, słodzone), zupy. Nie wliczamy alkoholu.

Niektóre źródła podają, że wystarczy 1,5 litra samej wody, jeśli ktoś ją lubi. Czysta woda, nie dość, że nie zawiera kalorii, to jeszcze najlepiej jest przyswajana, stąd zapewne ten niższy limit płynów. Rozwiązanie znakomite na diecie.

Można zatem, nie lubiąc czystej wody, odpowiednio nawilżać organizm. I dbać o zdrowie, nie pijąc wód mineralnych. Są one wprawdzie doskonałym sposobem dostarczania cennych składników, ale, przecież, nie jedynym ( Skąd brać makroelementy? Czytaj!)

Do życia!

A po co w ogóle pić? Odwodnienie to najbardziej poważny skutek niedoboru płynów. Nie tylko jednak obawa przed nim zmusza i zachęca do picia.

-Woda umożliwia utrzymanie w ryzach ciśnienia tętniczego, a także sprawną pracę systemu termoregulacji i w efekcie prawidłową ciepłotę ciała.

- Ponieważ poprawia ukrwienie wszelkich komórek, w tym mózgu, wpływa na procesy myślowe, a zwłaszcza na pamięć i zdolność koncentracji (więcej na ten temat: Chcesz zdać egzamin? Pij wodę!).

- Intensywnie wspiera pracę układu pokarmowego, ułatwiając trawienie, wchłanianie oraz transport substancji odżywczych do wszystkich komórek (jest ważnym składnikiem krwi).

- Pozwala utrzymać szczupłą sylwetkę, usprawniając metabolizm.

- Dzięki niej nerki mogą sprawnie oczyszczać organizm. Sama woda także wzmaga usuwanie toksyn.

- Jest także sojusznikiem układu odpornościowego: zapewniając odpowiednią wilgotność błon śluzowych (np. gardła, nosa, pochwy), naturalnych barier ochronnych przed mikroorganizmami chorobotwórczymi.

- Dzięki niej nasze oczy unikają wielu podrażnień (system łzowy), a skóra jest gładka i sprężysta.

Jak pić, żeby się dobrze napić?

W ciągu doby organizm potrzebuje ok. 2 litrów płynów. Pamiętaj, że woda najlepiej gasi pragnienie, a w upalne dni przyda się wypić litr więcej. Także wtedy, gdy zbyt długo siedzisz w klimatyzowanym pomieszczeniu, o bardzo przesuszonym powietrzu ( czytaj: Klimatyzacja: samo zdrowie? ).

Trzy litry powinna spożywać także kobieta karmiąca piersią (to powinno ją uchronić także przed przedwczesną utratą pokarmu) oraz sportowcy. W czasie treningu wraz potem tracisz także cenne minerały, zatem wskazana byłaby specjalna woda, która pomoże uchronić cię przed niedoborami. W kranie takiej nie uświadczysz.

Oczywiście, tych litrów nie wypijamy w krótkim czasie. Najlepiej popijać przez cały dzień, małymi porcjami, po 50 do 100 ml. Woda pita duszkiem zakłóca pracę żołądka. Na trawienie źle wpływa także picie w trakcie jedzenia lub zaraz po. Woda rozrzedza soki trawienne, wydłużając czas ich działania. Enzymy okazują się mniej skuteczne, jedzenie zalega, możesz gorzej się czuć. Zatem warto poczekać 30 minut i dopiero potem pić.

Niektórzy nie umieją jeść na sucho. Nie dla nich picie przed posiłkiem (korzystne choćby dla tych, co na diecie). Jedząc bez popijania czują się "napychani, niczym gęś". Takie nawyki trudno zmienić (chociaż warto). Istotne jednak, by nie wyrabiać ich u dzieci. To naprawdę tylko przyzwyczajenie, a nie realna potrzeba organizmu.

Masz problemy, by rano wstać, pij szklankę wody przed zaśnięciem. Drugą zaraz po obudzeniu. Oczyścisz ciało z toksyn i zapewnisz sobie zastrzyk energii na dzień. Woda wprawdzie nie jest źródłem energii, jednak pozwala szybko dostarczyć potrzebne substancje do komórek, a także usunąć z nich te, które cię blokują.

Dołącz do Zdrowia na Facebooku!