Nieprzyjemne, ale nieraz konieczne skutki uboczne zabiegów medycyny estetycznej

Piękno boli i trzeba się trochę pomęczyć, by docelowo wyglądać lepiej, młodziej, zdrowiej. Niestety, czasem pojawiają się problemy, które nie pozwalają osiągnąć zamierzonego efektu.

Kiedy poddajemy się zabiegom ratującym zdrowie i życie, jesteśmy przygotowani na ewentualne skutki uboczne, cierpienie, a nawet oszpecenie (np. po wypadku drogowym, leczeniu onkologicznym itd.). Od medycyny estetycznej oczekujemy, że poprawi nasz wygląd, najlepiej w sposób szybki, łagodny, przyjazny, a nawet relaksujący. Wiele technik na to pozwala, choćby masaże. Są jednak i takie, które wręcz wiążą się z przykrymi dolegliwościami. Ich efekt terapeutyczny opiera się bowiem właśnie na różnych działaniach niszczących tkanki, a następnie ich gojeniu.

Szkodzić, by leczyć?

Nakłuwanie tkanek, ich przypalanie, przypiekanie, drapanie, chłodzenie... Brzmi jak tortury? A to medycyna estetyczna, anti-aging (przeciwstarzeniowa) właśnie.

Kontrolowane uszkodzenia jeszcze niedawno wydawały się najprostszą drogą do regeneracji tkanek, zmuszenia układu immunologicznego do odmłodzenia wybranych części organizmu, głównie skóry.

Nietrudno zaobserwować, że po różnych uszkodzeniach nasz organizm bierze się intensywnie do pracy, by zmiany wygoić. Dzięki temu dostajemy choćby nowy paznokieć, rany zabliźniają się... Tkankami zużywającymi się w sposób naturalny układ immunologiczny zajmować się nie chce.

Monoterapie do lamusa

Niestety, po latach okazało się, że taka stymulacja ma też ciemne strony, a efekty są mniej zadowalające niż się spodziewano.

Nieumiejętne lub zbyt częste wykonywanie zabiegów wprawdzie sprzyja zagęszczeniu tkanek poprzez przyrost włókien kolagenowych, ale ten nowy kolagen jest gorszej jakości, nie do końca fizjologiczny.

Skutek? „Zregenerowana” skóra ma nierówną powierzchnię lub robi się niemal pergaminowa. Czasem dochodzi do nadmiernego rozrostu naczynek, nawet po zastosowaniu lasera, z założenia pozwalającego naczynia krwionośne zamykać. Jak przyznają specjaliści, skóra okazuje się tak „zaśmiecona wolnymi rodnikami”, że planowany przejściowy stan zapalny przechodzi w przewlekły. Ostatecznym efektem jest wyraźne przyspieszenie procesu starzenia.

Można coś na to poradzić? Przede wszystkim konieczna jest odpowiedzialność osób wykonujących takie zabiegi. Przesada tylko pogarsza sytuację. Leczenie przeciwstarzeniowe nie może opierać się na jednej metodzie. Musi być kompleksowe i uwzględniać suplementację. Jeśli tkanka ma się rzeczywiście przebudować, muszą być zlikwidowane niedobory. Kluczowe w medycynie anti-aging okazuje się zapewnienie odpowiedniej ilości witaminy D, wapnia, kwasu hialuronowego i różnych antyoksydantów w całym organizmie.

Oczywiście, sposób suplementacji także ma znaczenie. Doustne uzupełnianie nie pozwoli na zlikwidowanie niedoborów np. w skórze twarzy. Zarazem nie jest możliwe ostrzyknięcie całego ciała. Stąd i tu potrzebne jest kompleksowe działanie, dostarczenie potrzebnych składników różnymi drogami (doustnie, w postaci kremu, poprzez bezpośrednie podanie do tkanek głębszych).

Czasem trzeba zostać w domu

Proces gojenia wymaga czasu. Najnowocześniejsze techniki i preparaty wprawdzie stale go skracają (ograniczając skutki niepożądane przy największym efekcie terapeutycznym), jednak nadal trwa: czasem parę dni, a kiedy indziej nawet tygodnie. Musi tak być, nawet gdy do pracy zaprzęgamy naturę i wykorzystujemy w leczeniu komórki macierzyste, osocze czy własny tłuszcz.

Przed zabiegiem koniecznie ustal z lekarzem, co cię czeka po nim. Uprzedź, jeśli przed tobą wkrótce ważny dzień (ślub, egzamin itp.) lub wcale nie masz możliwości wyłączyć się z życia zawodowego czy towarzyskiego. Może się okazać konieczne zrezygnowanie z zabiegu bardziej inwazyjnego i zastąpienie go łagodniejszym, o krótszym okresie rekonwalescencji. Pamiętaj, że okres powrotu do formy to w pewnym stopniu indywidualna sprawa i trzeba brać zawsze poprawkę na cechy osobnicze.

Po zabiegu coś boli, puchnie, sinieje? Często tak właśnie ma być. Musisz wiedzieć jeszcze przed zabiegiem, czego się po nim spodziewać. Trudno po peelingu chemicznym martwić się intensywnym złuszczaniem naskórka, nieraz płatowym, bo przecież celem zabiegu jest właśnie wywołanie tego efektu.

Poinformuj lekarza, jeśli twoja odporność na ból jest wyjątkowo niska, cierpisz z powodu chorób przewlekłych, stale przyjmujesz leki, cierpisz z powodu nadpotliwości, masz problemy z krzepliwością krwi (objawia się choćby siniakami „bez powodu”). Wszystkie te czynniki mogą mieć wpływ na przebieg gojenia pozabiegowego, a wiedza o nich pozwoli lekarzowi lepiej przygotować pacjenta.

Istnieją preparaty poprawiające ukrwienie tkanek, krzepliwość, przyspieszające gojenie, nie mówiąc już o przeciwbólowych. W okresie rekonwalescencji nie leczymy się jednak samodzielnie. Tylko lekarz może rzeczywiście zoptymalizować zyski i straty związane z ich ewentualnym stosowaniem.

Blizny, bliznowce i ziarniniaki

Ból w końcu mija, opuchlizna i siniaki schodzą, uroda się poprawia. Niestety, nie musi tak być. Im intensywniejsze działania, zwłaszcza z zakresu chirurgii, tym większe ryzyko, że jednak coś może pójść nie tak. Materiały i technika są coraz lepsze, ale wciąż po chirurgicznym nożu zostaje rana i wiele czasu trzeba, by się ostatecznie zabliźniła.

Czasem, na szczęście bardzo rzadko, może zdarzyć się coś nieprzewidywalnego. Zwykła blizna, zamiast goić się i rozjaśniać, zmienia się w bliznowca.

Nie wiemy do końca, skąd się on bierze. Taka niepożądana reakcja immunologiczna może być skutkiem stresu, zaburzeń hormonalnych, nieujawnionej wcześniej choroby autoagresywnej... Leczenie bliznowców jest trudne. Skoro zaburzył się proces gojenia, każda próba bezpośredniej ingerencji sprzyja powiększaniu się zmienionej chorobowo tkanki i niesie za sobą ryzyko nieprzewidywalnej reakcji immunologicznej. Czasem z leczeniem trzeba się wstrzymać. Bywa, że pomagają leki sterydowe. Zapobieganie? Jeśli bez problemu goją ci się rany, skaleczenia, itp., zapewne bliznowiec ci nie grozi. Pewności jednak nie ma nigdy.

Równie ciężko leczy się ziarniniaki, charakterystyczne blizny w tkankach głębokich. Te, w przeciwieństwie do bliznowców, często są skutkiem lekarskiego błędu (źle dobrany preparat lub technika). Świeże ziarniniaki czasem udaje się wyleczyć ultradźwiękami. Pomocne bywa też przeciwzapalne leczenie sterydowe. Czasem ziarniniak przekształca się w zmianę stałą (tzw. kostniak), wymagającą leczenia chirurgicznego.

Granica między medycyną klasyczną a estetyczną jest płynna. Trudno leczenie ciężkiego poparzenia uznać jedynie za troskę o estetykę czy nie docenić wpływu zabiegów z założenia upiększających także na zdrowie ogólne, w tym psychiczne (działanie przeciwdepresyjne). Nim jednak skorzystamy z pomocy specjalisty, trzeba sobie uświadomić, że każde nasze działanie obarczone jest jakimś ryzykiem i nie musi nas zaprowadzić do upragnionego celu. Ryzyko zmniejszamy wybierając odpowiedzialnego specjalistę, który pokaże nam także ciemniejszą stronę medycyny estetycznej.

* Dr Robert Chmielewski - chirurg, specjalista medycyny estetycznej, członek sekcji medycyny estetycznej Polskiego Towarzystwa Lekarskiego, wykładowca w Europejskim Centrum Szkoleniowym Anti-Aging. Autor wielu artykułów prasowych, ekspert w licznych programach, powszechnie znany dzięki telewizyjnym metamorfozom. Przyjmuje w Prime Clinic.

Jakie urazy skóry dolegają ci najczęściej?