My się wirusom nie dajemy, tylko... Jak to robią za granicą

02.01.2017 18:13
W Europie choruje się różnie, ale sezonowe infekcje nikogo nie omijają

W Europie choruje się różnie, ale sezonowe infekcje nikogo nie omijają (Arkadiusz Gadaliński)

Nieważne jaki mamy klimat: w sezonie infekcji w Europie pełna mobilizacja. Jak przed grypą oraz przeziębieniem chroni się Szwed, Brytyjczyk i Włoch? Każdy wierzy, że najskuteczniej

 Myślisz, że kolejki i utrudniony dostęp do lekarza to polska specyfika? Za granicą nie jest lżej, chociaż chorzy wybierają różne strategie przetrwania...

Po włosku, czyli na gorąco

grafikagrafika autor grafiki: Arkadiusz Gadaliński

Pani Gabriela Szuba mieszka we Włoszech prawie 20 lat. Generalnie z naturą nie walczy i do sezonowych infekcji podchodzi ze stoickim spokojem "Co samo przyszło, samo ma sobie pójść". W poglądzie tym jest zdecydowanie w Italii odosobniona.

Wystarczy, że średnia temperatura w ciągu dnia spada o kilka stopni, Włosi już wpadają w histerię. Szczepią się absolutnie wszyscy, nie tylko emeryci i tzw. grupy ryzyka. Bloki reklamowe, długie, coraz dłuższe, zbudowane niemal wyłącznie z reklam cudownych specyfików przeciwwirusowych, przeciwgorączkowych, na kaszel, na katar...

Oczywiście, prawdziwi silni mężczyźni z Południa boją się gorączki: 37,2 wzwyż i czas spisać testament. Profilaktycznie? Tak, homeopatia... Przecież nie zaszkodzi... I zwolnienie lekarskie: koniecznie. Tu nikt nie ma oporu przed leczeniem i z czerwonym nosem do pracy na pewno nie przyjdzie.

A do lekarza kolejki kilometrowe. Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma...

Brytyjczyk się urlopuje, bo każdy pretekst jest dobry

grafikagrafika autor grafiki: Arkadiusz Gadaliński

Równie chętnie, a może jeszcze chętniej, w sezonie infekcji zwolnienia biorą mieszkańcy Wielkiej Brytanii. To nietrudne: obowiązujące rozwiązanie kusi. Do 7 dni zwolnienia nie potrzeba zaświadczenia lekarskiego. Powyżej tygodnia czasem też nie, bo decyduje o tym pracodawca i nie musi wymagać "chorobowego" od lekarza.

Jaki interes ma państwo i pracodawcy w przyznawaniu pracownikom takiego urlopu ekstra?

Chory zostaje w domu już przy pierwszych objawach, więc choroba zwykle nie rozwija się w coś poważnego i nie ma powikłań, a pracownik szybko wraca do formy i do codziennych obowiązków. Co równie ważne, a może ważniejsze: nie zakaża kolegów w pracy. Przynajmniej teoretycznie... Zaraźliwy jest sam zwyczaj brania zwolnień.

Czym się leczą Anglicy? Marta i Patryk Potępa, którzy od 9 lat mieszkają w Slough (Anglia), nie zauważyli, by ktoś stosował coś innego niż paracetamol lub ibuprofen, ewentualnie gotowy wyciąg ziołowy.

Rosołek? Konfitura z dzikiej róży? O nie! Przeciętny mieszkaniec Wielkiej Brytanii ma problem, by samodzielnie zagotować wodę na herbatę - przekonuje pan Patryk.

Szwecja: na co komu lekarz?

grafikagrafika autor grafiki: Arkadiusz Gadaliński

W Skandynawii szczególny nacisk kładzie się nie na leczenie, a na profilaktykę. Tu zdrowo się je, do pracy jedzie rowerem, ze spaceru nie rezygnuje, nawet gdy zimno, wieje lub leje (czyli ciągle).

Dopóki chory stoi na dwóch nogach, antybiotyków nikt nie przepisuje, nawet gdy już się wydaje, że tym razem to naprawdę trzeba. Jak w Polsce: zalecenia lekarskie bez posiewu i antybiogramu, ale z zupełnie innego powodu. Bo wrażenie można odnieść, że o posiewach nie słyszeli nawet w skandynawskich przychodniach przyszpitalnych. Bakterii nie widać, to znaczy, że ich nie ma. Wirusy pokonać można siłą woli...

Pan Krzysztof: Mieszkałem w Uppsali (Szwecja) prawie 25 lat. Przez ten czas nie kupowałem żadnych leków. Większość moich sąsiadów także nie. Gdy chorowały małe córki, to brały jedynie paracetamol w płynie.

W Szwecji także nie jest wymagane zwolnienie lekarskie przez 7 dni. Po 8 dniach pracodawca może żądać zaświadczenia, ale nie musi. Staje się ono obowiązkowe dopiero po 14 dniach. Za pierwszy dzień nie otrzymuje się wynagrodzenia, za kolejne 80 proc.

Na grypę/przeziębienie lekarze w zasadzie nie zalecają leków. Gdy jednak potrzebne jest jakieś lekarstwo przepisywane przez lekarza, nie ma recept. Leki można odebrać w każdej aptece na podstawie dokumentu tożsamości z numerem identyfikacyjnym (jak nasz PESEL).

Czyli: gdzie najlepiej chorować? Cóż, chyba jednak opłaca się być zdrowym. Trzymajcie się, Rodacy!