Pokazać bez wahania brzuch i uda latem? Wiele Polek ma z tym problem

29.07.2017 08:00
Precyzyjny plan odchudzania? Niestety, na oponkę często nie pomaga

Precyzyjny plan odchudzania? Niestety, na oponkę często nie pomaga (Manuel Faba Ortega, Istock)

Nasz ekspert: Przez kompleksy niektóre kobiety nie chcą pokazać się nago nawet mężowi. Nie wychodzą na plażę. Rezygnują z bikini. Źródłem tych kompleksów często nie są wcale piersi, jak się powszechnie sądzi.

Prawidłowe zwyczaje dietetyczne plus aktywność fizyczna to niejednokrotnie wystarczający przepis nie tylko na zdrowie, lecz także na urodę. Czasem jednak nie wystarcza, szczególnie gdy masz problem z brzuchem. Działanie kompleksowe przynosi optymalne efekty, ale wymaga czasu, cierpliwości, pieniędzy. Ale co, jeśli chcemy efektu szybko, najlepiej w ciągu paru dni? Dr Robert Chmielewski, specjalista medycyny estetycznej i chirurg*, zapewnia, że można zrobić całkiem sporo.

Eliza Dolecka: Brzuchy największym wyzwaniem w walce o zgrabną figurę? Trudno w to uwierzyć.

Dr Robert Chmielewski: Jeszcze uda, boczki, plecy i ramiona. Rzeczywiście, kobietom najtrudniej zachować je w dobrej formie i zaakceptować zmiany, które zachodzą choćby po ciąży.

Dlaczego?

Po porodzie, zwłaszcza kolejnym czy po ciąży bliźniaczej, brzuchy czasem wyglądają strasznie. Gdy przytyje się kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt kilogramów, rozstępy czy cellulit to tylko część problemu. Rozejście kresy białej, przepuklina pępkowa, popękane mięśnie skośne... Można się załamać. Co więcej: nawet gdy wyraźnie chudniesz, z brzucha zrzuca się na końcu...

Portale lifestylowe pełne są prostych przepisów, które każdy brzuch zmieniają w kaloryfer. Specjalne ćwiczenia, dieta – dwa, trzy tygodnie i "znikają boczki".

Niestety, około 60 procent pacjentek niezadowolonych z brzucha, zwłaszcza tych z charakterystyczną oponą, cierpi na insulinooporność różnego stopnia, a takie brzuchy najczęściej nie chcą znikać wyłącznie od gimnastyki i zmian w żywieniu. Często niezbędna jest pogłębiona diagnostyka i leczenie, choćby endokrynologiczne i chirurgiczne. Bywa, że posiadaczki takich brzuchów prowadzą pozornie zdrowy styl życia, a piją wyłącznie napoje niskosłodzone.

Chyba: wysokosłodzone?

Właśnie wręcz przeciwnie. Obserwuję to od lat, a teraz są już niepodważalne badania naukowe, które dowiodły, że słodziki i inne słodkie produkty o realnie niskiej zawartości cukru są gorsze dla naszego samopoczucia i wagi.

A konkretnie?

Gdy jemy lody czy pijemy schłodzoną colę, do ich ogrzania organizm zużywa niemal tyle samo energii, ile te produkty dostarczają. Oczywiście, we wszystkim trzeba zachować umiar i nie mogą stać się podstawą naszej diety. Napój niskosłodzony? To wyzwanie dla naszego mózgu. Otrzymuje jasny sygnał: słodki smak na języku, więc hormony są uwolnione, a tymczasem... poziom cukru nie rośnie. Oszukany mózg, ale także trzustka, wariują. Ostatecznie następuje pełne zaburzenie metabolizmu cukrów.

Jak to się przekłada na wygląd brzucha?

Brzuchy insulinooporne są bardzo charakterystyczne. Tłuszcz odkłada się w okolicy pępka. Pod skórą zbiera się rzadka, galaretowata warstwa. która jest właściwie nie do ruszenia. Prędzej zapadnie się twarz i piersi, niż cokolwiek zejdzie z takiego brzucha oraz ud.

Zatem: skąd ta charakterystyczna obwisła skóra, skoro pod nią taki skuteczny wypełniacz?

Tkanka tłuszczowa na brzuchu robi się rzadka i trzyma wodę, przypomina strukturą gąbkę. Sama skóra po rozciągnięciu to taka sparciała guma. Niby jak miałaby trzymać się nasączonej gąbki? Nie może wrócić na miejsce, póki nie usuniemy warstwy podskórnej.

Podobno kobiety boją się zabiegów okolic brzucha, bo to one najczęściej się nie udają i najwięcej reklamacji dotyczy właśnie ich...

To mocno nieaktualna wiedza. Już dekadę temu dokonał się przełom i pojawiła liposukcja wodna, która zresztą wciąż jest udoskonalana. Prawdziwa rewolucja. Rzeczywiście, wcześniej efekty zabiegów bywały niezadowalające, bo stare metody nie pozwalały precyzyjnie usunąć tej galarety. Sama plastyka nie zapobiegała dalszej degeneracji skóry. Klasyczna liposukcja wyrywała ten tłuszcz razem z siatką naczyniową i mięśniami. Istniało spore ryzyko martwicy skóry.

Na czym przede wszystkim polega ta korzystna zmiana?

Liposukcja wodna precyzyjnie wymywa komórki tłuszczowe, a pozostałe zostawia. Czyli to tak, jakbyśmy wyciągnęli kwiatek z doniczki i strumieniem wody delikatnie wypłukali ziemię. Korzeń zostaje, więc mamy sporą szansę posadzić roślinę ponownie. W przypadku starej liposukcji odcinaliśmy także korzeń.

W modnych programach telewizyjnych, gdy chirurdzy naprawiają brzuchy osobom otyłym, po prostu wycinają im skórę...

Rzeczywiście, w przypadku otyłości olbrzymiej klasyczna plastyka, czyli abdominoplastyka, jest konieczna. Jeśli tylko stan zdrowia pacjenta na to pozwala, warto jednak zawsze poprzedzić ją liposukcją wodną, bo potem będzie mniej do roboty. Po zabiegu 10-20 proc. skóry samoczynnie wraca na właściwe miejsce.

Liposukcja wodna jest niebezpieczna?

Wręcz przeciwnie. To wprawdzie zabieg inwazyjny, ale wymagający jedynie miejscowego znieczulenia, mało agresywny, bo nie zaburza ukrwienia tkanek, nie ma ryzyka martwicy. Zarazem: wymaga cierpliwości. Chociaż nie trwa długo, bohaterowie programów telewizyjnych niejednokrotnie są w bardzo kiepskim stanie ogólnym, ważą po 200-300 kilogramów, więc zwyczajnie nie wytrzymaliby kondycyjnie.

Dlaczego to tyle trwa?

Liposukcja wodna sprawdza się w przypadku usuwania tej masy galaretowatej związanej z insulinoopornością, ale także towarzyszącego jej cellulitu, a nawet słoniowacizny, będącej skutkiem zaburzonego przepływu limfy. Charakterystyczne skupiska limfy, poprzerastane tkanką łączną, przypominają plastry miodu, do których kiedyś nie udawało się dotrzeć nawet laserem. Za pomocą nowoczesnej liposukcji wymywamy zmienione komórki, kawałek po kawałku. To żmudny, wymagający precyzji, proces. Na tyle łagodny, że już dwa dni później możliwa jest klasyczna plastyka. Jeśli, oczywiście, jest potrzebna, czyli tłuszczu na brzuchu było zdecydowanie powyżej tych 20 procent.

Plastyka w tak krótkim czasie jest możliwa czy raczej zalecana?

Współczesna chirurgia i medycyna estetyczna coraz skuteczniej wykorzystuje naturalne procesy regeneracyjne organizmu. Nieraz coś "psujemy" w taki sposób, by zmusić sam organizm do pracy. Spieszymy się, bo zanim powstaje blizna pod skórą, jest ona poluzowana, bardzo mobilna i nasza praca jest łatwiejsza oraz skuteczniejsza.

A jak szybko mobilna jest sama pacjentka, jeśli musi przejść oba zabiegi?

Samodzielna? Niemal zaraz. Przez dwa-trzy pierwsze dni, pacjentka może odczuwać dyskomfort, ma prawo być obolała. Wystarczają jednak zwykłe środki przeciwbólowe. Po tygodniu, w specjalnym ubraniu uciskowym, właściwie nic nie powinno już dokuczać.

Jak długo trzeba je nosić?

Dwa-trzy tygodnie, czyli tyle, ile brzuch się obkurcza. To także czas, gdy nie wolno siedzieć, chyba, że na piłce. Pacjentka musi być pod naszym nadzorem, bo ten okres pozabiegowy jest kluczowy dla ostatecznego efektu.

Dlaczego?

Wyobraźmy sobie, że niekoniecznie wszystko poszło jak należy. Póki tkanki są na etapie gojenia, okazują się bardzo plastyczne, podatne na działania korygujące. Mamy do dyspozycji drenaże, masaże, ostrzykiwania... Cały proces przebudowy struktury brzucha po zabiegu zajmuje pół roku. W tym czasie możemy zawsze wiele zdziałać... Zarazem: jeśli zabieg przebiegł bez problemu, ale pacjentka znika nam z oczu, nie nosi odpowiedniej bielizny, ale lubi biegać, to ta mobilna skóra może szybko stracić odzyskaną sprężystość... Nie możemy na to pozwolić i na każdym kroku uświadamiamy, że rehabilitacja po zabiegu nie jest mniej ważna od niego.

Ile to kosztuje?

Liposukcja samego brzucha to koszt około 6 tysięcy. Wraz z bokami: 9 tysięcy. Jeśli konieczna jest jeszcze plastyka, to całość 12-15 tysięcy. Ewentualny lipotransfer na życzenie pacjentki może podnieść koszty o kolejne 3 tysiące.

Lipotransfer?

Ten tłuszcz, tak niechciany na brzuchu, znakomicie nadaje się jako naturalny wypełniacz piersi, dekoltu, twarzy...

Nic się nie marnuje.

Nowoczesna medycyna pozyskuje z niego także niezwykle cenne komórki macierzyste, pomocne w medycynie rekonstrukcyjnej: po oparzeniach, w przypadku chorób stawów. To jeszcze nie są powszechne techniki, ale z pewnością do nich należy najbliższa przyszłość.

* Dr Robert Chmielewski (na zdjęciu) - chirurg, specjalista medycyny estetycznej, członek sekcji medycyny estetycznej Polskiego Towarzystwa Lekarskiego, wykładowca w Europejskim Centrum Szkoleniowym Anti-Aging. Autor wielu artykułów prasowych, ekspert w licznych programach, powszechnie znany dzięki telewizyjnym metamorfozom. Przyjmuje w Prime Clinic.

Także na ten temat: dr Grażyna Jurek, chirurg plastyczny

Wystarczy schudnąć, by mieć ładny brzuch?

Zmotywowany do odchudzania? To za mało! Co wiesz o nadwadze i otyłości? Trudny quiz
1/10Efekt jo-jo to:
Zobacz także
Komentarze (16)
Pokazać bez wahania brzuch i uda latem? Wiele Polek ma z tym problem
Zaloguj się
  • kosim

    Oceniono 27 razy 21

    to taka darmowa reklama?

  • azw2

    Oceniono 24 razy 20

    a może napisalibyście,że to artykuł sponsorowany, co?

  • kandrzej1

    Oceniono 14 razy 6

    Denerwują mnie takie głupie artykuły. Nigdy nie pijałam i nie piję żadnych słodkich napojów. Lody jadam rzadko, raz na bardzo długi czas, nie jadam batonów, czekoladek, nie pijam soków ani żadnych innych słodkości choćby kompotu, raz na tydzień lub dwa zjem coś malutkiego do kawy, jadam mikroskopijne porcje, dużo owoców i sporo warzyw. Mimo to mam niedużą /ok. 5-6 kg./ nadwagę i problem z cholesterolem.Więc?? Jak to się ma do takich artykułów? Chyba, że chodzi o reklamę jakiś różnych cudownych preparatów czy diet.

  • szarsz

    Oceniono 13 razy 5

    "Gdy jemy lody czy pijemy schłodzoną colę, do ich ogrzania organizm zużywa niemal tyle samo energii, ile te produkty dostarczają."

    "nasz ekspert" ma problemy z podstawową matematyką. 100 ml coli ma wartość energetyczną 48 kcal, co można przeczytać na dowolnej etykiecie. Na ogrzanie 1 ml wody o 1 stopień zużywana jest 1 cal (czyli 0.001 kcal), więc łatwo policzyć, że 48 kcal wystarczy na podgrzanie 100 ml coli o 480 stopni...

  • lubiedobrefilmy100

    Oceniono 6 razy 4

    to już szczyt, żeby je.ać takie androny, że niskosłodzone napoje powodują taką oponę brzuszną, że aż na liposukcję trzeba lecieć! Do tych niskosłodzonych napoi trzeba jeszcze zeżreć drożdżóweczkę i torbę cukierków! a na insulinooporność najlepszym lekarstwem - działającym niezawodnie i lepiej niż jakiekolwiek medykamenty - jest ruch. Tylko ruch uwrażliwia tkanki na insulinę, żaden lek tego nie da rady zrobić w takim stopniu. Po co to namawiać ludzi na inwazyjne drogie zabiegi jak wystarczy zacząć ćwiczyć i zmienić dietę, a i też rąbnąć się w głowę i zdać sobie sprawę, że nie trzeba koniecznie wyglądać jak pani trenerka fitness czy modelka z instagrama.

  • agilmagil

    Oceniono 3 razy 1

    Prymitywna i ordynarna reklama. "Brzuchy wyglądają strasznie" - zwłaszcza męskie, spocone, otłuszczone i eksponowane bez żenady nawet w centrach miast.

  • maks1956

    Oceniono 1 raz 1

    sami zapracowujemy sobie na choroby typu otyłość cukrzyca itd... ja przez złe nawyki żywieniowe nabawiłem się cukrzycy

  • kocisia

    0

    A jak ktoś nie ma na brzuchu żadnej masy galaretowatej, tylko po prostu zwyczajny tłuszcz?

  • margot452

    Oceniono 1 raz -1

    "Napaje niskosłodzone" ? Chyba ten, co to pisał, ma oponkę. Na mózgu.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Więcej o urodzie: