"Rzucę wszystko i wyjadę w Bieszczady". Oszukujemy siebie, że to samorealizacja. To ucieczka przed problemami

Często wyobrażamy sobie, że wystarczy odciąć się od problemów, żeby przestały nas dotyczyć. Wiele osób powtarza: "A rzucę to wszystko i zacznę robić to, co zawsze chciałem". Tylko czy rzeczywiście ta nowa rzecz przyniesie nam takie szczęście? Rozmawiamy z dr Ewą Jarczewską-Gerc, psycholog społeczną i trenerem biznesu.

Anna Górska: Nieraz mówimy: rzucę wszystko i wyjadę w Bieszczady. Z czego to wynika? Z rzeczywistej potrzeby samorealizacji - do tej pory "tłamszonej" w nie takiej pracy, jakiej chcieliśmy, czy jest to raczej chęć ucieczki od problemów?

Dr Ewa Jarczewska-Gerc, psycholog społeczny i trener biznesu z SWPS Uniwersytetu Humanistycznospołecznego w Warszawie: To dość złożone zagadnienie. Bardzo często takie zachowanie jest wyrazem naszego wewnętrznego przekonania, że trawa jest bardziej zielona wszędzie tam, gdzie nas nie ma. Na przykład, kiedy mieszkamy w dużym mieście, często tęsknimy za wsią. Myślimy sobie, że fajnie by było wyjść do lasu, pospacerować na świeżym powietrzu. I na odwrót - często ludzie, którzy mieszkają w małych miejscowościach czy na wsi, myślą sobie, że w mieście jest tak pięknie, jest tyle ciekawych rzeczy, które można robić: pójść do kina, do teatru czy do galerii. Często właśnie marzymy o tym, żeby być po prostu gdzieś indziej, niż jesteśmy teraz.

Wszędzie dobrze tam, gdzie nas nie ma?

- Tak. Fantastycznie podsumował to Woody Allen. Został zapytany, czy żałuje czegoś w życiu. Powiedział, że generalnie niczego poza tym, że nie jest kimś innym. To jest taki przejaw naszego pragnienia, żeby robić coś innego, zupełnie nowego, być kimś innym i gdzieś indziej. Dużo trudniej jest nam aktywnie zmienić coś tu i teraz, czyli w sposób związany z dużym wysiłkiem. Przykład: ci, którzy narzekają na nieustanny pęd Warszawie, na natłok obowiązków, mogliby przecież usiąść i zastanowić się: no dobrze, to ja rezygnuję trochę z tego i trochę z tamtego po to, aby polepszyć komfort naszego życia. Może nawet nie tyle rezygnować, ile po prostu trochę inaczej robić pewne rzeczy. Warto się po prostu zastanowić, czy możemy coś zmienić w naszym życiu tu i teraz. Narzekamy na uciążliwe korki, a może wystarczy tak zorganizować życie, aby te problemy zminimalizować np.: jeździć metrem czy rowerem.

Czyli lepiej jednak wybrać ewolucję niż rewolucję?

- Ludziom łatwiej jest zrobić w swoim życiu rewolucję niż ewolucję. Wydaje nam się, że szybciej pomoże wrzucenie granatu niż zrobienie porządku na co dzień.

Zatem takie rzucanie wszystkiego to uciekanie od problemów?

- Zdecydowanie jest to zachowanie ucieczkowe. Związane z tym, że nie mamy zasobów, siły, energii, odwagi itp., żeby konfrontować się ze swoimi sprawami. Więc myślimy sobie: fajnie, wyjadę gdzieś, a problemy same się rozwiążą. Jasne, z czasem sprawy te mogą się wyjaśnić, np. gdy udamy się gdzieś daleko do Indii czy w góry. Może się wtedy okazać, że żyliśmy w ogromnym stresie i napięciu, że jesteśmy wypaleni zawodowo i rodzinnie. Kiedy to wszystko odejdzie, a nasze ciało i umysł oczyszczą się, z powrotem zaczniemy trzeźwo myśleć. To będzie taki reset. Dzięki temu później będziemy w stanie stworzyć jakiś przemyślany i racjonalny plan działania.

Reasumując, nie każda ucieczka jest zła?

- Tak. Dzięki niej mimo wszystko możemy skonfrontować się z problemami w warunkach bezpiecznych, bardziej spokojnych i miłych, np. górskich czy na łonie natury. Oczyszczamy umysł i jest nam lepiej. Problem jest wtedy, kiedy faktycznie rzucamy wszystko i wydaje nam się, że w ten sposób problemy same się rozwiążą. Najczęściej niestety tak nie jest. Te problemy "jadą z nami". I nagle się okazuje, że to, co miało być cudowne, ta nowa przestrzeń, to, że uciekliśmy od ludzi i że jesteśmy sami, zaczyna nam doskwierać. Bo się okazuje, że my bez tego tak naprawdę nie możemy żyć. Sama znam wiele osób, które najpierw sprzedały mieszkanie w Warszawie i wyjechały w te przysłowiowe Bieszczady, a potem jednak porzuciły swoje pensjonaty w górach i wróciły do miasta. Brakowało im tam tych wszystkich bodźców, których doświadczali wcześniej. I czuli się nieszczęśliwi, bo się okazywało, że je jednak lubią, że się przyzwyczaili do tego szybkiego życia, w którym cały czas coś się dzieje.

Ale nie każdy tak ma?

- Oczywiście ja nie mówię, że każdy tak ma. Znam też przykłady osób, które faktycznie wyjechały, otworzyły pensjonaty i zaczęły zarabiać, np. na zbieraniu grzybów czy na garncarstwie. Odnalazły się w tym i tak trwają. Ale to się nie zdarza często. Jeżeli jest to wyraz naszych marzeń od lat i mamy na to już skonstruowany konkretny, dobrze przemyślany plan, to wtedy będzie to naszą samorealizacją. Ale częściej jest to po prostu samooszukiwanie się.

Czy zgadza się pani doktor ze słowami Ernesta Hemingwaya: nie można uciec od samego siebie, przenosząc się z miejsca na miejsce?

- Podpisuję się pod tym w 100 procentach. Może też być i tak, że to w nas jest pewien czynnik, który np. utrudnia nam wejście w relacje czy pracę w danym miejscu. Dlatego zachęcam zrobić rachunek sumienia i zastanowić się nad sobą. Często zmiana partnera, środowiska, przyjaciółki czy pracy nie przynosi nam tego, czego oczekujemy. Okazuje się, że w nowej pracy pojawiają się te same problemy, że znowu mamy złe relacje. Dlatego zmiany powinniśmy zacząć od siebie. Zgadzam się, że my po prostu przenosimy te same problemy w inne miejsce. Dlatego tak, jedźmy, ale zróbmy przy tym rachunek sumienia i zastanówmy się nad sobą. Potrzebna jest nie tylko zmiana środowiska i tego, co na zewnątrz, ale również i tego, co jest w nas. I to jest już dużo trudniejsze, bo łatwiej jest kupić bilet i wyjechać niż zmienić siebie.

Są osoby, które mają tendencję do uciekania od problemów, zamiast się z nimi skonfrontować. Z czego to wynika?

- To jest po prostu dużo łatwiejsze. Nawet będąc w związku, jak się pojawiają problemy, często mówimy: nie kłóćmy się, nie mówmy o tym. I to jest straszny błąd, bo z czasem sfera nierozwiązanych problemów się nawarstwia. Konflikty są wdrukowane w nasz rozwój. Nie uciekajmy od nich, tylko nauczmy się nimi zarządzać. Niestety w procesie socjalizacji jesteśmy uczeni, żeby "pudrować pryszcza, a nie żeby go leczyć". Mówiąc obrazowo, dużo łatwiej jest nałożyć grubą warstwę pudru, żeby nie było go widać, niż dobrać właściwe leki i wyleczyć problemy skórne. Można to porównać właśnie do naszego funkcjonowania emocjonalnego. To jest błąd. Taki tuszowany pryszcz sam się nie wyleczy. Wieczorem zmyjemy puder i okaże się, że jest jeszcze gorzej. Tak samo jest z naszymi problemami emocjonalnymi. Problem polega na tym, że to jest typowy sposób wychowywania dzieci.

W jakim sensie?

- Uciekanie od przykrości i od problemów. Jeżeli chcemy to zmienić, nauczyć ludzi żyć naprawdę, tu i teraz stawiać czoła problemom, musimy im pokazać, że nawet o tych najtrudniejszych i najbardziej bolesnych sprawach trzeba ze sobą rozmawiać. Nawet kłótnia jest lepsza niż inercja czy cisza. Jest takie powiedzenie, że milczenie jest złotem. Ale ono dotyczy szczególnych sytuacji. Generalnie złotem jest właśnie mówienie. Potwierdzają to wszystkie badania psychologiczne: brak mówienia o kwestiach, które dotyczą naszych uczuć, emocji, przeżyć, powoduje narastanie problemów psychicznych. Zaś opowiadanie o nich, ujawnianie ich, ma moc naprawczą i leczniczą. Dlatego zachęcam, żeby się konfrontować.

Czyli taka tendencja do uciekania od problemów może wynikać z pewnych doświadczeń z dzieciństwa?

- Oczywiście. Mogliśmy się np. uczyć poprzez obserwację, że tak się właśnie robi. Taka nasza dulszczyzna: zamiatanie pod dywan we własnym domu. Też nie mówię o tym, żeby wszystkim opowiadać, co się u nas dzieje i być takim ekshibicjonistą. Ale są osoby, które w ogóle nie mówią. I to jest najgorsze: udawanie, że nic się nie stało i tłumienie w sobie tych wszystkich emocji. Są takie osoby, które mają unikową strategię radzenia sobie ze stresem. Udają, że nic się nie dzieje, chociaż się dzieje. To jest naprawdę bardzo niezdrowe. To może się skończyć np. zawałem.

W jaki sposób takie stawianie czoła problemom, konfrontowanie się z nimi zamiast uciekania, może mieć na nas pozytywny wpływ?

- Badania psychologiczne nie pozostawiają żadnych wątpliwości. Te aktywne strategie radzenia sobie ze stresem, traktowanie problemów jako wyzwań, stawianie im czoła, to działania bardzo adaptacyjne: pomagają nam i dają poczucie sprawstwa, budują nasze poczucie własnej wartości i poczucie kontroli nad życiem.

Zdarzają się jednak problemy, których po prostu nie da się rozwiązać. Co wtedy?

- Oczywiście, nie zawsze można zadaniowo rozwiązać problem. Czasem jest to niemożliwe. Dlatego warto wtedy rozwijać inne strategie radzenia sobie. Dobrze jest czasem przewartościować pewne rzeczy, uczyć się radzenia sobie z ciałem, z redukcją napięcia poprzez oddychanie, medytację czy ćwiczenia fizyczne. Dzięki temu łatwiej będzie nam żyć.

Niektórzy konfrontację z problemami odraczają w czasie, czy to dobre podejście?

- Unikanie konfrontacji jest najgorsze. Czym innym jest jednak unikanie, a czym innym czekanie na dobry moment. Czasami robimy falstart, ponieważ tak szybko i impulsywnie chcemy poradzić sobie z daną sytuacją. A niekiedy trzeba po prostu zaczekać na dobry moment i to też jest sztuką. Chodzi o to, żeby nie działać pod wpływem emocji czy niepełnych danych. Czasem warto poczekać. Rozróżniajmy ucieczkę od czekania na właściwy moment. Oczywiście, jak będziemy sobie wmawiać, że potrzebujemy 10 lat, to niedobrze. Dawajmy sobie pewne konkretne terminy na zasadzie: no dobrze, poczekam, ale daję sobie maksymalnie pół roku. I po tym czasie naprawdę powinniśmy zacząć działać.

Chciałabym wrócić jeszcze do zagadnienia samorealizacji. Czym ona tak naprawdę jest?

- Bardzo trudno jest to jednoznacznie zdefiniować. Jest to poczucie spełnienia i realizacji swojego potencjału. Łatwiej jest powiedzieć, kiedy się nie realizujemy. Czujemy wtedy, że coś nas blokuje, że robimy nie to, co powinniśmy, nie to, co chcielibyśmy albo nie to, do czego uważamy, że jesteśmy stworzeni. Samorealizacja to jest pewien stan i nie ma tak, że osiągamy go raz w życiu i już. Przykładem mogą być zawody twórcze. Wydaje się, że ktoś osiągnął już wszystko, co mógł, a jednak ciągle ma potrzebę dalszego tworzenia i samorealizacji. Zatem z jednej strony jest to stan, w którym jesteśmy w danym momencie, ale z drugiej również proces i my do niego dążymy cały czas.

Co powinniśmy zrobić, jeśli w naszym życiu pojawi się takie poczucie frustracji, kiedy będziemy mieli dość wszystkiego i chcieli uciec?

- Po pierwsze, powinniśmy wtedy pomyśleć, że nie jesteśmy z tym sami i każdy człowiek doświadcza tego typu kryzysów tożsamości. Jest to zupełnie naturalnym zjawiskiem. Sama myśl o tym, że dzielimy ten problem z innymi, może być w pewnym sensie pomocna. Po drugie, powinniśmy zastanowić się, z czego to poczucie wynika i jak aktualnie wygląda nasze życie. Trzeba spróbować złapać kontakt z samym sobą i zastanowić się, czy źródłem naszego stanu jest np. przepracowanie, czy to, że robimy coś, co nam nie odpowiada, czy wykonujemy pracę, która jest sprzeczna w jakimś stopniu z naszymi wartościami czy preferencjami. To jest właśnie ten moment, w którym warto usiąść i pomyśleć, co w naszym życiu jest w porządku, a co nie i z czego te problemy wynikają. Na które aspekty mamy wpływ, z którymi możemy sobie poradzić i w jaki sposób najlepiej to zrobić, ale też i te, które pozostają poza naszą kontrolą. Może wtedy powinno się dokonać właśnie tej zmiany wewnętrznej?

***

Gazeta.pl i Next film zapraszają na film!

Całe Szczęście (Next Film) - premiera 8 marcaCałe Szczęście (Next Film) - premiera 8 marca Fot. materiały prasowe

"Całe szczęście" to pełna uroku i wakacyjnej energii historia o miłości, która rodzi się w nieprzewidzianych okolicznościach. W spokojne i uporządkowane życie Roberta, muzyka z orkiestry symfonicznej (Piotr Adamczyk), który samotnie wychowuje dziesięcioletniego synka Filipa (Maks Balcerowski), niespodziewanie wbiega pełna energii i uroku popularna gwiazda fitness Marta (Roma Gąsiorowska). Dwa różne charaktery, spojrzenia na miłość i życie. Jej świat to wielkie miasto, egzotyczne podróże i sport. Marta ma swoje programy telewizyjne, wydaje książki kulinarne, a jej twarz gości na okładkach najpopularniejszych magazynów. Robert to chodzące zaprzeczenie "sportowego trybu życia". Jego świat to spokojna przystań, rodzicielskie wyzwania, kosz pełen prania, klasówki z matematyki syna – wszystko to działa, dopóki w jego życiu nie pojawia się Marta…

Przebojowa gwiazda i onieśmielony jej urokiem mężczyzna. Dlaczego los ich połączył? Czy uda im się wspólnie odnaleźć "Całe szczęście"?

Więcej informacji o filmie>>

Zwiastun I

Zwiastun II

Rezerwacja biletów w kinach Helios>>

Więcej o:
Komentarze (37)
"Rzucę wszystko i wyjadę w Bieszczady". Oszukujemy siebie, że to samorealizacja. To ucieczka przed problemami
Zaloguj się
  • guru133

    Oceniono 9 razy -3

    Tylko nie w Bieszczady, bo tam panuje PiSlamska zaraza!!!!

  • wierze_w_ateizm

    Oceniono 11 razy -1

    w Bieszczadach jest strasznie !

    w kioskach nie sprzedają Gazety Wyborczej !!!

  • adrian_symonowicz

    0

    Porozmawiajmy o tym jaką ucieczka od spraw ważnych i trudnych jest okopanie się na wygodnej posadce pisania artykułów do kotlet, Pójście na studia z jakichś coachingow, poświęcenie się w zbudowanie swojej Marki by inni nazywali Cię influencerem I było z tego dużo lajkow, Pogoń za popularnością, w ogóle robienie czegokolwiek co nie ma najmniejszego dobrego wpływu na dramaty prawdziwych ludzi , milionów takich umierających z chorób , głodu I prześladowań dzieci . Czym jest a czym nie jest "ucieczka"?

  • hankrearden

    Oceniono 1 raz 1

    A moze by tak to wszystko rzucic i wyjechac w Bieszczady?

  • theorema

    Oceniono 2 razy 2

    Jak ktoś kocha od dziecka ciszę, kolor zielony, zapach łąk i wody i nie lubi tłumu ludzi, ale ma pecha, bo urodził się w dużym mieście, to ma w nim tkwić do końca życia? W imię czego? Ja porzuciłam Warszawę i wyjechałam w góry. Zżymam się na smog z kominów chałup zimą, na niskie ciśnienie,ale autentycznie jestem szczęśliwa widząc góry za oknem. A w stolicy po dwóch tygodniach jestem blada, osłabiona i sparaliżowana brzydotą otoczenia, odechciewa mi się żyć. Bywam tu i tu, ale życie jest w górach, a w stolicy namiastka.

  • gregovski1

    Oceniono 2 razy 2

    "Sama znam wiele osób, które najpierw sprzedały mieszkanie w Warszawie i wyjechały w te przysłowiowe Bieszczady, a potem jednak porzuciły swoje pensjonaty w górach i wróciły do miasta. "

    Bardzo poproszę o to przysłowie z Bieszczadami...

  • zb.piswon

    Oceniono 4 razy 2

    Jak słyszę, że psycholog jest jednocześnie 'trenerem biznesu', to już mi się odechciewa dalej czytać...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX