Jak przeżyć na SOR? Kontrowersyjny poradnik dla pacjentów zadziałał. Będą zmiany?

"Na SOR-ze trwa 'wojna', a ty będziesz jej elementem. Najważniejsze to przeżyć" - ostrzega autor przewodnika, który wywołał ostatnio w sieci niemałe poruszenie. Czy dobrze oddaje to, co dzieje się na SOR-ach w całej Polsce? Czy pomoże nam odnaleźć się "w systemie"? A może zaszkodzi i tak przepełnionym oddziałom ratunkowym?

Po ostatnich tragicznych wydarzeniach na SOR-ach, m.in. w Sosnowcu, Piotr Piotrowski z "Fundacji 1 czerwca", która zajmuje się walką o prawa pacjentów w Polsce, opublikował post, który wzbudził spore kontrowersje. Poradnik "Jak przeżyć w systemie: Szpitalny Oddział Ratunkowy" pojawił się na portalu Pacjent w Sieci. Zawiera dziesięć punktów-porad, jak zachowywać się na SOR-ze, aby otrzymać pomoc.

W poradniku pojawiły się zarówno wskazówki dotyczące postępowania z dokumentacją czy wynikami badań, jak i te odnoszące się do bezpośredniego kontaktu z lekarzem i pozostałym personelem medycznym Czytamy w nim m.in.:

Musisz być konkretny i rzeczowy. Mów wszystko, co cię niepokoi, co boli, czego się boisz.

Autor radzi też, by na SOR-ze nie pojawiać się samemu, a także, jak postępować z lekarzami:

"W szpitalu lekarz to 'towar deficytowy', a na SOR-ze wszyscy go potrzebują, więc nie jest łatwo go spotkać i mieć go dla siebie. Przypomnij mu, kim jesteś, z czym masz problem i pytaj, jaki jest plan działania. Zapamiętaj, co powie. Jeśli masz problem z pamięcią - nagrywaj".

Poza tym poradnik zwraca uwagę na kwestię praw człowieka:

"Pamiętaj, to nie twoja wina, że szukasz ratunku, to twoje prawo. Jesteś człowiekiem i w szpitalu, jak wszędzie, obowiązują prawa człowieka. Jeśli ktoś jest w stosunku do ciebie opryskliwy, arogancki - nie trać czasu na dyskusje. On ci i tak raczej nie pomoże".

Co na to służba zdrowia? 

Jak można się było spodziewać, poradnik wywołał gorącą dyskusję.

- Reakcje były różne - mówi nam jego autor. - Na początku lekarze nie mieli większych zastrzeżeń - może oprócz punktu, który dotyczy nagrywania w niektórych przypadkach tego, co do nas mówią. Z czasem, gdy poradnik stał się bardziej popularny, okazało się, że na SOR i Izby Przyjęć faktyczne zaczynają przyjeżdżać chorzy z osobami towarzyszącymi. Nagle ten punkt stał się najbardziej drażliwym. Nie spodziewałem się, że rada "nigdy nie bądź sam" może być tak bolesna dla personelu. Trafiałem na napastliwe komentarze w sieci. Nikt do mnie nie zadzwonił z pogróżkami, natomiast miałem kilka telefonów od "personelu pomocniczego". Te telefony potwierdziły, że w niektórych miejscach w Polsce można bardzo źle trafić i bez znajomości tego, co nas czeka (do tego w pojedynkę), możemy znaleźć się wręcz w niebezpieczeństwie.

Ratownik medyczny, autor fanpage'a na Facebooku Raport z SOR-u uważa, że przewodnik tylko zaszkodził:

- Jawnie każe pacjentowi traktować SOR jako swojego wroga. Zmusza pacjenta do pierwotnego zachowania - silniejszy zyskuje. Tworzy agresywną atmosferę, potęgując tym samym dantejskie sceny, które spotyka się na oddziałach ratunkowych. Jest krótką sensacją i niebawem zaginie w zakamarkach internetu, a nieodpowiednie zachowania ze strony pacjentów pozostaną. Moim zdaniem wielu tragedii da się uniknąć, jednak żyjemy w czasach egoizmu, w których każdy troszczy się o siebie kosztem innych. 

Gdański Szpital Wojewódzki. Szpitalny Oddział Ratunkowy (fot: Dominik Sadowski/ Agencja Gazeta)Gdański Szpital Wojewódzki. Szpitalny Oddział Ratunkowy (fot: Dominik Sadowski/ Agencja Gazeta) Gdański Szpital Wojewódzki. Szpitalny Oddział Ratunkowy (fot: Dominik Sadowski/ Agencja Gazeta)

Skąd takie problemy na SOR-ach?

- Większość problemów pacjentów wynika ze złej organizacji takich miejsc, jak SOR czy Izba Przyjęć - mówi Piotr Piotrowski. - W 2017 r. gdy powstawała Sieć Szpitali, przy każdym SOR-ze i Izbie Przyjęć musiał powstać punkt Nocnej i Świątecznej Pomocy Lekarskiej. To do tych miejsc mieli być kierowani pacjenci, których życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Niestety, większość dyrektorów szpitali nie wykorzystała możliwości odciążenia SOR-ów i IP. Powstały co prawda punkty NiŚPL, ale praktycznie wszyscy pacjenci przyjmowani są przez rejestrację SOR-u. Nawet ci, którym mógłby szybko i skutecznie pomóc lekarz NiŚPL. Nikt w rejestracji nie chce ponosić bowiem odpowiedzialności, odsyłając pacjentów z SOR-u do NiŚPL. - Stąd właśnie tłumy na SOR-ach.

Z autorem poradnika zgadza się natomiast twórca "Raportu z SOR-u":

- W zamyśle SOR - jak sama jego nazwa wskazuje - miał pełnić funkcje oddziału ratunkowego, skupionego na stanach nagłych. Niestety, stał się łatą na dziury systemowe i w zasadzie jest jedną wielką poczekalnią - dla oddziałów, dla miasta. Każdy element systemu ochrony zdrowia powinien wykonywać swoją pracę. SOR powinien ratować ludzkie życie, nie diagnozować społeczeństwo za lekarzy rodzinnych. Tak się składa, że czasami dokonujemy wewnętrznej statystyki pacjentów. W przeciągu tygodnia na dziesięciu pacjentów oddziału ratunkowego tylko trzech wymaga faktycznej pomocy i hospitalizacji, w tym jeden w trybie planowym.

Idą zmiany? 

"Poradnik", poza funkcją informacyjną, miał także sprowokować dyskusję na temat sytuacji SOR-ów. Udało się. Po opublikowaniu go Piotra Piotrowskiego zaproszono na spotkanie do Biura Rzecznika Praw Pacjenta.

- Rozmawialiśmy o sytuacji pacjentów i możliwości poprawy ich bezpieczeństwa - opowiada autor. - Rozmowa dotyczyła również problemów z organizacją pracy na SOR-ach i Izbach Przyjęć. Organizacją, która wpływa zarówno na bezpieczeństwo pacjentów, jak i pracę personelu. Z informacji przekazanej mi przez Biuro Rzecznika Praw Pacjenta wiem, że prowadzone są działania, aby wprowadzić formalne zmiany w tzw. triażu (segregacja pacjentów kolorami zgodnie z ich stanem) po to, by i personel, i pacjenci wiedzieli, według jakich reguł oraz - najważniejsze - kto będzie zajmował się tym na SOR-ach. Tragedie na IP, SOR, ale również "Poradnik" i odzew, jaki wywołał w sieci, nie pozostawił Ministerstwu Zdrowia wyboru.

Piotr Piotrowski ubolewa, że trzeba było ludzkich tragedii, by coś zaczęło się zmieniać. Jak mówi, żałuje, że "z jakiegoś powodu do tej pory nikomu na tym nie zależało". Wierzy jednak w zmiany i już planuje kontynuację "Przewodnika".

- Pacjenci są zagubieni w systemie - wyjaśnia. - Ci, którzy korzystają z niego od lat, radzą sobie, nauczyli się, jak działa, jak omijać przeszkody i nie wpadać w pułapki. Niestety młodzi ludzie, którzy wchodzą w życie i spotka ich choroba, są zupełnie bezradni.

Autor bloga "Raport z SOR-u" nie jest jednak aż tak dobrej myśli.

- Możemy gdybać nad zmianami, które usprawnią pracę oddziału ratunkowego, jednak prawda jest taka, że wchodzimy w etap, w którym oddziały ratunkowe będą coraz gorzej funkcjonowały z powodu braku personelu - tłumaczy. - Doszliśmy do momentu, w którym pacjent ma prawo zachowywać się w stosunku do personelu medycznego tak, jak chce, a personel może tylko milczeć. W efekcie, wielu z nas - medyków - woli wybrać spokój, wyjechać do pracy za granicę lub zmienić branżę.

Kiedyś usłyszałem w sklepie stwierdzenie pewnej kobiety, że należy zamknąć SOR-y. Jestem jak najbardziej za. W ten sposób pokażemy społeczeństwu, jak bardzo źle ocenia nas i naszą pracę

- podsumowuje gorzko autor bloga.

Więcej o:
Komentarze (55)
Jak przeżyć na SOR? Kontrowersyjny poradnik dla pacjentów zadziałał. Będą zmiany?
Zaloguj się
  • stemp10

    Oceniono 46 razy 34

    Czyli wniosek jest jeden. SOR potencjalnie chce cię uśmiercić. Tylko od twojej zaradności zależy czy przeżyjesz

  • bleifuss

    Oceniono 40 razy 28

    Ostatnio zetknąłem się z SORem. Moja żona od kilku lat nosiła w sobie raka płuc, był pod kontrolą, leczenie go ustabilizowało, była ruchliwa, pogodna i pełna optymizmu. W styczniowy ranek nagle zaczęła się przewracać, tracić świadomość i orientację, wymiotować. My ją w samochód sądziłem, że będzie szybciej niż karetką) do szpitala na ul. K. żona przy wysiadaniu znów padła jak żuczek, nie wiedziała co się z nią dzieje, na szczęście akurat do SOR wjeżdżała karetka, ratownicy wnieśli ją przez śluzę. W ciągu 8 godzin zrobiono podstawowe badania, kroplówki, tomografię mózgu (ale bez kontrastu, bo nie było anestezjologa - potem sie dowiedziałem, ze bez kontrastu niewiele wyjdzie) która nic nie wykazała, żona dalej padała, stwierdzono oczopląs - diagnoza, zakłócenia błędnika, leki - czopek przeciwwymiotny i do domu. Przyjęcia na oddział neurologiczny odmówiono. Czopki nie pomogły, następnego dnia znów na ten sam SOR, żona traci kontakt, pada na chodnik. Biegniemy po wózek, bez dowodu w zastaw nie wydadzą. Nie wpuszczono nas z
    poczekalni, nie będzie przyjęcia na neurologię ("SOR ratuje w przypadku zagrożenia życia, tu nie widać by tak było, a przedwczoraj rozpoznaliśmu błędnik, to bagatela" tak ocenia recepcja, w końcu kroplówka i odesłanie do szpitala rejonowego. Tam odmowa przyjęcia, bo nie maja sprzętu, by diagnozować schorzenie neurologiczne. Żona w karetkę i z powrotem na SOR. Tam odmowa przyjęcia, karetka i z powrotem do rejonowego. Jest wieczór, zatrzymali żonę, podawani kroplówki (chora nie utrzymała żadnego pokarmu ani napoju, robiono badania pod kątem błędnika, bo takie było rozpoznanie na SOR, potem żołądka (przerwana gastroskopia), w końcu diagnoza - refluks. Non stop kroplówki, po 10 dniach żona do domu. Jest nieprzytomna, bez kontaktu, nie chodzi i nie mówi. Ustna porada - pacjentka nowotworowa, pewnie przerzuty do mózgu, zabrać do hospicjum. Wymuszamy pozostawienie jej na 2-3 dni póki nie załatwimy hospicjum. Żona wyraźnie umiera. Zabieramy ją do hospocjum, po 3 dniach odchodzi. Skonsultowani potem lekarze z kręgu znajomych twierdzili, że mogły to być przerzuty, ale mógł też być udar, do wyleczenia. Wykazałem się zapewne brakiem stanowczości, zamiast ufać całym zespołom lekarskim trzeba było rzucać krzesłami i lać w ryje. Sam jestem winien,że nie ochroniłem kochanego człowieka.

  • lakon

    Oceniono 28 razy 24

    Umieralność w Polsce rośnie - tak mówią statystyki.
    Dziękujemy wam politycy za wasze jałowe wojenki na ambicje i brak kompetencji.
    Spotkamy się kiedyś w piekle.

  • zawsze_edek

    Oceniono 33 razy 23

    wprowadzi opłaty za niezagrazające zyciu wycieczki na SOR i problem zniknie w tydzień

  • goupille

    Oceniono 23 razy 21

    Wolski premier w ogóle zajmuje się Służbą Zdrowia, czy tylko kampania go interesuje?

  • szumarek

    Oceniono 27 razy 21

    Czyli tak: jak na SOR to tylko z osobą towarzyszącą i najlepiej żeby to był lekarz.

  • qwerfvcxzasd3

    Oceniono 23 razy 19

    Sam o mało nie przekręciłem się na SOR, więc oburzenie pracowników mnie nie dziwi. Tam trwa walka o życie. Osoba kulturalna, cicha, uprzejma - ZDYCHA.

  • pczar

    Oceniono 18 razy 16

    ... pieniedzy na sluzbe zdrowia nie ma, ale na blond przydupaski w banku i na tysiace Misiewiczy - sa.
    To sie jednak nazywa panstwo teoretyczne albo bantustan.

  • timtimtim

    Oceniono 14 razy 14

    Jeśli nie wyda się więcej PKB na służbę zdrowia, to nie będzie lepiej. Nie można mieć sprawnej armii za 0,5 proc. PKB i to samo dotyczy zdrowia.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX