Badanie żywej kropli krwi - kolejny przekręt medycyny alternatywnej

Badanie żywej kropli krwi na dobre zawojowało polski rynek medycyny alternatywnej. Za ponad sto złotych możemy usłyszeć, że nasza krew jest pełna pasożytów, grzybów i larw. Ile w tym prawdy?

Burzę w internecie wywołała diagnoza wysnuta po przeprowadzeniu tzw. badania żywej kropli krwi. Osoba wykonująca "analizę" (biotechnolog i diet coach) stwierdziła, że we krwi dziecka są "żywe larwy", "pojedyncze grzyby", "liczne bakterie"; oprócz tego zdiagnozowano u niego hemolizę (rozpad czerwonych krwinek) i dysbiozę (zaburzenia we florze bakteryjnej układu pokarmowego). Brzmi niepokojąco, prawda? Na szczęście tym się kończy, ponieważ analiza żywej kropli krwi nie ma naukowych podstaw.

O co chodzi w badaniu żywej kropli krwi? Odrobina krwi pobrana z palca jest wkładana pod mikroskop, a następnie pokazywana klientowi na ekranie komputera. "Żywa" kropla ma być, jak łatwo się domyślić, przeciwieństwem kropli "martwej", która jest analizowana podczas standardowych badań laboratoryjnych. Kropla ma pozostać "żywa" przez około 20-40 minut. Jest podświetlana pod mikroskopem tak, aby na ciemnym tle pływały jasne obiekty. Zwykle są to naturalnie zlepiające się krwinki i przeróżne paprochy (drobinki kurzu, małe fragmenty szkła ze szkiełka mikroskopowego), które przez przeprowadzającego badanie zostają zinterpretowane jako groźne pasożyty, bakterie i grzyby, wymyślne choroby oraz zakwaszenie organizmu.

"Pośród najróżniejszych rzekomo przydatnych diagnostycznie metod, którymi tzw. medycyna alternatywna mami łatwowiernych klientów, mikroskopowa analiza żywej kropli krwi jest szczególnie podstępna. Zwodzi pacjentów zestawem sprzętów słusznie medycznie się kojarzących, operuje terminologią, z którą chory spotka się w dużej mierze również podczas rzetelnej diagnostyki medycznej, urzeka fachowym na pierwszy rzut oka podejściem. Jest tzw. specjalista, jest mikroskop, jest monitor, jest szczegółowy wynik. Jednocześnie analiza żywej kropli krwi jest od samych już swoich podstaw metodą szalbierczą i nienaukową" - mówi Paulina Łopatniuk, lekarka, specjalistka patomorfologii, prowadząca bloga o nauce Patolodzy na klatce.

Dołącz do Zdrowia na Facebooku!

Lek na całe zło

Według firm zachwalających analizę żywej kropli krwi badanie ma pomóc w wykryciu obecności i/lub przyczyn licznych dolegliwości: problemów skórnych (nawet tak poważnych jak łuszczyca, której dokładnych przyczyn nie zna medycyna konwencjonalna), wypadania włosów, bólów głowy, brzucha, mięśni i stawów, zaburzeń snu, chorób tarczycy, wątroby i nerek, duszności, zaparć, wzdęć, torbieli, cyst, alergii, przewlekłego zmęczenia, nadpobudliwości, anemii, niedowagi czy nadwagi... Analizę żywej kropli zaleca się również w diagnostyce i leczeniu "grzybicy, drożdżycy i infekcji pasożytniczych". Niektóre gabinety oferują nawet wykrywanie wczesnych stadiów nowotworu. Dość poważne deklaracje jak na metodę, która nie ma naukowych podstaw.

Przeczytaj: Rak karmiony niewiedzą. Polska rzeczywistość to wciąż chińskie ziółka, sok z buraka i skrajne niedożywienie

A może burakiem w raka? Nieszkodliwe? Niestety, chorym na białaczkę może bardzo zaszkodzić:

Poszczególne strony internetowe dorzucają swoje trzy grosze do obfitej oferty - tu badanie pomaga w zaburzeniach pracy układu hormonalnego, tam układu krwionośnego. Analiza ma wykazać obecność pasożytów, grzybów, metali ciężkich, a nawet "obecność cholesterolu LDL i HDL" (należałoby się zmartwić dopiero wtedy, gdybyśmy cholesterolu nie mieli - bylibyśmy wtedy prawdopodobnie kosmitą lub kamieniem). Oprócz tego może dostarczyć informacji o zakwaszeniu organizmu, niedoborach mineralnych czy "uszkodzeniach erytrocytów" (cokolwiek to znaczy).

Dlaczego to przekręt?

Pod mikroskopem optycznym nie sposób zauważyć większości rzeczy, które obiecują żywokropliści. Mówienie o "zanieczyszczonej toksynami" czy "zakwaszonej" krwi jest wierutnym kłamstwem. Badanie nie jest w stanie pokazać także grzybów, pasożytów lub bakterii, nie da się za jego pomocą zdiagnozować chorób. Ta technika zwyczajnie na to nie pozwala. Wszyscy, którzy twierdzą, że jest inaczej, albo nie mają pojęcia, o czym mówią, albo celowo wprowadzają rozmówców w błąd.

Osoby przeprowadzające badanie często diagnozują "zakwaszenie" krwi. W rzeczywistości osoby, których krew ma odczyn kwasowy, są ciężko chore na kwasicę, która poważnie zagraża ich zdrowiu i życiu. Jak zabawnie spuentował profesor Thomas Patterson w artykule Pseudonauka analizy żywej kropli krwi, tak poważnie chora osoba nie byłaby w stanie odwiedzać naturopatycznych gabinetów wątpliwej reputacji (raczej leżałaby w szpitalu).

Przeczytaj: Oczyszczajmy się dla zdrowia na wiosnę? Prof. Marek Naruszewicz: Tak, ale z głupoty

Żywokropliści notorycznie odnajdują we krwi Bogu ducha winnych pacjentów grzyby. To niemożliwe z prostego powodu - grzyby we krwi praktycznie nie występują. Mogą się tam znaleźć wtedy, gdy ktoś leży na łożu śmierci z dramatycznie zaburzoną pracą układu odpornościowego. Ta osoba prawdopodobnie nie byłyby w stanie udać się o własnych siłach do toalety, a co dopiero do szemranego gabinetu.

Podobnie rzecz się ma z rzekomo widocznymi w badaniu pasożytami. Zdiagnozowanie ewentualnej obecności pasożytów wymaga skomplikowanych, dokładnych badań. Pasożyty we krwi oznaczają, że pacjent jest bardzo poważnie chory. I, tak, nie ma sił na spacery po naturopatach.

"To perfidne oszustwo"

Łukasz Sakowski, biolog i autor bloga naukowego To tylko teoria, nie pozostawia wątpliwości. "Badanie żywej kropli krwi to perfidne oszustwo. Ludzie, którzy - według przykładów, które ja znam - są z wykształcenia biotechnologami, a zatem mają więcej, niż podstawową wiedzę z biologii i medycyny, wmawiają "pacjentom", że na preparacie mikroskopowym (z mikroskopu świetlnego) wykryli pasożyty, grzyby, toksyny, metale ciężkie czy cholesterol. W rzeczywistości w takich warunkach nie da się zobrazować takich elementów, natomiast zawartość toksyn bada się biochemicznie, obecność pasożytów czy grzybów - oznaczając przeciwciała lub wykonując badania molekularne (np. PCR). Mają więc oni świadomość tego, że oszukują ludzi i to za niemałe pieniądze".

Kto za tym stoi?

W gabinetach oferujących badanie urzędują dietetycy, naturopaci i inni "specjaliści" po szkołach o wątpliwej reputacji. Na jednej ze stron można znaleźć szczegółowy program czterodniowego szkolenia mikroskopowego badania kropli krwi. Zawiera on przyspieszony kurs anatomii, hematologii, dietetyki, technik badań mikroskopowych, naturopatii, homeopatii... Słowem: wszystkiego, czego na pewno nie da się omówić w kilkanaście godzin. Nie wspominając już o tym, że naturopatia i homeopatia również nastręczają poważnych wątpliwości natury naukowej. Cały kurs kosztuje 3300 złotych. Do tego wystarczy dokupić mikroskop, komputer i... pseudolekarska "praktyka" gotowa.

Kolejna firma proponuje kursy czterodniowe z równie szybkim przeglądem kwestii zdrowotnych. Tytułuje kurs jako "zaawansowany", jednak mogą w nim wziąć udział "wszyscy, którzy z pasją chcą pomagać innym ludziom w osiąganiu optymalnego poziomu zdrowia i samopoczucia". Nie jest wymagane zatem żadne medyczne wykształcenie czy techniczne, wystarczy zapłacić 3900 złotych. Na koniec szkolenia uczeń otrzymuje zaświadczenie o kwalifikacjach potrzebnych do przeprowadzania badań żywej kropli krwi. Może się legitymować dwoma ośrodkami szkoleniowymi - jednym o polskiej, a drugim o angielskiej nazwie. Oba zostały założone przez tę samą osobę i mają polski adres. Obcojęzyczna nazwa ma zapewne nieco uwiarygodniać jakość dyplomu.

Przeczytaj: Terapia dźwiękiem - czy misy, gongi i kamertony mają uzdrawiającą moc?

"Sama procedura została potępiona przez Krajową Izbę Diagnostów Laboratoryjnych (Stanowisko Nr 9-P/III/2012). Niejednokrotnie osoby przeprowadzające ją nie mają uprawnień nie tylko do tego, by przeprowadzać badania diagnostyczne, lecz także w ogóle by pobierać pacjentom krew, a o kompetencjach diagnostycznych trudno mówić po kilkugodzinnych, kilkunastogodzinnych czy nawet kilkudniowych kursach" - kwituje Paulina Łopatniuk.

Kosztowna kropla krwi

Chodzi tu przede wszystkim o pieniądze. Badanie żywej kropli krwi to koszt około 130 złotych. Dla porównania - tradycyjna morfologia krwi kosztuje od kilku do kilkunastu złotych; ze skierowaniem od lekarza nie kosztuje nic, ponieważ może być refundowana przez NFZ. Za 130 złotych da się zrobić kilkanaście badań laboratoryjnych (krwi, kału, moczu), które dadzą miarodajne, rzetelne wyniki przydatne do dalszej diagnostyki (w przeciwieństwie do analizy żywej kropli krwi). Więcej informacji o morfologii ogólnej znajdziesz tutaj.

Niektóre żywokroplowe firmy oferują nawet zapisy grupowe - za jednym zamachem można zaliczyć i wizytę u znachora, i spotkanie towarzyskie. Samo badanie żywej kropli krwi nie jest jednak podstawowym źródłem dochodu firm, które je oferują. Pseudospecjaliści zarabiają przede wszystkim na rozmaitych "uzdrawiających" preparatach, które mają stan żywej kropli poprawić. Hochsztaplerzy wyszukują nieistniejące pasożyty czy nieprawidłowości w budowie erytrocytów po to, by z sukcesem sprzedać swój bezużyteczny (a niekiedy nawet szkodliwy) pakiet leczniczy.

Sprawdź: Tych suplementów nie kupuj! NIK ujawnił listę produktów, które mogą zaszkodzić

Komentarz autorki

Lista "wskazań" do badania jest absurdalnie długa i pachnie oszustwem na kilometr - warto sobie uświadomić, że nawet naukowo usankcjonowane badanie morfologiczne krwi nie jest w stanie z absolutną pewnością stwierdzić obecności powyższych dolegliwości i ich przyczyn. Niektóre strony internetowe reklamujące analizę żywej kropli krwi nawet nie próbują udawać, że zachowują przyzwoitość; można na nich znaleźć bezczelne kłamstwa w stylu "Pod względem wykrywalności mikroskopowa analiza żywej kropli krwi jest najbardziej skuteczną z metod". Metod czego? Wygląda na to, że oszukiwania zdesperowanych klientów.

Badanie żywej kropli krwi "nie zaszkodzi, a może pomóc"? Nieprawda - może zaszkodzić, i to bardzo. Po pierwsze - osoba, która przeprowadza takie badanie, nie jest godna zaufania; często przebyła wątpliwej jakości kilkudniowy kurs i nie ma wiele wspólnego z medycyną. Sam fakt uprawiania przez tę osobę oszukańczych, nieetycznych praktyk powinien dać nam do myślenia. Nie wiadomo, czy pobranie krwi przebiegnie wraz z zachowaniem wszystkich koniecznych środków ostrożności, istnieje zatem ryzyko zakażenia się na przykład żółtaczką. Po drugie - wynik, który otrzymamy, jest po prostu niewiarygodny, więc podejmowanie leczenia na jego podstawie jest skazane na niepowodzenie. Po trzecie - preparaty proponowane przez kroplowych specjalistów mogą nam zaszkodzić. W wielu przypadkach chorzy wierzący w medycynę alternatywną rezygnują z konwencjonalnego leczenia, przez co ich szanse na wyzdrowienie drastycznie się kurczą. Badanie żywej kropli krwi może skłonić do podjęcia właśnie takich nieroztropnych kroków.

Liczne "gabinety" oferujące analizę żywej kropli krwi reklamują się tym samym skopiowanym sloganem: "Mikroskopowe badanie żywej kropli krwi to niezwykła możliwość obejrzenia tego, co znajduje się wewnątrz nas, i z czego na co dzień nie zdajemy sobie sprawy". Aby poetyckości stało się zadość, niektóre dodają cytat z "Fausta" Goethego: "Krew to osobliwy płyn". Trochę szkoda, że takimi literackimi dekoracjami nie są opatrywane oferty standardowej, medycznie uzasadnionej morfologii krwi.

To także może cię zainteresować:

Źródła: The Guardian, Quackwatch, Science-Based Medicine, Skeptical Inquirer, To tylko teoria

Więcej o:
Komentarze (147)
Badanie żywej kropli krwi - kolejny przekręt medycyny alternatywnej
Zaloguj się
  • wqcyzx

    Oceniono 1 raz 1

    Na portalu GazWyb reklamujecie ziółka przeciw "pasożytom" (nie wymieniając jakim. Tasiemcom? Owsikom?). To jest popis szarlatanerii zatem wasze lamenty są cokolwiek nieszczere.

  • a.k.traper

    Oceniono 2 razy 2

    Ze swojego dzieciństwa i pobytów u dziadków na wsi pamiętam stosowanie medycyny ludowej, wydaje mi się, że wychodziło taniej.
    1. Przelewanie wosku nad głową dziecka umieszczonej nad miską z wodą święconą, wersja turbo to umieszczenie gałązki brzozowej zwiniętej w kółko oraz odmawianie zdrowasiek.
    2. Podobnie z przelewaniem jajka od czarnej kury z tym, że w jednej wersji stawiano szklankę pod łóżkiem i wylewano przed świtem a w wersji max stawiano na 3 dni na parapecie po czym wylewano przed zachodem słońca na skraju dróg bez świadków. Pamiętam jaka rozpacz była gdy szklanka się przewróciła, po księdza posłano z ostatnim namaszczeniem, okazało się że kot się dobrał.
    3. Kąpiel w czarcim żebrze (podobny do ostu ostrożeń) w przypadku rzucenia przez kogoś uroku, gdy woda mętna to oznacza, że urok był rzucony, należy kąpać aż do całkowicie czystej wody. Oczywiście wodę wylewamy na rozstaju dróg bez świadków a kąpiel wspomagamy zdrowaśkami.
    4. Przecieranie twarzy bielizną noszona na co dzień (podkoszulka, majtki, kalesony, skarpety babci).
    5. Przeciąganie dziecka przez nogawkę spodni ojca lub spódnice matki (zdjętą z siebie)
    6. Machanie nad łóżeczkiem kalesonami lub halką.
    7. Przekładanie dziecka pod noga brata lub siostry.
    8. Dmuchanie na dziecko 3 razy.
    9. Robienie znaku krzyża świeżo obsikaną pieluchą.
    10. Lizanie po czole trzy razy i wypluwanie przez lewe ramię lub do trzech kątów. Nie wolno połykać śliny, może przejść na lizanego.
    11. Okadzanie włosami, sierścią, piórami w zależności od dolegliwości.
    12. Napojeniem wywarem z makowin, w przypadku kiepskiego i nerwowego snu.
    To wszystko oczywiście w asyście zdrowasiek, cena w zależności od wieku i choroby, od 2-3 jajek u niemowlaka 7 do 12 u dorosłego a wielebny brał mendel (15 szt.)
    Ja miałem podobno raz do czynienia z makowinami, spałem dobę i toczyłem pianę, mama (pielęgniarka) już nigdy mnie nie zostawiła samego u tych babek, dopiero jak do szkoły już chodziłem ale z kolei dziadek powrozem lał jak się w południe w konopiach bawiliśmy. Co ciekawe nie spotkałem się z krytyką tych praktyk przez księży, pewnie wiedzieli, ze pomóc nie pomoże a i dla nich coś skapnie bo na msze każdy w takim przypadku dawał.

  • olal.bana.gw

    Oceniono 5 razy 1

    Kto za tym stoi?
    Arcykupa Dziwisz ktory wiele lat temu zaczal handlowac kropelkami zywej krwi z doopy jepka II. Tak sie zaczelo. Poyby rozwinely to w przemysl dymania bez mydla.

  • dr_bloger

    Oceniono 9 razy 7

    Znam jednego takiego magika od badania żywej kropli krwi. Z wykształcenia jest ogrodnikiem. I faktycznie, uprawia kwitnący biznes.

  • nutaws

    Oceniono 10 razy -4

    Medycyna alternatywna. A co to takiego???
    Medycyną alternatywną jest medycyna akademicka, która powstała jako alternatywa dla całkowicie naturalnego leczenia istniejącego od setek lat. A powstała tylko dzięki przemysłowi farmaceutycznemu i sprowadzenia wszystkiego pod dyktando powielania zysków i zdobywania coraz to nowych rynków zbytu. Często- kosztem zdrowia i życia milionów pacjentów.
    Zatem...bez tendencyjnej frazeologii proszę...

  • Oceniono 6 razy -2

    tiaaaa, wiadomo że jeśli się ludziom pomoże raz a dobrze, to nie będą świetnymi klientami aptek. Ktoś kto pisze ten artykuł z prychaniem pogardy wskazuje że człowiek obłożnie chory może mieć kwasicę albo grzyby we krwi i wtedy to już na pewno z łóżka nie wstanie. I to prawda, tylko chodzi o to by odpowiedni wcześniej zauważyć tendencję, początki, stan który pozwala jeszcze uratować kogoś przed śmiercią a nie radośnie stwierdzać w szpitalu ooo ma pan kwasice.

  • somalii

    Oceniono 5 razy -1

    W dużej mierze autor negujący wartość anlizy "żywej krwi" ma rację.
    Myli się jednak z kilku przypadkach. Paracyty - żyją we krwi, Larwy też są przez nią transportowane.
    Widoczne też przy spełnieniu rygorów mikroskopii ciemnego pola ( i nie tylko) są krętki boreliozy.
    O takich olbrzymach jak kryształy szczawianów we krwi nie warto wspominać - ślepy by zobaczył.
    Każdy też może sobie porównać stan swoich erytrocytów ( widoczne już od powiększeń 600 w zwyż) ze stanem krwinek osób zdrowych i porównać to z wynikami natlenienia krwi.
    Prawda leży gdzieś pośrodku.
    ps. wiele badań nie ma sensu jeżeli nie ma równolegle porównywanego materiału badawczego osoby badanej z osobą całkowicie zdrową - np badanie rozwoju grzybów w unierającej krwi - no bo przecież krew poza organizmem umiera i tylko metodą porónwania próbek można cokolwiek sensownego wywnioskować. Więc jeśli już badać krew pod mikroskopem to trzeba postarać się o zdrowego w dawcę celem porównania. Dawcę tej samej płci i w podobnym wieku,

  • krzycze1

    Oceniono 10 razy -2

    Najeżdżacie tutaj na medycynę alternatywną, a sami jesteście tępakami!.
    No bo czy mądry człowiek leczył by się objawowo, tak jak wy, "wielcy znawcy" się tu leczycie?
    Wasze podejście to - wyciąć (chirurgia), wypalić (radioterapia), zatruć (chemia), znieczulić ("cudowna" tabletka). Wierząc w medycynę konwencjonalną wierzycie tak na serio w koncerny farmaceutyczne, które za tym stoją. Finansują wasze uniwersytety medyczne, wyniki badań, waszych doktorków i fachowców. Nikim jest dla mnie doktorek z tytułem i wypranym mózgiem przy okazji, realizujący misję leczenia całe życie byle by nie wyleczyć. Liczy się praktyka, a praktyka jest dla Was miażdząca. Byłem u tych waszych - specjalistów- z objawami łuszczycy i wiecie co każdy z nich mi proponował? Maść sterydową. Niestety dla mnie nie miałem jeszcze wtedy takiej wiedzy jaką mam obecnie. Ufałem sku...synom i leczyłem się tym chemicznym dziadostwem z apteki. Miałem też nieustające anginy i jedyne co potrafili mi zaoferować to żarcie antybiotyków i płukanie gardła chemicznym badziewiem typu glimbax, które niwelowało ból., ale nie usuwało przyczyny. Ta wasza medycyna akademicka jest tak łasa na kasę, że obecnie nie ma na celu wyleczyć pacjenta raz a porządnie (czyli usunąc przyczynę). Medycyna akademicka chce leczyć objawy, chce leczyć do końca życia i wyciągnąć tyle hajsu z pacjenta ile się da. A właściciele farmacji zacierają rączki bo zarabiają na takich idiotach. Ozywiście to głownie wina systemu, który wyprał ludziom mózgi i wyłączył funkcję - samodzielnego myślenia. Ilu z was zostało poszkodowanych przez lekarzy? Przyznajcie się. Jestem pewien że wielu, ale nie macie odwagi sami przed soba przyznać, że coś tu jest nie tak. Dajecie się robić w balona i próbujecie się pocieszać najeżdżając na medycynę alternatywną. Oczywiście, jest w niej wielu szarlatanów i cwaniaczków, ale prawdziwi specjaliści w tej dziedzinie potrafią wyleczyć z takich chorób i takie przypadki, które medycyna akademicka już dawno skreśliła. Tym waszym profesorkom tylko oczy wychodzą i o sprawie zapominają, udają, że tego nie ma. Lekarze akademiccy , którzy chca na prawdę pomóc pacjentowi (bo i tacy sie zdarzają) mają związane ręce przez sztywne procedury i mimo chęci i nawet wiedzy jak alternatywnymi metodami choremu pomóc nie robia tego w obawie przed utrata pracy. Znam problem bo byłem po jednej i po drugiej stronie tego świata. Jako pacjent wprawdzie, którego medycyna akademicka zawiodła, a ta wyśmiewana przez was pomogła.
    W leczniu chorób przewlekłych, autoimmunologicznych medycyna oficjalna pada na ryj i kwiczy. Ukrywa niewygodne dla siebie fakty i łoi taką kasę na łosiach, że się wam w głowie nie mieści. Ale czego spodziewać się po osobach, które na codzien karmią swoje mózgi papką z tvn u czy polsatu i radia . Szukacie alternatywnych źródeł wiedzy. Zastanawiacie sie nad samym soba i światem? Zadajecie sobie pytanie czy skoro stwórca nie wymyślił pigułek rosnących na drzewach i nie jest to naturalne, to może nie jest to stworzone dla istot żywych? Że może jest to badziew ubrany w ładne opakowanie, marketingowy bełkot, często zlecone przez producenta badania, których wyniki musza być takie a nie inne? Ehhh szkoda czasu, może za 20 lat dojdziecie do tego co wielu ludzi widzi juz teraz.
    Powodzenia!

  • resident_troll

    Oceniono 6 razy 2

    Ludzie - czasem z uwagi na swoją podatność na wpływy, czasem popychani osobistymi tragediami - niekiedy się stopniowo "zapadają" w takie nonsensy.
    Mam bliską znajomą - niegłupia kobieta, przedsiębiorca, przez długie lata postrzegana przeze mnie jako osoba twardo stąpająca po ziemi.

    Dobra dekadę temu - za moją radą, skądinąd, jako że potrzebowała ówcześnie kontaktu ze spokojną formą ruchu -- trafiła na jogę. Tyle, że nie do zdroworozsądkowego człowieka, u którego praktykowałem ja, tylko do kolesia "z misją". Joga ją wciągnęła, "guru" - widząc jej zaangażowanie - zaczął ją omotywać. Trwało to parę lat, niemniej odniósł sukces w tym sensie, że zaszczepił jej "mistyczne widzenie świata". Co prawda od niego samego się po jakimś czasie uwolniła, "uduchowiony" sposób postrzegania rzeczywistości w niej pozostał. Zmieniła dietę na wegetariańską (co samo w sobie nie jest niczym złym, pod warunkiem, że się człowiek pilnuje z niektórymi składnikami diety), później - mimo braki racjonalnych przeciwwskazań - zaczęła (po lekturze stosownych tekstów i wysłuchaniu wykładów różnych "specjalistów od medycyny alternatywnej i leczenia dietą") eliminować laktozę, gluten, etc. Obecnie żywi się według jakichś skomplikowanych, rygorystycznych reguł.
    W tym okresie zaczęła się starać o dziecko, parokrotnie poroniła, przy czym medycyna nie była w stanie wskazać jednoznacznej przyczyny, dla której nie udało się donosić żadnej z ciąż. To pchnęło ja jeszcze głębiej w świat badań kropli krwi, biorezonansów i innych pseudonaukowych nonsensów. Zaczęła wydawać kupę kasy na potwornie drogie witaminy różnych "alternatywnych" producentów, wierząc głęboko, że mają 10x lepsza przyswajalność, niż "tradycyjne" witaminy produkowane przez "Big Pharmę", przy czym owe "alternatywne witaminy" są oczywiście "skrętne" we właściwa stronę, zaś brak jakiegokolwiek nadzoru nad tym co i jak jest przez te firmy produkowane i sprzedawane w niczym nie przeszkadza, bo tak powiedział pan na jakiejś prezentacji. Obecnie wydaje spore pieniądze na "biorezonansowe" zwalczanie jakichś pasożytów, wykrytych u niej - niespodzianka! - właśnie za pomocą owego "biorezonansu". Testy laboratoryjne oczywiście niczego nie wykryły, co stanowi dowód na to, że są złe, jako że przecież "biorezonans", przeprowadzony przez jakiegoś kolesia po weekendowym kursie, kłamać nie może.
    Ech...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX