Na zmęczenie wysiłek

Jeśli zlekceważysz zimowe zmęczenie, organizm ci tego nie zapomni. Przyjdzie rok, gdy przemęczenie nie minie na wiosnę - zamieni się w zespół wypalenia. Wtedy pomoże już tylko lekarz - ostrzega psychiatra prof. Marek Juraszek. Wypalenie zdarza się prezesowi i szwaczce. Kobietom częściej niż mężczyznom.
Na zmęczenie wysiłek red.Jeśli zlekceważysz zimowe zmęczenie, organizm ci tego nie zapomni. Przyjdzie rok, gdy przemęczenie nie minie na wiosnę - zamieni się w zespół wypalenia. Wtedy pomoże już tylko lekarz - ostrzega psychiatra prof. Marek Juraszek. Wypalenie zdarza się prezesowi i szwaczce. Kobietom częściej niż mężczyznom. Aleksandra Boćkowska: Wszyscy dookoła chodzą podenerwowani, narzekają na zmęczenie. Co im jest? Prof. Marek Juraszek: Człowiek, nawet jeśli chce, nie może uwolnić się od rytmów biologicznych.

To normalne, że jesienią i zimą nasza energia zanika. Ludzie mają wtedy kłopoty z koncentracją, szybciej się męczą, śpią za długo albo cierpią na bezsenność. Na szczęście przemęczony organizm łatwo zregenerować.
Jak? - Najlepszy jest wysiłek fizyczny. Basen, siłownia, fitness. Ja swoim pacjentom polecam zestaw rytuałów tybetańskich. Te ćwiczenia trwają pięć minut, a efekt dają znakomity. Nie prościej pić więcej kawy? - A wieczorem drinka... Trzeba się tego wystrzegać, ludzie w stresie są bardziej podatni na uzależnienia. Piją drinka i zdaje im się, że są odprężeni. A to prosta droga do alkoholizmu. Może więc po prostu przeczekać zimę? - Młodzi ludzie oczywiście regenerują się wiosną. Ale nie będzie tak zawsze. Jeśli zaniedbamy jesienne zmęczenie, organizm nie zapomni nam tego. W końcu pojawi się poważniejsza dolegliwość, tzw. zmęczenie na progu. Można je poznać po tym, że jesienne dolegliwości nie ustępują - nie pomaga ani wiosna, ani ruch.

Zdarza się to zwłaszcza młodym, świetnie wykształconym ludziom, którzy szybko awansowali i nie potrafią udźwignąć odpowiedzialności. Nie są zmęczeni pracą, niszczy ich raczej ambicja. Mają sukcesy, ale nie czują satysfakcji, wciąż uważają, że osiągnęli za mało. I w rezultacie tracą chęć do działania, stają się złośliwi i zaczepni, swoimi niepowodzeniami obciążają współpracowników. Nauczyciele myślą, że byliby lepsi, gdyby nie uczniowie, lekarze - że wszystkiemu winni są pacjenci, szefowie obwiniają podwładnych.
Czy takie zmęczenie dotyka tylko nadambitnych menedżerów wielkich firm, czy może przytrafić się każdemu? - Kiedyś sądzono, że zdarza się to osobom, które często stykają się z nieprzewidzianymi sytuacjami - np. pilotom, prezesom, chirurgom, pielęgniarkom. Od decyzji pielęgniarki w prowincjonalnym szpitalu może zależeć życie człowieka, jej odpowiedzialność jest większa niż prezesa podpisującego wielki kontrakt. Poza tym ona dodatkowo boryka się z brakiem pieniędzy, z poczuciem, że nikt nie szanuje jej zawodu.

Okazuje się jednak, że takie samo zmęczenie może dotknąć robotnika, który w fabryce pracuje przy taśmie. Bo on bezustannie niepokoi się, czy zdąży przykręcić jakiś element, a jednocześnie denerwuje go znużenie wynikające z jednostajności pracy.

Każda praca wiąże się ze stresem i zmęczeniem. Wynika to stąd, że ludzie przychodzą przygotowani do pracy merytorycznie, ale kompletnie nieprzygotowani emocjonalnie! Są nieodporni na stresy, potrzebują ciągłego potwierdzania swojej wartości. Więc bardzo szybko mają pracy dość.
Czy ?zmęczenie na progu? jest groźne, czy tylko męczące? - Jest groźne. Po pewnym czasie siada układ psychoimmunologiczny - pojawiają się przeziębienia, bóle kręgosłupa, nerwice żołądka - od biegunek po wrzody. Organizm staje się szalenie podatny na infekcje. Dobry lekarz zapyta pacjenta, dlaczego tak często choruje, spróbuje skierować na psychoterapię. Jednak to nie zdarza się często. A jeśli nie trafi się do tego dobrego lekarza? - Wtedy blisko do syndromu wypalenia. Przytrafia się on ludziom żyjącym w chronicznym stresie pracy, przeciążonym, mającym poczucie zagrożenia swojej pozycji. W rezultacie do opryskliwości, której nabawili się wcześniej, dochodzi emocjonalna oschłość, nic ich nie cieszy, nic też nie smuci. Co ma zrobić osoba, która zauważa u siebie te objawy? - Ona je bardzo rzadko zauważa! Przeważnie jest wredna i złośliwa, widzi problemy u innych. Bardzo trudno ją namówić na terapię. Jeśli jednak się zdecyduje, czeka ją intensywny program psychoterapeutyczny: warsztaty komunikacji interpersonalnej, zajęcia grupowe, indywidualne. Trwa to co najmniej kilka miesięcy. Bez tego nie można wrócić do formy. A nie leczony zespół wypalenia prowadzi do chorób wieńcowych, zawałów. Ludzie pewnie częściej wybierają się na urlop niż do terapeuty... - Urlop nic nie pomaga. Po nim wraca się do pracy, zastaje tę samą sytuację i wszystko zaczyna się od nowa. Powinno się zacząć od psychoprofilaktyki. Od wczesnych lat uczyć dzieci pozytywnego myślenia, umiejętności reagowania zarówno na krytykę, jak i pochwałę. A skoro tego się nie nauczyliśmy, musimy umieć redukować stres. Na przykład poprzez ćwiczenia tybetańskie, o których wspominałem, ale też poprzez proste sposoby wyładowania emocjonalnego. W firmach japońskich są specjalne komory głosowe, w których ludzie zamykają się i wrzeszczą. Można też śpiewać - właśnie dlatego na Zachodzie przyjęły się imprezy karaoke. Znakomity jest płacz. Tu kobiety mają przewagę nad mężczyznami, gdyby mężczyźni płakali, rzadziej przechodziliby zawały. To dlaczego kobiety są bardziej narażone na syndrom wypalenia? - Bo one dorównują mężczyznom w rolach zawodowych, ale gorzko to opłacają. Mają trudniejszy start, trudniej im się przebić. Poza tym zwykle głębiej angażują się w relacje międzyludzkie, bardziej przeżywają konflikty w pracy. A zmęczenie pewnie odbija się na relacjach osobistych? - Zdrowe relacje rodzinne są bardzo ważne. Syndrom wypalenia częściej dotyka samotnych, bo oni skupiają się tylko na pracy. Osoby, które mają przyjaciół, jakieś hobby, interesują się kulturą albo uprawiają sport, potrafią znaleźć sobie odskocznię i nie pogrążać się w stresach związanych z pracą. Pięć ćwiczeń tybetańskich, które pomogą nam przetrwać zimę: 1. Stań prosto, z rękami wzdłuż ciała, i obracaj się wokół własnej osi (z lewej w prawą stronę), aż poczujesz lekki zawrót głowy.

2. Połóż się na plecach, z rękoma wzdłuż ciała, dłonie skieruj do podłogi. Złączone nogi podnieś do pozycji pionowej.

3. Uklęknij, dłonie oprzyj pod pośladkami, szyję wyciągnij do przodu, brodę przyciśnij do piersi i odchyl teraz ciało w łuk, do tyłu.

4. Usiądź na podłodze z ugiętymi, lekko rozchylonymi nogami (odległość między stopami powinna wynosić ok. 25 cm), tułów trzymaj prosto, dłonie oprzyj na podłodze, przy pośladkach. Z tej pozycji zrób mostek.

5. Zrób japońską pompkę - ciało uniesione na rękach i stopach zegnij w literę V: brodę przyciśnij do piersi, pośladki unieś do góry.

Ćwiczenia najlepiej robić rano, nigdy tuż przed snem. Najlepiej każde powtarzać 21 razy.
Więcej o: