Oporne na antybiotyki bakterie panoszą się na świecie

Medycyna zakażeń przypomina prom kosmiczny, w którym przestają działać kolejne silniki. Jeśli niczym załoga misji kosmicznej Apollo 13 nie podejmiemy zdecydowanych kroków, czeka nas katastrofa - mówi prof. Waleria Hryniewicz. 18 listopada obchodzimy Europejski Dzień Wiedzy o Antybiotykach.
Olga Walendziak: Czy antybiotyki stracą skuteczność?

Prof. Waleria Hryniewicz*: Bardzo chciałabym tego uniknąć. Trzeba zrobić wszystko, aby nigdy nie nadeszły czasy, kiedy te leki przestaną działać. Ale coraz trudniej dobrać skuteczną terapię. Bakterie wypracowały różne mechanizmy obronne, które chronią je przed działaniem antybiotyków. Co więcej, potrafią się dzielić tą wiedzą między sobą.



Wszystko to sprawia, że medycyna zakażeń przypomina prom kosmiczny, w którym przestają działać kolejne silniki. Jeśli niczym załoga misji kosmicznej Apollo 13 nie podejmiemy zdecydowanych kroków, czeka nas katastrofa.

Jakie są tego przyczyny?

Bakterie - jak każdy organizm - chcą przeżyć. Mutują, pobierają geny od innych bakterii żyjących w ich środowisku. Jeśli takie zjawisko występuje rzadko, nie jest specjalnie groźne. Natomiast jeśli nadużywamy antybiotyków, to bakterie, które nabyły tę oporność, szybciej ewoluują, rozwijając się w szczepy antybiotykooporne.

Co można zrobić, kiedy bakteria się uodporni na dany antybiotyk?

Najlepiej byłoby zaprzestać stosowania tego antybiotyku. Jednak w dzisiejszych czasach mamy do czynienia głównie z bakteriami wieloopornymi, które są oporne na wiele leków. Trudno sobie wyobrazić, że w szpitalu zrezygnujemy naraz z kilku grup leków, ale na pewno należy używać ich mniej i rozważniej.

Kilka miesięcy temu media donosiły o szczepie antybiotykoopornej bakterii NDM-1, która przywędrowała z Indii do Europy i spowodowała kilka zgonów. Już po strachu?

Nie do końca się z tym zgodzę. Bakteria, o której mowa, Klebsiella pneumoniae, faktycznie przywędrowała z Indii. W Anglii spowodowała już kilkadziesiąt zachorowań, ale na tym się nie skończyło. Wrażenie, że nic się nie stało, jest mylne. Zmutowana bakteria występuje teraz już we Francji, w Grecji, Chorwacji, Serbii, Belgii, USA. Słowem, rozprzestrzenia się po świecie, choć świadomość tego wciąż może być nikła.

A jak to wygląda w Polsce?

Ta hinduska bakteria jeszcze do nas nie dotarła, ale mamy własną groźną odmianę Klebsiella pneumoniae. Wciągu ostatnich dwóch lat jej ofiarami padło aż kilkaset osób. Sytuacja w naszym kraju nie jest dobra. Zużycie antybiotyków jest u nas tylko nieco wyższe niż średnia europejska, natomiast jeśli chodzi o występowanie antybiotykoopornych bakterii, jesteśmy, niestety, w europejskiej czołówce. Już około 40 proc. szczepów najgroźniejszych bakterii (pneumokoków izolowanych z zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych) jest opornych na penicylinę, a ponad 20 proc. - na cefalosporyny trzeciej generacji, które uchodzą za leki ostatniej szansy. Kłopoty sprawiają też oporne na leki szczepy gronkowca złocistego.

Jak można zapobiec rozprzestrzenianiu się antybiotykooporności?

Lekarze pierwszego kontaktu nie powinni ulegać pacjentom, którzy proszą o przepisanie recept na antybiotyki. Każdą taką decyzję muszą podejmować bardzo rozważnie. Powinni powtarzać pacjentom (i sami o tym pamiętać), że antybiotyk nie działa na wirusy. Przepisanie antybiotyku w przypadku przeziębienia czy grypy jest poważnym błędem lekarskim. Jeśli podejmujemy decyzję o antybiotykoterapii, należy pacjenta starannie pouczyć, jak powinien przyjmować lek - niezwykle regularnie, przez ściśle określony czas, we właściwej dawce. Natomiast jeśli pacjent nie zużył do końca antybiotyku, bo np. trzeba było przerwać leczenie albo w opakowaniu było więcej dawek, niż przypisał lekarz, powinien pozbyć się resztek leku, najlepiej zanieść go do apteki. Nigdy nie wolno sięgać ponownie po resztki antybiotyku z poprzedniej kuracji! Bardzo ważna jest codzienna higiena -mycie rąk, kichanie w chusteczkę lub zgięcie łokciowo-ramieniowe, a nie w dłoń. Dzięki temu zapobiegamy rozprzestrzenianiu się bakterii. Taka codzienna profilaktyka to podstawa.

A w szpitalu?

Tutaj są większe możliwości, bo szpital łatwiej kontrolować. Możemy zrobić mapę epidemiologiczną szpitala, a na jej podstawie sięgać po antybiotyki najlepiej dopasowane do aktualnej sytuacji. Zawsze, kiedy można, należy zrobić posiew. Zrobienie posiewu i antybiogramu (tj. sprawdzenie, jakie konkretnie szczepy bakterii nosi w sobie chory) umożliwia przeprowadzenie terapii celowanej, która jest skierowana przeciw konkretnej bakterii. Taka terapia jest najskuteczniejsza i najtańsza.

*Prof. Waleria Hryniewicz jest kierownikiem Zakładu Epidemiologii i Mikrobiologii Klinicznej w Narodowym Instytucie Leków

Więcej o: