Wzmocnij organizm przed narciarskim wysiłkiem

Żeby zimowe ferie spędzić na stoku, a nie w łóżku, trzeba się do nich odpowiednio przygotować. Jak?
Wiele osób twierdzi, że zjazdu ośnieżonym zboczem z wiatrem szumiącym w uszach nie da się porównać z niczym innym. A jeśli zjedzie się tak raz, zwykle łapie się bakcyla już na zawsze. Zwykle jednak nasze narciarskie możliwości ograniczają się do jednego, maksymalnie dwóch tygodniowych wyjazdów w sezonie, czasem dodatkowo kilku weekendów spędzonych w bliższych górach.

Przez kilka tygodni studiujemy trasy i przewodniki w poszukiwaniu zakwaterowania jak najbliżej wyciągów - żeby nie tracić na dojazdy ani godziny cennego czasu. Zabieramy się do przeglądu i uzupełnienia sprzętu, ostrzenia nart, może nawet zrobimy kilka przysiadów, po których wydaje nam się, że poprawiliśmy kondycję. W końcu nadchodzi dzień, kiedy przypinamy deski, stajemy na szczycie, szusujemy, potem robi się gorąco - zdejmujemy czapkę, rozpinamy kurtkę. Jest świetnie. Dopóki nie nadchodzi następny dzień i okazuje się, że gardło boli, z nosa leci, a termometr pokazuje stan podgorączkowy. Dzielnie wstajemy z łóżka i idziemy na stok, wieczorem okazuje się jednak, że w zawodach narciarz - zarazki, wygrywają te drugie. Następne dni spędzimy więc w łóżku, w najlepszym razie zjeżdżając kilka razy po łatwiejszych stokach. Co zrobić, żeby do tego nie dopuścić? Jeszcze przed wyjazdem zadbać o wzmocnienie odporności i kondycji.

Siła z wnętrza

Chociaż zimą mocno kusi jedzenie posiłków bardziej kalorycznych, absolutnie nie wolno zapomnieć o warzywach. Jako źródło wzmacniającej organizm witaminy C doskonale sprawdzają się mrożonki: brokuły, szpinak, kapusta, truskawki, czarne porzeczki, żurawina; świetne w tej roli są także natka pietruszki, cytrusy i poczciwa cebula. Ważne, żeby jeść je codziennie, a dla uniknięcia strat cennej witaminy nie gotować zbyt długo. Potrzebne nam będą też antyoksydanty, czyli cząsteczki potrafiące zwalczać wolne rodniki. A tymi są witamina E (oleje roślinne, orzechy, pieczywo z pełnego przemiału) i witamina albo prowitamina A (mleko, jaja, marchew, pomidory). Nie wolno też zapominać o rybach, najlepiej tłustych (zawierają kwasy omega-3) i probiotykach (zawarte w jogurtach i kefirach pałeczki kwasu mlekowego regulują pracę przewodu pokarmowego i chronią przed infekcjamij). Wreszcie w zimowej diecie na stałe powinni zagościć dwaj prawdziwi zabójcy bakterii i wirusów, czyli czosnek i miód. Niektórzy narciarze radzą nawet, żeby tydzień-dwa przed wyjazdem zafundować sobie codzienną kurację w postaci ząbka czosnku i cytryny z miodem.

I siła z zewnątrz

Na co dzień przesiadujemy w ciepłym mieszkaniu, ciepłym biurze i ciepłym samochodzie, a pojęcie "ruch" w naszym wykonaniu sprowadza się do przemieszczania się między tymi trzema miejscami. Tymczasem wyjazd na ferie przenosi nas nie tylko z miasta w góry, ale niemal do innego świata. Nagle zaczynamy spędzać cały dzień na zewnątrz, marznąć, oddychać mroźnym powietrzem, ruszać się - takie przestawienie się na inne obroty bywa dużym wyzwaniem.

Z nadejściem pluchy i pierwszych mrozów nie wolno zamykać się w domu i jako jedynego sportu uprawiać leżenia przed telewizorem, bo na stoku osłabienie i zakwasy będziemy mieli gwarantowane. Żeby wzmocnić odporność, nie trzeba uprawiać męczących biegów przełajowych, wystarczy zwykły spacer - ważne tylko, żeby chodzić codziennie przez przynajmniej pół godziny. Można też wybrać się na basen, fitness, jogę albo do... szkoły tańca. Tydzień przed wyjazdem warto zacząć ćwiczyć bardziej intensywnie - robić przysiady, skręty, zbiegać ze schodów i wbiegać po nich.

Oprócz tego trzeba też przygotować się na zmianę temperatury. Jak? Najlepiej hartując się zimnem albo zmieniając szybko temperaturę. Na początek wystarczy zakręcić kaloryfery, otworzyć okna i chodzić po mieszkaniu w lekkim ubraniu albo i bez niego. Kiedy się przyzwyczaimy, obniżyć temperaturę, wychodzić na chwilę na zewnątrz, polewać się chłodną wodą, a z czasem w niej kąpać. Można też brać prysznic na przemian w gorącej i zimnej wodzie, zaczynając polewanie od stóp, a kończąc na karku. Ale uwaga - nie wolno tego robić na siłę, jeśli zaczynamy szczękać zębami i drżeć, oznacza to, że organizm się broni i powinniśmy przyzwyczajać się do zimna w wolniejszym tempie.

Dobrym rozwiązaniem będzie też skorzystanie z sauny albo z krioterapii. Gorąco podnosi temperaturę organizmu, co niszczy wirusy i bakterie. Panujące w kriokomorze zimno (grubo poniżej 100 st. C) nie tylko świetnie wzmacnia odporność i pobudza system immunologiczny, ale także pomaga w leczeniu wszelkich zwichnięć, naderwanych ścięgien, nie wspominając o poprawie jędrności skóry i spowolnieniu procesów starzenia. Żeby terapia zimnem odniosła skutek, nastawmy się na dziesięć, a nawet kilkanaście krótkich, maksymalnie 3-minutowych zabiegów, w czasie których wejdziemy do jaskini zimna ubrani jedynie w kostium kąpielowy, rękawiczki, skarpetki i czapkę.