Choroby brudnych rąk

Często, długo i dokładnie - tak powinniśmy myć ręce, by uchronić się przed groźnymi infekcjami. No i uwaga na nowalijki i mrożone owoce
Sławomir Zagórski: Przyznam się, że kiedy koleżanki w redakcji poprosiły o tekst na temat chorób brudnych rąk, początkowo odmówiłem. Czy naprawdę musimy przekonywać naszych czytelników do mycia rąk po wyjściu z ubikacji? - spytałem. - A zwróciłeś uwagę, ile osób z pracy myje ręce w toalecie? Jeśli nie, to policz. Moim zdaniem nie więcej niż połowa - powiedziała redaktorka.

Elżbieta Płońska*: Zgadzam się z pana koleżanką, mam podobne obserwacje. Wielu z nas, niestety, nie ma nawyku mycia rąk i naraża się przez to na najrozmaitsze choroby.

Co nam przede wszystkim grozi?

- Zacznijmy od nowalijek. Od smakowitych młodych warzyw, no i owoców - choćby truskawek.

Coś z nimi nie tak?

- Mogą pięknie wyglądać i być przepyszne, ale mieć na sobie wywołujące biegunkę entero- i norowirusy, a co gorsze, także cysty groźnych pasożytów - np. lamblii [dziś nie nazywamy jej już lamblią, lecz Giardią intestinalis].

Skąd się tam biorą?

- Z naturalnych ludzkich nawozów, których często używa się w przydomowych ogródkach. Kupujący cieszą się, że owoce są tanie, produkowane na mniejszą skalę, bez chemii, a tu taki klops.

To znaczy, że truskawki trzeba kupować tylko z dużych plantacji?

- Niekoniecznie, ale wszystkie owoce należy porządnie myć pod bieżącą wodą. Bo niezależnie od tego, gdzie były uprawiane i czym nawożone, ktoś je zbierał i sortował i przy okazji mógł je dotknąć brudnymi rękoma. Mogły na nich siedzieć różne wirusy, a także bakterie, np. salmonella.

Czyli próbowanie truskawek wprost z łubianki w drodze do domu wykluczone?

- Niestety, tak. Muszę też pana zmartwić, że to samo dotyczy owoców runa leśnego - jagód, poziomek, malin.

No, nie! Chyba nie myje pani zebranych w lesie malin?

- Z malinami czasem sobie odpuszczam, ale z jagodami i poziomkami już nie. Niebezpieczeństwo, które się czai w lesie, to wcale nie taki rzadki w Polsce tasiemiec bąblowy. Bąblowce przenoszone są m.in. przez lisy, które roznoszą i wydalają z kałem cysty pasożyta. Wystarczy zjeść porcję takich nieumytych jagód i gotowe [gwoli wyjaśnienia - maliny rosną wyżej, mało który lis sika tak wysoko, więc są bezpieczniejsze niż jagody czy poziomki].

Bąblowica to wredna choroba, długo nie daje żadnych objawów. Cysty wędrują naczyniami krwionośnymi, a następnie umiejscawiają się - głównie w wątrobie i płucach, czasem też w mózgu lub gałce ocznej. Potrafią zupełnie zniszczyć oko.

Wątrobę też. Pisałem kiedyś o mężczyźnie, który na skutek zakażenia bąblowcem musiał mieć przeszczepioną wątrobę. Ten człowiek mieszkał w lesie i jadł mnóstwo jagód. Jego lekarz mówił mi jednak, że być może przyczyną choroby wcale nie były jagody, lecz psy. Wspomniany pacjent miał ich chyba z siedem.

- Rzeczywiście od psów też można się zakazić bąblowcem. Psy, podobnie jak lisy, nie chorują, ale jaja tasiemca mogą siedzieć w ich przewodzie pokarmowym. Pies, liżąc się, przenosi je do pyska, na sierść. Dlatego nie powinniśmy się całować z psami, a także obowiązkowo myć ręce po głaskaniu swoich pupili.



Na jakie jeszcze choroby narażamy się, nie myjąc rąk?

- Wirusowe zapalenie wątroby typu A, czyli tzw. żółtaczkę pokarmową. Wywołuje ją enterowirus, którym zakażamy się wyłącznie od innego człowieka. Osoba chora może przenosić chorobę, zanim u niej samej pojawią się jakiekolwiek objawy [gorączka, zażółcenie spojówek i skóry, biegunka, torsje, bóle brzucha]. Wirusy zapalenia wątroby typu A wydostają się wraz z kałem. Wystarczy, że ktoś w toalecie nie umyje dokładnie rąk, potem zakręci kran, my za chwilę przekręcimy ten sam kurek, też nie umyjemy dłoni, jak należy i...

Co to znaczy mycie rąk, jak należy?

- O, to cała sztuka. Niby proste, ale jednak. Przede wszystkim to musi odpowiednio długo trwać.

Tzn. ile?

- Bohater jednego z filmów, który ostatnio widziałam, myje ręce i powiada, że robi to tak długo, zanim nie odśpiewa trzykrotnie "Happy Birthsday to You", a więc równo trzy minuty.

Trzy minuty!?

- Zgoda, jest w tym pewna przesada. Choć muszę panu powiedzieć, że takie właśnie są zalecenia dla lekarzy, którzy przechodzą od pacjenta od pacjenta i wtedy właśnie powinni na mycie rąk poświęcić pełne trzy minuty.

Co jeszcze oprócz czasu?

- Dokładność. Przyjrzał się pan, jak myją ręce dzieci? Biorą trochę mydła lub detergentu na dłonie, potrą nimi dwa razy, spłuczą i gotowe. A w ten sposób wyłącznie rozciera się brud, nic więcej.

Po nałożeniu detergentu ręce trzeba dokładnie potrzeć z obu stron, złożyć dłonie tak, by zagłębienia między palcami zetknęły się [tam często gromadzi się brud] i poprzekręcać potem rękoma w lewo, w prawo. No i naturalnie nie zapomnieć o paznokciach.

Ale chyba nie trzeba już specjalnie rąk odkażać?

- Nie, choć postępują tak np. niektórzy pracownicy służby zdrowia, i to nie tylko chirurdzy przed operacją. Warto jednak pamiętać, że odkażanie rąk nie zastępuje mycia mechanicznego. Co z tego, że odkazimy dłonie alkoholem, skoro mamy brud za paznokciami.

Wróciłem świeżo ze Stanów, gdzie ku swojemu zdziwieniu zobaczyłem urządzenie do odkażania rąk przed wejściem do toalety. "Przygotuj się na wizytę w tym miejscu" - brzmiał napis. To już chyba przesada?

- Niekoniecznie. Jeśli wchodzę do toalety i mam brudne łapy, mogę w czasie pobytu w ustronnym miejscu zafundować sobie zakażenie czymś przyniesionym z zewnątrz. Dotyczy to zwłaszcza kobiet.

Ale z pewnością ważniejsze jest mycie po. No i jeśli to możliwe, starajmy się nie dotykać kurków czy klamek po oczyszczeniu rąk. Wystarczy sobie wyobrazić, że tej klamki dotknęło przed nami sto osób, z czego wiele rąk nie umyło, a jeszcze więcej umyło je niedokładnie...

Znajoma, jeśli to tylko możliwe, otwiera publiczną toaletę łokciem.

- Postępuję podobnie. Wychodząc, często zostawiam też niedomknięte drzwi. Wiem, że to nieładnie, ale zbyt dużo wiem o bakteriach i wirusach.

Koleżanka z sanepidu, jadąc na wakacje, zawsze zabiera ze sobą butelkę domestosa i odkaża nim na dzień dobry toaletę w hotelu czy domu wczasowym.

Znów wydaje mi się, że to przesada.

- Niektórzy tak sądzą: "O, pani z sanepidu przyjechała". Ale powiem panu, że jest w tym wiele racji. W kamieniu osiadającym na muszli klozetowej zbiera się naprawdę sporo bakterii. Wystarczy, że spuścimy wodę, nie zamykając klapy, i za chwilę w powietrzu fruwa aerozol pełen drobnoustrojów.

Przepraszam za to pytanie, ale ręce myjemy naturalnie także po skorzystaniu z własnej, domowej toalety.

- To chyba oczywiste.

Zastanawiam się jednak, dlaczego sami dla siebie jesteśmy niebezpieczeństwem. Skoro i tak coś jest już w naszym organizmie, w jaki sposób może nam zagrozić po przeniesieniu np. z okolic intymnych do ust?

- Wirusy i bakterie rzeczywiście nam nie zaszkodzą, ale pasożyty - np. glista ludzka czy owsik - już tak. Ich jaja mogą opuścić nasz układ pokarmowy, nie robiąc krzywdy, natomiast jak dostaną się do nas po raz drugi, już nam to nie ujdzie na sucho.

A czym możemy zakazić się od innych osób?

- Tu lista jest długa. Dur brzuszny, czerwonka, noro-i rotawirusy, glista ludzka, lamblia.

Proszę sobie wyobrazić, że do zakażenia norowirusem wystarczy zaledwie 10 mikroskopijnych jego cząstek! Co gorsze, dzięki specjalnej budowie norowirusy są odporne na detergenty. Na szczęście szkodzi im wysoka temperatura - giną w 60 stopniach C. I tu wracamy do owoców. Otóż nie tak dawno zamrożone maliny i truskawki wywołały zakażenia norowirusami wśród Duńczyków. Stwierdzono ponad wszelką wątpliwość, że podejrzana partia owoców pochodziła z Polski.

Nie sądziłem, że mrożone owoce też mogą być groźne.

- Niestety mogą. Dawno temu zwiedzałam wytwórnię mrożonych truskawek. Owoce najpierw umieszcza się w kadzi, myje, potem trafiają na specjalną folię z włoskami, gdzie są osuszane. Następnie na taśmę, a tam przeglądają je panie w fizelinowych czapkach na głowach i foliowych rękawiczkach. Potem głębokie mrożenie i znów panie, tym razem w grubych wełnianych rękawicach, ale z obciętymi końcówkami na palcach, segregują owoce przed zapakowaniem. I to jest chyba ten kluczowy moment, kiedy może dojść do zakażenia.

Podkreślam - to było dawno. Dziś są pewnie wyższe standardy, ale skoro dochodzi do zakażenia truskawek czy malin, to znaczy, że winni są raczej ludzie niż maszyny [tj. niewystarczające ich mycie i odkażanie].

Nie jada więc pani mrożonych truskawek?

- Jadam, wręcz bardzo lubię.

Mój przepis na mrożone owoce brzmi tak: woreczek truskawek, trochę soku z pomarańczy, strata skórka pomarańczowa i porządna porcja koniaku. Wszystko to zagotowuję i jem bez obaw. Ja owoce, a mąż resztę, bardzo zresztą sobie chwaląc koniak.

To on zabił norowirusy?

Nie! Temperatura. Mówiłam przecież panu, że one giną w 60 stopniach, a ja truskawki zagotowuję.

Czyli koniec z koktajlem: jogurt plus mrożone truskawki?

- Ja tego nie robię, ale nie będę pana dłużej zniechęcać.

Od obgryzania paznokci też można się rozchorować na brzuch?

- Wbrew pozorom obgryzanie paznokci jest całkiem zdrowe. Wprowadza się w ten sposób systematycznie do organizmu niewielką ilość bakterii i wirusów, co działa jak szczepionka. Ale nie ma róży bez kolców. Można bowiem zakazić się w ten sposób cystami czy jajami pasożytów, więc obgryzania paznokci jednak nie polecam.

Ile razy należy myć ręce w ciągu doby?

- Po każdym pobycie w toalecie [uwaga - także po przewinięciu niemowlaka - dziecko przecież też ma swoje wirusy i bakterie], przed każdym posiłkiem, przed zabraniem się do przygotowywania pożywienia, no i zawsze wtedy, gdy czujemy, że mamy brudne ręce.

Muszę jeszcze spytać o powódź. Czy z jej powodu nie grozi nam więcej chorób brudnych rąk? Np. tężca.

- Tężec nie jest chorobą brudnych rąk, choć akurat powódź rzeczywiście

zwiększa ryzyko zachorowania na nią. W tym przypadku zagrożeniem są przetrwalniki bakterii, czyli tzw. spory. W zwykłych warunkach, jak spory dostaną się na ranę [np. podczas pracy w ogródku], muszą najpierw zostać rozmoczone, co trwa kilka godzin. Tymczasem podczas powodzi przetrwalniki mogą pływać w stojącej wodzie i czyhać na nas już rozmiękczone, gotowe do ataku. Stąd w niektórych rejonach kraju zaczęły się profilaktycznie szczepienia na tężec.

W czasie i po powodzi trzeba zwrócić szczególną uwagę na higienę rąk i z pewnością uważać bardziej niż zwykle.

* lek. med. Elżbieta Płońska, kierownik Sekcji Zwalczania Chorób Zakaźnych w Oddziale Nadzoru Epidemiologii Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Warszawie

Więcej o:
Komentarze (1)
Choroby brudnych rąk
Zaloguj się
  • Jolanta Słomka

    0

    "Mój przepis na mrożone owoce brzmi tak: woreczek truskawek, trochę soku z pomarańczy, strata skórka pomarańczowa i porządna porcja koniaku. Wszystko to zagotowuję i jem bez obaw."
    Ale przecież wysoka temperatura zniszczy witaminę C!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX