Żywy dawca nerki, czyli ?2 - 1 = 2"

Na świecie prawie co druga przeszczepiona nerka pochodzi od żywego dawcy, w Polsce - co pięćdziesiąta! - To musi się zmienić - przekonywali eksperci podczas zakończonego w sobotę w Warszawie sympozjum ?Żywy dawca nerki?.
Symbolem sympozjum był wzór "2 - 1 = 2". - Oznacza on, że zdrowy człowiek ma dwie nerki. Nawet gdy odda jedną z nich, to wciąż mamy dwie żywe, pracujące nerki, ale też dwa życia - wyjaśniał podczas konferencji prof. Andrzej Chmura, kierownik Katedry i Kliniki Chirurgii Ogólnej i Transplantacyjnej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego (WUM).

W Polsce, jak się szacuje, nawet 4 mln osób może mieć przewlekłą chorobę nerek (większość nie zdaje sobie z tego sprawy). U części z nich rozwija się schyłkowa niewydolność nerek wymagająca leczenia nerkozastępczego. W zdecydowanej większości przypadków stosuje się u nas w takiej sytuacji dializy - hemodializę bądź dializę otrzewnową. Nerkę przeszczepia się w Polsce jedynie u ok. 7 proc. dializowanych (w 2009 r. na zabieg ten oczekiwało 1768 pacjentów).

- Tylko 6-8 proc. chorych dializowanych jest zgłaszanych do transplantacji nerki, podczas gdy odsetek ten powinien sięgać 25-30 proc. - przekonywała prof. Magdalena Durlik, kierownik Kliniki Medycyny Transplantacyjnej i Nefrologii Instytutu Transplantologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. - Z wielu dostępnych obecnie badań naukowych wiadomo, że przeszczepianie nerki jest najlepszą metodą leczenia nerkozastępczego - przedłuża życie i poprawia jego jakość w porównaniu z dializoterapią - mówiła prof. Durlik. Prognozowany czas przeżycia pacjenta po transplantacji wynosi 20 lat, a oczekującego na transplantację i dializowanego 10 lat.

Problem zbyt małej liczby przeszczepów nerki to jedno. Kolejny to właśnie ten, któremu poświęcone było sympozjum, czyli zbyt mały odsetek przeszczepów od żywych dawców.

- W 2008 r. na całym świecie przeszczepiono 68 250 nerek, z czego 45 proc. pochodziło od żywych dawców. W Polsce w tym czasie przeszczepiono 781 nerek, w tym zaledwie 2,4 proc. od dawców żywych - mówił dr Artur Kwiatkowski, zastępca kierownika Katedry i Kliniki Chirurgii Ogólnej i Transplantacyjnej WUM. Tymczasem, jak przekonywali prof. Chmura i dr Kwiatkowski, przeszczepianie nerki od żywego dawcy jest zdecydowanie najlepszą metodą pomocy chorym ze schyłkową niewydolnością nerek. Tym skuteczniejszą, im wcześniej zastosowaną (najlepiej jeszcze przed rozpoczęciem dializ).

Nie bez znaczenia są też względy finansowe - koszt opieki nad chorym po przeszczepie nerki to 30 tys. zł rocznie, koszt dializ w tym samym czasie to 60 tys. zł.

Podczas konferencji prasowej dr Jolanta Gozdowska z Kliniki Medycyny Transplantacyjnej i Nefrologii Instytutu Transplantologii WUM przypomniała, że kandydatem na dawcę nerki może być każda osoba zdrowa, pewna, że chce pomóc bliskiemu, i mająca z nim zgodną grupę krwi (Ale uwaga! Niekoniecznie taką samą).

Z kolei prof. Leszek Pączek, dyrektor Instytutu Transplantologii WUM, uspokajał obawy związane z ryzykiem zgonu podczas zabiegu pobierania nerki do przeszczepu. - Oczywiście nie jest możliwe wyeliminowanie tego ryzyka w 100 proc., ale w tym przypadku jest ono mniejsze niż to związane z prowadzeniem samochodu (z badań wiadomo, że wynosi ono 3-6 przypadków na 10 tys. operowanych). Podobnie ma się rzecz z długością życia. Z najnowszych badań wynika, że średnia długość życia osób, które oddały komuś nerkę do przeszczepu, jest taka sama jak w pozostałej części populacji - mówił prof. Pączek.

Więcej o: