Zaufać psychoterapeucie

Stosunkowo niedawno odkryto i opisano również wpływ pogody na samopoczucie. Bywają ludzie cierpiący na depresję sezonową.
Są to na ogół lżejsze postacie depresji, lekarz powiedziałby - subkliniczne. Ale niektórym zima nie pozwala pracować. Brak słońca powoduje ociężałość, apatię, smutek. Instynktownie starają się brać urlopy tylko w zimie i uciekać w góry, gdzie więcej słońca. Od dziesięciu lat w Skandynawii i USA stosuje się fototerapię depresji sezonowych. Polega to na przebywaniu przez dwie godziny dziennie w pokoju oświetlonym jaskrawą lampą (2500 luksów), podczas gdy normalne oświetlenie zawiera od 300 do 500 luksów.



Doktor Święcicki przez dwa lata był fototerapeutą teoretycznym, póki [Inst. Psychiatrii i Neurologii] w Warszawie nie zakupił takiej lampy. Dzisiaj z dobroczynnego wpływu światła na samopoczucie mogą korzystać ci mieszkańcy [Warszawa], którym zima wyraźnie obniża nastrój.

Współczesna medycyna dysponuje skutecznymi lekami przeciwdepresyjnymi. U dużej części chorych można uzyskać całkowite wyleczenie, u innych wydłużyć okres dobrego samopoczucia, kiedy choroba jest w stanie "uśpienia" nawet przez kilka lat. Innym leki pomagają ograniczyć huśtawkę nastroju do takich stanów, które pozwalają żyć i pracować. Sporadycznie jest również stosowana metoda leczenia elektrowstrząsami, u chorych opornych na tabletki. Zasadniczo z dawnej metody, będącej postrachem szpitali psychiatrycznych, została już tylko wstrząsająca nazwa. Chociaż ciągle jeszcze w niektórych prowincjonalnych szpitalach zdarza się, że elektrowstrząsy są stosowane jako środek dyscyplinujący.

Chory na depresję może normalnie żyć, pracować, funkcjonować w społeczeństwie, jeśli zamiast cierpienia w samotności i ucieczki w alkohol wybierze pomoc lekarza lub psychoterapeuty. Współczesna terapia opiera się na dwóch skojarzonych metodach leczenia - środkami farmakologicznymi i pomocy psychoterapeutycznej. Aby dokonać tego wyboru, trzeba przełamać lęk i nieufność przed pójściem do psychiatry.

Na razie w Polsce tylko niektóre środowiska - inteligencja twórcza i naukowa z dużych miast - zmieniły w sposób zauważalny swój stosunek do leczenia psychiatrycznego. Inni w dalszym ciągu cierpią samotnie. Najczęściej po prostu nie wiedzą, kto może im pomóc. Żeby w sposób zauważalny zmienił się stosunek do leczenia psychiatrycznego, musi zmienić się najpierw samo leczenie - na przykład żeby oferowało coś więcej niż tabletki i hospitalizację w warunkach urągających godności.

Więcej o: