Antyszczepionkowcy

Nie eksperymentuję na swoich dzieciach, bo sprawdziłam na sobie, że bez szczepienia można dobrze żyć
Przeczytaj Oświadczenie Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego - Państwowego Zakładu Higieny - w sprawie szczepionek

Zaczęło się od przypadkowej rozmowy. Znajoma powiedziała, że nie zaszczepiła swego nowo narodzonego dziecka. - W szpitalu zbiegli się lekarze, próbowali mi wyperswadować ten pomysł. Ale udało mi się to przetrwać. Wyszłam ze szpitala z maluchem bez żadnej szczepionki - odetchnęła z ulgą. Nie zapisała dziecka do żadnej przychodni, leczy je tylko prywatnie i - rzecz jasna - nie szczepi. Rozporządzenie Ministra Zdrowia z grudnia 2002 r. wylicza szczepienia, które są w Polsce obowiązkowe: przeciw błonicy, krztuścowi, tężcowi, przeciw nagminnemu porażeniu dziecięcemu, odrze, wirusowemu zapaleniu wątroby typu B, gruźlicy, różyczce, śwince. Paragraf 15 rozporządzenia ostrzega: 'O fakcie uchylania się od poddania obowiązkowym szczepieniom ochronnym, o których mowa w § 1, świadczeniodawca przechowujący karty uodpornienia zawiadamia pisemnie właściwego państwowego powiatowego inspektora sanitarnego'. Z praktyki wiadomo, że najbardziej oporni mogą zapłacić kary, a nawet trafić przed oblicze sądu.



Systemowi wyzwanie rzuciła grupka ludzi. W obliczu panującej obecnie histerii z powodu świńskiej grypy, w zalewie informacji o kolejnych zalecanych szczepionkach oni twardo opierają się poleceniom, prośbom i groźbom ze strony organów administracji państwa. Karina Paczkowska mieszka w Żywcu. Ma dwójkę dzieci, które urodziła w domu. Ani Krzyś, ani Kalinka nie byli szczepieni. Czemu? - Ja sama jestem nieszczepiona. Mama, która jest lekarzem, postanowiła, że nie zaszczepi mnie ani żadnego z moich pięciu braci. W tamtych czasach to było coś niezwykłego. Mama przekonywała mnie zawsze, że nie wierzy w skuteczność szczepionek, twierdziła, że te choroby już nie występują. Kiedy teraz czytam materiały o tym, co zawierają szczepionki, jestem mamie wdzięczna, że mnie nie zaszczepiła. Nie można powiedzieć, że eksperymentuję na?swoich dzieciach, bo sprawdziłam na sobie, że bez szczepienia można dobrze żyć. Teraz okazuje się, że w szczepionkach jest rtęć, kto wie, co jeszcze okaże się za kolejnych kilka lat - twierdzi.



To teoria spisku - grzmią lekarze i zwolennicy szczepień. Jarosław Rutkiewicz pełni funkcję państwowego powiatowego inspektora sanitarnego. Odpowiada za szczepienia na swoim terenie. - Ludzie, którzy z premedytacją nie chcą szczepić swoich dzieci, to zwykle inteligentne, bardzo oczytane osoby. To są często przypadki beznadziejne do nawrócenia, oni kochają swoje dzieci, mają wiedzę, ale zupełnie odwrotnie ją interpretują. Również w środowisku lekarskim są ludzie skłonni do odraczania tych szczepień - rozkłada ręce dyrektor Rutkiewicz. W Bielsku ma się czym pochwalić. - Na terenie, który obejmuje moja placówka, niezaszczepionych dzieci jest ledwie 0,035 proc. Zresztą w Polsce zaszczepialność obowiązkowymi szczepionkami jest bardzo wysoka, wynosi ponad 95 proc., podczas gdy w Anglii jest to na poziomie około 80 proc. - cieszy się.



Dr Grzegorz Hudzik, który jest szefem Wojewódzkiego Inspektoratu Sanitarnego w Katowicach, mówi tak: - Na terenie województwa śląskiego na blisko 4,5 mln mieszkańców uchylających się przed szczepieniami jest 539 osób. Ruch antyszczepionkowy istnieje, rodzice świadomie narażają zdrowie swoich dzieci. Dla jednych są to powody ideologiczne, u innych religijne czy własne wyrobione przekonania. Nie można budować teorii, że Wielki Brat przemyca w szczepionkach jakieś specjalne substancje i za ich pośrednictwem chce zapanować nad ludźmi - denerwuje się dr Hudzik. - Może ktoś to nazywać teorią spisku czy jak chce. Ja nie zamierzam ryzykować zdrowia moich dzieci. Nie podaję im antybiotyków, temperaturę zbijam naturalnymi sposobami, nie zamierzam też szczepić. Biorę na siebie odpowiedzialność. Wolę, by dziecko w naturalny sposób przechorowało daną chorobę, niż ryzykować powikłania poszczepienne - mówi Karina Paczkowska. Jak sobie radzą rodzice nieszczepionych dzieci? Zgodnie z rozporządzeniem szczepienia wymienione są jako obowiązkowe, w razie uchylania się grożą nakazy administracyjne, grzywny, sprawy sądowe.



Tymczasem jest grupa lekarzy, która wydaje zaświadczenia. - Dziecko, powiedzmy, ma troszkę kataru, ja wypisuję odroczenie na trzy miesiące, potem na trzy kolejne. I tak można w nieskończoność - mówi mi jedna ze śląskich lekarek.

Ale większość środowiska lekarskiego ma inne zdanie. Mówią, że powinna obowiązywać nas zasada solidaryzmu społecznego, w przeciwnym razie choroby dawno wytępione mogą wrócić. Szef katowickiego sanepidu podaje konkretny przykład. - Ostatnio mieliśmy taki problem u społeczności romskiej na Śląsku. Romowie nie chcą szczepić swoich dzieci, czasami są to powody ekonomiczne, zwykle tak rozumiana przez nich wolność. W ubiegłym roku wśród dzieci romskich doszło do wystąpienia odry! Na szczęście udało się wygasić ognisko choroby, przekonaliśmy Romów, że korzyści ze stosowania szczepionki będą większe - opowiada dr Hudzik. Katarzyna Bross-Walderdorff jest lekarzem homeopatą, skończyła studia medyczne w Monachium, ma za sobą kilkuletnie stypendium w klinice w Szwajcarii u znanego homeopaty z Indii Mohindera Singh Jusa. Od kilkunastu lat przyjmuje pacjentów w Bielsku-Białej. Nie kryje sceptycznego stosunku do szczepień. - Namawiam pacjentów, by dzieci szczepili jak najpóźniej. Układ nerwowy noworodka jest bardzo wrażliwy. Niebezpieczeństwo, które mogą wyrządzić substancje chemiczne, jest ogromne. Tendencje w medycynie alternatywnej są takie, żeby nie szczepić dzieci, dopóki nie zaczną chodzić i mówić - tłumaczy mi dr Bross-Walderdorff.



Na guru ruchu antyszczepionkowego wyrasta prof. Maria Dorota Majewska. Jest osobą tajemniczą. W latach 90. pisywała artykuły popularnonaukowe do tygodnika 'Polityka' i wtedy podpisywała je jako Dorota Czajkowska-Majewska. Redakcja każdy wpis opatrywała wyjaśnieniem, że 'autorka jest neurochemikiem, pracuje w Narodowym Instytucie Zdrowia pod Waszyngtonem'. - To ta sama osoba. Mam dwa imiona i dwa nazwiska i w różnych konfiguracjach ich używam - śmieje się pani profesor. Przed czterema laty wydawnictwo Żak wydało jej książkę 'Nowy lepszy? człowiek' zawierającą rozszerzone i zaktualizowane wersje artykułów z 'Polityki'. Od czasu powrotu z USA pani profesor pracuje w warszawskim Instytucie Psychiatrii i Neurologii. Wygrała grant Unii Europejskiej - Marie Curie Chair - i prowadzi badania nad biologią autyzmu i potencjalną rolą thimerosalu w patogenezie tej choroby. Niedawno zasłynęła listem otwartym, który skierowała do Polskiego Towarzystwa Wakcynologii oraz Głównego Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego. Pisze w nim m.in. o szkodliwości substancji thimerosal, która jest zawarta w niektórych szczepionkach. "Jak państwu wiadomo, rtęć w postaci thimerosalu była i jest dodawana do wielu szczepionek niemowlęcych w Polsce. Rtęć w każdej postaci jest bardzo toksyczna' - pisze Majewska. W liście czytamy też: 'Apeluję do polskiego establishmentu szczepionkowego o uczciwą dyskusję, poparcie racjonalnych zmian w polskim programie szczepień, które przywrócą do niego zaufanie rodziców i uchronią dzieci przed okaleczeniami'.



W odpowiedzi na zarzuty wobec szczepionek Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego - Państwowy Zakład Higieny wydał oficjalne oświadczenie, w którym czytamy: 'Wyniki badań prowadzonych w Europie przez EMEA (Europejska Agencja Leków) u niemowląt w pierwszych 6 miesiącach życia, szczepionych szczepionkami zawierającymi tiomersal wskazują, że etylortęć pochodząca z tiomersalu jest usuwana z organizmu w ciągu 4-9 dni. (...) Badania Amerykańskiej Agencji ds. Żywności i Leków dały wyniki podobne, a podejrzenia, że tiomersal powoduje zaburzenia neurologiczne u dzieci nie zostały potwierdzone. (...) Te same badania nie wykazały szkodliwości tiomersalu zawartego w szczepionkach oprócz powodowania łagodnych miejscowych odczynów poszczepiennych'. A jeśli ktoś uparcie odmawia przyjęcia naukowych faktów, to i tak nie ma się czego bać, bowiem, jak czytamy w oświadczeniu: 'Na ogólną liczbę zarejestrowanych w Polsce 55 szczepionek tiomersal występuje w dwóch szczepionkach, które są podawane dzieciom do 6. m.ż. W innych szczepionkach stosowanych w Polsce u dzieci tiomersal nie występuje. A jeśli chodzi o szczepionki przeciwko grypie sezonowej, to od trzech lat nie ma na polskim rynku szczepionki z tiomersalem'.



W liście prof. Majewskiej czytamy dalej: 'Konieczne jest też prowadzenie niezależnych (od korporacji) badań nad zasadnością stosowania wszystkich obecnie zalecanych szczepień. Coraz liczniejsze badania prowadzone w USA, Nowej Zelandii, Niemczech, Holandii czy Japonii, które porównują zdrowie dzieci szczepionych i nieszczepionych, pokazują, że nieszczepione są na ogół zdrowsze, znacznie rzadziej chorują na choroby psychoneurologiczne, astmę, alergie oraz inne choroby typu autoimmunologicznego i lepiej radzą sobie z chorobami zakaźnymi'. 'Badania, które cytuje prof. Majewska na poparcie swoich tez, nie spełniają wymogów metodologicznych pozwalających na stwierdzenie związków przyczynowych, a często zawierają jaskrawe błędy rozumienia. Badań nad związkiem przyczynowo-skutkowym szczepień u dzieci z autyzmem i ADHD nie udało się potwierdzić grupom badaczy stosujących bardziej adekwatną i staranną metodykę' - odpowiadają na te zarzuty autorzy oświadczenia.



List prof. Majewskiej stał się manifestem ruchu antyszczepionkowego. Jest powielany przez internautów, rozwieszany w całej Polsce, rodzice przekazują go sobie. 'Po przeczytaniu poniższego włos się zaczyna człowiekowi jeżyć. Skala kryminalnego oszustwa, które - bodaj kosztem życia i zdrowia milionów ludzi - ma napędzić wybranym kolejne miliardy dochodu, jest po prostu przerażająca. Życzymy pani prof. Majewskiej, aby nic jej się nie stało' - tak zareagował przerażony internauta na swojej stronie. Ruch antyszczepionkowy rośnie w siłę i zapowiada, że wyjdzie z podziemia. W internecie mnożą się strony z protestami przeciw obowiązkowym szczepieniom, na Naszej-klasie powstają profile z hasłami 'Stop szczepieniom'. W portalu YouTube można znaleźć materiał wideo z zapisem akcji rozdawania ulotek uświadamiających zagrożenia wynikające ze stosowania szczepionek.



Ale specjaliści się nie poddają i wychodzą z inicjatywą, podając argumenty proszczepionkowe. 27 listopada podczas konferencji inaugurującej Ogólnopolski Dzień Szczepień kierownik Zakładu Profilaktyki Zakażeń w Narodowym Instytucie Leków dr Paweł Grzesiowski w ten sposób skwitował dyskusję o szkodliwości rtęci: 'Pewnie państwo nie wiedzą, że zwykła puszka sardynek zawiera więcej rtęci (i to tej bardziej szkodliwej - metylortęci) niż szczepionka, podobnie łosoś i tuńczyk. Na Zachodzie odradza się ich spożywanie przez kobiety w ciąży i małe dzieci, a u nas wszystko zwala się na szczepionki'.

Widać z tego, że wojna tych 'za' i tych 'przeciw' dopiero się zacznie...



Więcej o:
Komentarze (1)
Antyszczepionkowcy
Zaloguj się
  • Adam Kaszuba

    Oceniono 5 razy 3

    dr Paweł Grzesiowski to lobbysta koncernów farmaceutycznych. znam ch...a. jebany ten czerwony sku...syn nie chce zauważyć różnicy pomiędzy podaniem doustnym rtęci, która w większości wydali się z kałem a podaniem domięśniowym, podskórnym. ta czerwona komunistyczna ku... nie chce zauważyć, że rząd katuje rtęcią szczepionkową do 6 miesiąca życia, kiedy ryb niemowlę nie je.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX