Zatrucia pokarmowe

Rozmawiał Sławomir Zagórski
20.11.2009 , aktualizacja: 26.02.2013 12:25
A A A Drukuj
Bakterie salmonelli giną dopiero wtedy, gdy potrzymamy je w temperaturze 60 stopni przez 12 minut

Bakterie salmonelli giną dopiero wtedy, gdy potrzymamy je w temperaturze 60 stopni przez 12 minut (Fot. BSIP/VEM)

W najlepszym, pięciogwiazdkowym hotelu delektujesz się fantastyczną sałatką. Co z tego, skoro zamieszał ją pomocnik kucharza, który przed chwilą skorzystał z toalety i nie umył rąk ROZMOWA z lek. med. Elżbietą Płońskąkierownikiem Sekcji Zwalczania Chorób Zakaźnych w Oddziale Nadzoru Epidemiologii Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Warszawie
Sławomir Zagórski: Pani doktor, czy zatrucia pokarmowe to w Polsce duży problem?

Elżbieta Płońska: Owszem. Zatruć się jedzeniem jest naprawdę łatwo i chyba każdy z nas czegoś takiego w życiu doświadczył. Na szczęście wiele z tych chorób ma stosunkowo lekki przebieg, ale są i takie, które trwają latami, a także takie, które stwarzają bezpośrednie zagrożenie życia.

Jakie zakażenia przenoszone drogą pokarmową stanowią w takim razie najpoważniejszy dziś problem w Polsce? Chyba zatrucie salmonellą?

- Nie. Tak było mniej więcej do 2000 r. Dziś bardziej martwimy się biegunkami wywoływanymi przez entero- i rotawirusy, a przede wszystkim coraz częściej zdarzającym się wirusowym zapaleniem wątroby typu A [w skrócie - WZW A, potoczna nazwa - żółtaczka pokarmowa]. O tym, jak silna jest dynamika tej drugiej choroby, świadczą następujące liczby: w 2007 r. na samym Mazowszu na WZW A zapadło 10 osób, w 2008 - 57, a do końca kwietnia 2009 r. - już 110.

Skąd ten wzrost?

- Mówimy, że to tzw. epidemia wyrównawcza. Po wojnie żółtaczka pokarmowa była u nas dość powszechną chorobą. Dzięki temu jednak bardzo wielu Polaków miało przeciwciała przeciw wywołującemu ją wirusowi. Potem choroba niemal znikła. W konsekwencji, kiedy w latach 70. przebadano pod kątem odporności na żółtaczkę pokarmową populację polskich piętnastolatków, okazało się, że jest ona zupełnie bezbronna, że przeciwciał nie ma prawie nikt. No i m.in. właśnie dlatego żółtaczka dziś powraca.

Kto jest na nią najbardziej narażony?

- Podróżnicy, bo wirus grasuje najczęściej w Afryce i Azji, osoby pracujące przy produkcji i dystrybucji żywności, pracownicy MPO, kanalarze, osoby obsługujące wodociągi.W ubiegłym roku większość osób, które rozchorowały się na Mazowszu, przywioz-ła zakażenie z zagranicy, głównie z często odwiedzanego przez Polaków Egiptu. I tak np. 13 osób złapało wirusa na statku płynącym po Nilu. Ale w Polsce też można zakazić się grupowo żółtaczką, jak to się np. stało na pewnym weselu w Otwocku. Nie udało się nam ustalić, kto był nośnikiem zakażenia, ale ponieważ zachorowały głównie kobiety, kluczowym miejscem mogła być tu damska ubikacja.

???

- Żółtaczka pokarmowa to choroba brudnych rąk. Człowiek zakaża innych, gdy nie zdaje sobie sprawy, że sam padł ofiarą wirusa, bo nie ma jeszcze żadnych objawów, że jest chory. Zakażona kobieta na weselu mogła skorzystać z toalety, po czym nie umyła dokładnie rąk i inne użytkowniczki ubikacji, dotykając klamki czy kurków kranu, a następnie ust, przeniosły na siebie wirusa. A może scenariusz był zupełnie inny? Panie czasem pożyczają sobie pomadkę do ust. Niewykluczone więc, że kilka kobiet poprawiło sobie urodę tą samą zakażoną szminką.

Jak się bronić przed żółtaczką typu A?

- Oprócz dbałości o higienę po prostu się zaszczepić. Dwie dawki szczepionki chronią na całe życie, a jej koszt jest do zniesienia [ok. 150 zł za dawkę]. Szczepionkę można kupić samemu w aptece (trzeba wcześniej poprosić lekarza o receptę), a zaszczepić się w przychodni rejonowej. Odporność nabywamy po dwóch tygodniach.

Pani się zaszczepiła?

- Naturalnie. Ja zawsze szczepię się przeciwko wszystkiemu, co przenosi drugi człowiek, niezależnie od tego, czy jadę do Egiptu, czy do Londynu. Kieruję się następującą zasadą - mogę się znaleźć w najlepszym, pięciogwiazdkowym hotelu i dostać w nim do zjedzenia fantastyczną sałatkę. Co z tego, skoro zamieszał ją pomocnik kucharza, który przed chwilą skorzystał z toalety i nie umył dokładnie rąk.

Przeciwko jakim innym chorobom zaszczepiła się pani dodatkowo?

- Przeciwko durowi brzusznemu, który wywoływany jest przez jeden z typów salmonelli. Ale uwaga! Ta szczepionka daje odporność tylko na trzy lata, a na dodatek nie jest to odporność stuprocentowa. Jeśli jednak do choroby dojdzie, mamy przynaj-mniej pewność, że salmonella nas nie zabije. Szczepienia przeciwko durowi brzusznemu prowadzą wyłącznie specjalistyczne punkty szczepień dla wyjeżdżających.

Źródłem salmonelli są przede wszystkim jajka?

- Nie tylko. Także mleko oraz mleko w proszku i jaja w proszku, w których bakteria ta może przesiadywać latami, a także mączka kostno-stawowa. Jeśli taką mączką nakarmimy krowy, a potem napijemy się surowego mleka, kłopot gotowy.

Umyte jajka są już bezpieczne?

- Niestety, nie. Choć naturalnie trzeba je myć. Z tym, że te, które kupujemy w sklepie, a więc pochodzące z dużych ferm, nie powinny mieć salmonelli, bo duże fermy drobiu są pod wnikliwą kontrolą weterynaryjną. Groźniejsze, ale za to smaczniejsze, są jajka pochodzące z małych gospodarstw. Myjemy je obowiązkowo pod bieżącą gorącą wodą, szczotką i mydłem, a następnie dokładnie myjemy ręce. Nie jemy naturalnie takich jaj na surowo i na miękko, a jajecznicę smażymy "na kamień".

  • 7
  • 3
Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Zapytaj eksperta

dr n. med. Maciej Kierzkiewicz

Gastrolog radzi

Emilia Gnybek-Ciosek

Skuteczne odchudzanie

Agnieszka Iwaszkiewicz

Życie rodzinne

Katarzyna Albrecht-Stanisławska

Zdrowie małego dziecka

Michał Lew-Starowicz

Problemy seksualne

Anna Englisz i Katarzyna Faliszewska

Zdrowa dieta