Jak dbać o zatoki przynosowe

Rozmowa z prof. Antonim Krzeskimz Kliniki Otolaryngologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego
Sławomir Zagórski: Panie profesorze, ile człowiek ma zatok?

Prof. Antoni Krzeski: Pyta mnie pan naturalnie o zatoki przynosowe, bo w naszym organizmie jest wiele różnych zatok. A więc jest ich pięć par - zatoki szczękowe, czołowe i klinowe oraz mniej znane sitowie przednie i sitowie tylne. Wszystkie znajdują się w części twarzowej czaszki, tworząc wraz z jamami nosa jeden układ pneumatyczny.

Do czego służą nam zatoki?

- Istnieje wiele teorii. Ale to, czego jesteśmy pewni, to że dzięki nim głowa jest lżejsza. Gdyby w czaszce nie było wolnych przestrzeni, trudniej by nam było utrzymać głowę w pozycji pionowej. Z kolei układ beleczek kostnych ograniczający zatoki tworzy bardzo silną konstrukcję, która przypomina system kratownic. Jeśli dojdzie do urazu, pękają te kratownice, co chroni mózg przed uszkodzeniem.
Dzięki zatokom nasz głos staje się dźwięczny i ma ładną barwę. Gdy dopada nas katar, głos brzmi zupełnie inaczej, staje się od razu bardziej matowy. No i zatoki stanowią również ważny rezerwuar wdychanego, oczyszczonego, zdrowego powietrza, a także - o czym ostatnio coraz głośniej - rezerwuar tlenku azotu niezbędnego do sprawnego działania układu oddechowego.

Do oczyszczania wdychanego powietrza służy chyba nos, a nie zatoki?

- To prawda. Nos ma trzy zadania: oczyszczanie, nawilżanie i ogrzewanie wdychanego powietrza. Ale nos i zatoki to tak naprawdę jeden narząd. Sitowie jest przecież elementem jam nosa, a ujmując rzecz inaczej, jamy nosa przechodzą w zatoki. Jak ma pan katar, to jednocześnie ma pan zapalenie zatok. I tego prostego faktu ludzie sobie na ogół zupełnie nie uświadamiają.

Zawsze sądziłem, że albo mam zwykły katar, albo wydzielina dostaje się wyżej, do zatok, i dopiero wtedy zaczyna się poważniejsza choroba.

- A gdzie w takim razie pana zdaniem produkowany jest ten zwykły katar? Niech pan zmierzy, ile podczas kataru wytwarza pan śluzu w ciągu dnia, i odpowie sobie na pytanie, czy te wszystkie, za przeproszeniem, smarki był w stanie wyprodukować sam nos.

Skoro choruje nie tylko nos, ale i zatoki, jak powinno się leczyć katar?

- To zależy, jak długo trwa. Jeśli krócej niż pięć dni lub nieco dłużej i widać, że choroba stopniowo wygasa, można ograniczyć się do tzw. leczenia objawowego. Sok z malin, mleko z miodem, ewentualnie krople obkurczające błonę śluzową nosa. Ale te ostatnie krótko - maksimum trzy-pięć dni, bo na dłuższą metę to bardzo szkodliwa broń. Naturalnie nie ma sensu podawanie antybiotyku, bo to infekcja wirusowa, a na wirusy - jak wiadomo - antybiotyki nie działają.
Jeśli natomiast objawy trwają dłużej niż pięć dni, wtedy należy zastosować krople sterydowe do nosa. Gdy w ciągu 48 godzin nastąpi poprawa, sterydów nie powinno się odstawiać, lecz stosować je jeszcze przez co najmniej dwa-trzy tygodnie.
Natomiast gdy po pięciu-siedmiu dniach od początku infekcji objawy się nasilają - wzrasta temperatura, wydzielina z nosa staje się żółta lub zielona - oprócz sterydów należy podać też antybiotyk. Dlaczego? Bo - jak to fachowo określamy - doszło do nadkażenia bakteriami i trzeba je unicestwić. I znów - dajemy pełną dawkę antybiotyku przez 7-14 dni plus krople sterydowe. To absolutna rewolucja w leczeniu ostrego zapalenia zatok. Do tej pory stosowaliśmy najchętniej antybiotyki, a teraz jest wyraźny odwrót od tych leków na rzecz sterydów.

Skąd ta rewolucja? Może to po prostu moda na inny sposób leczenia?

- Nie, to nie moda, ale efekt wielu lat badań. Dawniej każdy lekarz leczył katar czy przeziębienie na własną modłę, nie nazywając tego zresztą zapaleniem zatok. Jednak w 2008 roku europejscy laryngolodzy opublikowali specjalnie opracowany dokument porządkujący wyniki badań i zawierający szczegółowe wytyczne, jak należy leczyć zapalenie zatok. Jest to przykład nowoczesnego podejścia, czyli medycyny opartej na faktach (evidence based medicine), a nie na tym, co się komu wydaje.

I w tym dokumencie szczególną rolę przypisuje się podawanym do nosa sterydom?

- Tak. Powtórzę, że to przełom, bo wcześniej przez lata zapalenie utożsamialiśmy z zakażeniem. I walczyliśmy z zakażeniem za pomocą antybiotyków. Tymczasem podstawą choroby zatok jest stan zapalny błony śluzowej, a do jego leczenia stosuje się właś-nie sterydy.

Jednak pacjenci boją się tych leków.

- To prawda, ale wie pan dlaczego? Bo kojarzą się one z umięśnionymi facetami, którzy faszerują się sterydami. I potem, nałykawszy się tych proszków, mają kłopoty ze zdrowiem. A sterydy są przede wszystkim lekiem, który - stosowany na zalecenie i pod kontrolą lekarza - jest bezpieczny, zwłaszcza gdy się go podaje miejscowo (w tym wypadku do nosa).

Te leki można kupić samemu?

- Nie. Wydawane są tylko na receptę.

A lekarze chętnie je wypisują?

- Niespecjalnie. Nie dlatego, żeby się ich obawiali, tylko dlatego, że się przyzwyczaili do starych metod leczenia. Zna pan powiedzenie, że przyzwyczajenie to druga natura człowieka? Jeden z moich młodych kolegów powiedział mi ostatnio, że dopiero nowe pokolenie lekarzy zacznie postępować zgodnie z najnowszymi wytycznymi. Mam nadzieję, że się myli.

Sterydy to drogie leki?

- A skąd. Na rynku jest ich spory wybór. Najtańsze kosztują ok. 10 zł za opakowanie.

Pan sam je stosuje?

- Naturalnie. Szczerze mówiąc, sięgam po nie, jak tylko mnie dopada infekcja. Pierwszego wieczoru wszelkiego rodzaju domowe sposoby, ale jak do rana nie przejdzie, to nawet nie czekam na katar, tylko aplikuję sobie do nosa steryd.

Zdarza się, że przeziębienie nie przechodzi. Infekcja się wlecze. Katar tygodniami zapycha nos. Co wtedy?

- To już typowe objawy nie ostrego, lecz przewlekłego zapalenia zatok. Tą nazwą określa się zresztą całą grupę chorób wynikających z długiego, trwającego co najmniej 12 tygodni procesu zapalnego błony śluzowej nosa i zatok. Ocenia się, że ok. 2 proc. ostrych zapaleń przechodzi w taki przewlekły stan.

Od czego to zależy?

- Między innymi od anatomii. Prawie 40 proc. z nas ma pewne odmienności w budowie anatomicznej, które sprzyjają przewlekłemu zapaleniu zatok. Specjalnie używam terminu "odmienności", a nie np. "anomalie", bo trudno uznać za anomalię coś, co zdarza się tak często.

Jakie odmienności ma pan na myśli?

- Na przykład nadmierne rozdęcie komórek sitowia. Jeśli szczeliny między tymi komórkami są zbyt wąskie, sitowie jest słabo przewietrzane i kłopot z zatokami gotowy. Sitowie - rejon wielkości pudełka od zapałek, mieszczący się pomiędzy oczami i nieco wyżej - to kluczowe miejsce. Jeśli stan zapalny rozwinie się właśnie tam, zwykle przenosi się na inne zatoki. Budowa anatomiczna sitowia zależy m.in. od genów. Dlatego jeśli dziadek czy ojciec często chorowali na zatoki, prawdopodobieństwo, że będzie się z tym borykać syn czy wnuk, wzrasta. Bywa jednak i tak, że odmienności anatomicznych nie widać, a pacjent często choruje na przewlekłe zapalenie zatok. Wtedy podejrzewamy, że problem tkwi w pewnej ułomności błony śluzowej. Tak to już bywa - u jednych błona łatwo zdrowieje, u innych zapalenie ciągnie się miesiącami. No i trzeba jeszcze wspomnieć o czynnikach środowiskowych. Nasze nosy i zatoki nie lubią zanieczyszczonego, zapylonego powietrza, nie znoszą dymu z papierosów, no i przede wszystkim cierpią, jeśli w pomieszczeniu jest zbyt ciepło i sucho, a tak jest niemal w każdym polskim domu jesienią, zimą i wiosną. Wie pan, w jakiej temperaturze naszemu nosowi jest najlepiej?

20-21 stopni Celsjusza.

- Nie. Za ciepło. Błonie śluzowej nosa najbardziej odpowiada temperatura 18 stopni. A na dodatek, żeby było nie za sucho, ale też i nie za wilgotno, bo niektórzy lubią siedzieć w temperaturze 25 i wszędzie stawiają nawilżacze, żeby się czuć jak w tropiku. Dodajmy, że naszym nosom i zatokom szkodzi też coraz powszechniejsza klimatyzacja - ta w budynkach i ta w samochodach. Zwłaszcza jeśli się nie dba o czyszczenie filtrów, o dość kosztowną, ale konieczną konserwację. Ostatnio leczyłem dyrektora pewnego dużego banku. Rozmawialiśmy m.in. o klimatyzacji i jej wpływie na błonę śluzową nosa. Wkrótce po wyjściu ze szpitala pacjent dokładnie sprawdził, co się dzieje u niego w pracy. Wrócił z wiadomością, że po przeglądzie systemu klimatyzacji nie tylko jemu, ale i kolegom wyraźnie ulżyło.

Jak leczyć przewlekłe zapalenie zatok?

- Zaczynamy od podawania kropli sterydowych do nosa. I uwaga - tym razem leki trzeba stosować długo, dwa-trzy miesiące. Muszą one dotrzeć do wszystkich zakamarków. Nawet jeśli po katarze nie ma już śladu, leczenia nie należy przerywać. Gdy to nie pomoże, warto wykonać posiew. Jeżeli wykaże on obecność bakterii chorobotwórczych, należy podać antybiotyk (powinno się go stosować przez dwa-trzy tygodnie). A gdy to też nie skutkuje, trzeba zrobić tomografię komputerową zatok i rozważyć przeprowadzenie operacji.

Zwykły rentgen nie wystarczy?

- Niestety, nie. Klasyczne zdjęcie jest badaniem z XIX w. i obecnie ma znikomą wartość diagnostyczną. Dziś absolutnym standardem jest tomografia komputerowa.

Na czym polega operacyjne leczenie zatok?

- Lubię porównywać ten zabieg do otwarcia okna w dusznym pomieszczeniu. Proszę sobie wyobrazić, że znajduje się pan w takim pokoju. Co może pan zrobić? Popsikać sprayem albo porządnie wywietrzyć. Operacja to otwarcie okien na oścież. W wielu przypadkach błona śluzowa nosa po czymś takim dość szybko wraca do zdrowia.

Wszyscy jak jeden mąż zdrowieją?

- Nie. U części obserwujemy całkowite wyzdrowienie, innym wyraźnie się poprawia. Ludziom się lepiej śpi, pracuje. Wstają rano wypoczęci, odzyskują powonienie i smak. Niestety, u części pacjentów zapalenie trwa nadal. Jeśli częste nawroty choroby to efekt ułomności błony śluzowej, operacja nie zlikwiduje całkowicie dolegliwości. Kilka lat temu uważaliśmy, że zabieg chirurgiczny to panaceum na całe zło. Dziś wiemy, że to tylko jeden z etapów leczenia. Zanim skierujemy kogoś na operację, leczymy zachowawczo. Bardziej rygorystycznie ustalamy wskazania do operacji.

Ile takich zabiegów robi się w Polsce?

- Lepiej znam amerykańskie statystyki. W USA ok. pół miliona rocznie.

Długa jest kolejka do kliniki, w której pan pracuje?

- Wolę nie mówić. Powiedzmy, że grubo ponad rok.

Ale bez operacji da się żyć?

- Naturalnie. To nie jest zabieg ratujący życie, tylko poprawiający jego komfort. Ale niech pan popyta ludzi, którzy miesiącami, ba, latami, mają niedrożny nos, jak im się śpi, jak oddycha. Jakie to uczucie budzić się codziennie zmęczonym, z bólem głowy. Nie czuć smaku potraw itd.

Media bombardują nas różnymi reklamami leków na chore zatoki. Ile w nich prawdy?

- Warto pamiętać, że wszystkie te promowane w radiu i telewizji leki wbrew zapewnieniom nie leczą zapalenia zatok, tylko zmniejszają dolegliwości. Dlatego powinno się ich używać wyłącznie doraźnie, nigdy w sposób przewlekły.

Nasze mamy i babcie kazały nam nosić czapki w zimie, strasząc chorymi zatokami. Miały rację?

- Jak najbardziej. Zatoki lubią ciepło, dlatego też osoby ze skłonnością do katarów nie powinny w chłodne dni chodzić z gołą głową, a także np. wychodzić na dwór zaraz po umyciu głowy. Namawiam też pacjentów, by nagrzewali sobie okolicę zatok np. termoforem, gorącym prysznicem, poduszką elektryczną. To naprawdę przynosi ulgę. Przy okazji zawsze przestrzegam, żeby po takim zabiegu nie wychodzić od razu na dwór.

Zatokom dobrze robi zmiana klimatu?

- Oczywiście. Zalecamy szczególnie w zimie wyjazd w góry (najlepiej w marcu, gdy dni już cieplejsze), a w lecie nad ciepłe morze. Swoim pacjentom polecam prosty zabieg. Należy w aptece kupić roztwór soli fizjologicznej (kosztuje grosze). Następnie nabrać trochę płynu na dłoń, wciągnąć nosem, pozwolić spłynąć do gardła i wypluć. W razie potrzeby powinno się przemywać jamy nosa dwa razy dziennie, tak samo jak myjemy zęby. Taki zabieg usuwa zbędny śluz i bardzo służy naszym zatokom.

Więcej o: