Dlaczego lubimy alkohol

Człowiek to niejedyny ssak, który regularnie raczy się alkoholem. Naukowcy odkryli, że zamieszkujący lasy Malezji ogonopiór uszasty codziennie pije dawkę sfermentowanego nektaru, która odpowiada naszemu litrowi wina. Ale się nie upija
Ogonopiór jest nieco większy od myszy, mierzy 13-14 cm (a drugie tyle ogon). Prowadzi nocny tryb życia. Należy do wiewióreczników - grupy zwierząt, która wbrew nazwie wcale nie jest blisko spokrewniona z wiewiórkami (dawniej niektórzy zaliczali je do owadożernych, inni zaś - do małp). Żywi się sfermentowanym nektarem z pąków kwiatów palmy, a na picie poświęca blisko dwie godziny każdej nocy. Ilości alkoholu, które pochłania (po przeliczeniu na masę ciała), dla wielu zwierząt byłyby wręcz zabójcze. Dzień w dzień, przez okrągły rok, wypija alkoholowy nektar, który odpowiada dziewięciu kieliszkom wina dla człowieka średniej wagi. Przy tym jest trzeźwy.

Zwyczajom tych niezwykłych zwierzątek przyglądali się naukowcy za pomocą kamer zainstalowanych w malezyjskiej puszczy. Wyniki obserwacji opisali w jednym z niedawnych "PNAS". Być może dzięki ogonopiórowi uda się lepiej zrozumieć, dlaczego ludziom szkodzi nadużywanie alkoholu, a także jakie korzyści mogą płynąć z picia z umiarem.

Alkohol - tajna broń owoców

Zadaniem dojrzałych owoców jest rozprzestrzenianie nasion. Większość roślin lasów tropikalnych polega na owocożernych kręgowcach, które wydalają niestrawione pestki albo zakopują gdzieś zebrane owoce, by później ich nie odnaleźć. W owocach muszą więc znajdować się związki i substancje odżywcze, które są atrakcyjne dla zwierząt. A wskazówką, że owoc nadaje się do zjedzenia, jest m.in. zapach etanolu.

W niedojrzałym owocu znajduje się dużo skrobi oraz sporo substancji toksycznych, które konsumentom mogą poważnie zaszkodzić. Z czasem jednak skrobie zamieniane są na cukry, czyli ulubione pożywienie wielu owadów, ssaków i ptaków. A cukry przekształcane są w alkohol (głównie etanol) przez drożdże, które naturalnie zamieszkują we wnętrzu owoców już od epoki kredy. Cząsteczki etanolu są bardzo niewielkie, z łatwością przenoszą się z wiatrem i wabią zwierzęta.

Jednak woń etanolu jest atrakcyjna tylko wtedy, gdy nie jest zbyt intensywna. Ssaki zasadniczo unikają owoców, w których zawartość alkoholu przekracza 4 proc. Na przykład dla nietoperzy z rodziny rudawkowatych graniczne stężenie w dojrzałym owocu to ok. 1 proc. Jeśli alkoholu jest więcej, zwierzę owocu nie zje. Nietoperze nauczyły się, że to prowadzi do zatrucia organizmu. Zresztą z reguły stężenie alkoholu w dojrzałych owocach nie przekracza 0,5-1 proc. W nektarze zlizywanym przez ogonopióra uszastego jest go wyjątkowo dużo - tyle ile w piwie (3,8 proc.).

Pewnie dlatego raczej nie spotyka się zwierząt w stanie upojenia, choć są wyjątki. Zdarzają się pijane słonie tratujące wioski, ptaki wykonujące dziwne wygibasy czy odurzone ryby, które połakomiły się na owoce spadające do wody.

Gorzałka na apetyt

Przystosowanie do spożywania i metabolizowania alkoholu było ewolucyjnie korzystne. Mogło zwiększać szanse na przeżycie. Zwierzęta, które nauczyły się wyczuwać etanol, miały dostęp do dojrzałych owoców z dużą ilością smacznych cukrów. Musiały się spieszyć, by łakomy kąsek nie padł łupem larw owadów lub drobnoustrojów powodujących procesy gnilne.

Istnieją dowody na to, że alkohol zwiększa apetyt, a więc zwierzęta, które w nim zasmakowały, dużo bardziej się najadały niż inne.

Człowiek i inne naczelne pochodzą od zwierząt owocożernych, więc naukowcy podejrzewają, że nasza skłonność do kieliszka ma swoje źródło właśnie w pierwotnym polowaniu na dojrzałe owoce.

Dieta naszych najbliższych krewnych - szympansów - składa się głównie z dojrzałych owoców. Człowiek i szympans oddzielili się od siebie ok. 5 mln lat temu, jednak konsumpcja owoców zaczęła u ludzi schodzić na drugi plan dopiero z rozwojem rolnictwa kilka tysięcy lat p.n.e. Wtedy jednak człowiek zaczął produkować piwo i wino, zresztą wykorzystując do tego drożdże.

Czas ten był zdecydowanie zbyt krótki, by mogły zajść zmiany ewolucyjne, które by zmieniły naszą odporność na alkohol. W małych ilościach go tolerujemy, a większe stężenia pozostały dla nas szkodliwe.

Człowiek, tak jak zwierzęta, potrafi metabolizować alkohol i produkty jego rozkładu dzięki dehydrogenazie alkoholowej i aldehydowej. Istnieją wariacje genów kodujących te dwa enzymy, co tłumaczy, dlaczego niektórzy mają mocną głowę, a innych powala z nóg już sam zapach etanolu. U większości mieszkańców Azji Wschodniej występuje np. powolnie działająca odmiana dehydrogenazy aldehydowej. Sprawia ona, że aldehyd octowy - powstający w wyniku rozpadu etanolu - bardzo wolno jest przekształcany w związki nietoksyczne i przyswajane przez organizm. Sam aldehyd jest silnie toksyczny, a jego obecność w komórkach ciała daje bardzo nieprzyjemne objawy. Prawdopodobnie dlatego wśród Chińczyków czy Japończyków jest znacznie mniejszy odsetek alkoholików niż u Europejczyków - w naszych organizmach enzym działa sprawniej i trujący aldehyd się nie gromadzi.

U ogonopióra - jak sugerują badacze - jest jeszcze inny mechanizm biochemicznych przemian, dzięki którym stężenie alkoholu we krwi i mózgu zawsze pozostaje niskie. Na to, by w wyniku presji ewolucyjnej człowiek radził sobie z metabolizowaniem alkoholu tak jak ogonopiór, musielibyśmy poczekać co najmniej kilka milionów lat.

Ale możemy wyciągać wnioski z ewolucyjnego dziedzictwa. Ponieważ alkohol jest mniej toksyczny dla organizmu, kiedy towarzyszą mu cukry, zadbajmy o to, by przy kieliszku zjeść coś słodkiego.

Więcej o: