Mój bliski ma depresję

red.
16.03.2007 , aktualizacja: 23.02.2012 15:51
A A A Drukuj
Chory na depresję nie ma siły wstać z łóżka. Nie pozmywa, nie zajmie się dzieckiem, nie chce się kochać. Jak pomóc bliskiej osobie cierpiącej na depresję? Jak samemu przetrwać ten trudny czas?
ZOBACZ TAKŻE
RAPORTY
Jak żyć z domownikiem, który cierpi na depresję?

Dariusz Wasilewski, psychiatra z Centrum Zdrowia Psychicznego w Warszawie: ' Trzeba go traktować jak każdą osobę chorą. Bo depresja jest chorobą, tak jak zawał. Gdy stan jest ciężki, niech chory po prostu leży w łóżku.Od zawałowca nic nie wymagamy, traktujmy więc tak samo chorego na depresję.

Nie musimy narzucać mu swojej obecności, wystarczy być blisko, podnosić na duchu, pilnować, by przyjmował leki.

Leki? Czyli wcześniej potrzebna jest wizyta u lekarza?

Tak, u psychiatry. Można zamówić wizytę domową albo pojechać na konsultację. Do psychiatry nie trzeba mieć skierowania.

Depresję trzeba leczyć, bo to poważna choroba, która w wielu przypadkach prowadzi do samobójstwa.

A jeżeli chory nie chce iść do lekarza? Mam go namawiać?

Tak. Można powiedzieć: "Wydaje mi się, że gorzej sobie radzisz. Niepokoję się, chciałbym, żeby zobaczył cię lekarz". Jeżeli to nie podziała, niech spróbuje chorego namówić ktoś, kto jest dla niego autorytetem: zaprzyjaźniony lekarz, przyjaciel... Ludzie w depresji potrzebują wsparcia, trzeba im dać do zrozumienia, że chcemy ich wysłać do lekarza, bo troszczymy się o nich.

Co jeszcze mogę zrobić?

Przede wszystkim nie udawać, że nic się nie dzieje. Trzeba sobie powiedzieć jasno: mamy w rodzinie problem, chorą osobę, ale ta choroba minie i za jakiś czas wszystko wróci do normy.Trzeba powiedzieć choremu, że wiemy, iż on cierpi i w tym cierpieniu jesteśmy z nim. Ważne jest, by zarazić go wiarą, że depresja jest przemijająca i nie pozostawia śladu. I wspierać w leczeniu: pilnować, żeby brał leki, spotykał się z lekarzem. Jeżeli wystąpią skutki uboczne, które powodują niektóre lekarstwa, trzeba natychmiast powiadomić lekarza. Samowolne przerwanie przyjmowania leków jest często przyczyną nawrotów choroby.

Najbliżsi powinni jak najwięcej dowiedzieć się o tej chorobie, by zrozumieć, co czuje bliska im osoba, jakie są objawy choroby, by w razie nawrotów je rozpoznać. Rodzina musi sprawić, żeby chory nie czuł się dla nikogo ciężarem, okazywać dużo cierpliwości, serdeczności i wyrozumiałości.

Bliscy chorego często nie dają sobie rady ze swoimi emocjami, reagują napadami złości i irytacji ("Nie po to haruję, żebyś tu leżała i chorowała"). Myślę, że wtedy może im bardzo pomóc rozmowa z psychologiem, który wytłumaczy, na czym polega ta choroba, jaki może być jej przebieg, pomoże nam zrozumieć własne zachowania. Można też rozmawiać z innymi osobami, które mają w domu chorego na depresję i w ten sposób uzyskiwać wsparcie.

Czy należy walczyć z biernością i apatią chorego?

Trzeba starać się zrozumieć, że człowiek chory na depresję może nie być w stanie podnieść się z łóżka, wykonać najprostszej czynności, choć pozornie nic mu nie dolega. Czasami słyszę, że to kpina, czyste lenistwo, chęć robienia na złość. Wtedy tłumaczę, że dla osoby w ciężkiej depresji wyjście do łazienki jest takim wysiłkiem, jak dla kogoś po ciężkim zawale albo wylewie. Nie można więc formułować kategorycznych żądań: musisz, powinieneś, bo istotą tej choroby jest to, że on nie może, nie jest w stanie niczego zrobić. Zamiast "musisz", lepiej mówić "Może byś spróbował...". Można proponować wspól-ne wyjście do kina czy do znajomych, ale nie można oczekiwać, że choremu sprawi to radość. Nie wolno go do tych rozrywek przymuszać, bo to może wzbudzić w nim poczucie winy, lęk, może go to utwierdzić w przekonaniu, że się do niczego nie nadaje.

Kiedy zachęcać do aktywności?

W miarę poprawy samopoczucia. Trzeba pamiętać, by proponować czynności na miarę jego sił. Jeżeli boi się wychodzić z domu, to nie można oczekiwać, że zapłaci rachunek na poczcie. Wtedy sukcesem będzie, że on pójdzie do łazienki i umyje zęby.

W miarę polepszania się stanu chorego można go zachęcać do trudniejszych czynności, na przykład ugotowania obiadu. Warto wtedy ofiarować pomoc. Oczywiście może odmówić. Może nie wierzyć we własne siły albo może tych sił jeszcze nie mieć. W pierwszym wypadku można delikatnie mobilizować, w drugim trzeba odpuścić. Jak rozpoznać ten moment? To wszystko jest kwestią wyczucia, obserwacji, wzajemnego zrozumienia. Czasami tę gotowość widać w żywszym spojrzeniu. Kiedy chory wykona najprostszą czynność, należy go pochwalić. To może znaczyć, że depresja zaczyna się cofać.

Depresji często towarzyszą myśli i próby samobójcze. Jak o nich rozmawiać?

Rzeczywiście, dziewięć na dziesięć osób dotkniętych depresją miewa myśli samobójcze. Często lęk przed samobójstwem jest tak duży, że trudno tę myśl wypowiedzieć wprost. Chorzy dają więc sygnały, np. gromadzą większą ilość leków lub ostre przedmioty, wspominają o śmierci, odwiedzają rodzinę i zaczynają się z nią żegnać. Czasem to my musimy delikatnie wywołać temat, powiedzieć choremu, że wiemy, jak bardzo cierpi, i wiemy, o czym myśli. "Widzę i rozumiem, jak bardzo źle się czujesz. W takim stanie człowiek może być tak zmęczony, że chciałby nie istnieć". Często wtedy możemy usłyszeć potwierdzenie.

Jak na nie reagować?

Trzeba mobilizować chorego, by podjął kurację, bo leczenie stopniowo wygasza te myśli. Warto wiedzieć, że jeżeli stan jest poważny i istnieje zagrożenie życia, to zgodnie z Ustawą o ochronie życia psychicznego można chorego leczyć wbrew jego woli. Wystarczy wezwać pogotowie, które ma w takiej sytuacji obowiązek zawieźć chorego do szpitala psychiatrycznego. Tam zbada go dyżurny psychiatra, później jego opinię o pozostawieniu chorego w szpitalu zatwierdza jeszcze ordynator i sąd rodzinny.

Jeżeli myśli samobójcze pojawią się u osób już leczonych, trzeba natychmiast skontaktować się z lekarzem. W takich przypadkach nie ma miejsca na żadne domowe sposoby typu dyżury przy chorym, chowanie ostrych przedmiotów... Tylko psychiatra może ocenić, jak duże jest ryzyko podjęcia próby samobójczej i jak mu zapobiec.

Współmałżonkowie osób przeżywających depresję czują się czasami odrzuceni.

Zarówno kobiety, jak i mężczyźni w depresji odczuwają spadek lub całkowity zanik zainteresowania seksem. Zdarza się, że zdrowy partner ma pretensje do chorego, że nie współżyją ze sobą tak często jak kiedyś. Bardzo często zdrowi szukają winy w sobie, uważają, że przestali być atrakcyjni dla chorego partnera. A trzeba do tego podchodzić jak do objawu choroby, a nie aktu złej woli.

To odrzucenie nie dotyczy tylko sfery seksualnej. Trzeba zrozumieć, że osoba przeżywająca depresję jest zamknięta w swoim dramatycznym świecie, w którym sprawy bliskich zepchnięte są na margines. Dlatego nie ma sensu opowiadać mu o naszych kłopotach z dziećmi czy zwycięstwach w pracy. Oczywiście, taki brak wsparcia, zainteresowania sprawami rodzinnymi może być dla osoby zdrowej trudny do zaakceptowania. Ale trzeba pamiętać, że wynika to tylko z choroby, która mija.

Rozmawiali ' Marta Pietrzykowska i Jacek Tomczuk

Co to jest depresja

Depresja jest chorobą, leczy się ją farmakologicznie, a cierpiąca na nią osoba dostaje zwolnienie lekarskie. Zwykle zwolnienie trwa kilka tygodni, może się jednak przedłużyć. Psychiatra może zadecydować o konieczności leczenia szpitalnego, jeśli jest zagrożenie, że chory podejmie próbę samobójczą. Chandra czy przemęczenie tym różnią się od depresji, że nie zakłócają codziennego funkcjonowania - nie przestajemy zajmować się pracą, rodziną. O depresji możemy mówić wtedy, kiedy wypadamy z życiowych ról. Nie dajemy sobie rady z czynnościami, które dotychczas wykonywaliśmy z łatwością, np. obowiązkami domowymi, pracą. Depresja to totalna apatia, smutek, niemożność doznania radości, poczucie, że życie jest pozbawione sensu, wreszcie pojawienie się myśli samobójczych. Jeżeli stan taki trwa dłużej niż dwa tygodnie, można mówić o depresji. Często bliskim i samemu choremu trudno jest ją rozpoznać, bo na pierwszy plan wysuwają się dolegliwości somatyczne. Bywa, że pacjenci brak apetytu, utratę wagi i złe samopoczucie tłumaczą grypą. Często do tego dochodzą inne objawy - ucisk w głowie, problemy z sercem, z żołądkiem. W Polsce nie ma danych, ile przypadków depresji udaje się wyleczyć. Lekarze mówią jednak, że zdecydowaną większość.

Co bym zrobił, gdybyś miał depresję

Centrum Badań Marketingowych Indicator zapytało Polaków, co by zrobili, gdyby bliska im osoba cierpiała na depresję:

40 proc. powiedziałoby: "idź na urlop",

31 proc. - "weź się w garść",

18 proc. - "samo przejdzie, wszystko będzie dobrze".

Żadnej z powyższych rzeczy nie wolno robić - można w ten sposób zaszkodzić choremu!

33 proc. powiedziałoby bliskiej osobie, by poszła do lekarza,

22 proc. skierowałoby ją do psychologa,

7 proc. do psychiatry.

To trzy właściwe zachowania.

Badanie przeprowadzono w lutym na reprezentatywnej próbie 1200 dorosłych Polaków

Historie:

Jem chipsy

Kobieta, 33 lata: W depresji najgorszy nie jest ból, tylko poczucie beznadziei. Z bólem można żyć, ale po co, skoro nie widzisz szansy na zmianę sytuacji?

Nie wychodziłam z łóżka, nie jadłam, nie wstawałam. Przez pierwsze dni czasem dzwoniłam do przyjaciół, ale wydawało mi się, że mnie zbywają, że są szorstcy, że ich nie interesuję. Potem już tylko leżałam w tym łóżku. Pragnęłam kontaktu z kimś, ale nie miałam siły wyciągnąć ręki po słuchawkę. Zaczęłam myśleć, żeby ze sobą skończyć, leżałam zastanawiając się, jak to zrobić. Mój mąż otworzył książkę telefoniczną i znalazł telefon psychiatry współpracującego z Laboratorium Psychoedukacji. Zadzwonił, umówił mnie na wizytę, ubrał, wpakował w samochód, zawiózł, wepchnął do pokoju. Psychiatra powiedział, że to depresja i przepisał leki. Biorę je cztery razy dziennie. Jeszcze nie do końca wiem, co się dzieje ze mną i wokół mnie, ale mogę już wychodzić z domu.

Czekając na ulgę

Mężczyzna, 27 lat: Przyjaciel chciał pożyczyć ode mnie 100 złotych. Zapukał do drzwi. Nie otwierałem. Wiedział, że jestem w domu, wiedział, że niedawno zostawiła mnie dziewczyna, i wiedział, że kiedyś leczyłem się na depresję. Wyważył drzwi. Trafiłem do szpitala - najpierw do zwykłego, gdzie mnie odratowali, potem do psychiatrycznego. To była moja druga próba samobójcza i drugi pobyt w szpitalu. Tak jak za pierwszym razem poczułem tu wielką ulgę: że żyję, że niedługo zaczną działać lekarstwa i znów będę się dobrze czuł. Na święta chcieli mi dać przepustkę, ale wolałem zostać w szpitalu, czekając, aż leki zaczną działać i poczuję tę ulgę. Wolałem czekać w szpitalu, bo zdarzyło mi się to już drugi raz i nie wiem, czy nie dopadnie mnie znowu.

Z dnia na dzień

Mężczyzna, 30 lat: To się stało z dnia na dzień. Renata nagle zaczęła się źle czuć. W nocy słyszałem, jak przewraca się z boku na bok, pytałem: "Co, nie możesz zasnąć?", a ona coś burczała. Wstawała zmęczona i przygnębiona. Jeśli udało jej się zasnąć, śniły jej się koszmary. Cierpiała. Zaczęła mówić, że nic nie ma sensu. Mówiłem: "Weź się w garść, przecież wszystko jest dobrze, przecież nie masz żadnych problemów". Kilka tygodni wcześniej dostała się na studia, zaraz miał się zacząć nowy rok akademicki. Nie zdążyła już pójść na uczelnię. Po jej śmierci wszyscy - rodzina, jej przyjaciółki - próbowaliśmy zrozumieć, co się stało, dlaczego tak cierpiała, dlaczego postanowiła się zabić. Wszyscy powtarzali, że przecież niczego jej nie brakowało. Psycholog, z którym rozmawiała mama Renaty, powiedział, że Renia miała typowe objawy klinicznej depresji. Ale nikt tego nie wiedział. Myślałem, że depresja sama mija.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 2
  • 3

Zapytaj eksperta

dr n. med. Maciej Kierzkiewicz

Gastrolog radzi

Emilia Gnybek-Ciosek

Skuteczne odchudzanie

Agnieszka Iwaszkiewicz

Życie rodzinne

Katarzyna Albrecht-Stanisławska

Zdrowie małego dziecka

Michał Lew-Starowicz

Problemy seksualne

Anna Englisz i Katarzyna Faliszewska

Zdrowa dieta