Kaszel suchy u dziecka: jak skutecznie nawilżyć drogi oddechowe?

Przesuszone powietrze to jeden z głównych wrogów w sezonie infekcji. Niejednokrotnie od niego zaczynają się problemy. To nieprawda, że kasłanie i suchy nos najlepiej pokonać lekami. Są inne skuteczne sposoby
Dołącz do serwisu Zdrowie na Facebooku!

Zimą nasze dzieci spędzają większość czasu w ogrzewanych pomieszczeniach - często z troski, by się nie przeziębiły. Tymczasem efekt jest odwrotny: suche i ciepłe powietrze szkodzi błonom śluzowym, wysuszona śluzówka jest bardziej podatna na infekcje. A po jej zakończeniu długo utrzymuje się suchy kaszel. Aby przerwać te błędne koło musimy zadbać o odpowiednie nawilżenie powietrza i, w efekcie, dróg oddechowych.

Jeśli maluch, choć teoretycznie zdrowy, wciąż pokasłuje i budzi się z zatkanym nosem to sygnał, że suche powietrze źle wpływa na jego śluzówki. Powinniśmy zadbać by jak najwięcej czasu spędzał na spacerach i zabawach na zewnątrz. Wilgotne i zimne powietrze ma, wbrew pozorom, zbawienny wpływ na odporność dziecka. Sytuacja nieco się komplikuje, gdy temperatura spada poniżej zera. Para wodna zamienia się w szron i powietrze na zewnątrz też robi się suche. To czas, by skorzystać z różnych metod nawilżania.

Za gorąco, za sucho

Optymalna wilgotność powietrza to 40-60 proc. Jeśli jesteśmy bardzo skrupulatni możemy nabyć higrometr (urządzenie do pomiaru wilgotności), ale nie jest to konieczne. Możemy kierować się własnym wyczuciem. Przede wszystkim - w mieszkaniu nie powinno być zbyt gorąco. W pomieszczeniu, gdzie przebywają dzieci, optymalna temperatura to 20-21 stopni w dzień i 18 w nocy. W przypadku noworodków i niemowląt, które często przebieramy i przewijamy, górna granica to 24 stopnie. Nieraz już samo obniżenie temperatury redukuje problem suchego powietrza. Jeśli jednak to nie pomaga, możemy zacząć od sprawdzonych domowych metod.

Na kaloryferach warto rozwiesić mokre ręczniki lub umieścić naczynia z wodą. Te ostatnie trzeba często czyścić, gdyż w takim wilgotnym i ciepłym środowisku lubią rozwijać się bakterie i grzyby. Na dłuższą metę warto rozważyć nabycie nawilżacza. Na rynku są dostępne dwa rodzaje tego typu urządzeń. Parowe - które działają na zasadzie sauny, produkując parę wodną. Ich wada jest to, że należy uważać, by dziecko się nie poparzyło. Nie wszyscy też lubią efekt sauny w domu. Nawilżacze ultradźwiękowe są droższe, ale bezpieczniejsze. Produkują chłodną mgiełkę. Niektóre mają też często funkcje jonizowania powietrza, co oczyszcza je z bakterii, grzybów i roztoczy i jest korzystne zwłaszcza dla alergików.

Wodą w nos

Jeśli dziecko nadal uskarża się na zapchany nosek możemy mu też, przed spaniem, zaaplikować wodę morską w sprayu (dostępną w aptekach i drogeriach). Na rynku są preparaty wraz ze specjalnymi aplikatorami, które można stosować już de facto od pierwszych dni życia, nie tylko w celach leczniczych, ale i do codziennej higieny. W przypadku suchego kaszlu koniecznie powinniśmy też dbać, by dziecko otrzymywało dostateczną ilość płynów - takie bezpośrednie sposoby nawilżania śluzówek są najskuteczniejsze. Warto zwrócić uwagę, że zbyt suche jedzenie, np. chipsy, nie służy błonom śluzowym i może powodować ataki suchego kaszlu. Tak samo zresztą dym papierosowy - przed którym powinniśmy bezwzględnie chronić najmłodszych. I czipsy, i dym papierosowy, mają tyle innych wad, że generalnie trzeba o nich zapomnieć.

Jeśli mimo to dziecko złapie infekcje trzeba sięgnąć po cięższą artylerię. Błony śluzowe potrzebują już nie tylko nawilżenia, ulgi w atakach kaszlu, ale i pomocy w oczyszczeniu się i walki z opuchlizną, uciążliwą dla chorego.

Dobroczynna para

Starym i sprawdzonym sposobem są różnego typu inhalacje. Najpopularniejsza to tzw. parówka. Trzeba pochylić się nad naczyniem z gorącą wodą, osłonić głowę ręcznikiem i wdychać parę wodną. Możemy dodać do parówki różnego typu olejki eteryczne, np. bakteriobójcze jak lawenda czy tymianek, zmniejszające obrzęk jak prymula czy polecane w infekcjach gardła jak szałwia. Kaszel pomaga zwalczyć olejek sosnowy. Parówki możemy także przeprowadzać posługując się gorącymi naparami z tych ziół.

Jeżeli jednak nasze dziecko jest alergikiem, lepiej unikać aromatycznych dodatków. Można za to dodać np. sody oczyszczonej. Oczywiście, ze względów bezpieczeństwa parówki możemy stosować dopiero u przedszkolaków, ale przy ruchliwym malcu i to bywa ryzykowne.

Mamy młodszych dzieci często uciekają się do sprytnego sposobu: gorącą wodą z ewentualnymi dodatkami napełniają wannę, zamykają szczelnie drzwi łazienki, dzięki czemu maluch chcąc nie chcąc oddycha dobroczynną parą. Wówczas jednak także może dojść do wypadku, stąd metoda nie wzbudza entuzjazmu u wielu rodziców i lekarzy. Warto wspomnieć, że takie nawilżanie dobrze robi nie tylko na drogi oddechowe, ale i na cerę, więc jeśli mama zmyje makijaż przy okazji sama skorzysta z kosmetycznego zabiegu.

Zabieg powinien trwać około 15 minut. Po takiej inhalacji najlepiej, by dziecko odpoczęło u łóżeczku. Zabieg można przeprowadzać 2-3 razy dziennie przez 5-7 dni.

Nowoczesna nebulizacja

Alternatywą dla domowych parówek są bezpieczne inhalacje przy użyciu specjalnego sprzętu. Jeśli infekcje u dziecka powtarzają się, albo z innych, np. alergicznych przyczyn maluch pokasłuje, warto rozważyć taki zakup. Na rynku dostępne są nie tylko tradycyjne kieszonkowe inhalatory, ale i nowocześniejsze, wyposażone w komorę nebulizacyjną. Mają też specjalne końcówki dostosowane do wieku dziecka: w formie ustników lub maseczek. Dzięki nebulizacji cząsteczki cieczy rozbijane są na bardzo drobny aerozol, przez co łatwiej docierają w głąb dróg oddechowych. Żeby nawilżyć chore drogi oddechowe możemy stosować nebulizacje choćby z soli fizjologicznej. Dodatek wapna jest polecany przy intensywnym katarze. Wiele leków stosowanych w infekcjach górnych dróg oddechowych, np. preparaty na suchy kaszel jest produkowanych w formie przeznaczonej dla nebulizatora, a ten sposób podawania uważany jest korzystny, gdyż nie obciąża układu pokarmowego. Jednak stosowanie leków, nawet wziewnie, powinno być za każdym razem konsultowane z lekarzem.

Konsultacji nie potrzebujemy natomiast, by zaordynować choremu stary babciny specyfik, jakim jest gorący, domowy rosół. Co ciekawe, przeprowadzone ostatnio we Francji badania dowiodły, że leczniczą moc w zwalczaniu infekcji ma on m.in. dzięki nawilżaniu dróg oddechowych. Para unosząca się znad talerza, z zawartymi w niej cząsteczkami tłuszczu, działa jak balsam na drogi oddechowe.

Więcej o: