Uczmy się od Rzymian i nie dajmy się truć przemysłowi spożywczemu

O tym, dlaczego Ministerstwo Zdrowia powinno nazywać się Ministerstwem Chorób, które suplementy wcale nie są złe i dlaczego dieta bezglutenowa dla zdrowych ludzi to bzdura, rozmawiamy z prof. Markiem Naruszewiczem* z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego
Od lat konsekwentnie walczy Pan o ustawę o zdrowiu publicznym. Dlaczego to takie ważne?

To kwestia bezpieczeństwa narodowego. Nie potrzebujemy wojny, by wymierać. Generalnie długość życia w Polsce rośnie, ale nadumieralność jest wciąż wyższa o 50 proc. od krajów "starej" Unii Europejskiej. O nadumieralności mówimy w przypadku śmierci mężczyzny przed 55. rokiem życia i kobiety przed 64. Giniemy na drogach, giniemy od chorób, których można uniknąć.



I sama ustawa może coś zmienić? Trudno w to uwierzyć.

Wiele osób nie wierzy w moc ustaw. Tymczasem w tak ważnych sprawach jak zdrowie i życie ludzi konieczny jest jakiś konsekwentny plan, choćby wyznaczone ramy. Rozumieją to we wszystkich krajach Europy, tylko nie w Polsce. U nas nie dba się o kobiety w ciąży, nie ma żadnej kontroli nad żywieniem dzieci i młodzieży. Nie mamy pojęcia, czym jest profilaktyka. Przesiewowe badania piersi, podczas których szuka się przecież wczesnych zmian nowotworowych, nazywamy profilaktyką. To nieporozumienie. To jest ewentualnie wczesna diagnostyka, a nie zapobieganie. Nie zajmujemy się zdrowiem, tylko chorobami. To jest nieskuteczne i kosztowne. Z drugiej strony: ustawa o zdrowiu publicznym wymusiłaby kolejne wydatki. Perspektywicznie opłacalne, ale to wymaga profesjonalnego spojrzenia.

Jak uchronić Polaków przed przedwczesną śmiercią?

Nasz organizm kształtuje się przez pierwsze 16-17 lat, a potem już tylko ponosimy konsekwencje. Od chwili przyjścia na świat jesteśmy narażeni na tzw. zmiany epigenetyczne, czyli oddziaływanie środowiska na genom człowieka. Tymczasem ok. 30% ludzi rodzi się z wieloma polimorfizmami genetycznymi. To nie są wady, bądź mutacje genetyczne, tylko swoista podatność na pewne schorzenia. To, czy i kiedy się ujawni, zmieni już w realne schorzenie, zależy od środowiska, zwłaszcza diety. Jeśli nastolatek ma początkowe zmiany miażdżycowe i nic się z tym nie robi, może dostać zawału zaraz po trzydziestce. A wystarczyłoby dzieciom mierzyć poziom cholesterolu.

Badania nie leczą...

Ale matki dla swoich dzieci zrobią wszystko. Informacja, że dziecko ma za wysoki cholesterol, może wywołać wstrząs, przebudzenie. Efekt? Zmiana sposobu odżywiania całej rodziny.

Na pewno? Dzieci są grube i coraz grubsze, a ich mamy śpią spokojnie.

Wiemy już na pewno, że jeśli jedno z rodziców ma nadwagę lub jest otyłe, przynajmniej jedno dziecko w rodzinie będzie miało ten sam problem. Złe nawyki żywieniowe trudniej pokonać niż uzależnienie od narkotyków. Dziecko, gdy obserwuje, że ojca uszczęśliwia tylko telewizja, mecz i czipsy ziemniaczane, również tego spróbuje. Tymczasem czipsy to nie tylko bomba kaloryczna, ale też związki (na przykład akrylamid), które mogą uszkadzać centralny układ nerwowy. Substancje powstające w procesie ogrzewania techniką zanurzeniową wywołują w organizmie przewlekły stan zapalny o umiarkowanym stopniu. Nie ma gorączki, objawów choroby. A jednak "złe" się tli, prowadząc w końcu do chorób układu krążenia. Podobne skutki w narządach odległych może wywołać nieleczona, lekceważona próchnica. Czy każde dziecko, które ma zepsute zęby, zachoruje w przyszłości na serce? Nie. Jeśli jednak ma polimorfizm, nie odwiedza dentysty i jeszcze źle się odżywia, ryzyko diametralnie rośnie. Czynniki się kumulują...

Naprawdę jest tak źle? Polacy jedzą coraz chętniej owoce i warzywa, porzucili tłuste mięsa, patrzą życzliwiej na lekkie jedzenie i lżejszy alkohol...

Pozornie rzeczywiście jest lepiej. Dziś jednak głównym problemem jest technologia stosowana przez przemysł spożywczy. Kiedyś jedliśmy żywność mało przetworzoną. Dziś, żeby ją sprzedać, trzeba przedłużyć trwałość: ogrzewając, dodając, utrwalając... Takie jedzenie ma kalorie, ale nie ma składników odżywczych, nie zaspokaja naszych potrzeb. Konsekwencje? Krzysztof Kolumb płynął statkiem, więc miał nieograniczony dostęp do ryb. Zabrał ze sobą znaczną ilość suszonego i solonego mięsa. A mimo tego jego ludzie umierali na szkorbut i inne schorzenia, spowodowane dietą niedoborową. Brakowało świeżych warzyw i owoców. Optymalna dieta jest maksymalnie zróżnicowana.

To skąd moda na dietę bezglutenową w Polsce?

Dieta bezglutenowa dla zdrowych ludzi? Bzdura! Nonsens! Ustrój człowieka to skomplikowany mechanizm. Gdy powstaje niewielki wyłom w mechanizmie doskonałego zegarka, wiadomo, że nawet najlepszy wkrótce stanie. Człowiek jest zdecydowanie bardziej złożony. Stan niedoborowy to taka dziurka w mechanizmie. Wystarczy, by uruchomić nieprzewidywalny proces. Nie wolno w ten sposób! Należy zaspokoić wszelkie potrzeby organizmu.

Czyli?

Wyciągać wnioski z historii, korzystać z mądrości przodków. Senatorowie rzymscy najbardziej na świecie bali się otrucia. My też powinniśmy: dziś nas może podtruwać niekontrolowana żywność. Rzymianie wiedzieli, że nie można gospodarza urazić i w ogóle nie jeść na przyjęciu. Z drugiej strony: gdyby zjedli w nadmiarze coś zatrutego, byliby bez szans. Wymyślili więc złotą zasadę zdrowego odżywiania: jeść wszystko, ale w małej ilości! Jedyne, czego należy się trzymać w żywieniu, to ciągła zmiana, urozmaicenie. Mamy dziś taki ogromny wybór: koloru, form, smaku. Jemy, niestety, oczyma. Wybieramy to, co znamy. Dla zdrowia warto z tym walczyć, próbować...

Podobno to, co wyrosło w naszym klimacie, jest dla nas najlepsze do przyswojenia. Ta wiedza trochę się kłóci z zasadą różnorodności.

Wcale nie. Zdrowy człowiek przyswoi wszystko, co jest jadalne. Optymalnie jest zjadać ok.70 procent produktów rodzimych, nieprzetworzonych. Reszta to właśnie urozmaicenie. Czyli: na co dzień nasz chleb, mleko, kapusta, kasza... Raz na jakiś czas kiszone ogórki, bakłażany, śledzie i ryby.. Każdego dnia nowy pomysł. Z drugiej strony; czasem trudno dociec, co jest już urozmaiceniem, co rodzime. I gdy się nad tym zastanowimy, to "obce" bardziej doceniamy. Cudza jest kawa i przyprawy, a nawet ziemniaki oraz warzywa, bo dała nam je dopiero królowa Bona. Nie posadzimy w Polsce cytrusów. Czy to oznacza, że mamy ich nie jeść?

Śniadanie w pośpiechu, obiad zjadany niekoniecznie, późna kolacja. Takie mamy czasy...

Kiedyś rodzina spożywała posiłki razem. Dziś każdy je gdzie indziej, cokolwiek. To także poważny problem społeczny. Rodzina się rozpada, szkoła nie uczy, jak żyć zdrowo. Kiedyś od wdrażania modelu żywienia byli rodzice, dziś jest rynek. "Tego nikt nie kupi" - protestują producenci słonych przekąsek, gdy wnioskujemy o ograniczenie ilości soli w produktach. Walka z wiatrakami, skoro nawet wśród lekarzy są tacy, którzy nie są świadomi konsekwencji ich spożycia. 80% pacjentów przyjmujących leki obniżające ciśnienie wciąż ma nadciśnienie. Leki mają bowiem wspomóc zmiany w stylu życia, a chorzy nic nie zmieniają. Oni chcą cudu. Cudów nie ma.

Coś jednak zrobić można?

Tak. Wiem, bo sam potrzebowałem takiej zmiany. Teraz na spacer wyprowadzają mnie psy. To odpowiednia aktywność fizyczna. Nie muszę skakać na bungy, by adrenalina skoczyła. Wystarczy, że widzę, jak rodacy śmiecą w lesie, jak nasza cywilizacja się kończy. Przestrzegam zasady jedzenia małych porcji 4-5 razy dziennie. Ostatni posiłek spożywam o 18-19.00, nigdy później. Od Kanadyjczyków nauczyłem się celebrować posiłki. W telefonie ustawiłem alarmy, by nauczyć siebie, a potem organizm, domagać się karmienia we właściwym momencie. To ważne, by móc pracować wydajnie, żeby mózgowi nie zabrakło paliwa. Dziś, nawet gdyby sam prezydent do mnie zadzwonił o 14., włączy się poczta głosowa. O tej godzinie jem i to jest najważniejsze.

A co?

Różne rzeczy. Tego też nauczyłem się w Kanadzie. Nie musisz sam gotować, by dieta była zróżnicowana. Codziennie z kolegami chodziliśmy na lunch do innego lokalu, próbowaliśmy innej kuchni, a co najważniejsze celebrowaliśmy posiłek. Bez pośpiechu.

Nie mamy czasu na wspólne posiłki, ale nawiązujemy do tradycji. W najmodniejszych telewizyjnych programach kulinarnych znowu rządzi pachnące masełko, gęsta śmietana...

To ma być staropolska wiejska kuchnia? Taka z "Chłopów"? Przecież na wsi masła się nie jadło, tylko do miasta niosło na sprzedaż, bo było za drogie. Najcenniejszą śmietanę "z góry" zbierali, a pili tylko maślankę. "Prawdziwe" masło to w 80% tłuszcz. Tłuszcz to kalorie. Tłuszcze nasycone, zwierzęce, sprzyjają chorobom nowotworowym, a podnosząc poziom cholesterolu jeszcze chorobom układu krążenia. Na nie umieramy najczęściej. Związek między tymi schorzeniami i dietą jest bezsporny. Co tu tłumaczyć?

Tłuszcze roślinne nie są tak smaczne...

A jednak najlepszym tłuszczem dla ludzi jest ten pochodzenia roślinnego. Genetycznie jesteśmy wegetarianami. Początkowo człowiek żywił się roślinami, a produkty zwierzęce były cennym, ale rzadkim dodatkiem do diety. Dopiero tryb osiadły i hodowla zwierząt odmieniły nasze menu. Dietę śródziemnomorską cenimy za różnorodność. Druga, równie cenna zaleta, to obfitość oliwy. Tłoczona na zimno zawiera związki lecznicze zapobiegające miażdżycy, udarom i chorobom neurodegeneracyjnym, takim jak choroba Alzcheimera.

Prowadzone w Hiszpanii przez 13 lat badania na grupie 40 tysięcy osób dowiodły, że spożywanie codziennie 40 mililitrów oliwy zmniejsza ryzyko przedwczesnej śmierci z powodu chorób krążenia o 44%. Statyny, którymi szczyci się medycyna, obniżają je o 30-40%. Sekorydoidy, które nadają oliwkom ten charakterystyczny gorzki posmak, umożliwiają autofagię, czyli neurony same "zjadają" zdegenerowane części i "odmładzają" układ nerwowy. Znikają z oliwy po podgrzaniu, dlatego należy spożywać ją na zimno, do sałatek. Do podgrzewania zdecydowanie lepszy jest rodzimy olej rzepakowy.

A może jednak lepiej jeść to, co smakuje, a brakujące składniki przyjąć w postaci suplementu? Jeśli wierzyć reklamom, suplementy są dobre na wszystko. Obniżą cholesterol, usuną zakwaszenie organizmu, pozwolą schudnąć...

Suplementów diety nie wymyślono po to, żeby coś leczyły i naprawiały nasze błędy. Mają uzupełniać stany niedoborowe, które powstają mimo prawidłowej diety. W naszym klimacie u zdrowych ludzi dochodzi do niedoborów witaminy D, kwasu foliowego, magnezu. Wbrew powszechnej wiedzy są potrzebne w każdym wieku, a nie tylko w konkretnej sytuacji. Podawanie kwasu foliowego tylko kobietom w ciąży, wyłącznie w pierwszym trymestrze, to nieporozumienie. Ta witamina z grupy B jest potrzebna przez całe życie, a wadom cewy nerwowej u płodu zapobiega jej prawidłowy poziom u przyszłej mamy jeszcze przed zajściem w ciążę i potem utrzymanie go na właściwym poziomie. Problem jednak w tym, że my nawet nie wiemy, co suplementy tak naprawdę zawierają.

Nie ma ruchu konsumenckiego z prawdziwego zdarzenia, który w niezależnych laboratoriach badałby produkty spożywcze i suplementy. Nie wiemy, jaka dawka byłaby najlepsza jako uzupełnienie diety. Nie mamy pewności, co łykamy i po co. Teoretycznie, kwas foliowy można dodawać do mąki, jak robią to Amerykanie i Kanadyjczycy. Efekt? O 40% mniej wad wrodzonych cewy nerwowej u dzieci. Nie wiem dlaczego to się. u nas nie opłaca, chociaż jodowanie soli rozwiązało kiedyś problem wola tarczycowego. Sami o siebie nie dbamy, nie umiemy też czerpać z mądrych doświadczeń innych... Pozostaje tylko próbować budować świadomość, ale w ten sposób wracamy do punktu wyjścia: edukacji. O żywieniu człowieka nie uczą ani przedszkolaków, ani studentów. NFZ porady dietetyka nie refunduje. Musimy radzić sobie sami. To też ryzykowne, bo w internecie roi się od głupot.

Osoby szczupłe, aktywne fizycznie, dbające o dietę też chorują i młodo umierają. Dlaczego? Może to jednak kwestia szczęścia, a nie wiedzy i rozsądku?

Częściowo tak. Odpowiedź najłatwiej znaleźć na cmentarzu. Czytając napisy na nagrobkach szybko można zorientować się, że są rodziny długowieczne i takie, gdzie raczej nie obchodzi się 80. urodzin. W strukturze długości życia także obowiązuje krzywa Gaussa. Po prawej i lewej stronie mamy grupy skrajne: po 5-10%. Pierwsi mają coś, co można nazwać genem długowieczności. Palą, piją, nie dbają o siebie i żyją. Drudzy: choćby nie wiem co robili, są podatni na przeróżne schorzenia. Pomiędzy tymi grupami jest jednak cała reszta. Zdecydowana większość. Ta grupa własnym życiem zapracowuje na choroby, ale może im też skutecznie zapobiegać. Niewiele trzeba, by wiele zmienić.

Prof. Marek Naruszewicz (na zdjęciu) kieruje Katedrą Farmakognozji i Molekularnych Podstaw Fitoterapii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Od lat bada wpływ żywności na zdrowie człowieka. Pod jego kierunkiem naukowcy dowiedli, że regularne spożywanie chipsów ziemniaczanych znacznie zwiększa ryzyko chorób serca i ma to związek nie tylko z niezdrowymi tłuszczami czy dużą ilości soli, ale też z zawartym w chipsach akrylamidem. Wyniki tych badań są szeroko komentowane na całym świecie. Podobnie jak wyniki pracy dotyczącej białka łubinu białego (tzw. słodkiego), które wykazuje właściwości zbliżone do białka soi, ale jest zdrowsze.

Dołącz do serwisu Zdrowie na Facebooku!

Więcej o:
Komentarze (139)
Uczmy się od Rzymian i nie dajmy się truć przemysłowi spożywczemu
Zaloguj się
  • wladocand

    Oceniono 3 razy -3

    I jeszcze jedno. Zboża dostają pożywienie w postaci GMO. I o tym należy pamiętać -panowie uczelniani mędrcy...
    Nie uważajcie ludzi za dyletantów..

  • Agnieszka M-w

    Oceniono 3 razy -3

    Apropos ostatniego pytania, wśród statystyków od zdrowia, ktorzy nasłuchali się takich kontrargumentów, funkcjonuje żart, że każdy ma bądź miał w rodzinie babcię, która piła, paliła dwie paczki papierosów dziennie i jadła tylko golonkę a dożyła ponad 100 lat. Ludzie są zupełnie na bakier ze statystyką.

    Nie tylko Polacy gó... wiedzą o zdrowym odżywianiu. Wszędzie funkcjonują jakieś pseudonaukowe lub napędzane przez biznes spożywczy teorie (że trzeba jeść mięso, bo białko, mleko bo inaczej za mało wapnia, itd.). Ja posypałabym im to jeszcze tymi chipsami zakrylamidem, żeby ciemnota szybciej wzdychała.

  • szenute

    Oceniono 4 razy -2

    Wszyscy piszą o glutenie pod kątem nietolerancji tego składnika ale zapominają o czymś takim jak pasożyty. Z niezależnych badań wynika, ze w Polsce nawet 60 % społeczeństwa ma ten lub inny gatunek pasożytów (a jest ich całkiem sporo). A wiecie jaka dieta sprzyja pasożytom? Glutenowa, obfita w słodycze, mleko i/lub podlewana alkoholem. Jesli czyjeś dziecko skarży się na częste i przewlekłe bóle brzucha polecam zrobić badanie laboratoryjne (najlepiej w specjalizującym się w tym labolatorium) na obecność pasożytów. To samo jeśli dziecko lub osoba dorosła ma problemy z układem trawiennym czy odpornościowym. Sam długo nie wierzyłem ale z autopsji wiem, że sporo problemów zdrowotnych zarówno dzieci jak dorosłych wynika z posiadaniu pasożytów "pasionych" m.in. glutenem. Niestety większość lekarzy bardzo mało wie o pasożytach (często nie potrafią przepisać nawet właściwych leków mając w ręku badania) stąd też wypisują takie dyrdymały jak pan profesor powyżej.

  • deart

    Oceniono 1 raz -1

    normalnie sami dietetycy na forum.... :D
    sami znawcy
    eh

    Go Vegan!

  • wolf2000

    Oceniono 1 raz -1

    "To skąd moda na dietę bezglutenową w Polsce?

    Dieta bezglutenowa dla zdrowych ludzi? Bzdura! Nonsens!"

    Poglądy tego pana to bzdura i nonsens. Akurat gluten nie jest nam do niczego potrzebny, to trucizna którą większość z nas dobrze znosi, ale są tacy co mają na nią uczulenie lub od niej chorują (celiakia).

    "Mamy dziś taki ogromny wybór: koloru, form, smaku. Jemy, niestety, oczyma. Wybieramy to, co znamy. "

    Czyli mamy żreć wszelkie gluteny i konserwanty oraz barwniki w dużych ilościach, byle była różnorodność? Może jeszcze dla smaku zagryziemy czymś z ołowiem i popijemy rtęcią?

    "Optymalnie jest zjadać ok.70 procent produktów rodzimych, nieprzetworzonych. Reszta to właśnie urozmaicenie. Czyli: na co dzień nasz chleb, mleko, kapusta, kasza..."

    Akurat np. właśnie nasz chleb to produkt aż za bardzo przetworzony. Powoduje tycie i zawiera dużo glutenu. Np. Chińczycy nie jedzą pieczywa (mowa o tych mieszkających w Chinach, a nie emigracji) i na niektóre choroby przez to nie chorują.

    Ale jak się przeczyta, to takie mądre rzeczy pan profesor prawi :(.

  • von-koza

    Oceniono 2 razy 0

    >Krzysztof Kolumb płynął statkiem, więc miał nieograniczony dostęp do ryb. Zabrał ze sobą znaczną ilość suszonego i solonego mięsa. A mimo tego jego ludzie umierali na szkorbut i inne schorzenia>

    Akurat było dokładnie na odwrót - K. Kolumb nie miał specjalnego kłopotu ze szkorbutem, bo zabrał na pokład kiszoną kapustę w beczkach (kiszona kapusta jest świetnym źródłem witaminy C, której to niedobór powoduje szkorbut). Co ciekawe to własciwie Kolumb był prekursorem tej metody (skutecznej zresztą) zapobiegania szkorbutowi. Ale "naukowiec" wie przecież wszystko lepiej...

  • 0

    Organizm ludzki jest bardzo złożona machiną.Każdy z nas dziedziczy pewien zakres predyspozycji do schorzeń, które przy "sprzyjających okolicznościach" (stres, słaba jakość pożywienia, zatrucie środowiska- szczególnie na Śląsku i dużych miastach) przyspiesza procesy chorobotwórcze.Należy nałożyć nacisk na edukację, polecam poczytać na wiki dihydroquercetin

  • polar3

    Oceniono 6 razy 0

    Jedno proste pytanie. Czy pan profesor zarabia na ludziach chorych czy zdrowych?

  • baladyna

    Oceniono 6 razy 0

    Od tej ch0lernej diety bezglutenowej wszystkie spodnie wiszą na mnie jak wory, musiałem robić nowe dziury w pasku, codziennie chodzę jak po fecie, i łacham się jak zajarany przez co towarzystwo emo mnie nie akceptuje, nie mogę zasnąć po obiedzie, przeterminowały się wszystkie tabletki na alergię, no i jadam jak jakiś szlachcic a nie jak przyzwoity polski biedak, a skórę mam tak wyglancowaną ze chłopaki z roboty śmieją się ze do kosmetyczki na piling biegam, żonie nawet na indiańca nie odpuszczam... jak żyć pani premiero??

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX