Z dala od szpitala, ale jak już trzeba, to może warto skorzystać? Czas na lekcje straszne, śmieszne, zawsze pouczające

"Mamy koniec zimy. Tymczasem na Oddziale Ratunkowym jest 69 stopni - to bez wątpienia najgorętszy oddział w szpitalu. Trzeba dodać, że termostat jest zepsuty: zablokowało go kopniakiem jakieś dziecko, które odmawiało poddania się badaniu. Dzisiaj dziecko ma siedemnaście lat i od dziesięciu lat na Oddziale Ratunkowym jest 69 stopni Celsjusza." Brzmi znajomo? Na pewno dzieje się u nas? Pudło! To relacja ze szpitala we Francji
Baptiste Baulieu, 27-letni lekarz szpitalnego Oddziału Ratunkowego, zaczął pisać swój blog w listopadzie 2012 roku. Miał jeden cel: pojednać leczonych i leczących, opowiadając z poczuciem humoru i wrażliwością o niewyobrażalnej rzeczywistości szpitalnej.

Odniósł niemal natychmiastowy sukces. W ciągu pierwszego kwartału blog odwiedziło pół miliona internautów i przyznało mu nagrodę dla najlepszego blogera. Do dziś na blogu były już prawie 3 miliony osób. Książka na jego podstawie pt. "Pacjentka z sali nr 7", która właśnie trafia do polskich księgarń, ma być w najbliższym czasie wydana w 11 krajach.

Hipochondrycy i upokorzenia

Nietrudno uwierzyć autorowi, że lekarze i pacjenci to dwa różne światy, które nie mogą się przeniknąć, mimo że przychodzi spędzić razem wiele godzin. Wiele sytuacji sprzyja niezrozumieniom, niechęci. Choćby taka:

"Informacja lekarska o pierwszorzędnym znaczeniu(...): niechodzenie do toalety przez jedenaście dni z rzędu jest niedobre dla zdrowia(...). Szpatułka i ja musimy, przez całe popołudnie, przeprowadzać następujący schemat terapeutyczny: lewatywa/masaż brzucha/ usuwanie stolca palcem. Raz ona, raz ja. Usuwamy dwa i pół kilograma stolca."

Leczona staruszka płacze ze wstydu, upokorzenia, chociaż młodzi lekarze swoją pracę traktują jak coś najbardziej naturalnego.

Nie irytuje ich także Argan, młody hipochondryk:

"Pan Argan, lat dwadzieścia osiem. O trzeciej w nocy postanowił pójść na ostry dyżur. Zachciało mu się tak, jak zachciewa się siku:

Od trzech miesięcy mam ziemistą cerę. W tym tygodniu jest zupełnie szara. Powiedziałem więc sobie: Józiu, zrób coś! Zrób sobie tomografię NMR-em w celu wyeliminowania raka, przerzutów lub czegoś jeszcze poważniejszego.(...)

Ja, bardzo ironicznie:

- Rak? Czego? Koloru cery?

Pan Argan, bardzo zaniepokojony(...):

Proszę na mnie spojrzeć! Coś jest nie tak! Mam dwadzieścia osiem lat, ale wyglądam na trzydzieści jeden!

Sądząc, że żartuje, podbijam stawkę:

To dlaczego nie od razu trzydzieści dwa?

A pan Argan, spanikowany, dotykając swojej twarzy:

CO? WYGLĄDAM, JAKBYM MIAŁ TRZYDZIEŚCI DWA LATA? (...)

Cóż, jesteśmy tu TAKŻE po to, żeby uspokoić pana Argana."

Ta opowieść przydaje się lekarzowi, gdy chce innym wyjaśnić, dlaczego trzeba tak długo czekać w kolejkach. Na każdy ostry dyżur, także w Polsce, przychodzą hipochondrycy, ludzie znudzeni, potrzebujący recepty, ciężarne "chcące zrobić na złość partnerowi". Widziałam to na ostrym dyżurze w warszawskim Szpitalu Bielańskim. I wciąż nie rozumiem tej lekarskiej cierpliwości (więcej na ten temat: Niespotykanie spokojny dyżur, czyli 24 h na SOR-rze ginekologicznym ).

Dawać nadzieję

Konstrukcja książki Francuza jest mniej więcej taka: jednego pacjenta można wesprzeć opowieścią o innych. Opowieści, które poznają także czytelnicy, są śmieszne, smutne, mądre i trochę mniej. Wszystkie prawdziwe, zmienione są tylko dane personalne bohaterów, dlatego mamy Panią Zapóźno i Kobietę Ognistego Ptaka (kiedyś rudą, teraz łysą, bez peruki), Świętego Mikołaja... Czasem ich historie dają nadzieję w sytuacjach beznadziejnych. Jak odwieść pacjenta od samobójstwa? Może opowieścią o Łazarzu, niedoszłym samobójcy. "(...)Jego ciało to jedno wielkie pole bitwy, całe powykręcane od blizn. Wszędzie stare oparzenia trzeciego stopnia. Z czym mi się kojarzy? Ze stopioną świecą. Płomień nie oszczędził niczego: jego twarz spływa, prawy policzek przypomina woskową łzę. A jednak uśmiecha się szeroko kikutem ust. Opowiada o swoich planach, o ostatnich podróżach, o swojej nowej dziewczynie, która jest w ciąży".

Nie być lekarzem choć chwilę

Lekarz prywatnie pozostaje lekarzem. Może i chciałby czasem o tym zapomnieć, ale nie pozwalają mu na to przyjaciele. Na urodzinach, w kawiarni, na piwie ciągle jesteś trochę w pracy. W każdym razie Baptiste Baulieu:

"- Bolą mnie dziąsła

To umyj zęby!

Wszyscy mamy znajomych, którzy domagają się pospiesznych konsultacji lekarskich, bo gdzieś mają dziurę i robi się przeciąg. Dotknij mojego wrzodu na pupie, obejrzyj mój pieprzyk: nieładnie to wygląda, swędzi mnie na górze, na prawo, trochę niżej, itd.

Uważam, że to normalne. Gdybym był kwiaciarką, układałbym znajomym bukiety w ogrodzie.

Najlepszej przyjaciółce Szpatułki robiono prześwietlenie z powodu bólu brzucha.

Dzwoni:

- Tu jest napisane: "Guz głowy trzustki, liczne guzy wątroby" Co to znaczy?

Szpatułka struchlała. To znaczyło, że tej zimy już nie pojadą razem na narty."

Być pacjentem

Życie szpitala jest fascynujące. Powieść czyta się jednym tchem. Niezależnie od tego czy urodziłeś się nad Wisłą, czy nad Sekwaną. Pogodny przekaz lekarza to rzadkość. Pacjenta raczej się nie zdarza. Nie potrzeba NFZ-u, by pacjenci byli niezadowoleni. Gdy już komuś coś o szpitalu mówią, to o bólu, krzywdzie. Zwykle swojej.

Chociaż... Są wyjątki.

Mój przyjaciel (nie boję się tego słowa) wylądował niedawno w szpitalu. Zamiast raczyć nas opowieściami o bolącym kręgosłupie, a musiał boleć jak diabli, słał na fejsa opowieści szpitalne. Spokojnie, mógłby z Francuzem piątkę przybić. Poniżej trzy obrazki. Proszę mi zazdrościć, że to mój przyjaciel, nie Państwa, i mogę przeczytać wszystkie. Chociaż... można zawsze spróbować zaprosić go do grona znajomych na Facebooku. Na razie zapraszam do lektury trzech wybranych opowiastek.

O Panu Menelu

Z Panem Menelem minęliśmy się w drzwiach. Niemal dosłownie. Wchodziłem pierwszy raz do sali w momencie, w którym on, w towarzystwie kolegi, żegnał się z pozostającymi w niej pacjentami. Pan Menel trafił na oddział po wypadku. Gdy go przywieziono, miał ponoć we krwi 4 promile alkoholu. Kolega, oddany przyjaciel, towarzyszył mu w szpitalu non stop (rozstawali się tylko wieczorami), dokładając starań, aby ów poziom nadto nie spadł: rano wracał z flaszką lub dwoma, a także (jak wiadomo, wódka lubi dym) z zapasem papierosów. Pili i palili w należącej do sali łazience. Pan Menel podchodził do życia z dystansem. Nie bał się na przykład, że zostanie wyrzucony na - nomen omen - zbitą twarz. Podobno nie wolno. Tak mówił i - trwał. Nie był też szczególnie wymagający. Nawet na kartę pobytu w szpitalu nie poczekał, obiecał, że kiedyś po nią wpadnie, bo ma niedaleko.

O ścianie

Kazano nam chodzić, zatem - chodziliśmy z panem Janem, myślami tkwiącym w międzywojniu, nad wyraz chętnie: najpierw całkiem blisko, potem nieco dalej, w końcu zaczęliśmy sobie pozwalać na całkiem poważne wycieczki.

Któregoś popołudnia dotarliśmy na korytarz oddziału ortopedii. Przed jednym z gabinetów siedział w bezruchu tłum połamańców, czekających na usztywnienie pękniętych czy wywichniętych stóp, dłoni, łokci i czego tam jeszcze.

- Sala gipsowa - skrzywił się pan Jan, spojrzawszy na tabliczkę przy drzwiach. - Za moich czasów były sale marmurowe, malachitowe, alabastrowe. Ale gipsowe? Nigdy! Patrz pan, do czego oni doprowadzili.

Nie wyjaśnił kto, a ja wolałem nie pytać.

O herbacie

Słyszał pan już, panie Marku, historię o herbacie? A, pan był akurat na badaniach. No więc tu zaraz, do szóstki - kobiety tam leżą, wie pan gdzie? - wszedł jakiś młody facet, mruknął dobry wieczór, a potem powiedział, że przyniósł cioci herbatę, ale jak widzi - cioci nie ma. Na co jedna z pań mówi: - Poszła się kąpać. Niech pan zostawi na szafce, ja cioci powiem, jak wróci spod prysznica. Gość podszedł do łóżka, włożył do szuflady żółte pudełeczko, wszystkie panie to widziały, pożegnał się i wyszedł. Wraca kobieta z łazienki, sąsiadki z sali opowiadają jej, co i jak, na co ona, zdziwiona, powiada, że nigdy nie była żadną ciocią! Podeszła do szafki, wyciągnęła pudełeczko i mówi: - No faktycznie, herbata jest. Ale - tu zaczęła nerwowo grzebać w szufladzie. - Ale gdzie mój portfel???!!! Tamten gość musiał tę salę obserwować, pewnie widział, że jedna z pań wzięła ręcznik, mydło, i zamknęła się w łazience. No i wtedy zaryzykował. Niezły numer, nie? Słyszałem, że kradną na wnuczka, a tu, niech pan zobaczy - na siostrzeńca czy tam innego bratanka. A, i jeszcze coś - chyba z tych nerwów, ta okradziona usiadła na łóżku i powiedziała podobno: - I takie barachło przyniósł, a nie jakąś normalną herbatę.

Więcej o:
Komentarze (7)
Z dala od szpitala, ale jak już trzeba, to może warto skorzystać? Czas na lekcje straszne, śmieszne, zawsze pouczające
Zaloguj się
  • Marek Bia

    Oceniono 9 razy 9

    Zapraszam na SOR w Irlandii - poczekacie 24h to docenicie polską służbę zdrowia.

  • osmiol

    Oceniono 3 razy 1

    Rezonans magnetyczny to też rodzaj przeswietlenia.

  • pyrazgzikiem

    Oceniono 1 raz -1

    Prześwietlenie brzucha może być - z kontrastem ...stare metody ale co tam, NFZ nie lubi nowoczesności w domu i zagrodzie ;)

  • fruwakowa

    Oceniono 5 razy -1

    Miałam przyjemność spędzić dużo czasu na sorze, robię badania przed zabiegiem, ile się udenerwuję, umęczę, nasłucham historii i napatrzę na to spychanie ludzi od gabinetu do gabinetu - masakra. Polskie szpitale i polski system nfz to totalna porażka, jakkolwiek przedstawiają to lekarze. Pewnie i są nienormalni pacjenci, ale lekarze traktują tak wszystkich bez wyjątku. Ja po dwóch dniach łażenia po lekarzach, w końcu poszłam prywatnie i okazało się że w 15 minut dało się dać zastrzyk i zapisać leki, które następnego dnia przyniosły korzyść. Szkoda słów na ten system

  • aalexio

    Oceniono 8 razy -2

    lekarz masuje brzuch,wykonuje lewatywe i usuwa stolec recznie?to chyba pielegniarka...

  • aalexio

    Oceniono 4 razy -2

    przeswietlenie brzucha??chyba Usg?.przeswietlenie brzucha wykrywa guzy trzustki i watroby?to pisał lekarz albo ktoś konsultował?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX