"Gdy widzę kaczy dziób, zdjęcie w lustrze - przewijam dalej"- serwisy randkowe odchodzą do lamusa?

19.03.2014 16:20
Serwisy randkowe stają się passe?

Serwisy randkowe stają się passe? (Fot. Shutterstock)

"Serwis randkowy jest jak szwedzki stół - znajdziesz tam wszystko. I amatorki szybkich numerków, panie nastawione na trwały związek, na niezobowiązującą przygodę i czekające na księcia z bajki" - pisze "kobiecanka" na forum gazeta.pl. Jak pokazują statystyki, najpierw się nimi zachwyciliśmy, teraz ich popularność spada. Co za tym stoi? Wracamy do tradycyjnych metod szukania miłości, a może znaleźliśmy lepsze sposoby na "łowienie" w sieci?
Już dane z raportu Megapanelu PBI/Gemius wskazują na spadek popularności serwisów randkowych wśród Polaków. W ostatnich dwóch latach ich zasięg spadł do niemal 15 proc. z prawie 25 proc. Czasy, gdy zaglądał tam co czwarty użytkownik internetu minęły prawdopodobnie bezpowrotnie. W krajach zachodnich również zmienia się korzystanie z tego rodzaju serwisów.

"Portale randkowe przyprawiają mnie o depresję" - wyznaje Virek2 w serwisie "wykop.pl". "Przyjąłem sobie pewne kryteria poszukiwania ewentualnej wybranki mego serca. Gdy widzę kaczy dziób (...), zdjęcie w lustrze, opaleniznę z solarium, zdjęcie z kamery internetowej - przewijam dalej" - pisze. "Zapisałam się jakiś czas temu, od razu kilka odpowiedzi od facetów, z którymi nie łączyły nas wspólne cele, więc podziękowałam" - wyznaje "allabamma" zaskoczona ilością osób poszukujących w tych serwisach niezobowiązującego seksu. Jesteśmy rozczarowani, bo wirtualny świat miłości nie okazał się idyllą, gdzie partnera można znaleźć tak jak ulubione ciastka w supermarkecie?"Ja traktuje tego typu serwisy jak swoisty folklor internetowy, kolorowy bogaty, ale i tez trochę tandetny" - komentuje na forum "witalis.82".



Budowanie wirtualnej tożsamości nie jest takie proste

Z założenia serwisy randkowe dają możliwość szybkiego nawiązania kontaktu ze znaczną ilością nieznanych osób - w dowolnym czasie i bez wychodzenia z domu. Możemy przeglądać potencjalnych kandydatów jak w katalogu. Teoretycznie małym wysiłkiem można upolować partnera. Teoretycznie. Czy rzeczywiście?

"Już samo zarejestrowanie się w serwisie randkowym, zbudowanie tam swojego wizerunku może okazać się zbyt dużym zaangażowaniem. Trzeba wybrać odpowiednie zdjęcie, stworzyć samoopis, wypełnić wszystkie rubryki. Pytanie, czy po tych wszystkich działaniach, użytkownik będzie miał jeszcze ochotę na wyszukiwanie kandydatów na partnerów" - zauważa psychoterapeutka Anna Bal. W świecie rzeczywistym autoprezentacja dokonuje się niejako "samo przez się" bez konieczności dopowiadania, jaki jestem czy jak wyglądam. Załóżmy jednak, że to nas nie zniechęci. Co może zdarzyć się dalej?

Bezpośrednia deklaracja "szukam kogoś" i spore ryzyko odrzucenia

"Użytkownicy takich serwisów narażają się na potencjalne odrzucenie. Umieszczają swoje zdjęcie i czekają aż ktoś ich znajdzie albo wysyłają wiadomości i czekają aż ktoś odpisze. Może się zdarzyć, że nikt takiej osoby nie wybierze, mimo że deklaruje ona chęć bycia wybraną. To rodzi frustrację" - podkreśla Anna Bal.

Oczywiście na odrzucenie jesteśmy narażeni wszędzie, także w poza siecią. Jest jednak pewna różnica. "Anonsując się na takim serwisie trzeba się odsłonić, ogłosić całemu światu, że jestem potrzebujący, określić się jako osoba, która poszukuje kogoś" - mówi terapeutka. W realiach zazwyczaj nie deklarujemy tego tak bezpośrednio.

Realny człowiek czy twór wyobraźni szukającego?

Kolejne pytanie: na ile jesteśmy w stanie powiedzieć, z jakim człowiekiem mamy do czynienia w serwisie randkowym? Profile nie do końca oddają stan faktyczny, nie pokazują człowieka, a stworzony przez niego, bardziej lub mniej świadomie, wizerunek. I nie mowa tu jedynie o kłamstwach dotyczących wyglądu fizycznego. Choć, jak pokazują m. in. badania pod kierunkiem prof. Jeffreya Halla z uniwersytetu w Kansas, kobiety mają zazwyczaj tendencję do zaniżania swojej wagi, a panowie do dodawania sobie wzrostu.

Ludwika Włodek w artykule "Miłość w czasie internetu" zamieszczonym w "Wysokich Obcasach" przywołuje słowa badacza zachowań konsumenckich Dana Ariely'ego dotyczące randkowania w sieci: "Myślą, że jesteśmy jak aparaty cyfrowe, że wystarczy podać czyjeś parametry - wzrost, wagę i poglądy polityczne. Ale okazuje się, że ludzie bardziej przypominają wino. Gdy próbujesz wina, możesz opisać jego smak, ale ktoś, kto go nie próbował niewiele z tego zrozumie. Ty jednak wiesz czy to wino ci smakuje czy nie. Tak samo jest w kontaktach międzyludzkich. Na to, czy ktoś nam odpowiada czy nie, składa się tyle niuansów, że trudno je ująć w suchych statystykach".

"W kontaktach między użytkownikami serwisów randkowych pojawia się bardzo dużo projekcji, fantazji, wymyślania sobie jaka jest ta druga osoba niż obcowania z prawdziwym człowiekiem" - zauważa Bronisław Hońca. Z jednej strony tworzymy iluzje dotyczące wybranka, z drugiej strony sami też budujemy jakąś fasadę własną, niekoniecznie zgodną z prawdą, którą prezentuję innym użytkownikom. "Nic dziwnego, że gdy takie osoby się w końcu spotkają, konfrontacja z rzeczywistością może być rozczarowująca. Może się wtedy okazać, że i jedna i druga strona flirtowała z kimś, kogo stworzyła w swojej głowie. Często towarzyszy temu zawód, złość. Bywa, że to odzwierciedla się np. w nieuprzejmych, krytycznych komentarzach odnośnie spotkanej osoby wyrażanych potem" - dodaje terapeuta. Czy to początek końca serwisów randkowych? Wrócimy do tradycyjnych metod, czyli szukania partnerów w realu? Niekoniecznie.

Z serwisu randkowego na Facebooka - tu jest mniej zobowiązująco

"Bazując na wynikach badania gemiusProfile obserwujemy, że wraz z malejącym zainteresowaniem portalami randkowymi, powiększa się grono użytkowników serwisów społecznościowych. Możemy zatem przypuszczać, że część e-randkowiczów decyduje się na mniej oczywiste formy poszukiwania partnera, w tym na przykład obecność w social media" - komentuje firma Gemius w komunikacie z grudnia 2012 roku.

"Dynamicznie w siłę rosną serwisy społecznościowe, które w pewnym sensie stają się atrakcyjną alternatywą dla obecności na portalach randkowych. Z ery oczywistości, kiedy obecność w serwisach randkowych równała się desperackiemu poszukiwaniu życiowego partnera, przechodzimy do czasów kiedy internauci preferują mniej zobowiązujące formy nawiązywania e-znajomości" - czytamy.

Anna Bal - psycholog, psychoterapeutka Gestalt, prowadzi psychoterapię indywidualną i psychoterapię par, pracuje w Ośrodku Psychoterapii Klinika Stresu w Warszawie.

Bronisław Hońca - psychoterapeuta, członek Polskiego Towarzystwa Psychoterapii Integratywnej, prowadzi psychoterapię indywidualną, grupową i par w podejściu integratywnym metasystemowym, specjalista terapii uzależnień, pracuje w Ośrodku Psychoterapii Klinika Stresu w Warszawie oraz w Ośrodku Psychoterapii Integratywnej w Tczewie.

Bronisław Hońca odpowiada na pytania Czytelników w naszym Dziale Porad

Chcesz mieć stały dostęp do naszych treści? Dołącz do Zdrowia na Facebooku!

Zobacz także
Komentarze (17)
"Gdy widzę kaczy dziób, zdjęcie w lustrze - przewijam dalej"- serwisy randkowe odchodzą do lamusa?
Zaloguj się
  • kodob

    Oceniono 47 razy 37

    A ja znalazłem swoja żonę przez portal randkowy. Poszukiwania i spotykanie się z kolejnymi wybrankami uznaję za ciekawe doświadczenie, które skończyło się znalezieniem świetnie dopasowanej osoby. Facebook też daje nam zniekształcony obraz osoby.

  • zal.p.l

    Oceniono 83 razy 11

    babska hipokryzja, ciąg dalszy. Wytlumaczcie mi prosze jak to jest ? Na manifie nosza transparenty z napisem "stop sexizmowi" a w gazetkach same wywieszają sexistowskie obrazki ? Ciekawe ze wlasnie takie wybrano dla pseudo artykuliku. No ale wiadomo, baba to zwykla szowinistyczna istota. Pazerna na wszystko co ma wartosc. Z jednej strony pieje o prawa a z drugiej nosi haselka "faceci do garow". Wszystko to podparte pędem ku kasie i wladzy. Ma byc tak jak baba chce a samej stac ponad prawem. Oczywiscie co artykulik to "odpowiednie" zdjątko aby jasno sugerowalo zawartosc.

  • theorema

    Oceniono 38 razy 10

    to wszystko jest jakieś pokręcone. Jak wpisałam swoje oczekiwania wobec mężczyzny, to na całej "sympatii" z 500 tys chłopa znalazło się dosłownie 7. deklarujących to, czego z kolei ja oczekiwałam - przystanie na bezdzietność, brak ślubu kościelnego i ogólnie tolerancyjny światopogląd. Nawet sami napisali, tak, jakby od dawna czekali na taki anons. Ale co ja poradzę na to, że przeraził mnie łysy umięśniony facet z nagim torsem i tatuażem w ciężarówce, albo nie zachwycił na oko 17 -latek? Niby taki wybór, ale jak szukać naprawdę nietypowej osoby - bo w Polsce "wszyscy chcą mieć dzieci" i "wszyscy pochodzą z katolickich rodzin" - to już jest problem. Dla mnie te dwa czynniki są nie do przeskoczenia, żadnego kompromisu tu być nie może. A więc wydaje się, przynajmniej w świetle portali randkowo-matrymonialnych, że jestem skazana na samotność.
    A jednak... dwa tygodnie temu, nagle, ni stąd ni zowąd zakochałam się śmiertelnie i od pierwszego wejrzenia. W realu. Jeszcze go nie widziałam, tylko usłyszałam jego kroki na korytarzu i już wiedziałam- oj, będzie źle. Teoretycznie wszystko powinno mi w nim nie pasować... potem się okazało, że mamy i podobny światopogląd i zainteresowania i poczucie humoru. Ale to mało ważne naprzeciwko jakiejś nieprawdopodobnej chemii, której w życiu nie zaznałam. I tego nie da się niestety na profilu randkowym wyczuć, ani wykreować. Jeśli miło się rozmawiało, a nie ma chemii, to jest okropnie niezręcznie potem z tego wybrnąć.
    W mojej historii happy-endu nie ma. Nie będziemy razem, on nawet nie ma stałego miejsca zamieszkania, jeździ po świecie, nie ma w jego życiu miejsca na stały związek. Ale nie żałuję, że go spotkałam -przynajmniej mi pokazał, że jeszcze jestem zdolna do prawdziwej namiętności. I nie zapomnę jego komplementów, przechowam na czarną godzinę, kiedy znów jakieś polskie palanty internetowe będą pisać, że kobieta po trzydziestce jest stara, brzydka i musi znać swoje miejsce.

  • komercyjny02

    Oceniono 9 razy 5

    *"serwisy randkowe dają możliwość szybkiego nawiązania kontaktu ze znaczną ilością nieznanych osób"

    To znaczy z jaką dokładnie >>ILOŚCIĄ<<? Z dwudziestoma tonami czy z trzystu cetnarami? A może z jednym kilometrem sześciennym nieznanych osób?
    Dlaczego nie ze "znaczną LICZBĄ" (osoby wszak policzalne są!)? Czy ktoś w Polsce jeszcze odróżnia rzeczowniki policzalne od niepoliczalnych?

  • mariuszdd

    Oceniono 44 razy 4

    Jest pewna zależność,w darmowych serwisach jest hołota ;0
    Ale ogólnie w darmowych i niedarmowych przewaga ,to kobiety z dziećmi,rozwódki piszczące 30-stki i ryczące 40-stki .
    Najfajniej byłoby gdyby,to były amatorki szybkiego sexu,ale tak nie jest (są to kobiety,które były amatorkami szybkiego sexu,ale teraz z braku laku(dupa pomarszczona) zalogowały sie na serwisach .. wszystkich możliwych i szukają jelenia :).

  • verygreeneyes

    Oceniono 2 razy 2

    znalazłam. On jest boski. Prawie ideał. Przystojny, mądry, czuły, opiekuńczy, inteligentny, dowcipny, zaradny, dojrzały, ogarnięty życiowo itp. Szaleje za mną. Serwis darmowy. Ja prawie czterdziestka. Normalna, przeciętna polska kobieta.. Aha. On NIE jest Polakiem. Serwis NIE polski. On NIE szukał matki, żony, kochanki, kucharki, 17-letniej modelki, praczki, sprzątaczki itp. tylko normalnej kobiety. Dziewczyny, nie traćcie nadziei.:-)

  • smok_wawerski

    Oceniono 19 razy 1

    Rynek randkowych serwisów rozpadł się na dwie połówki… pomarańczy.
    Są otwarte masowe serwisy, gdzie jest wszystko i płatne, bardziej kameralne, gdzie szukają się ludzie o odpowiednim statusie materialnym, pozycji społecznej. To drugie, to oszczędność czasu...

  • waltana

    Oceniono 2 razy 0

    Prawdę powiedziawszy nie sądzę, żeby portale społecznościowe typu facebook były alternatywą dla portali randkowych. To jednak jest zupełnie coś innego, do czego innego służy. A czy rzeczywiście ludzie odchodzą od portali randkowych? Nie zauważyłam tego, moim zdaniem jest wręcz przeciwnie, coraz więcej ludzi z nich korzysta. I nie mówię tu tylko na podstawie moich własnych obserwacji, ale czytałem też kilka innych artykułów, w których opisywano szybko wzrost popularności portali randkowych i były podane statystyki, pokazujące, że coraz więcej ludzi z nich korzysta. A co do samej kwestii jakości portali randkowych i poszukiwania tam swojej połówki: każdy musi samemu podjąć decyzję czy chce tam szukać czy jednak woli w świecie realnym. Jednak nie do końca zgodzę się z tym, że zakładając konto na jakimś portalu musimy liczyć się z groźbą odrzucenia i to nas może zniechęcić.

    Według mnie jest właśnie odwrotnie, boimy się odrzucenia w świecie realnym, boimi się otworzyć na nowe znajomości, odkryć się, bo boimi się odrzucenia. W internecie ten strach jest mniejszy, łatwiej nam zaakceptować odrzucenie przez kogoś, kogo tak naprawdę jeszcze nie poznaliśmy. Ja przynajmniej z takiego założenia wychodzę. A jeśli chodzi o kwestię wyszukiwania, to oczywiście opisy czy wypełnione ogólne ankiety dotyczące wyglądu, zainteresowań itp. nie wystarczą, żeby stwierdzić czy ktoś nam pasuje czy nie. Ale od tego są takie portale, żeby te znajomości zacząć. I dopiero podczas kolejnych rozmów sprawdzać czy dana osoba do nas pasuje. Inna sprawa, że są też testy osobowości, które nam pomagają ocenić zbieżność charakterów czy osobowości, jedne są gorsze, inne lepsze, ale zawsze jakaś pomoc to jest. Pamiętam, jak na mydwoje zakładałam konto i na początku musiałam wypełnić test. Mnóstwo pytań, sporo czasu zajęło mi jego wypełnienie, ale przynajmniej dzięki temu ten test miał jakąś wartość, im więcej punktów dopasowania, tym dany facet faktycznie był bardziej pasujący do mnie (przynajmniej teoretycznie). Ale powtórzę jeszcze raz: te wszystkie portale mają na celu rozpoczęcie znajomości, jej rozwijanie i tak musi odbywać się w świecie realnym, tylko tak można naprawdę poznać drugą osobę. Takie jest moje zdanie...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX