Jak przeżyć wizytę u dentysty?

Higienistka siłą wyciągająca ucznia z lekcji, maszyna na pedał, przerażający dźwięk wiertła i ból - tak wielu z nas pamięta z dzieciństwa wizytę u dentysty.
Jak uniknąć stresu przed wizytą u dentysty? Proces odstresowywania musi zacząć się jeszcze w domu. - Rodzice nie powinni straszyć dziecka i powtarzać mu, że jak nie będzie myło zębów, to pójdzie do dentysty. To bardzo źle działa na małego pacjenta i zostaje w jego świadomości na długi czas. Dziecko już wtedy zaczyna sobie wyobrażać, że ten dentysta robi straszne rzeczy i zaczyna się bać - mówi Jacek Wieczorek, lekarz stomatolog z kliniki Eurodental.

Zamiast straszenia dentystą, lepiej więc edukować dzieci i od małego uczyć je standardowych nawyków: mycia zębów i dbania o higienę jamy ustnej. Kontrolne wizyty u dentysty powinny być zaś omawiane na forum rodzinnym - dziecku trzeba wyjaśniać, że to nic strasznego. - Trzeba dawać przykład, więc nie można samemu się bać i mówić: "O rany, muszę iść do dentysty, ale ty się nie bój" - podkreśla Jacek Wieczorek. - To jest po prostu nieprzekonywające.

Przyjaciel dentysta

Kolejnym etapem oswajania dziecka z wizytą u stomatologa jest zapoznanie go z lekarzem i zwiedzanie gabinetem. Zachowanie lekarza jest tu bardzo ważne. - To on ma duży wpływ na to, jak pacjent będzie podchodził do zabiegu - wyjaśnia Jacek Wieczorek. - Jak na razie nie zastąpiły nas maszyny, a farmakologia tylko pomaga nam usunąć ból.

Lekarz powinien wypytać pacjenta zarówno o jego dolegliwości, jak i lęki związane z zabiegiem, opowiedzieć o nim i starać się rozwiać wszelkie obawy. Gdy pacjent nabierze zaufania do lekarza, stomatolog może go w dużym stopniu zmotywować. - Prowadzi to do pewnego rodzaju zdrowej przyjaźni między lekarzem a pacjentem: on zajmuje się moimi zębami, ja pilnuję terminów wizyt kontrolnych - dodaje Jacek Wieczorek.

Przygotowanie do zabiegu można podzielić na dwie kategorie: psychologiczną i farmakologiczną. Niektórym pacjentom wystarczy rozmowa lub wytłumaczenie, na czym on będzie polegał. - Jeżeli zaś wyobraźnia pacjenta działa silnie, a perswazja nie przynosi efektu, przed zabiegiem podaje się leki uspokajające - mówi Jacek Wieczorek.

Cienką igłą

Zabiegi wykonuje się w znieczuleniu miejscowych i ogólnym. W prywatnych gabinetach to pierwsze wykonuje się małymi strzykawkami i igłami o grubości 0,3 mm - zmniejsza to lęk pacjenta przed ukłuciem i przed widokiem grubej igły. Ważne jest również wyczucie i delikatność samego lekarza. Jeżeli potrafi prawie bezboleśnie wbić igłę i powoli podać środek znieczulający, pacjent nie musi się obawiać.

Jedną z ciekawostek jest pompa iniekcyjna do podawania środków znieczulających. Sterowana jest ona mikroprocesorem i ma za zadanie ułatwienie przyjmowanie leku. Używane są również żele, spraye i krążki. Niestety działają jedynie powierzchniowo, więc nie zawsze można ich użyć. Zdaniem Jacka Wieczorka niektórzy lekarze nadużywają do znieczuleń płynnego chlorku etylu - na skutek jego działania tkanka przestaje odczuwać ból. - Chemiczne zmrażanie tkanek przynosi czasami skutek, ale może też powodować zaburzenia - twierdzi.

Oddychasz i już

Znieczulenia ogólne dzielą się na dożylne i wziewne. Te pierwsze, czyli tzw. sedacja, to znieczulenie płytkie, podczas którego pacjent ma wyłączoną świadomość na krótki czas. Jest to bardzo wygodne i o wiele tańsze od pełnej narkozy, ale niestety nie u każdego pacjenta można je zastosować - zwłaszcza u dzieci często jest to niewskazane.

Narkoza wziewna wymaga specjalnego sprzętu do podawania mieszanki gazów znieczulających. Anestezjolog najpierw usypia pacjenta, zakładając mu maseczkę na twarz, a potem wprowadza rurkę do tchawicy, przez którą pacjent oddycha. Takie znieczulenie pozwala na większą kontrolę nad pacjentem, ale niestety pozbawia kontaktu z nim. Uniemożliwia to wykonanie zabiegu podczas jednej wizyty - na dopasowanie wypełnień trzeba przyjść jeszcze raz. Nie zawsze też można je stosować, jak np. w przypadku implantacji bocznych odcinków żuchwy. Często stosuje się je u dzieci.

Może się połóż?

Ostatnio modny staje się również podtlenek azotu, powszechnie znany jako gaz rozweselający. Jest to jeden z używanych gazów, jednak tylko częściowo znosi uczucie bólu - dodatkowo trzeba stosować znieczulenie miejscowe. Na rynku pojawiły się systemy umożliwiające stosowanie podtlenku azotu przez stomatologów bez obecności anestezjologa. Obniża to koszty, ale zwiększa ryzyko zabiegu. Oczywiście gaz rozweselający podaje się w dawce pozwalającej tylko rozluźnić i zrelaksować pacjenta. W końcu, gdyby trząsł się ze śmiechu, uniemożliwiłby dentyście pracę.

Znieczulające żele są przeważnie stosowane u dzieci (mogą być w różnych smakach). Krążki przykłada się do śluzówki, by miejscowo znieczulić punkt nakłucia. Nie są one jednak w stanie całkowicie wyeliminować bólu, można ich użyć tylko jako przygotowanie do znieczulenia. Podobne zastosowanie mają spraye lignokainowe.

Wiele nowości wkracza na rynek, ale nie eliminuje bólu, a ich właściwości są wyolbrzymiane przez stomatologów. - Tak było z żelem, który miał zastąpić wiertło, i tak prawdopodobnie będzie z ostatnio promowanym ozonem - uważa Jacek Wieczorek.

Ból zmniejsza także sprawny sprzęt, ostre wiertła czy pozycja leżąca pacjenta. - Bardziej się wtedy rozluźnia - wyjaśnia doktor. - Czasami zdarza się, że niektórzy zasypiają i musimy ich budzić.

Więcej o:
Komentarze (1)
Jak przeżyć wizytę u dentysty?
Zaloguj się
  • Sylwia Gostkowska

    0

    Ja najbardziej właśnie boję się samego podania znieczulenia, choćby nie wiem jak cieniutka byla igła dla mnie to jest najokropniejsze i bardzo bolesne, ale w koncu trafilam na stomatolg, która znieczula dziąsła przed znieczuleniem miejscowym, teraz wizyty nie są już tak straszne, taką innowacyjną dla mnie metode poznalam w gabinecie na warszawskim powiślu.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX