Chorobliwa zazdrość czy życiowy pech?

Witam, nie umiem zdobyć się na odwagę, by iść do psychologa, ponieważ boję się, że mój problem wcale nie okaże się poważnym problemem. Zakończył się mój trzeci związek. Mam 30 lat. Coś jest ze mną nie tak i o ile interesuję się psychologią, tak nie potrafię sobie pomóc, ponieważ nie wiem, jak.
Mój pierwszy poważny związek zaczął się, gdy miałam 19 lat. Po jakimś roku dowiedziałam się, że mój ówczesny chłopak flirtuje z dziewczynami przez internet, wysyła im maile ze swoimi zdjęciami i opisem. Przestałam mu ufać. A że okazało się, iż jestem w ciąży, to nie rozstałam się z nim. Ale nie ufałam mu. Bardzo odchorowałam rozstanie. Kilka lat byłam sama. Drugi ktoś nie umiał znieść mojej zazdrości - choć chodziło tylko o to, że nie chciałam przyjaźni z jego byłą partnerką i chciałam ograniczenia kontaktów z nią. Trzeci ktoś - tak samo... Za trzecim razem byłam kłębkiem nerwów. Gdy on nazwał mnie imieniem swojej byłej dziewczyny, coś we mnie pękło i stałam się podejrzliwa. Ciężko w skrócie opisać to, co się działo... Każda kłótnia dotyczyła tego, że to ja jestem zazdrosna i on miał o to pretensje. Ja miałam żal, że za mało czasu poświęca naszemu związkowi. Generalnie każdy facet zwalał winę na mnie. Dwóch ostatnich mówiło, że mam iść do psychologa, nim się z kimś zwiążę. Pewnie mieli rację... Dla mnie może warto, bym popracowała nad sobą? Warto czy nie warto? Może wystarczy fachowa literatura? Poradźcie... Może ktoś już teraz zdiagnozuje, w czym jest problem albo w czym może być. Wydawało mi się, że dojrzałam do prawdziwego partnerskiego związku, a tu taka porażka.

Odpowiada Bronisława Hońca:

Trudności w stworzeniu stabilnego, długotrwałego związku to jak najbardziej temat do psychoterapii. W Pani wiadomości jest zawarte dużo cierpienia, jakby Pani chciała powiedzieć "zależy mi, ale dziwnym trafem, choć bardzo chcę, to jak na złość nie wychodzi". Coś przeszkadza, być może jakiś nierozwikłany problem z przeszłości, być może co innego. Na pewno warto się temu przyjrzeć w zaciszu gabinetu psychoterapeuty. Co takiego sprawia, że Pani związki nie mogą przetrwać, że się kończą, że Pani cierpi i nie może być szczęśliwa i zadowolona z kochającym mężczyzną u boku?

Związek, bliskość, miłość to niezwykle ważne kwestie. Myślę, że w życiu wielu ludzi, jeśli nie każdego człowieka. Za tym tęsknimy i tego zazwyczaj mniej czy bardziej potrzebujemy. Nasze życie zaczyna się od więzi z rodzicami, a więc z drugim człowiekiem, tym pierwszy jest nasza mama. Z czasem, gdy dorastamy, robimy miejsce dla partnera, partnerki, dla ukochanej osoby. Taka kolej rzeczy. Jeśli coś temu, skądinąd naturalnemu, procesowi przeszkadza, pragnie Pani tego, a dziwnym trafem to nie wychodzi, warto się nad tym problemem pochylić i poszukać rozwiązania z pomocą psychoterapeuty. Serdecznie pozdrawiam.

Więcej o: