Grzechy główne w leczeniu niepłodności

W leczenie niepłodności, tak jak w leczenie innych chorób, czasem wkradają się błędy. Czasem zdarzają się przy okazji szukania odpowiedniego dla danej pary sposobu postępowania, gorzej jeśli wynikają z niekompetencji czy nieroztropności lekarza. Czego się wystrzegać? Listę grzechów głównych w leczeniu niepłodności zdradza prof. Romuald Dębski, ginekolog z Kliniki Położnictwa i Ginekologii CMKP w Warszawie. Co się na niej znalazło?
Uciekający czas - przed nim nie uciekną tak pacjenci, jak i leczący ich specjaliści. Wraz z jego upływem wcale nie stajemy się bardziej płodni, a przecież sama diagnoza i późniejsze leczenie też trwa. Przyjęcie błędnej ścieżki i bezrefleksyjne nią podążanie może kosztować parę utratę szansy na potomstwo.

Diagnostyka zamiast współżycia i metody wspomagania płodności z automatu - nie tędy droga

Ile wody musi upłynąć, zanim lekarz wyda tak znaczący dla zainteresowanych werdykt, czyli diagnozę wskazującą drogę leczenia? Sprytna odpowiedź brzmi - nie za dużo, ale nie za mało. Co oznacza? Trzeba pamiętać, że diagnoza niepłodności w pewien sposób stygmatyzuje, więc nie należy jej stawiać ot tak. Sięganie po wsparcie medycyny rozrodu niejako z automatu (in vitro, inseminacje domaciczne) nie jest najbardziej optymalnym rozwiązaniem.

- Diagnostyka nie może zastąpić współżycia - przekonuje prof. Dębski. Wizyty w laboratoriach i gabinetach lekarskich zamiast odwiedzania sypialni - to przecież nie pierwsza recepta na potomstwo. Lekarz apeluje, aby, o ile to możliwe, dać parze szansę na zajście w ciążę. Niektórych trzeba po prostu tego nauczyć - dodaje. W większości umiemy się już zabezpieczać przed nieplanowaną ciążą, wiemy jak nie płodzić potomstwa. Czy wiemy też jak je płodzić? Niekoniecznie - twierdzi specjalista. Jak możemy sobie pomóc w wysiłkach reprodukcyjnych? - Doskonałym sposobem są np. naturalne sposoby regulacji płodności, szczególnie w połączeniu z klasyczną diagnostyką - mówi prof. Dębski.

Czas mija i mija, a leczenia brak, czyli utrata czasu reprodukcyjnego

Z jednej strony nie należy stawiać diagnozy i rozpoczynać leczenia za wcześnie, z automatu. Z drugiej jednak nie można pozwolić sobie na utratę czasu reprodukcyjnego - przestrzega prof. Dębski. A o tej możemy mówić w przypadku np. wielokrotnie wykonywanych wykresów BBT (wykresy temperatury ciała do określenia owulacji), całych zeszytów badań USG - zaznacza.

Prof. Dębski ponownie przestrzega także przed leczeniem z niepłodności kobiet bez badania ich partnerów, a także przed nieprawidłową interpretacją badania nasienia i bezkrytyczną akceptacją jego norm. Leczenie po omacku Wśród grzechów w leczeniu niepłodności znalazły się także m. in. niekonsekwentna, bezplanowa diagnostyka, rozpoczynanie leczenia na ślepo, bez wyjaśnienia przyczyn niepłodności czy nieprawidłowości w stosowaniu popularnych leków (np. stosowanie klomifenu na "poprawienie" owulacji bez ograniczeń i bez kontroli).

Ginekolog ostrzega także przed diagnostyką "na wyrost", choćby orzekaniu o cyklach bezowulacyjnych czy zespole policystycznych jajników po pojedynczym badaniu USG.

- Zdarza się, że do gabinetu ginekologicznego przychodzi młoda, regularnie miesiączkująca szczupła, wysoka blondynka i dowiaduje się, że nie ma wyjścia - będzie gruba, owłosiona i niepłodna, bo lekarz zrobił jej USG przezpochwowe, zobaczył w jajnikach pęcherzyki i na tej podstawie zdiagnozował zespół policystycznych jajników - mówi specjalista.

Do powikłań w leczeniu niepłodności, do których dochodzi w wyniku źle przeprowadzonej stymulacji, ginekolog zalicza m. in. ciąże wielopłodowe i zespół hiperstymulacji jajników.

Tekst powstał w oparciu o wypowiedzi ekspertów w trakcie II Sympozjum "Niepłodność - klinika i praktyka"



Chcesz się dowiedzieć więcej, coś Cię niepokoi, zapytaj lekarza

Masz problem natury psychologicznej, coś Cię niepokoi, zapytaj psychologa

Chcesz mieć stały dostęp do naszych treści? Dołącz do nas na Facebooku!

Więcej o: