Wirus pożre raka? Szansa na ratunek dla milionów chorych czy znowu nadzieja na wyrost?

Nie ma roku, by świata nie obiegła wiadomość o kolejnym, cudownym leku, który ma skutecznie rozprawić się ze złośliwymi nowotworami. Właśnie mamy nowego bohatera: wirusa profesora Magnusa Essanda, potencjalnego pogromcę guzów typu NET. Niestety, polscy onkolodzy radzą zachować daleko posuniętą ostrożność.
Dołącz do nas na Facebooku!

Wyobraźcie sobie wirusa, któremu smakują wyłącznie pewne komórki nowotworowe. Jest tak wybredny, że żadnej innej komórki zjeść nie chce. Znajdzie chore "twory" w każdym zakątku organizmu, bo, jak to wirus, z krwią dociera wszędzie. Nie powoduje żadnych skutków ubocznych, jest tani w produkcji, gdyż szybko i chętnie się mnoży. Kiedy zje "wszystko złe" w organizmie, po prostu z niego znika.

Profesor Magnus Essand z Kliniki Immunologii, Genetyki i Patologii Uniwersytetu w Uppsali zapewnia, że ma takiego "zabójcę, który morduje wszystkich złych kolesi" w lodówce od dwóch lat.



Człowiek to nie mysz

Zmodyfikowany genetycznie wirus (a dokładnie adenowirus występujący w naszych migdałkach) Ad5[CgA-E1A-miR122]PTD według relacji profesora pożera guzy neuroendokrynne, oporne na wszelkie leczenie. Dotychczas jednak próbowano jego skuteczność jedynie na laboratoryjnych myszach. Nie był testowany na ludziach, więc trudno przewidzieć, czy okaże się równie skuteczny w przypadku nowotworów atakujących człowieka. Essand przekonuje, że szanse są spore, bo charakter guzów jest niemal identyczny jak u nas, a wirus zdaje się nie być wybredny. Ma jednak jedną wadę - układ odpornościowy człowieka szybko wykrywa tego wirusa i zwalcza, nie pozwalając mu pracować. Profesor zapewnia, że on i jego grupa badawcza (wśród nich Polka dr Justyna Anna Leja, która odegrała znaczącą rolę w całym projekcie - jej praca doktorska, rozpoczęta w 2007 roku pod opieką Essanda opisuje konstrukcję adenowirusa zabójcy) w końcu sobie z tym poradzą.

Profesor Janusz Siedlecki, kierownik Zakładu Biologii Molekularnej w Centrum Onkologii Instytutu im. Marii Skłodowskiej Curie w Warszawie ostrzega, że wyników na myszach nie można w sposób bezpośredni przenosić na człowieka.

"Zasadniczo niemal wszystkie leki, które zostają zakwalifikowane do badań klinicznych na ludziach, wcześniej są testowane na myszach. W wielu przypadkach te które okazały się skuteczne na modelu zwierzęcym na ludziach okazywały się już mniej skuteczne. W przypadku adenowirusów sprawa jest szczególnie złożona. Rzecz w tym, że ludzkie wirusy nie są przechowywane w mysim genomie. U człowieka tak. Siedzą cicho, a w sprzyjających warunkach rekombinują, tworząc nowe genotypy. Pojawienie się w organizmie nieznanego adenowirusa może być okazją do niekontrolowanych zmian. To zdarzało się w przeszłości, prowadząc nawet do tragedii. Pacjent uczestniczący w badaniach klinicznych zmarł".

Profesor Siedlecki jest przekonany, że rozsądni badacze biorą to pod uwagę i starają się uniknąć tego typu problemów. Zarazem ostrzega, że "zabawa z wirusami" zawsze jego zdaniem może się wymknąć spod kontroli. Właśnie dlatego wciąż łykamy antybiotyki w tabletkach, zamiast wysyłać przeciw bakteriom skutecznie zjadające je bakteriofagi (wirusy bakteryjne). Chociaż prace nad wykorzystaniem bakteriofagów w terapii są ciągle kontynuowane to nie wyszły jednak poza badania w laboratoriach czy badania kliniczne. Trzeba bowiem pamiętać ,że w naszym organizmie poza bakteriami patogennymi istnieje jeszcze całe ogromne spektrum bakterii wspomagających nasz organizmi bez których nasz organizmie mógłby egzystować.

Pieniądze się znajdą?

Zdaniem profesora Siedleckiego pozytywne wyniki na myszach są jedynie wskazaniem, że projekt jest wart kontynuowania. Niestety, profesor Essand nie ma pieniędzy na badania kliniczne. Potrzebuje milion funtów. We współczesnym świecie to niby żadne pieniądze, koncerny, a nawet osoby prywatne są gotowe inwestować niemal codziennie większe środki. Jednak firmy biotechnologiczne, rynek farmaceutyczny nie jest jednak zainteresowany wynikami Essanda, twierdząc, że badania są za mało zaawansowane, a inwestycja w niepewne wyniki ich nie interesuje. Czy pozwala to wysnuć wniosek, że liderom rynku leków nie zależy na skutecznym środku przeciwnowotworowym, gdyż to w krótkim czasie pomniejszyłoby ich zyski?

Dr Janusz Meder, prezes Polskiej Unii Onkologii, współtwórca Narodowego Programu Zwalczania Chorób Nowotworowych, szczerze w to wątpi.

"Nie można znaleźć miliona funtów w tak bogatym kraju, jak Szwecja? Wirusa nie chcą kupić Amerykanie? Nawet zakładając, że ktoś miałby nieczyste intencje, to i tak wolałby mieć tego wirusa u siebie i kontrolować ewentualne wprowadzenie go do obrotu. Co z tego, że lek jest tani w produkcji? Przecież właściciel mógłby sprzedawać go drogo i zarobić miliardy. Ta sprawa wydaje się bardzo dziwna".

Zarazem dr Meder dodaje, że od etapu udanych badań na myszach, do ewentualnej produkcji leku droga jest bardzo długa. Konieczne są trzy fazy badań klinicznych, które zajmą lata, a ostateczny efekt niepewny.

Kup sobie wirusa

Prof. Essand jednak się nie poddaje. Właśnie zaproponował, że osoba, która zainwestuje w jego badania, będzie mogła nazwać wirusa (który, jeśli okaże się rzeczywiście zbawcą - będzie przecież na ustach wszystkich) swoim imieniem. Może skusi się jakaś gwiazda rocka? A może badania sfinansuje Apple. Steve'a Jobsa zabił właśnie taki rak, jakiego ma zjadać wirus profesora.

Jeśli to się nie uda, jest szansa, że za lek zapłacą anonimowi darczyńcy. Profesor uruchomił fundację i już prowadzi zbiórkę (więcej na ten temat: www.uu.se/en/support/oncolytic)

W sumie nic nowego

Pomysł Essanda nie jest znowu aż taką rewolucją. Właściwie od dawna genetyka wkracza śmiało do medycyny, a wirusy dowiodły, że bywają zabójcze dla nowotworów. Pierwsze doniesienia pochodzą z XIX wieku.

Znane są przypadki, że wirus wścieklizny zjadał guza szyjki macicy, a wirus ospy wietrznej wspomógł leczenie białaczki. Zapewne dlatego wirus wydawał się być nie tylko środkiem do "naprawiania" błędów w ludzkim DNA (terapie genowe), ale nawet najlepszym transporterem leków do komórek. Chociaż w takie projekty angażują się genetycy na całym świecie i wciąż nie tracą nadziei, pomimo sporych nakładów finansowych, nadal pojawiają się trudności techniczne, ryzyko powikłań, etc. Nie wolno jednak zapominać, że wirusy łatwo ulegają modyfikacjom genetycznym. Mogą zatem wyrwać się spod kontroli i stać się aktywnym patogenem.

Nie ma jednego raka

Ad5[CgA-E1A-miR122]PTD nie zje każdego guza. Jest specjalistą od nowotworów NET, neuroendokrynnych, czyli atakujących gruczoły wydzielania wewnętrznego (przysadka, przytarczyce, rdzeń nadnercza, a także układ pokarmowy, ale głównie trzustkę). Essand nie wyklucza jednak możliwości, że nieco inaczej zmutowany wirus miałby chrapkę na inne raki. Ważne jest, by szwedzki wirus dowiódł skuteczności samej metody. To z pewnością uruchomi lawinę badań i pieniędzy.

Polscy onkolodzy i w tej kwestii nie wydają się być przekonani.

Niemal 10 lat temu dr Janusz Meder prezes Polskiej Unii Onkologii, współtwórca Narodowego Programu Zwalczania Chorób Nowotworowych, wyjaśniał, dlaczego "jeden lek na raka" to utopia. Od tamtego czasu nic się w tym zakresie, jak dotąd, nie zmieniło. "Załóżmy nawet, że szwedzki wirus okaże się zabójczy dla niektórych guzów u człowieka. Nie ma żadnego powodu, by wierzyć, że jego kolega pokona inne."

Powszechnie terminu "rak" używamy do określenia każdego nowotworu. Tymczasem to nie to samo. O nowotworze mówimy wtedy, gdy komórki organizmu dzielą się w sposób niekontrolowany i nie różnicują się w typowe komórki tkanki. Utrata kontroli nad podziałami to efekt zmian w materiale genetycznym czyli naszym DNA. By nowotwór zmienił się w nowotwór złośliwy zazwyczaj musi upłynąć sporo czasu. Niestety, choroba na tym etapie przebiega bezobjawowo i najczęściej tylko badania profilaktyczne pozwalają ją odkryć.

Komórki złośliwego guza coraz bardziej różnią się od komórek tkanki prawidłowej. Ich cechą charakterystyczną jest stały wzrost. Guz rozprzestrzenia się poprzez naciekanie (wrastanie między komórki) pobliskich tkanek, upośledzając ich funkcję. Ma zdolność do przerzutów (przemieszczania się wraz z krwią i limfą i tworzenia nowych ognisk chorobowych) i moc niszczenia. Na tym etapie zdecydowanie trudniej go pokonać.

Rak to jedna z postaci nowotworu złośliwego, a dokładniej nowotwór złośliwy tkanki nabłonkowej. Rak atakuje np. płuca, trzustkę, nerki, jelito grube. Wszędzie bowiem tam jest tkanka nabłonkowa, w której może dojść do uszkodzenia DNA.

Nowotwory złośliwe są spowodowane przez wiele czynników, różnią się od siebie budową, stopniem złośliwości, itp. Wymagają więc różnego traktowania, leczenia, itd. Są raki, które rzeczywiście "boją się noża" i w pierwszej kolejności trzeba z nimi walczyć za pomocą chemioterapii. Są takie, które skuteczniej zabija radioterapia. I wreszcie te wciąż oporne na wszystko.

Nawet raki płuca nie są identyczne. Zasadniczo mówimy o dwóch grupach: rakach drobnokomórkowych i rakach niedrobnokomórkowych. Różnią się one rokowaniami, reakcją na terapię, etc. Przebieg choroby u dwóch pacjentów, cierpiących na niemal identyczny nowotwór, także może wyraźnie się różnić. Kwestia cudu? Szczęścia? Nie, indywidualnych cech, predyspozycji, etc. I terapia także powinna być szyta na miarę.

Części zamienne z probówki?

Tylko w Polsce rocznie z powodu różnych nowotworów umiera niemal 100 tysięcy rodaków. Na świecie miliony. Nic w tym dziwnego, że wszelkie doniesienia o "przełomie" w leczeniu wywołują potężne emocje. Zwykle jednak przychodzi rozczarowanie. Wprawdzie postępy w onkologii są niebywałe i coraz częściej choroby kiedyś nieuleczalne już nie zabijają, wciąż słyszymy, że na rewolucję musimy poczekać, a możliwe, że nigdy do niej nie dojdzie.

Profesor Siedlecki najmocniej wierzy w medycynę regeneracyjną, tak zaawansowaną, że w probówce, z naszych własnych komórek, będzie można wyprodukować cały narząd i po prostu stary wyrzucić, nowy włożyć. Jak w samochodzie. Jest jednak pewien, że nie dożyje tego realnego cudu.

Więcej o:
Komentarze (59)
Wirus pożre raka? Szansa na ratunek dla milionów chorych czy znowu nadzieja na wyrost?
Zaloguj się
  • Gość: lk.

    Oceniono 45 razy 43

    Na takie badania powinny być pieniądze bez względu na wszystko i w pierwszej kolejności . Dlaczego tak beznadziejnie muszą umierać ludzie ,którzy tak wiele już dla świata zrobili i których ludzkość tak potrzebuje.

  • tenebristemplar

    Oceniono 43 razy 35

    a wszystko dzięki nauce a nie lizaniu śmietany z kolan

  • 4v

    Oceniono 33 razy 25

    oj tak, co roku jest to samo: ktoś coś odkryje (zwykle po raz setny, no i po raz setny koncerny komuś muszą dziób zamykać) później cicho sza, bo dostali te smutne parę milionów, albo zostali wykupieni, albo jakiś prawnik zastraszył bo patent, bo nie da się, bo inny powód. co łączy prace przy leku na raka, z, dajmy na to, akumulatorami do komórek czy laptopów? co chwila przecieki o epokowym wynalazku, a to bakterie, wirusy, nanorurki i cuda na kiju... później zapada kurtyna milczenia. czemu? bo ktoś ma w tym interes. ktoś = koncerny. w pierwszym przypadku - farmaceutyczne. ludzie mają się leczyć, a nie zostać wyleczeni. rak to jeden z największych biznesów na świecie. te wszystkie maszyny do radioterapii, chemia, dzięki temu miliony ludzi jest ustawionych kilka pokoleń wprzód. a wracając do baterii do komórek, spytacie, czemu tu nie ma postępu? to proste. gdyby był, to by samochody na baterie miały zupełnie inne osiągi. na przykład 10 tyś kilometrów na jednym ładowaniu. i to jest wykonalne, już dziś. tyle że utajnione. jak lek na raka. bo koncerny (farma i ropo - mafia) ma w tym swój zasrany interes.

  • Gość: 123

    Oceniono 23 razy 19

    chyba jestescie nienormalni , jesli wierzycie ze koncerny farmaceutyczne odpuszcza tak ogromne zyski .

  • simon_r

    Oceniono 24 razy 18

    A słyszeliście o doktorze Burzyńskim???.... odkrył on naturalnie występujące w organiźmie substancje zwane antyneoplastonami. "..Jedna z postaci nowotworu - rozproszony, dziecięcy glejak pnia mózgu jeszcze nigdy nie był wyleczony w jakimkolwiek doświadczalnym badaniu klinicznym w historii medycyny. Antyneoplastony są pierwszą metodą w historii, dzięki której wyleczono ten typ nowotworu - w kilkudziesięciu przypadkach.."

    Co się zdarzyło gdy dr. Burzyński ogłosił wyniki swoich badań.... oczywiście FDA zaczęło szukać haka na niego aby mu zabronić jakichkolwiek dalszych badań.. teoria spiskowa??... nieeee... zwykły lobbing koncernów farmaceutycznych.

    Pogooglujcie sobie i poczytajcie.

  • tommyhaa

    Oceniono 19 razy 13

    na lekarstwo na raka i inne choroby nigdy nie pozwola lekarze i kartele farmaceutyczne. Człowiek ma byc leczony, a nie wyleczony

  • pawelekok

    Oceniono 16 razy 6

    Skąd wiedziałem, że aż zaroi się tutaj od zwolenników teorii spiskowej?

  • ffamousffatman

    Oceniono 12 razy 6

    Idę na jakieś forum polityczne, tu strach chleb piwem popić.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX