Depresja. Coś więcej niż przygnębienie

Lekarze alarmują: coraz więcej Polaków cierpi na depresję. Na szczęście skutecznie potrafimy z nią walczyć.
Jeszcze do niedawna depresja postrzegana była przez większość społeczeństwa jako problem sztuczny i niepotrzebnie nagłaśniany. Dominowało przekonanie, że jest jak katar, który leczony trwa siedem dni, a nieleczony - tydzień.

Od kilku lat depresję traktujemy z należnym jej szacunkiem: jak chorobę, którą należy leczyć.

Lekarze szacują, że stany depresyjne, które wymagają interwencji terapeutów dotykają około 15 proc. Polaków. - Przyczyny są oczywiste: uprzemysłowienie, bezrobocie, ciągły stres, częste zmiany pracy czy miejsca zamieszkania. Ludzie nie wytrzymują napięcia - tłumaczy profesor Andrzej Zięba, dyrektor Szpitala Uniwersyteckiego i kierownik Kliniki Psychiatrii Dorosłych. Depresję mogą również wywołać leki, na przykład środki antykoncepcyjne czy tzw. neuroleptyki.

Za depresję najprawdopodobniej odpowiada zmniejszenie się ilości neuroprzekaźników (m.in. noradrenaliny, serotoniny, dopaminy, acetyloholiny) w przestrzeniach międzykomórkowych. Zagadką natomiast jest wymiar duchowy depresji, towarzyszące jej cierpienie duchowe, głęboka, często nieumotywowana rozpacz.

- Zazwyczaj ten stan przychodzi niespodziewanie. Budzę się nad ranem i wiem, że znowu mnie dopadł. Jakby nagle zmienił się świat i wszystko wskoczyło w złe tory. Nie mam ochoty wstawać, a myśl, że będę musiała stanąć przed lustrem, ubrać się i wyjść do pracy napełnia mnie fizyczną odrazą - opowiada Maria, pacjentka kliniki. - Dopóki nie doświadczyłam tego, myślałam, że depresja to wydumany problem, zabawka dla znudzonych życiem, nawet moda.

Tymczasem stany depresyjne potrafią osiągać tak duże natężenie, że utrudniają funkcjonowanie organizmu. - Depresja zaburza sen, zmniejsza popęd seksualny. Chorzy skarżą się na suchość w ustach, bóle głowy, nagłe spadki ciśnienia - wylicza dr Dominika Dudek z kliniki. - Nie mogą się skupić, poruszają się wolno i z trudem. Co najważniejsze, widzą świat przez bardzo ciemne okulary.

O "ciemnych okularach" najlepiej świadczą obrazy malowane przez pacjentów kliniki. Dominuje w nich czerń, choć często się też pojawia niepokojąca, krwista czerwień. Postaciom o smutnych minach kąciki ust opadają, nawet rogi frygijskiej czapki klauna na obrazie w gabinecie prof. Zięby zwisają bezradnie w dół.

Lekarze z naciskiem podkreślają, że nie powinniśmy mylić depresji ze zwykłym smutkiem. - Co prawda chorych jest więcej, ale też z drugiej strony coraz częściej przychodzą do nas po prostu smutni bądź przygnębieni ludzie. A przecież smutku czy przygnębienia w życiu nie da się uniknąć, wręcz są czymś normalnym - zaznacza profesor Jerzy Aleksandrowicz, kierownik katedry psychoterapii Collegium Medicum UJ. - Nie można stawiać znaku równości pomiędzy zwykłym smutkiem a depresją.

Leczenie osób chorych na depresję trwa zazwyczaj długo. Na szczęście, na rynku pojawia się coraz więcej leków, które skutecznie przeciwdziałają depresji, nie wywołując objawów ubocznych. Niestety, część pacjentów twierdzi, że leki pomagają jedynie na krótką metę.

- Ja noszę w sobie tę rozpacz. Czasem udaje się ją przytłumić, ale zawsze czeka na mnie, gdzieś w środku - mówi pani Maria.

Więcej o: