Depresja w czasach kultu sukcesu: "Pozwólmy sobie na smutek. Nie ma drogi na skróty"

30.06.2015 14:54
droga na skróty

droga na skróty ([fot. Shutterstock])

Będziesz doceniany, dopóki jesteś radosny i produktywny - to jeden z przykazów, które wpaja nam współczesny świat. Smutek, bezradność, rozpacz zamiatamy pod dywan. "Chowane emocje nie znikną. Nieprzeżyte prędzej czy później dopomną się o zamknięcie procesu. Wtedy może się pojawić depresja" - mówią psychoterapeuci. Co się za nią kryje i jak ją przeżyć, by dotrzeć do prawdziwego siebie?
Dołącz do Zdrowia na Facebooku!

Nieustannie w dobrej formie, z uśmiechem na twarzy - tak właśnie powinniśmy funkcjonować według większości serwowanych nam na co dzień przekazów. Taka postawa kojarzy się z dobrobytem i sukcesem. Jeśli opadasz z sił, doświadczasz smutku, twoje ciało choruje lub, o zgrozo, wpadłeś w depresję, koniecznie musisz coś z tym zrobić, naprawić się. Najlepiej szybko i w zaciszu domowym - tak, żeby nikt wokół się nie zorientował, nawet ty sam. Dlaczego tak się dzieje?

"Wiele osób obecnie nie dopuszcza do siebie stanów charakterystycznych dla depresji: spadku energii, smutku, bezsilności, potrzeby wycofania. Obsesyjnie - kompulsywnie twierdzą, że muszą pracować, dbać o rodzinę, porządek w domu, działać na przyspieszonych obrotach. Nie dają sobie taryfy ulgowej, nie potrafią się zatrzymać, choć ich organizm już dawno nie domaga. Często nie dajemy sobie przyzwolenia nawet na chorobę, depresję" - mówi psychoterapeutka Monika Tryc - Puchała.

Depresja maskowana: czuję się wspaniale, tylko nocami płaczę w poduszkę

"Istnieje coś takiego jak depresja maskowana. Cierpiące na nią osoby w miejscu pracy czy w towarzystwie udają, że nic się nie dzieje albo wręcz odgrywają na wyrost szczęśliwych, wydają się tryskać energią, są pobudzeni, a później wracają do domu i opadają z sił: siedzą i płaczą" - zaznacza psychoterapeuta Bronisław Hońca. "Z tego szumu, tworzenia pewnych fasad społecznych, funkcjonowania w roli, wracają do pustki". Co robić, gdy nas lub kogoś bliskiego dopada depresja? Psychoterapeuci radzą: pozwolić sobie lub komuś w niej pobyć.

"Warto przyjąć smutek, przyjrzeć się, co depresja chce nam powiedzieć, dać sobie prawo do tego, żeby pospać, popłakać, nic nie robić, wycofać się, nie wychodzić do ludzi. Jeśli damy sobie na to przyzwolenie, po jakimś czasie energia zacznie wracać" - mówi Monika Tryc-Puchała. Czy jednak depresja nie okaże się wtedy dziurą bez dna, a przeżywana będzie narastać?

Moja przyjaciółka depresja: rozpacz cię nie zabije, a może wskazać drogę

"Ludzie boją się depresji. Myślą, że jeśli mam depresję, to zaraz umrę, rozpadnę się, nie będę w stanie przez to przejść" - zauważa Monika Tryc - Puchała.

Tymczasem emocje, nawet te uważane za trudne, same w sobie (w przeciwieństwie do zachowań) nie mogą nas zabić. Emocje zawsze pełnią rolę przewodnika, nie wroga. Prowadzą do mądrości i miłości - choć krętą drogą. Jeśli nie pokusimy się na wybór ścieżek na skróty, uciekając w nieodczuwanie, czeka nas nagroda. W innym wypadku na mecie zastaniemy jedynie atrapy szczęścia, a za nimi to przed czym uciekamy: żal, lęki, obawy, poczucie niższości, rozpacz.

"Jeśli dojdziemy do prawdziwego znaczenia smutku, poddamy się depresji, paradoksalnie może nauczyć nas kochać siebie i innych w całości ze wszystkimi ludzkimi aspektami: mocy i niemocy" - zaznacza psychoterapeutka. Warto przyjrzeć się, skąd się bierze choroba.

Depresja - zatrzymanie będące następstwem poniesionej straty

"Depresja może mieć związek z tym, że dana osoba aktualnie mierzy się z czymś, co jest ponad jej siły np. ciężką chorobą bliskiej osoby, czyjąś śmiercią, rozstaniem - generalnie stratą czegoś lub kogoś. Przyczyna może jednak równie dobrze tkwić w przeszłości" - podkreśla Bronisław Hońca.

"Gdy coś nie zostało przeżyte do końca, psychika się o to upomni. Jeśli w bardzo trudnych momentach życia nie skonfrontujemy się z pojawiającymi się uczuciami: nie wypłaczemy smutku, nie zmierzymy się z bólem, depresja może pojawić się po czasie, aby w końcu domknąć niezakończony proces" - zaznacza Monika Tryc - Puchała.

"Depresja to stan związany z brakiem miłości. Dramatem osoby w cierpiącej na zaburzenie jest to, że straciła ona zdolność kochania. Nie potrafi ani miłości przyjąć, ani jej ofiarować, ale tęskni za nią" - mówi Bronisław Hońca. Za dramatem kryje się jednak szansa.

Depresja rozwojowa - w poszukiwaniu nowych sensów

"Depresja może być paradoksalnie pozytywnym przewartościowaniem" - podkreśla Bronisław Hońca. Tak się dzieje np. w przypadku tzw. depresji rozwojowej. "Pojawia się ona, kiedy dochodzimy do jakiejś ściany w rozwoju osobistym. Kiedy nasze dotychczasowe sposoby funkcjonowania w świecie przestają się sprawdzać. Służyły nam przez np. 30 - 40 lat, a nagle okazuje się, że wszystko się rozsypuje. Potrzeba nowej jakości. Tyle że w momencie rozpadu zazwyczaj nie wiemy, gdzie jest i na czym polega nowa droga. Może się wydawać, że jej nie ma" - mówi psychoterapeuta. "Nowy sens prawdopodobnie w tej osobie już zacząć pojawiać, ale jest bardzo chwiejny. Trzeba go wydobyć, zrobić dla niego miejsce" - dodaje.



Otoczenie może nie akceptować depresji u bliskiego

"Domownicy i znajomi często nie są zadowoleni z tego, co się dzieje z osobą doświadczającą depresji. Mogą jej nie lubić, nie akceptować takiej. Zauważają, że bliski jest inny np. małomówny, wyciszony, senny, niezaangażowany" - zwraca uwagę Monika Tryc - Puchała.

"Mogą przestraszyć się depresji bliskiego albo nie wierzyć, że mogła ona dotknąć osobę, która zawsze sobie ze wszystkim radziła. Zazwyczaj też wydaje się im, że ta depresja to jest coś nie do uniesienia".

"Łatwiej przez depresję przejść z osobą, która jest pogodzona ze swoją własną depresyjnością, bo każdy w sobie ją ma. Wtedy chory dostaje komunikat, że jego stan nie jest niczym złym, że ma prawo czuć się tak jak się czuje. Nie będziemy depresji na siłę wyrzucać. Samo uznanie, że ona jest potrzebna sprawia, że pacjent może zacząć robić pewne kroki. Jest mu trochę lżej, czuje się rozumiany. Dobrze, jeśli chora osoba może zobaczyć i odczuć, że za depresję nikt jej nie ściga, że może ona być kochana, będąc w tym smutku" - mówi Monika Tryc-Puchała.

Psychoterapia czy farmakoterapia?

Przy leczeniu depresji potrzebna jest pomoc: psychoterapeuty bądź psychiatry. Specjalista pomoże ustalić prawdziwe znaczenie pojawiających się emocji, będzie potrafił stworzyć dla nich przestrzeń, pozwolić im wybrzmieć.

"W wielu koncepcjach psychoterapeutycznych zakłada się, że najlepszym sposobem leczenia depresji jest połączenie pychoterapii z farmakoterapią. Idealnie byłoby, gdyby wystarczyła już sama psychoterapia, bo leki tłumią emocje, które trzeba przeżyć. W psychoterapii trudniej pracuje się z osobami, które biorą leki. Jednak nie zawsze bez nich da się zacząć jakąkolwiek pracę, często to przytłumienie emocji okazuje się niezbędne. Farmakoterapia może być potrzebna, żeby dać choremu umęczonemu przez depresję odetchnąć" - podkreśla Bronisław Hońca.

W następnym artykule z serii:

Jesienno-zimowa melancholia: człowiek podlega cyklom natury. Depresja czy naturalne spadki nastroju - jak je odróżnić?

Monika Tryc - Puchała, Bronisław Hońca - psychoterapeuci, członkowie Polskiego Towarzystwa Psychoterapii Integratywnej.

Bronisław Hońca odpowiada na pytania Czytelników w naszym Dziale Porad

Autorka tekstu: Małgorzata Skorupa - psycholog, psychoterapeutka, redaktorka serwisu Zdrowie.gazeta.pl, konsultantka Telefonu Zaufania dla Osób Dorosłych w Kryzysie Emocjonalnym przy Instytucie Psychologii Zdrowia Polskiego Towarzystwa Psychologicznego w Warszawie. Autorka wielu publikacji z zakresu psychologii oraz rozwoju osobistego. Przyjmuje w prywatnym gabinecie.

Jak pokonać depresję? Przeczytaj w książkach >>

Czytaj także:

Lęk - jak sobie z nim radzić?

Złość - o czym mówi i jak ją rozładować?

Poczucie winy - kiedyś zrobiłem coś, czego dziś bym nie zrobił

Podejścia w psychoterapii - jak wybrać dla siebie?

Chcesz mieć stały dostęp do naszych treści? Dołącz do Zdrowia na Facebooku!

Zobacz także
Komentarze (31)
Depresja w czasach kultu sukcesu: "Pozwólmy sobie na smutek. Nie ma drogi na skróty"
Zaloguj się
  • katmoso

    Oceniono 132 razy 124

    No to trzeba tą depresję przejść czy leczyć?

    Chyba w Skandynawii jest możliwość wzięcia nawet rocznego zwolnienia lekarskiego na syndrom zwany "wejściem w ścianę". Pozwala to przejść przez kryzysowe momenty bez utraty całego dotychczasowego dorobku. W Polsce niestety chorzy na depresję często tracą pracę, a więc dochody, wkrótce nie mają za co się leczyć (psychoterapia na NFZ - ktoś słyszał?), pojawiają się problemy w rodzinie, znajomi odchodzą, w dobie kredytów hipotecznych traci się często także dach nad głową (lub jest się tym stale zagrożonym). Depresja jest więc jak wyrok. Nic dziwnego, że ludzie udają, ile mogą.

  • Gość: taki tam

    Oceniono 111 razy 67

    Płakanie w poduszkę?? Emocje??? Wycofanie wobec znajomych?? To nie depresja, to co najwyżej smuteczek czy chandra. Depresja to jak paraliż duszy i woli. Wiesz, że wszystko się wokół wali, że sobie nie radzisz - i nic. nie masz sił nawet o tym myśleć, rozmawiać. jacy przyjaciele? To było, minęło... Płakanie? Nie ma juz płaczu, nie ma emocji. Jest tylko czarna pustka. Nic nie cieszy jak dawniej. W ogóle nic nie cieszy. Wyp... cię ze świetnej pracy i nie potrafisz się spiąć, żeby znależć równie dobrą? Kogoś najbliższego nie ma, i nigdy już nie będzie? Komornik zaraz sprzeda za bezcen wszystko, co zdobywałeś przez całe życie? I co? Zero emocji z tego powodu, zero sił życiowych, żeby coś z tym zrobić. Psychiatra opowiada farmazony i wali w ciebie coraz większe dawki kolejnych psychotropów, które nie przywracają ci chęci do działania, a mają fatalne skutkiu uboczne - od zawrotów głowy po sikanie w gacie. I tak miesiącami. I do kk.. nędzy nie mylcie depresji z obniżonym nastroje czy jakims przelotnym smuteczkiem - bo niby jesien smutna jest, albo bo uwielbiana panienka-anioł okazała się kurewką. To żadna depresja.

  • feniks1123

    Oceniono 39 razy 39

    depresja to nie chwilowy smutek, żal, zmartwienie tylko permanentna bezsilność

  • monika.libra36

    Oceniono 24 razy 22

    "Nie mogę być pewien. Nie umierałem na raka... Nie byłem w obozie zagłady... I wiem, że są różne fazy i formy depresji. Na pewno głęboka, połączona ze stanami lękowymi, jest wyjątkowym koszmarem. Pierwszy genialny opis depresji to biblijna Księga Hioba "Piekło jest domem moim: i w ciemnościach usłałem łóżko moje (...) Wody twardnieją jako kamień i ścina się wierzch przepaści". Ja chyba tylko tego dotknąłem. Człowiek jest jakby zatruty sam sobą i w sobie uwięziony. Staje się dla siebie izbą tortur, celą bez okien i drzwi. Nie ma ucieczki od siebie samego i samemu jest się źródłem i celem cierpienia.
    Nic dziwnego, że śmierć, nieistnienie, wydaje się luksusem. Dla mnie zagadką nie jest wysoki procent samobójstw popełnianych przez będących w depresji, ale że nie robią tego wszyscy chorzy. Niech to będzie dowodem na potęgę instynktu życia". Tomasz Jastrun

  • sselrats

    Oceniono 18 razy 10

    Będziesz doceniany, dopóki jesteś radosny i produktywny. To prawda. Ale po co byc docenianym?

  • angharad

    Oceniono 15 razy 9

    "Istnieje coś takiego jak depresja maskowana. Cierpiące na nią osoby w miejscu pracy czy w towarzystwie udają, że nic się nie dzieje albo wręcz odgrywają na wyrost szczęśliwych, wydają się tryskać energią, są pobudzeni, a później wracają do domu i opadają z sił: siedzą i płaczą" - zaznacza psychoterapeuta Bronisław Hońca.

    Niestety, po przeczytaniu tej wypowiedzi "psychoterapeuty" zrezygnowałam z reszty artykułu. Szkoda czasu. Proszę Pana, depresja maskowana to nie jest to coś o czym Pan mówi. Dlaczego wprowadza Pan ludzi w błąd?

  • wielkimoj

    Oceniono 14 razy 8

    panie Hońca- nie znoszę perfidnej obłudy. Krytykuje pan leki antydepresyjne, bo po lekach często psychoterapeuta jest niepotrzebny? a nie ma nic gorszego jak płatna psychoterapia- psychoterapeuci wydłużają ja w nieskończoność. od jednego pacjenta co najmniej 500 miesięcznie jest

  • zrjn

    Oceniono 10 razy 4

    Pani Małgorzata pisze co wie.
    A wie mało.
    W poważnych stanach depresji nie pomoże żaden guru ani rodzina.
    (Czy pani wie, że w takim stanie robi się pod siebie?).
    Jeśli już ktoś ma szansę wyciągnąć pacjenta z tego stanu,
    to tylko pssychiatra i to za pomocą piguł.
    Co wcale nie znaczy, że wyciągnie.
    zrjn.

  • koma_5

    Oceniono 5 razy 3

    ""Depresja to stan związany z brakiem miłości. Dramatem osoby w cierpiącej na zaburzenie jest to, że straciła ona zdolność kochania. Nie potrafi ani miłości przyjąć, ani jej ofiarować, ale tęskni za nią" - mówi Bronisław Hońca. Za dramatem kryje się jednak szansa." POTRAFIĘ przyjąć, POTRAFIĘ dać, ale nie ma od KOGO i KOMU!!! I nie mam na to wpływu!!! Tyle w temacie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Więcej o psychologii: