Niewielu to robi.

Doktor Bernard Hazon, autor wydanej niedawno książeczki "Stres" z popularnej serii "Porada bez wizyty", tak opisuje swoje doświadczenia z pacjentami palącymi: "Kiedy rozmawiam z moimi pacjentami, uderza mnie jedno.
Wszyscy wiedzą o zagrożeniach, znają liczbę zmarłych, statystyki. Wszyscy są świadomi niebezpieczeństwa zachorowania na raka krtani albo płuc. Znają wpływ palenia na serce i naczynia krwionośne. Staram się tłumaczyć, że działanie gorącego dymu z papierosa na migdałki można porównać z działaniem miotacza płomieni. Pierwszy wciągnięty do płuc kłąb dymu zamyka na mniej więcej dziesięć minut 40 proc. sieci naczynek włoskowatych. Praktycznie przy każdym papierosie mamy pół godziny złego krążenia. Paczka papierosów dziennie to dziesięć godzin pustoszenia organizmu. To robi wrażenie. A jednak palą! Fizyczne przyzwyczajenie do nikotyny przypomina uzależnienie od narkotyków. Palacze są rozdarci między nałogiem a świadomością jego konsekwencji".

- Palacz bagatelizuje wszelkie niebezpieczeństwo, skwapliwie wyszukuje palących staruszków na dowód, że to nie szkodzi, a nie myśli o tysiącach, którzy odeszli w młodym wieku z powodu papierosów. Znajduje dla siebie wszelkie możliwe usprawiedliwienia, wszelkie powody, by palić. Mówi: stres, a naprawdę jest to głód. Jemu się wydaje, że pod wpływem papierosa się uspokaja, a naprawdę zaspokaja zwiększony głód. Będzie podnosił wszelkie walory papierosa - refleks, przyjemność, będzie wyolbrzymiał negatywne skutki rzucenia nałogu, np. niebezpieczeństwo przybrania na wadze - a to wszystko zasłona dymna, by nie przyjąć informacji. Bo wiedza o prawdziwych zagrożeniach wynikających z palenia powoduje wyrzuty sumienia, dyskomfort psychiczny. Palacz się z tym źle czuje, więc woli ignorować wszelkie informacje - profesor dr Stanisław Leszczyński, przewodniczący [Kraj. Ruch Antytytoniowy], jest zaprzysięgłym wrogiem palenia, ale nie palaczy. Palaczom chciałby pomóc w przezwyciężeniu uzależnienia i ubolewa, że na ten cel państwo przeznacza za mało pieniędzy.

Na reklamówki w telewizji - brak pieniędzy, leczenie kliniczne szczególnie opornych nałogowców to mrzonki, choć na Zachodzie działają takie kliniki. Nawet batalia o reklama [papierosy] została właściwie przegrana, choć Finowie mają bezpośrednie dowody, jak bardzo spożycie papierosów zależy od reklamy. Wprawdzie reklama nie wpływa na liczbę papierosów wypalanych przez nałogowca, ale działa na młodzież, powoduje, że ten pierwszy w życiu pet, który nie smakuje, po którym nastolatek krztusi się i łzawi, traktowany jest jak inicjacja w dorosłe życie. Potem przychodzi uzależnienie.

Profesora martwi nawet, że udało się przeforsować zakaz sprzedaży papierosów nieletnim. Boi się, że to pyrrusowe zwycięstwo, bo już od Adama i Ewy wiadomo, że owoc zakazany smakuje najbardziej.

Powoli i niespektakularnie

Niszczące działanie reklam papierosów na młodzież jest tym większe, że wszelkie akcje uświadamiające szkodliwość palenia mają małe szanse u młodego człowieka. - Przepaść wyobraźni jest tak duża, że piętnastolatek nie jest w stanie myśleć o raku, zawale, śmierci jako zagrożeniu dla siebie. Istnieją już w środowiskach młodzieżowych podgrupy, w których panuje szpan na niepalenie i niepicie, ale mają ograniczony zasięg - psycholog Adam Kłodecki, specjalista od uzależnień alkoholowych, zauważa, że mechanizm uzależnienia tytoniowego jest taki sam jak innych uzależnień, ale poczucie zagrożenia mniejsze. Papieros truje powoli i nie tak spektakularnie.

- Narkoman, alkoholik widzi skutki przedawkowania natychmiast, palacz po przepaleniu może mieć co najwyżej kaca papierosowego, niesmak w ustach, ból głowy, być podenerwowany. Palacz ulega, często nieświadomie, znanemu mechanizmowi psychologicznemu - obrony spostrzeżeniowej. Broni się przed dostrzeganiem wszelkich negatywnych konsekwencji swojego palenia. Żyje złudzeniami, że nie jest uzależniony, myśli: w każdej chwili mógłbym przestać, ale po co? Jeśli odracza decyzję o rzuceniu palenia, np. do urlopu, do nowego roku - to wtedy, gdy wie, że stracił kontrolę i "umawia się ze sobą". Najskuteczniej jest rzucić palenie od razu, ale wtedy pojawiają się wszystkie przykre objawy abstynencyjne. Można wtedy z pomocą lekarza wesprzeć się środkami farmakologicznymi, można starać się znaleźć substytut palenia, np. żucie gumy.

Można skorzystać z bogatej "oferty rynkowej" pomocnej w pokonaniu nałogu. Hipnoza, akupunktura są skuteczne tylko wtedy, gdy człowiek uwierzy, że właśnie ta metoda jest dla niego najlepsza.

[Kościół Adwentystów Dnia Siódmego] stosują na swoich kursach odwykowych metodę psychoterapii grupowej. - Śmiałam się w duchu z tych ćwiczeń fizycznych, wierszyków i piosenek, które głośno razem z innymi śpiewałam, ale dzięki nim już pięć lat nie palę - Małgorzata twierdzi, że kursy u adwentystów pomagają 90 proc. nałogowców.

Do 1989 roku zużycie papierosów na jednego dorosłego mieszkańca w Polsce rosło dynamicznie, z wyjątkiem pewnego załamania w okresie kartkowym. Teraz nie ma już Zjednoczeń Przemysłu Tytoniowego, import nie jest scentralizowany, a przemyt mało uchwytny, tak że nie wiadomo naprawdę, ile palimy. Ale dużo. Światowa Organizacja Zdrowia [WHO] szacuje, że w Polsce już za dwa lata 54 proc. zgonów mężczyzn w wieku 35-59 lat będzie spowodowane chorobami odtytoniowymi. Dość przerażający wskaźnik pośredni palenia. Polskie palenie tym się różni od zachodniego, że przeciętny palacz wypala więcej papierosów i gorszych.

Według Amerykanów, którzy procedury zwalczania nałogu mają świetnie przygotowane, bo zaczęli to robić 20 lat temu, palenie to w 60 proc. zwyczaj towarzyski, potem stres, nuda, no i uzależnienie organizmu od narkotyku.

Uzależnienie może pokonać około 90 proc. palaczy bez konieczności wspierania dawkami nikotyny podawanymi doustnie albo wchłanianymi przez skórę. Tylko 10 proc. potrzebuje do rzucenia nałogu pomocy lekarza. Z raportów naczelnego lekarza USA wynika, że otyłość po rzuceniu nałogu to nie taki wielki problem. Statystyczny "nawrócony" przybiera na wadze od 2 do 5 kg i można ten problem pokonać odpowiednią dietą w trakcie odwyku. Lekarze twierdzą, że jest to problem bardziej psychiczny niż fizjologiczny. Pojawia się potrzeba kompensacji braku papierosa, stąd nie kontrolowane, nadmierne jedzenie. Zdarza się, że palacza na odwyku zaczyna ciągnąć do kieliszka, niektórzy wracają wtedy do papierosa jako "mniejszego zła".

Adwentyści Dnia Siódmego, którzy również w Polsce prowadzą kursy odwykowe, radzą, by zamiast kawy, która świetnie się komponuje z papierosem, pić podczas odzwyczajania się soki owocowe. By zaspokoić odruch "ręka - usta", można pogryzać marchewkę, pestki dyni czy słonecznika. Wszyscy lekarze zalecają ograniczenie jedzenia w trakcie odtruwania.

Ale najważniejsze - to podjąć poważną decyzję o niepaleniu.

Więcej o: