Współuzależnione - supermenki uzdrawiające alkoholika. Silne kobiety mają trudniej? [WYWIAD]

25.10.2013 14:50
Alkoholizm to choroba, która wpływa nie tylko na uzależnionego, ale również na jego najbliższych

Alkoholizm to choroba, która wpływa nie tylko na uzależnionego, ale również na jego najbliższych (Fot. Shutterstock)

Kobiety alkoholików - całe życie walczą z nałogiem partnera, wciąż wybawiają go i całą rodzinę z opresji. Wszechmocne, niestrudzone. Noszą wszystko na swoich ramionach, mimo to ich działania są skazane na niepowodzenie. O ich bezsilności kryjącej się za prezentowaną mocą rozmawiamy z terapeutami uzależnień Bronisławem Hońcą i Moniką Tryc-Puchałą.
Małgorzata Skorupa: Badania pokazują, że partnerki alkoholików, które uważają się za słabe psychicznie częściej i szybciej otrzymują pomoc niż te, które uważają się za silne. Co za tym stoi?

Monika Tryc-Puchała: - Paradoksalnie depresja czy inna forma poddania się, rezygnacji z walki prowadzi do poszukiwania pomocy i jej uzyskania, czyli najbardziej racjonalnego rozwiązania. Z drugiej strony, bardzo często obserwuje się, że partnerki uzależnionych mężczyzn robią z siebie siłaczki. Uczą się, że nie mogą płakać i zamartwiać się sobą, bo wszystko jest na ich głowach: pijący mąż, dom, dzieci, finanse. Tymczasem trudno jest pomóc osobie, która chce nosić wszystko na swoich ramionach.

Dlaczego taka osoba nie chce pomocy?

Monika Tryc-Puchała: - Nie ma w sobie czegoś, co pozwoliłoby jej przyjąć pomoc z zewnątrz. Takiej kobiecie najczęściej wydaje się, że gdyby przestała robić to, co robi, wszystko by się zawaliło. Nie zdaje sobie sprawy, że jej działania nie pomagają, a podtrzymują nałóg. Są syzyfową pracą, która nigdy nie przyniesie oczekiwanych efektów. Wystarczy przyjrzeć się jej "niezbędnym" interwencjom: kobieta zamyka męża w domu, zakazuje pić, wylewa alkohol, zabiera pieniądze, żeby nie mógł go kupić.

Ona chce wierzyć, że alkoholik się zmieni. Po okresie picia on obiecuje, że przestanie pić i rzeczywiście odstawia alkohol - i nie mówimy tu o przerwie załóżmy trzydniowej, a np. kilkumiesięcznej. Kiedy kobieta odzyskuje już nadzieję, że dotrzymał słowa, on znów wraca do picia. Te cykle następują wielokrotnie naprzemiennie. Mimo wszystko ona wciąż łudzi się, że alkoholik stanie się zdrowy. Sam z siebie, bo tak obiecał. To są błędne przekonania, które też są uzależniające.

Bronisław Hońca: - Nikt nie przestanie być alkoholikiem, bo mu tak nakażemy, będziemy pilnować, więzić. Nie należy przeceniać swojego wpływu na czyjeś uzależnienie. Bo w rzeczywistości go nie mamy. Alkoholik jest w stanie wyskoczyć przez okno z pierwszego piętra szpitala na bosaka, żeby wypić. To naprawdę się zdarza.

Jak alkoholizm bliskiego wpływa na jego partnera i rodzinę?

M. T. P.: - Wiele rodzin czy kobiet, które borykają się z problemem alkoholowym bliskiego nie ma świadomości, że jest takie zjawisko jak współuzależnienie, że pomocy potrzebuje nie tylko uzależniony, ale też rodzina. Rodziny alkoholików z czasem podlegają patologicznym mechanizmom wywołanym przez nałóg. Oni się kiszą wszyscy w swoim sosie, po jakimś czasie nie dopuszczają już ludzi z zewnątrz, tracą perspektywę. Czasem jakieś pojedyncze osoby: matki, siostry czy znajomi mówią do partnerek alkoholików "odejdź od niego". A to nie jest takie proste.

B. H.: - Szczególnie, że partnerka alkoholika bardzo często, pomimo złości na niego, kocha go, nie chce odchodzić. Problemem jest niska świadomość jakie są możliwości pomocy dla osób współuzależnionych. W Polsce mało się o nich mówi. Bliscy uzależnionego mogą zgłosić się do poradni leczenia uzależnień, gdzie pomoc może być nieodpłatna lub prywatnie do psychoterapeuty.

Załóżmy, że osoba współuzależniona to zrobi. Czego oczekuje, zgłaszając się do specjalisty?

B. H.: - Najczęściej przychodzi po instrukcję obsługi, co zrobić, żeby bliski przestał pić, po zasady, które mogłyby wcielić, aby skuteczniej uzdrawiać partnera.

M. T. P.: - Kiedy terapeuta mówi, że warto byłoby skorzystać z dłuższej, specjalistycznej pomocy: nie tylko w przypadku alkoholika, ale też jej samej, często słyszy się: "Nie, to nie dla mnie, sama sobie poradzę. Proszę mi tylko powiedzieć, co mam zrobić, bo już wszystko robiłam i nic nie działa". Wierzy, że od natężenia jej starania zależy to, czy on wyjdzie z nałogu. Taka kobieta utkwiła w pozornej pozycji mocy, nie jest jeszcze gotowa na zmianę. Traktuje siebie jako wykonawcę czynności wokół partnera. Pomija siebie.

Jak jej pomóc?

M. T. P.: - Warto skupić się na jej uczuciach, na tym, co się z nią dzieje, a nie z pijącym mężem. Za siłą i zaradnością, którą prezentuje, w rzeczywistości kryje się bezsilność. Osoba współuzależniona robi wszystko, aby się z nią nie konfrontować, dlatego coraz intensywniej próbuje kontrolować sytuację, której nie da się kontrolować. Jeśli zagłębimy się w jej odczucia, dotrzemy do smutku, bezradności, samotności, złości. Okazuje się, że ona ma już dość walki, jest zmęczona opieką nad alkoholikiem.

Co sprawia, że wciąż to robi?

B. H.: - Wraz z trwaniem nałogu traci swój świat i siebie. Odsuwa się od znajomych, rodziny, rezygnuje z zainteresowań, czasem z pracy. Zazwyczaj trudno jest jej odpowiedzieć na pytanie "co ja właściwie robię w tym życiu, jaki jest jego cel". Jeżeli z jej świata zabierzemy pijącego męża i działania, które wokół niego wykonuje, okaże się, że zostanie jej rozpacz. Za tą rozpaczą kryje się natomiast groźba pustki i finalnie śmierć. Nie tylko alkoholika, ale i jej samej.

Osoba współuzależniona nie może patrzeć jak alkoholizm niszczy osobę pijącą. Nie chce jej puścić w stronę unicestwienia, ponieważ jeśli on umrze, ona zniknie razem z nim, choć nie fizycznie. Zniknie to, czym się stała. Za alkoholikiem ku śmierci podąża symbolicznie cała rodzina: on, ona, jej dzieci.

Jak przywrócić kobiecie przy alkoholiku nią samą?

M. T. P.: - Praca psychoterapeutyczna w przypadku osoby współuzależnionej polega na odkrywaniu jej tożsamości. Dodatkowo nazywa się rzeczy po imieniu. Kobieta może spojrzeć, jak wyglądało jej życie, uświadomić sobie, że była w pułapce, że zaprzeczając problemowi, pozwalała mu istnieć. To nie jest łatwe. Ma okazję przyjrzeć się temu światu z dystansem, zobaczyć perspektywę, że może być inaczej.

Najistotniejsze w tym jest zatrzymanie procesu podążania za pijącym mężem, zwrócenie mu możliwości decydowania o tym, czy będzie pił czy nie. Tym sposobem kobieta zdejmuje z siebie ciężar, stwarza płaszczyznę dla rozwoju tej zapomnianej osoby, którą jest.

Musi odzyskać dawną siebie sprzed choroby partnera?

B. H.: - Możliwe, że deficyt ego, czyli to, że kobieta nie wie, kim jest, nie jest związane tylko z piciem męża. Że to jest coś wcześniejszego. Być może ona nigdy w całym swoim życiu nie miała okazji poznać siebie i bez tej wiedzy weszła w związek.

Mówi się, że aby alkoholik mógł wyjść z nałogu, bliska osoba musi go porzucić, bo dopiero jak on dotknie dna ma szansę się od niego odbić

B. H.: - Tutaj nie chodzi o fizyczne opuszczenie, a raczej pewne przewartościowanie. Ważne jest to, żeby osoba współuzależniona zauważyła, że nie jest symbiotycznie sklejona z alkoholikiem. W rzeczywistości przecież są dwoma różnymi bytami. W życiu dorosłym każdy z nas musi brać odpowiedzialność za siebie i za swoje zachowania. Tymczasem uzależniony jest na pozycji dziecka. Wydaje mu się, że wszystko mu wolno, bo partnerka zajmie się konsekwencjami. Kiedy kobieta wyruszy w poszukiwanie siebie, skupi się na sobie, temu mężczyźnie zacznie czegoś brakować. Wtedy jest szansa, że się ocknie, weźmie odpowiedzialność za to, co robi.

M. T. P.: - Kobiety w akcie odwetu czasem mówią "przestanę mu gotować, prać, sprzątać". To w jakimś stopniu też jest zmiana. Ma znaczenie, że kobieta przestanie zajmować się uzależnionym jak dzieckiem, któremu trzeba zapewnić wikt i opierunek, bo samo nie da rady. Mówimy w końcu o dorosłym mężczyźnie. Trzeba pozwolić mu dojrzeć. Nie nadzorować, nie wykonywać za niego najprostszych czynności.

Jak się zachowuje kobieta, która już rozluźniła te więzy, wyszła z symbiozy?

M. T. P.: - Zyskuje przestrzeń, zaczyna mieć swoje własne autonomiczne życie, w którym jej potrzeby są najważniejsze. Odkrywa, kim jest, zaczyna się rozwijać, zajmować tym, czym zawsze chciała, a odmawiała sobie do tego prawa, bo musiała się opiekować pijącym partnerem. Zaczyna nawiązywać relacje z innymi ludźmi, wychodzi do świata. Osoba uzależniona może być obok. Nie trzeba odchodzić, żeby skoncentrować się na sobie. Kobieta może się zastanowić, czy chce budować życie z uzależnionym partnerem, licząc się z tym, że może on podjąć decyzję o pozostaniu w nałogu, czy bez niego.

To duża zmiana przestawić się na myślenie "teraz zajmę się sobą, swoim rozwojem", jeśli do tej pory wszystko kręciło się wokół rozwiązywania problemów partnera i jego nałogu...

B. H.: - Tak jak uzależnianie się od alkoholu czy funkcjonowania w rodzinie alkoholowej jest postępującym, rozłożonym w czasie procesem, tak i wychodzenie z niego, podobnie. Bez pomocy terapeuty, grupy terapeutycznej, grup dla osób współuzależnionych to może być trudne albo wręcz niemożliwe. To, co sama kobieta może zrobić dla siebie, i jeśli się jej uda, to będzie już sporym sukcesem, to dopuszczenie do siebie, że może skorzystać z pomocy i znalezienie jej.

Monika Tryc - Puchała - psychoterapeuta, certyfikowany specjalista psychoterapii uzależnień, członek Polskiego Towarzystwa Psychoterapii Integratywnej oraz Polskiego Towarzystwa Psychoterapii Uzależnień

Bronisław Hońca - psychoterapeuta, specjalista terapii uzależnień, członek Polskiego Towarzystwa Psychoterapii Integratywnej, absolwent podyplomowego Studium Terapii Uzależnień IPZ. Bronisław Hońca odpowiada na pytania Czytelników w naszym Dziale Porad

Małgorzata Skorupa. - psycholog, redaktorka serwisu Zdrowie.gazeta.pl. Autorka wielu publikacji z zakresu rozwoju osobistego oraz zdrowego stylu życia.

W poprzednim wywiadzie z serii: Alkoholizm: między popijaniem a nałogiem. Jak rozmawiać z osobą uzależnioną?

Chcesz mieć stały dostęp do naszych treści? Dołącz do Zdrowia na Facebooku!

Zobacz także
Komentarze (109)
Współuzależnione - supermenki uzdrawiające alkoholika. Silne kobiety mają trudniej? [WYWIAD]
Zaloguj się
  • Gość: Paweł

    Oceniono 92 razy 88

    Mój ciąg trwał prawie 10lat. Zniszczyłem sobie życie, swoim bliskim, próby samobójcze. Niedawno skończyłem terapię, chodzę na kolejną pogłębioną, mitingi AA. Nigdy nie wierzyłem że uda mi się rzucić alkohol. Teraz moje życie nabiera sensu, ludzie się uśmiechają do mnie ja do nich. Kurcze...naprawdę można. Można żyć inaczej. Aż sam nie wierze w to co się ze mną i wokół mnie dzieje. Życzę tego wszystkim alkoholikom oraz wszystkim współuzależnionym. Pozdrawiam. Trzeźwiejący alkoholik.

  • Gość: hanys.com.pl

    Oceniono 92 razy 84

    Tak - sam jestem uzależniony i to święta prawda. Żeby wyjść z tego trzeba walnąć pyskiem o beton, poczuć że nie ma w około nikogo kto pomoże uleczy, pomoże przytuli. Kopa w dupę i idź pić dalej jak masz za co i poniesiesz całe konsekwencje swojego picia. Wiem coś o tym...
    M. (hanys.com.pl blog o próbie trzeźwienia)

  • Gość: rumpa

    Oceniono 116 razy 54

    ciekawe, ile tych pan by otrzeźwiało, jakby im zabierać dzieci, które krzywdzą tak samo jak ich pijany mężuś.Jedno i drugie jest ciężką chorobą.
    Jeśli uznajemy, że pijane bydle nie powinno mieć dostępu do dzieci, to tym bardziej rozkoszna mamusia, która ma tak odjechane od rzeczywistości, że uważa, że jest dobrą matką i trzymanie dzieci w tym piekle jest na to najlepszym dowodem. To jest obłęd, tylko nie figuratywnie ,a dosłownie.
    Pewnie dlatego tylu Polakom za granicą dzieci odbierają, bo mamusie chronią pijusów. We łbach im się nie mieści, że dzieciaka na takie gó...ane życie nie wolno narażać.

  • Gość: outsider

    Oceniono 55 razy 51

    podobny problem mają też mężczyźni żyjący w związku z kobietą-alkoholiczką. Jeszcze bardziej zresztą skomplikowany, bo kobieta-alkoholiczka dłużej i lepiej ukrywa swój problem, lepiej funkcjonuje w nałogu niż mężczyzna-alkoholik, i trudniej zdefiniować problem, przyznać się do porażki i konieczności profesjonalnej pomocy, terapii. Zresztą taka para przechodzi różne fazy radzenia sobie z problemem, zanim dochodzi do przyznania się do bezsilności, która jest warunkiem zwrócenia się o pomoc zewnętrzną. Przyjaciele, rodzina zazwyczaj niewielką są pomocą, raczej ignorancko-aroganckim oskarżaniem, jak co niektórzy wypowiadający się na tym forum. Nie przypadkiem alkoholik/alkoholiczka dobiera sobie instynktownie na partnera osobę o wysokim poczuciu oddania, moralności, współczuciu, i ambicji samodzielności. Miłość w takim związku nie wypala się tak szybko, pomimo ogromu trudności. Niemniej poczucie utraty takiej miłości w alkoholiku może być terapią szokową. Ale to wymaga od uzależnionego partnera całkowitego samo-zaprzeczenia i rezygnacji z miłości. Alkoholik/alkoholiczka ma szansę w takim doświadczeniu utraty miłości partnera przekonać się iż o miłość prawdziwą trzeba dbać, inaczej może bezpowrotnie umrzeć. Tu jest szansa na wyjście z błędnego koła samo-destrukcji i negacji, opartej na jakichś wcześniejszych urazach. Bardzo trudny proces. Dla obojga. A przy tym wszystkim, jak są dzieci, to trudności się potęgują. Kto przez to nie przechodził, niech lepiej nie zabiera głosu i zajmie się sobą. Zawsze jest coś do poprawienia.

  • Gość: takasama

    Oceniono 57 razy 49

    Byłam współuzależnioną w małżeństwie z alkoholikiem. Jak wiele podobnych mi osób miałam też ojca alkoholika, klasyczny scenariusz więc. Ponieważ nie udało mi się "uratować ojca", podświadomie (zapewne też świadomie) chciałam uratować męża. Przeczytałam większość książek o alkoholizmie. Zapisałam się na terapię. Zapisałam jego na terapię. Wszystko, żeby pomóc JEMU. Nie sobie. On klasycznie robił uniki od kolejnych terapii, tarapeutów, uznając ich wszystkich za mniej inteligentnych od siebie. Nie wiem, przy której sesji lub książce nagle dotarło do mnie, że to nie ten kierunek. Że to powinno chodzić o mnie. I o dziecko. Może kiedy terapeutka zapytała mnie, czy zdaję sobie sprawę, że skazując dziecko na życie z ojcem alkoholikiem zachowuję się sadystycznie? Kubeł zimnej wody. Albo kiedy inny terapeuta, w centrum pomocy rodzinom alkoholowym zapytał, kogo ma zawiadomić w przypadku mojej śmierci bo zdarza się, że tak to się kończy. Kolejny kubeł zimnej wody. A przecież my byliśmy inni niż patologiczne rodziny alkoholików, jak się je pojmuje powszechnie. On mecenas, ja również wykształcona i z tzw. karierą. Nieprawda. Mechanizmy są wszędzie takie same, niezależnie od statusu społecznego. Zaczęłam czytać książki o współuzależnieniu, skupiłam się na sobie. Uczestniczyłam przez kilka spotkań w grupie wsparcia dla żon. Wiele mi to dało. W pewnym momencie, na którymś tam spotkaniu zaczęłam sama mówić i na koniec zaszokowałam chyba wszystkie osoby stwierdzeniem, że ja nie chcę takiego życia. Nie chcę mu pomagać i nie chcę z nim żyć. Chcę mieć spokojny i przewidywalny dom; taki który jest ostoją dla dziecka i dla mnie. I naprawdę tak poczułam. ten proces intensywnych lektur, rozmów z terapeutami, grup wsparcia trwał prawie rok. Składając pozew o rozwód nie powiedziałam nikomu. Nikt z moich bliskich nie wierzył, że się z tego wydobędę; tyle prób już widzieli wcześniej. A jednak się rozwiodłam. Kulturalnie i bez tzw. prania brudów. Pani sędzia na rozprawie zapytała, jaki jest prawdziwy powód rozstania (wnioskowałam o nieorzekanie o winie). Obyło się bez upokarzania drugiej osoby aczkolwiek po raz pierwszy usłyszałam od kogoś obcego (czyli od sędzi przy ogłaszaniu wyroku), że zrobiłam mądrze i dojrzale ratując siebie i dziecko. Czasem myślę sobie, że tak mało sie mówi, jak beznadziejna jest walka z tą chorobą. Jak łatwo społeczeństwo dale przyzwolenie zarówno na alkoholizm jak i na bycie "siłaczką" dla żon alkoholika. Że są takie dzielne. A należy mówić im wprost jak bardzo krzywdzą siebie i dzieci. Od mojego rozwodu minęło 3,5 roku. Mam spokojny dom, przyzwoite relacje z ex mężem. Sprzyja temu fakt, że mieszka daleko;) Jestem szczęśliwa, że udało mi się ocknąć. Jemu się nie udało. Znalazł jednak kolejną siłaczkę, która aktualnie mu matkuje. Współczuję im obojgu. Trzymam jednak zdrowy dystans.

  • Gość: Współuzależniona

    Oceniono 54 razy 48

    Jestem żoną alkoholika ze wszystkimi symptomami współuzależnienia. Dopiero teraz zdaję sobie sprawę z ogromu zniszczeń jakie poczynił w naszym życiu alkoholizm męża a ja do tych zniszczeń się przyczyniłam. Popełniłam wszystkie możliwe błędy jakie można było popełnić w we wspólnym życiu.
    Dopiero teraz wiem, ze jesteśmy dwiema innymi osobami z zupełnie różnymi problemami i priorytetami. Przez 20 lat maż pił a ja starałam się sobie z tym radzić. Nie wiem czy mając tę świadomość co teraz, wtedy zdecydowałabym się odejść od niego. Nie wiem. To wszystko jest bardzo dziwne dla mnie bo przecież co mnie przy nim trzymało? Mogłam odejść już po pierwszych kilku latach zmagania się z jego alkoholizmem. Nie odeszłam. Zgotowałam dziecku piekło, za które on teraz płaci fobią społeczną i kompletnym nieprzystosowaniem do życia. Zdaję sobie sprawę ze swojego błędu i chce mi się wyć widząc co się teraz moim dzieckiem dzieje. Bo to tylko i wyłącznie moja wina. Mogłam go od tego ustrzec wyprowadzając się i zapewniając mu spokój. Nie zrobiłam tego, zupełnie ale to zupełnie nie wiem dlaczego! Nawet nie próbuję się usprawiedliwiać. Powinnam smażyć się za to w piekle!
    Mąż nie pije od pięciu lat a ja jestem całkowicie wypalona w środku. Nie czuję w sobie żadnych uczuć, emocji nawet złości nie czuję. Czasem tli się we mnie żal za straconym życiem. Mąż na każdym kroku mówi mi o swojej walce z nałogiem, czasem nawet ucieka się do szantażu psychicznego. Mówi: codziennie walczę ze sobą, ze swoimi słabościami, nie możesz mi przysparzać problemów bo mogę nie wytrzymać, mogę znowu zacząć pić. Więc nie mówię mu o moich problemach i domowych kłopotach, ciągle go chronię bo nie chcę by znowu zaczął pić. Wspieram go, dodaję otuchy a sama cierpię straszliwie. Nikt o tym nie wie. Pisząc anonimowo mogę sobie pozwolić na szczerość. A przecież tak nie powinno być- wiem o tym. Jeszcze nie znalazłam w sobie odwagi by odejść. Wiem, że powinnam to zrobić ale nie wiem czy kiedyś się na to zdecyduję. Jestem całkowicie przez męża zdominowana, stłamszona. Jestem współuzależniona. Czasem myślę, że lepiej byłoby umrzeć...

  • Gość: lezio

    Oceniono 45 razy 35

    Kobiety-alkoholiczki to prawdziwe pieklo.
    Gdyby zmienic plec w reportazu,to byloby równiez o mnie.
    Mam takie cos-bo nie mozna tu juz mowic o czlowieku-obok siebie,w domu.
    I doprawdy ciezko o tym pisac,ciezko powtarzac w nieskonczonosc i opowiadac bo samo gadanie niczego nie zmieni.Wyprobowalem juz wszystko.I dalej w tym tkwie.
    Jedno jest pewne-rady i porady osob,które nie mialy nieszczescia przezyc tego piekla,nie sa radami do wykorzystania,poniewaz tacy ludzie nie maja zielonego pojecia jak wyglada od srodka zwiazek z alkoholikiem.
    I niech sie przy tym ciesza,ze nie maja.

  • ateofi

    Oceniono 70 razy 26

    Przestanmy wreszcie traktować alkoholikow jak chorych. Alkoholizm to jest NAŁÓG a nie choroba. Alkoholik to taki energetyczny wampir, ktory wysysa energię z otoczenia i niszczy najbliższe mu osoby. Żaden inny nałóg nie ma tak złych skutków dla rodziny i każdego alkoholika żona powinna wypie...c za drzwi i nie partycypacji sie z draniem!

  • marzeka1

    Oceniono 62 razy 26

    Silne? Głupie baby, które tkwią przy pijakach, a mając dzieci IM przede wszystkim marnują dzieci, bo trzymają się byle portek.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX