Raport: Poczucie szczęścia w pracy. Skąd się bierze i jakie zawody dają najwięcej satysfakcji?

Szczęście w pracy? Brytyjskie badania wykazały, jakie zawody dają nam najwięcej satysfakcji

Szczęście w pracy? Brytyjskie badania wykazały, jakie zawody dają nam najwięcej satysfakcji (Shutterstock)

Przeciętny Polak spędza w pracy 8h dziennie. Po odliczeniu z dobowej puli czasu na sen, dojazdy i niezbędne codzienne obowiązki zostanie mu prawdopodobnie około 4 godzin. Jeśli zaś ma dzieci, może się okazać, że właśnie wyzerował konto. W pracy spędzamy 1750 godzin rocznie. Jak to wpływa na nasz stan psychiczny?
Chciał, nie chciał, prawdopodobnie większość swojego dorosłego życia spędzisz, pracując. Biorąc to pod uwagę, dobrze by było, aby kariera zawodowa dawała satysfakcję, przynosiła spełnienie, lub chociażby - nie wysysała wszystkich soków, pozostawiając bez sił i chęci do życia. Dlaczego niektórzy wprost żyją tym, co robią, a inni najchętniej uciekliby z pracy gdzie pieprz rośnie? Brytyjskie badanie "The Career Happiest Index" przeprowadzone na grupie 2,2 tys. przedstawicieli różnych zawodów przez City & Guilds ujawniło ranking najbardziej satysfakcjonujących profesji. Czego możemy się nauczyć od osób je wykonujących, czego pozazdrościć, a co wcielić do swojego życiorysu?



Szczęściarze w pracy

Depresja, wypalenie zawodowe, choroby - wykonywanie obowiązków może być kosztowne - tak dla psychiki, jak i zdrowia. Zacznijmy jednak od jasnej strony mocy... Komu najmniej to grozi?

Okazuje się, że na czele najszczęśliwszych pracowników znalazły się kwiaciarki oraz ogrodnicy. Aż 9 na 10 osób wykonujących te zawody (87 proc.) przyznało, że praca daje im radość. Jakie powody podawali?

"Pracujemy się na świeżym powietrzu, jesteśmy aktywni. Niezależnie od tego, czy jest to letni ciepły dzień czy mroźny zimowy - jest po prostu wspaniale" - mówi z entuzjazmem ogrodnik Matt Pottage na łamach "The Daily Mail". Pozostawmy jednak kwiaty, ogrody i zieleń. Okazuje się, że nie są one niezbędne do szczęścia. Kolejne pozycje w zestawieniu przypadły bowiem zgoła odmiennym profesjom. Fryzjerzy, hydraulicy - o was mowa. Zdziwieni? Gdzie się podziały rzesze pracowników po studiach, podyplomówkach, z doktoratami, pracownicy banków, urzędów, biur? Ano w tyle.

Elektryk szczęśliwszy od prezesa?

Zamiast na długą naukę na uczelniach wyższych zdecydowałeś się na szybkie szkolenie zawodowe i zdobywanie doświadczenia poprzez pracę? Badania wykazują, że osoby, które idą taką nieakademicką drogą mogą odczuwać większe poczucie dumy ze swoich osiągnięć niż osoby po studiach wyższych. Prawie 7 na 10 osób z tej grupy przyznawało, że jest dumna z tego, co robi. Białe kołnierzyki po studiach osiągnęły gorsze wyniki.

Tacy pracownicy jak fryzjerzy, ogrodnicy, hydraulicy, elektrycy i inni podobni okazali się szczęśliwsi od pracowników intelektualnych. Uśredniony procent osób zadowolonych w pierwszej grupie wynosił 65 proc. - pokazuje badanie. Co jednak stanowi o naszym szczęściu lub niedoli?

Czy to, co robię, jest wartościowe? Czy mnie rozwija?

Czy w pracy robię coś wartościowego? Czy się rozwijam? A może od jakiegoś czasu stoję w miejscu, czuję się wypalony, popadam w rutynę, a brak energii zaczyna powoli obejmować nie tylko życie służbowe, ale też prywatne? Uczciwa odpowiedź na te pytania czasem bywa trudna. Może się okazać, że zawodowa sielanka, którą widzą nasi znajomi z boku, ma wiele niewidocznych na pierwszy rzut oka dziur i usterek.

Z podobnymi rozterkami według badaczy najczęściej mierzą się pracownicy wybranych branż. Jakich? Najmniej optymistyczne okazały się odpowiedzi pracowników banków, IT, HR-u (kadr), a także analityków. Tylko co trzeci pracownik banku (34 proc.) deklarował, że w miejscu zatrudnienia ma możliwość rozwoju zawodowego. Prośbę o wskazanie czegokolwiek wartościowego w swojej pracy, potrafiło spełnić jedynie 45 proc. Reszta nie była w stanie znaleźć nic takiego. Niewiele lepsze były wyniki pracowników IT (48 proc. zadowolonych) i pracowników kadr (54 proc. zadowolonych).

Pracownicy biurowi nie należą do najbardziej spełnionych, zwłaszcza jeśli pracują pod presją - twierdzą autorzy badania. Im presja większa, tym mniej satysfakcji.

Źródła satysfakcji zawodowej: samodzielna organizacja pracy i mądry nadzór

To znaczne uproszczenie, że szczęście zależy od obranego zawodu. Dla osoby, która marznie nawet w ogrzewanych pomieszczeniach zimowe prace w ogrodzie byłyby prawdopodobnie katorgą, a miano ogrodnika niekoniecznie ratowałoby sytuację. Podobnie fryzjer bez fryzjerskiego drygu będzie przeżywał codzienne katusze nad Bogu ducha winnymi klientami. Prawda jest taka, że liczy się twoja własna motywacja do wykonywania właśnie tego, a nie innego zawodu - nie sposób jej podrobić, udawać, że lubisz to, czego nie lubisz i odwrotnie.

Badaczom udało się jednak wyodrębnić kilka wspólnych właściwości pozytywnie ocenianych zajęć. Większość badanych, niezależnie od profesji, bardzo ceniło sobie możliwość samodzielnego organizowania swojego czasu pracy, elastyczny rozkład obowiązków i grafik pracy. Kolejnym źródłem satysfakcji okazał się rozsądny sposób sprawowania nadzoru nad ich codzienną pracą w miejsce nieustannego patrzenia na ręce. Niestety wielu przełożonych wciąż wyznaje teorię, że pracownik, któremu zdarza się siedzieć i patrzeć w sufit to obibok i nicnierób, a inny, który wiecznie się spieszy i nerwowo wybija kolejne zdania na klawiaturze to pracownik efektywny i skuteczny. Tymczasem to z zyskiem firmy często wcale nie ma nic wspólnego.

Zresztą pewnie sam wiesz, że czasem trudno jest sklecić dwa zdania oferty dla kontrahenta, wszystko wokół przytłacza, a czas przecieka bezproduktywnie między palcami. Innym razem z kolei wstępuje w ciebie taki zapał, że bez problemu przekopujesz zawodowe zaległości i jesteś w stanie w mgnieniu oka sprostać zadaniom, które innym zajęłyby znacznie więcej. Każdy z nas ma swoje lepsze i gorsze chwile czy dni. Efektywność nie jest stałą ciągłą, a sinusoidą, na którą wpływ ma stan zdrowia, natężenie stresu, długość snu, dieta, pora roku, sytuacja życiowa i wiele wiele innych. Warto to uszanować i przyjąć jako normę.

Zasób firmy to człowiek

Największym zasobem każdej działalności jest człowiek. Czyli pracownik. Nie tylko ze swoimi ograniczeniami. Ale też - lub przede wszystkim - umiejętnościami, potencjałem, zdolnościami. Czasem jednak, gdy ciężko nam sprostać obowiązkom, zaczynamy nabierać przekonania, że do niczego się nie nadajemy. A to przecież nieprawda.

Trzecim najczęściej wymienianym powodem satysfakcji zawodowej okazała się właśnie możliwość wykorzystywania własnych umiejętności na co dzień, udoskonalania ich, sprawdzania się w coraz nowych wyzwaniach oraz... otrzymywanie za to odpowiedniego rodzaju gratyfikacji. Niekoniecznie i nie zawsze finansowej. Czasem wystarczy pochwała przełożonego, możliwość odbycia dodatkowych szkoleń czy wyróżnienie w grupie.

Samozatrudnienie - weź sprawy w swoje ręce

Narzekasz na swojego pracodawcę, sytuację na rynku pracy, warunki zatrudnienia? A może by zebrać się na odwagę i założyć coś własnego, choćby najmniejszą, najprostszą działalność. Być może okaże się, że mógłbyś zarabiać, realizując swoje pasje, np. gotować posiłki dla zapracowanych sąsiadów i znajomych, zająć się sprzedażą i pośrednictwem antyków w sieci. Nie masz funduszy na takie fanaberie? Nie wiesz, jak się za to zabrać? Wydaje ci się, że praca musi być codziennym znojem i ciężarem - to przekonania, które najczęściej hamują nas przed różnymi możliwościami. Może się okazać, że postrzegane przeszkody da się jakoś przejść, a "ułańska fantazja" ma realne szanse zaistnieć choćby w okrojonej wersji. Warto?

Oczywiście bycie sobie żaglem, sterem i okrętem ma swoje wady. Jednak z badania "The Career Happiest Index" wynika, że 85 proc. osób, które przeszły "na swoje" jest zadowolona i odczuwa satysfakcję z tego, co robi. Dla porównania podobnym zawodowym optymizmem wykazuje się około 60 proc. pracowników biurowych.

Na pełen etat - szczęście na pół gwizdka

Różnimy się między sobą nie tylko rodzajem zatrudnienia, ale również czasem spędzanym w pracy. Zasadniczo pełen wymiar pracy wynosi 40 godzin tygodniowo. W dzisiejszych czasach wiele osób, zwłaszcza młodych, uważa, że szczęściem jest już sama możliwość posiadania takowej. Czy jednak pełnowymiarowe zatrudnienie w rzeczywistości jest błogosławieństwem? Wśród badanych zdania były podzielone mniej więcej pół na pół. Prawie 55 proc. osób pracujących w pełnym wymiarze godzin wyrażało pozytywne opinie odnośnie różnych aspektów kariery, m. in. czuli się doceniani, a warunki pracy określali jako elastyczne. To jedna strona medalu. Po drugiej, niemal równolicznej są ci, którzy pozytywnej recenzji pracodawcy już nie wystawili.

Nadgodziny - komu po co?

Niektórzy, czy to z własnej woli, natłoku obowiązków czy ogólnoprzyjętych wymogów nie tylko pracują w pełnym wymiarze godzin, ale też wyrabiają liczne nadgodziny. Czy to ma sens? Wcześniejsze badania wykazały, że mimo zwiększonego obciążenia czasowego te osoby wcale nie pracują efektywniej, a z czasem ich wydajność spada nawet jeszcze bardziej. Czy są szczęśliwsi? Badacze tym razem nie sprawdzili, ale zdrowy rozsądek każe myśleć, że to mało prawdopodobne.

Młodzi na starcie i debiutanci z recyclingu - co powinienem robić w życiu?

Decyzja dotycząca obrania danej ścieżki edukacji i kariery jest szczególnie obciążająca dla młodych ludzi, zwłaszcza, że ich tożsamość dopiero się kształtuje. Obecnie jednak coraz częściej zdarza się, że na zawodowych starcie stają nie tylko młodzi. Na rynku pracy pojawiają się też debiutanci z recyklingu: 40, 50-latkowie.

Początki i końce nie mają wieku metrykalnego, za to mają ze sobą wiele wspólnego. Są kwintesencją zmiany, ożywczej energii niedającej osiąść w miejscu, pozostać takimi samymi. Zmiana z jednej strony stwarza ryzyko upadku, z drugiej - rozkwitu i odkrycia nowych lądów. Tym, którzy znaleźli się na rozstaju zawodowym i tym, którzy podążają obraną ścieżką, pozostaje życzyć szerokiej drogi i dobrych widoków na przyszłość.

Autorka artykułu: Małgorzata Skorupa - psycholog, psychoterapeutka, redaktorka serwisu Zdrowie.gazeta.pl, konsultantka Telefonu Zaufania dla Osób Dorosłych w Kryzysie Emocjonalnym przy Instytucie Psychologii Zdrowia Polskiego Towarzystwa Psychologicznego w Warszawie. Autorka wielu publikacji z zakresu psychologii oraz rozwoju osobistego.

Chcesz mieć stały dostęp do naszych treści? Dołącz do nas na Facebooku!

Masz problem natury psychologicznej, coś Cię niepokoi, zapytaj psychologa

Zobacz także
  • Nauczyciele 10 najbardziej depresyjnych zawodów
  • Podstępny zabójca, jakim jest stres, czasem dopada nas w pozornie niegroźnych, prozaicznych sytuacjach 4 najczęstsze powody stresu
  • Słodkości, słońce... Do kompletu przydałaby się wakacyjna miłość Naładuj się serotoniną i bądź szczęśliwy. 3 sposoby na poprawę nastroju
Komentarze (56)
Raport: Poczucie szczęścia w pracy. Skąd się bierze i jakie zawody dają najwięcej satysfakcji?
Zaloguj się
  • wybiorcza12345

    Oceniono 92 razy 70

    Im mniej wiesz tym jesteś szczęśliwszy. Ranking nie powinien dziwić.

    Jabłko z drzewa poznania jest drogą do piekła, niewiedza jest błogosławieństwem.

  • mczes57

    Oceniono 54 razy 46

    Zawód elektryka jest zawodem specyficznym.Trzeba mieć odpowiednie wykształcenie,odbyć dodatkowe kursy ,zdać egzaminy specjalistyczne.Nie każdy się nadaje. Elektryk jest jak saper w wojsku . Myli się tylko raz. Zawód ceniony i w zdrowych gospodarkach doceniany finansowo. W Polsce jak widać po tych komentarzach wyśmiewany.

  • kgbajcik

    Oceniono 44 razy 42

    Rozglądam się w pracy po kolegach programistach i kogo widzę: kucharz, stolarz, mechanik, elektryk, budowlaniec, hydraulik. Dodatkowe pasje po godzinach.

    Może często tak jest, że człowiek naprawdę lubi robić jedno, ale żyje z czegoś innego bo kasa, bo prestiż, bo coś tam?

  • parazyd

    Oceniono 37 razy 31

    "Elektryk szczęśliwszy od prezesa?"
    Jeśli elektryk nazywa się Wałęsa a prezes Plichta to... tak, na pewno!

  • agisk

    Oceniono 22 razy 22

    A ja uważam, że ludzie byliby szczęśliwsi pracując w pełnym etacie po 6 godzin na dobę. Mieliby wówczas czas na rodzinę. A i miejsc pracy byłoby więcej. 8 godzin to dla przeciętnego człowieka za dużo.

  • Gość: randomname

    Oceniono 49 razy 21

    Artykuł kompletnie mija się z celem. Prezesem zostaje mały procent ludzi i są to najczęściej ludzie bardzo ambitni, a co za tym idzie w większości przypadków o dużo większych możliwościach intelektualnych. Pewnie, że są i genialni elektrycy i hydraulicy, ale większość z nich kończy w tym zawodzie z powodu braku bardziej zaawansowanego wyboru i niskich ambicji. Koledzy byli mądrzejsi, więc poszli w bardziej wymagające zawody, ot co.

    To nie niespodzianka, że na najróżniejsze schorzenia psychiczne najczęściej chorują ludzie o większym potencjale intelektualnym. Ludzie rozumiejący swoje otoczenie i znający możliwości, którym nieobca jest ambicja.

    Jedyne, co co wynika z tego artykułu (poza wyciąganiem idiotycznych wniosków), to że ludzie o mniejszych możliwościach i często nieświadomi większości rzeczy, które są nieobce osobom bardziej rozwiniętym intelektualnie, są zwyczajnie szczęśliwsi. Jeśli redaktor sądzi, że odkrył Amerykę, to niestety, ta prawda jest już znana od wieków.

    Ambicja i zrozumienie swojego położenia w świecie i nieosiągnietych celów powoduje dużo większe spustoszenie w głowie człowieka niż częściowa lub kompletna ignorancja, nie z wyboru zresztą. Grunt to mieć dach nad głową i co do gara włożyć, a do tego poczucie prostego spełnienia z wykonywania niewymagającego zawodu i juz taki człowiek jest szczęśliwszy.

  • myslownicelife.blogspot.com

    Oceniono 16 razy 14

    Mnie się wydaje, podkreślam - wydaje mi się, że każda pasja, kiedy zamienić ją w pracę zarobkową, obłożyć w związku z tym różnymi ograniczeniami, wymogami, rygorami i szefami, prędzej czy później (raczej prędzej) obrzydnie i przestanie cieszyć. A ogrodnik, elektryk czy hydraulik, gdy prowadzi swoją firmę albo "firemkę", wychodząc przy tym na swoje, zawsze będzie szczęśliwszy od najbardziej wykształconego i najwyżej postawionego "korporanta", choćby i nawet ten robił w pracy rzeczy sensowne i dające poczucie sensu. Bo ten z własną działalnością stresuje się co najwyżej brakiem zleceń, ZUS-em, skarbówką itp. Jego stres bywa może i cięższy, ale nie jest chyba - mimo wszystko - tak wyniszczający, jak ciągłe poczucie zagrożenia ludzi siedzących w biurowcach. Zagrożenia, straszenia, marudzenia ze strony szefów, napiętej atmosfery w takim na przykład pokoju biurowym albo nie daj Boże w jakimś śmiesznym "ołpen spejsie":( Wg mnie takie warunki, w których człowiek stale po kilkanaście godzin dziennie przebywa, wyniszczają psychicznie o wiele bardziej niż ZUS, fiskus i inny Sanepid razem wzięte. Bo jak z nimi walczysz, to przynajmniej masz poczucie, że o swoje, a nie o pierdoły, które bez sensu ważą na twoim życiu w korporacji.

  • Gość: elektryk za 2000 zł

    Oceniono 9 razy 7

    ten szczęśliwszy elektryk to pewnie LECH W. były prezydent lub LESZEK M były premier.

  • Gość: Urzędas

    Oceniono 13 razy 7

    Co się kryje pod użytym w tekście pojęciem "pracownicy intelektualni"? Kadra naukowa wyższych uczelni? Bo przecież nie przeciętny gryzipiórek...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Więcej o psychologii: