Kleszcze atakują, a na boreliozę nie ma szczepionki

Eliza Dolecka
05.06.2015 16:20
A A A
Takiego wypełnionego krwią kleszcza trudno przegapić, chociaż i to się zdarza. Nimfa kleszcza, wielkości ziarna maku, pozostaje częściej przeoczona przez swoją ofiarę

Takiego wypełnionego krwią kleszcza trudno przegapić, chociaż i to się zdarza. Nimfa kleszcza, wielkości ziarna maku, pozostaje częściej przeoczona przez swoją ofiarę (Shutterstock)

Wierzysz, że bez problemu zauważysz kleszcza na swojej skórze? 65% chorych na boreliozę nie przypomina sobie ataku pajęczaka, a na pewno do niego doszło. Maleńkie nimfy (stadium rozwojowe kleszczy) bardzo łatwo przeoczyć. Tymczasem one także przenoszą groźne choroby.
Dołącz do serwisu Zdrowie na Facebooku!

Kleszcze w naszym klimacie są zdecydowanie groźniejsze niż znienawidzone komary i meszki. Niektóre preparaty znane głównie z tego, że odstraszają komary, są też skuteczną bronią przed nimi. Lepiej po nie sięgnąć, bo krwiożercze potwory (chociaż mikro, to groźne) czają się na nas niemal wszędzie.

Kleszcz potrzebuje naszej krwi

Agresywne, roznoszące wyjątkowo dużo zarazków i prawie niewidoczne nimfy kleszcza mają ok. 0,5 milimetra długości (są wielkości ziarna maku - zobacz załączony cykl rozwojowy kleszcza). Po znalezieniu żywiciela i opiciu się jego krwią nie powiększają się tak jak dorosłe koleżanki (atakują nas tylko samice dorosłego kleszcza), które po wyssaniu zadowalającej ilości krwi zwiększają rozmiary nawet 200-krotnie. Jeśli nie oglądamy starannie swojego ciała po powrocie z miejsca, w którym kleszcz mógł nas zaatakować, to i dużego roztocza nie zobaczymy. Początkowo ma tylko milimetr, ale nie tylko w tym rzecz. W ślinie kleszczy znajduje się bowiem substancja znieczulająca, więc bywa, że niezauważony pasożyt żeruje na nas nawet 10-11 dni. Larwa kleszcza potrzebuje pokarmu (naszej krwi lub zwierzęcej), żeby przeobrazić się w nimfę, nimfa, by zmienić się w postać dorosłą, dojrzałego kleszcza, żeby złożyć jaja. My tak czy owak mamy problem.

Skoro dorosłych kleszczy tak dużo w lesie, nietrudno zgadnąć, jak często larwom i nimfom udaje się znaleźć żywiciela i wrócić do naturalnego środowiska. Fakt, często po ataku na bezbronnego zwierzaka, ale zawsze. Większość kleszczy przeobraża się w postać dorosłą jesienią. Samce zwykle giną zimą, a agresywnym samicom udaje się doczekać wiosny.

Nimfa kleszcza w trawie siedzi

Wierzymy, że kleszcze czają się głównie w lasach i spadają na nas z drzew, nawet ze znacznej wysokości. Znowu błąd. Larwy i nimfy oszczędzają energię maksymalnie i najczęściej nie czekają na żywiciela na wysokości większej niż 15-100 cm od ziemi. Dorosłe osobniki bywają na krzakach o wysokości do 1,5 metra. Do schronienia nie potrzebują zatem lasu, nawet parku. Pełno ich w ogrodach, nawet na miejskich trawnikach. Przekonują się o tym właściciele psów po spacerze z czworonogiem. Niejednokrotnie pupil przynosi kleszcze do domu. Szybko pozbawiony pasożytów ma szansę uniknąć groźnych chorób, bo kleszcz zazwyczaj nie wbija się w skórę od razu. Długo wędruje, nim znajdzie miejsce idealne z jego punktu widzenia. Ryzyko zakażenia nas niechcianym mikrobem, którego roznosi, rośnie z czasem. Bywa, że potrzeba na to nawet doby czy kilku. Od ugryzienia przez kleszcza groźna bakteria Borrelia, powodująca boreliozę, przenosi się w średnim czasie 48 godzin (tj. od 24 do 72 godzin) z jelita pajęczaka do jego ślinianek, skąd trafia przez ślinę do organizmu nosiciela. Zarazem trzeba pamiętać, że są choroby, wirusowe, bakteryjne, roznoszone przez pierwotniaki (łącznie kilkanaście, chociaż niektóre nie zdarzają się w Polsce), którymi możemy zarazić się szybciej, np. KZM (kleszczowe zapalenie mózgu). Amerykanie, którzy mają najbardziej "zjadliwe" kleszcze (niektóre choroby są roznoszone tylko w USA), od lat 70. ubiegłego wieku w ramach profilaktyki mają zalecane po każdym spacerze branie prysznica o dość silnym strumieniu wody. Ma to pozwolić usunąć roztocza, nim przyczepią się do skóry. Cóż, u nas też nie zaszkodzi.

Jak się chronić przed kleszczem?

Najlepiej jeszcze przed wyjściem na spacer zadbać o osłonę antykleszczową. Nakrycie głowy (żeby się roztocze we włosy nie dostało), koszula z długim rękawem, pełne buty, długie spodnie... I jeszcze wszystko ze ściągaczami, nogawki wpuszczone w skarpety, kombinezon jeszcze lepszy... Kto chciałby takich wakacji? Kto miałby to w ogóle znieść? Lepiej już kupić preparat odstraszający kleszcze (niejednokrotnie ten sam, który ma zniechęcać komary czy inne owady latające, ale upewnij się, czy wybrany ma takie właściwości). Uważnie przeczytaj (informacje na opakowaniu bądź w ulotce), jak długo wybrany preparat ma cię chronić. Przy dłuższej wyprawie niewykluczone, że będzie trzeba się pryskać czy smarować ponownie. Czas ochrony przed różnymi insektami bywa inny. Upewnij się, czy wybrany nadaje się dla dziecka. Odstraszaczy nie wolno nanosić na skórę skaleczoną, podrażnioną, zaraz po opalaniu. Po powrocie do domu substancję należy dokładnie zmyć z ciała, co ma swoje zalety: załatwisz od razu ten prysznic polecany przez Amerykanów.

Starannie obejrzyj całe ciało po powrocie do domu, szczególnie okolice dobrze ukrwione (głowę, szyję, pachy, pachwiny, zgięcia podkolanowe). Jeśli znajdziesz kleszcza, trzeba go zaraz usunąć. Najlepiej zrobić to w rękawiczkach, pęsetą kosmetyczną o wąskich końcach, tak by usunąć pasożyta w całości. Należy jednak uważać, aby nie chwytać i nie ściskać pęsetą miękkiej części ciała kleszcza (w przypadku kleszczy dłużej żerujących jest ona wyraźnie nabrzmiała od pobranej krwi). Kleszcza chwytamy więc za twardą nasadę narządów gębowych, która tkwi bezpośrednio przy skórze. Niejasne? W aptece możesz kupić specjalne kleszczołapki, które są łatwe w obsłudze. Zasadniczo. Te działające na zasadzie pompki ssącej czasem zawodzą, gdy kleszcza masz we włosach. W takim przypadku zdaniem znawców lepsze są te przypominające miniaturowe lasso.

Pamiętaj, by miejsce po ugryzieniu zdezynfekować, choćby spirytusem salicylowym, i umyć ręce.

Rumień to nie norma!

Dlaczego to takie ważne? Głównie ze względu na ryzyko zakażenia dwiema chorobami: boreliozą i kleszczowym zapaleniem mózgu. Z roku na rok coraz więcej osób zapada na nie z powodu zakażenia od kleszcza. W 2012 roku boreliozę zdiagnozowano u 8 tys. Polaków, a ponieważ daje ona niespecyficzne objawy, chorych może być znacznie więcej. Na KZM zapada średnio 250 osób rocznie. Choroba może skończyć się śmiercią chorego i chociaż nie dzieje się to często, nie można jej bagatelizować, bo powikłania (niedowłady, porażenia, zanik mięśni) rzutują czasem na resztę życia.

Wiele osób wierzy, że kleszcz nie narobił im szkody, bo na skórze nie pojawił się charakterystyczny rumień (okrągłe zaczerwienienie, blade w środku). Tymczasem to objaw typowy jedynie dla zakażenia boreliozą, a i tak występuje tylko u części chorych: ocenia się, że aż 40-70% chorych na boreliozę nie ma rumienia.

Borelioza - na to nie ma szczepionki

Kleszczowe zapalenie mózgu to ciężka ostra choroba zakaźna centralnego systemu nerwowego. Wywołują ją wirusy z rodziny Flaviviridae bytujące w ślinie kleszczy. Nie przenoszą się one z człowieka na człowieka, więc nie możemy się zakazić od chorej osoby, chociaż znane są przypadki zakażenia pokarmowego, po wypiciu mleka "prosto" od chorego zwierzęcia. Choroba zazwyczaj przebiega w dwóch fazach. Początkowo jej objawy przypominają grypę: pojawia się gorączka, osłabienie, poczucie ogólnego rozbicia, czasami wymioty i wysypka. U ok. 30% zakażonych może wystąpić druga, neurologiczna i najgroźniejsza faza choroby. W tym czasie u chorego mogą się pojawić zaburzenia świadomości i koordynacji, porażenia mięśni kończyn i nerwów czaszkowych.

Najlepszym sposobem ochrony przed kleszczowym zapaleniem mózgu jest szczepionka. Zaszczepić może się każdy, u kogo nie stwierdzono wyraźnych przeciwwskazań (np. ciężkiej reakcji alergicznej na białko jaja kurzego). Przede wszystkim powinny to zrobić osoby pracujące w lesie, stacjonujący tam żołnierze, rolnicy i młodzież przebywająca na obozach. Można szczepić dzieci już od pierwszego roku życia.

Znacznie gorzej jest z nie mniej groźną, a znacznie częściej występującą w Polsce boreliozą. Wywołują ją bakterie - krętki należące do trzech gatunków: Borrelia burgdorferi atakuje głównie stawy, Borrelia afzelii - skórę. Najgroźniejsza jest Borrelia garinii powodująca chorobę centralnego systemu nerwowego. Wciąż nie ma szczepionki przeciw tej chorobie, a i rozpoznanie jest trudne: z powodu niespecyficznych objawów, a także braku testu diagnostycznego o 100% skuteczności.

Nieleczona borelioza przebiega u człowieka w 3 etapach. W pierwszym może (nie musi) wystąpić rumień i objawy grypopodobne. W drugim dolegliwości ze strony stawów (ból, obrzęk), symptomy podrażnienia lub zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych i nerwów obwodowych, zapalenie mięśnia sercowego.

Na etapie trzecim, przewlekłym, występuje niedowład, porażenie nerwów obwodowych, zaburzenia czucia, zaburzenia psychiczne, problemy z pamięcią, zanikowe zapalenie skóry, przewlekłe zmęczenie. Pojawiają się też objawy, które niejednokrotnie prowadzą do błędnej diagnozy: gorączka, fale gorąca, wahania masy ciała, zaburzenia snu, bóle jąder, gardła, kurcze mięśni, bóle w klatce piersiowej, nadwrażliwość na światło, zaburzenia słuchu, nasilenie objawów choroby lokomocyjnej, nadwrażliwość skóry i wiele innych.

Boreliozę leczy się przede wszystkim antybiotykiem, przez kilka tygodni. Część lekarzy w Polsce i na świecie przekonuje jednak, że powinno się to robić miesiącami, by mieć pewność, że krętki zostaną trwale zniszczone. Niestety, nawet pokonanie ich nie wszystkim pacjentom z powikłaniami pozwala wrócić do zdrowia.

Też się obawiasz kleszczy? Podyskutuj na Forum Gazeta.pl:
Córka miała kleszcza, jak sprawdzić, czy wszystko jest ok?
Antybiotyk zaraz po wyjęciu kleszcza?
Jakie są najlepsze środki do odstraszania kleszczy?

Czytaj także:

Anaplazmoza

Kleszcze i choroby odkleszczowe



Zobacz koniecznie, jak prawidłowo usunąć kleszcza:







Zobacz także
Komentarze (76)
Zaloguj się
  • Gość: borelyk

    Oceniono 143 razy 99

    Borelioza to nie problem, problem to lekarze i dostęp do badań oraz lekarstw.
    Nienawidzę lekarzy, że tak wszystko komplikują.

  • Gość: b

    Oceniono 60 razy 58

    niestety miałem swego czasu boreliozę. Był koniec października 2010 zorientowałem się w okolicach lutego. Byłem ciągle senny co zrzucałem na okres zimowy na szczęście udało się wyleczyc zwykłym antybiotykiem przez miesiąc kuracji, ale chcę przestrzec, że nie miałem żadnych rumieni itp. straszna choroba dla niektórych może się bardzo źle skończyć....

  • Gość: be55

    Oceniono 73 razy 57

    Do lekarza pierwszego kontaktu czeka się co najmniej 2 tygodnie. A wizyta wygląda tak, że lekarz lekceważy objawy bo mówi że pacjent za młody /33 lata!/ albo że "powoli trzeba obserwować". A potem sprawa sama się rozwiązuje bo na wszystko już jest za późno no ale objawy są wyraźne! Szkoda, że nie dla pacjenta!
    Nie ma jak nasi lekarze "liczy się tylko kasa..."W tym kraju nie powinno się za długo żyć bo państwo na tym traci.

  • halev

    Oceniono 54 razy 54

    Czytałam kiedyś artykuł o pladze kleszczy w Skandynawii (o ile mnie pamięć nie myli). W jakimś okręgu mieli naprawdę poważny problem i postanowili wytłuc paskudy, udało im się zmniejszyć populację o jakieś 80%. Jak? Ano głównymi żywicielami kleszczy są nornice, myszy polne i inne małe gryzonie. W okresie rozrodu porozkładano plastikowe rurki (chroniące przed deszczem) wypchane watą nasączoną środkiem kleszczobójczym. Myszy chętnie wykorzystały watę do budowy gniazd, jednocześnie wybijając sporą część populacji kleszczy. Proste, mało inwazyjne i co najważniejsze - skuteczne. Może by i u nas taka akcja?

  • frynegundzio

    Oceniono 51 razy 47

    Od czasu od kiedy mój mąż choruje na boreliozę, czyli od dwóch lat odkrywam ze zgrozą jakiś straszny świat. Świat w którym lekarze NFZ twierdzą że boreliozę da się łatwo zdiagnozować ( nieprawda) i łatwo wyleczyć jednym antybiotykiem podawanym przez 6 tygodni (nieprawda). Tym którzy nie dają się łatwo zdiagnozować i łatwo wyleczyć lekarze NFZ wpierają inne niż borelioza choroby jak SM, autyzm, fibromegalię itp. Świat w którym trzeba te chorobę leczyć w związku z tym prywatnie płacąc za leki na 100% około 1000 zł miesięcznie. Świat w którym nikt nie ostrzega przed tym jakie wielkie zagrożenie niosą ze sobą nie tylko lasy ale zwykłe trawniki, łączki, działki wypoczynkowe. Nie pozwólcie żeby kleszcz wgryzł się w waszą lub waszych dzieci skórę bo koszmar boreliozy zmiecie was z nóg. Impregnujcie ubrania preparatami z permetyną.

  • augenthaler

    Oceniono 54 razy 40

    Nie szczepionki, bo nie kazdy sie szczepi. Tutaj swoja role odegrac by mogla inzynieria genetyczna. Wprowadzenie do populacji kleszcza osobnikow zmodyfikowanych, ktore wyparlyby z biegiem czasu gatunek bedacy nosicielem.

  • drzejms-buond

    Oceniono 35 razy 33

    Czu kogoś zastanowiło czemu kleszcze "NAGLE" są tak groźne dla człowieka od lat 70tych w USA i od 80tych w Polsce?
    I czemu w Polsce ludzie chorzy na boreliozę są pozostawiani sami sobie?
    Bo to co proponuje NFZ jest śmiechu warte.
    Jeśli choroba jest tak groźna ( a jest) i powoduje liczne powikłania
    czemu nie ma JEDNEGO WSPÓLNEGO FRONTU WALKI Z CHOROBĄ I JEJ POWIKŁANIAMI?

  • nitsche

    Oceniono 35 razy 31

    Wszystkie media skupiaja sie tylko na tym jak wyciagnac kleszcza i jak sie zabezpieczyc przed zlapaniem go. Natomiast nikt nie pisze, dlaczego wogole jest ich coraz wiecej, a tym bardziej o walce z nimi.

    Czy mozna sie dowiedziec jakie dzialania w tym kierunku podejmuja nasze sluzby (np. zarzadzajacymi lasami, sanepid?!)? Czy planuja jakies akcje walki z kleszczami albo maja jakakalwiek strategie? Moze problem daloby rade ograniczyc malymi kosztami?

  • Gość: na boreliozę szczepionki brak

    Oceniono 127 razy 31

    na opracowanie szczepionki na HIV wydano miliardy dolarów, a na boreliozę - dla społeczeństwa setki razy bardziej niebezpieczną - zero. oto hipokryzja współczesnego świata. wiadomo, HIV to choroba światłych, postępowych i tolerancyjnych, a taka borelioza nie "uprzywilejowuje" osób o odmiennych skłonnościach...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX