Co zrobić by nie zachorować?

W sezonie przeziębień ciężko uchronić się przed złapaniem infekcji. Warto jednak przestrzegać kilku zasad, które przynajmniej zmniejszą ryzyko przeziębienia
Co prawda okresem zwiększonej zachorowalności jest przełom stycznia i lutego, ale już teraz zauważamy wokół siebie coraz więcej kichających i kaszlących osób. We wrześniu w Polsce zanotowano prawie 40 tys. zachorowań i podejrzeń zachorowań na grypę. A tylko w pierwszym tygodniu października - 20 tys. Od kilku lat okres wzmożonej zachorowalności wydłuża się i zaczyna się już pod koniec października, trwając przez całą zimę. Dlaczego tak się dzieje? Bo coraz częściej bagatelizujemy przeziębienie i z niedoleczoną chorobą chodzimy całymi tygodniami. W ten sposób nie tylko narażamy siebie na powikłania, ale także zarażamy wszystkich wokół.

Zrezygnuj z kina

Pierwszą, najbardziej fundamentalną, ale też najtrudniejszą do spełnienia profilaktyczną wytyczną jest unikanie dużych skupisk ludzi. Najłatwiej zarazić się w autobusie, biurze, kinie czy supermarkecie. Niestety do pracy trzeba chodzić, ba, trzeba do niej jakoś dotrzeć, a po wyjściu z biura - kupić coś do jedzenia. A niestety w miejscach publicznych jesteśmy najbardziej narażeni na atak całej mieszaniny mikrobów, rozsiewanych przez zainfekowanych.

Bardzo zdradliwa jest też biurowa wentylacja - często oparta na obiegu zamkniętym. Jedna osoba kaszle w kierunku klimatyzatora, zarażając pół biura, bo bakterie i wirusy roznoszą się poprzez instalacje. Warto wymusić na pracodawcy wyczyszczenie klimatyzacji po sezonie letnim, zwłaszcza, że kiedy instalacja zostanie przełączona z chłodzenia na ogrzewanie, do powietrza wydostanie się sporo kurzu, zalegającego przez kilka miesięcy w urządzeniach grzewczych.

Izolować chorych

W wyjątkowo trudnej sytuacji są ci, którzy mieszkają pod jednym dachem z kimś, kto "rozsiewa zarazki". Jeśli któryś z domowników jest przeziębiony, należy go bezwzględnie odizolować. Sami bardzo skutecznie przenosimy wirusy z obrębu jamy ustnej i nosa - np. wycierając usta ręką, a później sięgając za klamkę lub łapiąc z oparcie fotela. Później tej zakażonej klamki lub oparcia dotyka osoba zdrowa, podrapie się po nosie albo zatrze oko i wirus ma już otwartą drogę do ataku błon śluzowych. Nie mówiąc już o kichaniu i kasłaniu na sprzęty domowe.

Dlatego nie pozwalajmy choremu snuć się po mieszkaniu bez celu, izolujmy go, najlepiej w osobnym pomieszczeniu. Dobrze jest też mieć środek dezynfekujący i raz na jakiś czas, przetrzeć nim klamki i innej przedmioty, z którymi stykał się chory. Starajmy się zachować jak największy odstęp, minimum 1 metr od chorego. Nie powinniśmy również całować się z osobą chorą. Nie używajmy tych samych naczyń - nie wolno dopijać herbaty po chorym, albo dojadać resztkę zupy z tego samego talerza!

By uniknąć przenoszenia wirusów, dokładnie i częściej niż zwykle myj ręce ciepłą wodą z mydłem. Pamiętaj, aby przed umyciem rąk nie dotykać oczu, nosa ani ust. Jeżeli w czasie kaszlu lub kichania zakrywamy usta i nos dłońmi, to powinniśmy je niezwłocznie umyć.

Wywiej zarazki

Pewnie nie raz zastanawiałeś się albo irytowałeś się, że lekarze w gabinetach mają zawsze uchylone okno. Ty przychodzisz z gorączką, masz się rozebrać do badania, a w gabinecie, jak na Syberii. Lekarz ma pomagać pacjentom, ale musi pamiętać także o sobie - jeśli okno nie byłoby uchylone, nagromadzenie różnych wirusów, przyniesionych przez kilkunastu pacjentów przez cały dzień, byłoby dla niego groźne.

Tak, jak lekarz wietrzy swoje miejsce pracy z wirusów, tak i my nie zapominajmy o wietrzeniu mieszkania, jeśli któryś z domowników leży w łóżku z gorączką. Nawet jeśli na dworze jest mróz, uchylmy okno chociaż na chwilę - wywietrzenie pomieszczenia pozbawia je wirusów. Nie należy oczywiście przesadzać i robić przeciągów, ale raz dziennie, chociaż na kilka minut, należy otworzyć okno. Dotyczy to również pokoi dziecięcych, w których nadgorliwi rodzice niechcący organzują niemalże sauny. Przegrzewanie chorego dziecka nie przyspieszy leczenia, a może tylko zaszkodzić - o niebezpieczeństwie przegrzania za chwilę.

Strój idealny

Tegoroczna jesień jest kapryśna. W pierwszych dniach października panowały niemalże upały, a w połowie miesiąca wieczorami były już przymrozki. Ciężko w takich warunkach o odpowiedni strój. A przegrzanie, na równi z przemarznięciem jest jednym z najprostszych sposobów na obniżenie swojej odporności. Od tego już krok od przeziębienia. Dlatego, wychodząc jesienią z domu, staraj się zerknąć na prognozę pogody na cały dzień. Dobrze mieć w pracy dodatkową parę skarpetek, by w razie ulewy, nie siedzieć w przemokniętych. Przyda się też rozpinany sweter.

Drugą stroną medalu jest przegrzanie organizmu. W naszej kulturze od dziecka jesteśmy przyzwyczajani do noszenia zbyt ciepłych ubrań. Na próżno szukać, i to nawet w upalne lato, dzieci bez czapeczek na głowach. Hartowanie jest passe, co niestety nie sprzyja wzmacnianiu odporności.

Omotani grubaśnymi szalikami, w wełnianych swetrach i rajstopach (lub kalesonach) pod spodniami biegniemy do autobusu - ten odjeżdża bez nas, my, zrezygnowani i zziajani zaczynami powoli ściągać nadmiar odzieży. Organizm zaczyna walczyć z ciepłem, a my zazwyczaj staramy się mu jeszcze "pomóc". Gdy czujemy, że jest za gorąco, zdejmujemy czapkę, rozpinamy kurtkę, rozluźniamy szalik, a z reguły jesteśmy już spoceni. Jednak po chwili znów czujemy chłód z otoczenia - zimno przebiega przez całe ciało i bardzo szybko dochodzi do gwałtownego wychłodzenia organizmu. I właśnie w tym momencie jesteśmy na dobrej drodze do przeziębienia.

Dlatego ważne jest również "równomierne" ubieranie się. Częstym błędem jest np. puchowa kurtka założona do miniówki i czółenek. I nie chodzi tu o modowe faux pas, ale o to, że organizm dostaje błędne sygnały - z dolnych partii ciała, że zimno, a z górnych - że za gorąco. Dlatego należy tak dobierać stroje, by całe ciało w miarę równomiernie odczuwało temperaturę na zewnątrz.

A może szczepionka?

Szczepionki to ostatnio niewygodny temat. Szczególnie w kontekście rodziców rezygnujących ze szczepień przeciwko błonicy, tężcowi, krztuścowi i innym chorobom u swoich maleńkich dzieci. Lekarze przestrzegają przed taką niefrasobliwością: - To, że nie spotykamy wielu poważnych chorób zakaźnych wieku dziecięcego, zawdzięczamy właśnie szczepieniom. Trzeba sobie jednak zdawać sprawę, że jeśli odsetek populacji zaszczepionej spadnie, choroby uważane prawie za nieistniejące powrócą i zaczną atakować. Zlikwidowanie ospy prawdziwej zawdzięczamy wieloletniej zmasowanej akcji szczepień przeprowadzonej na całym świecie. Ale nie jest to proste. Np. ofiary polio żyją wśród nas do dzisiaj, choć niewidoczne, gdyż przykute do łóżek czy wózków inwalidzkich - przestrzega dr Piotr Albrecht, pediatra.

Szczepionki przeciw grypie również budzą kontrowersje i to nawet wśród lekarzy są zwolennicy i sceptycy tych szczepionek.

Zwolennicy podkreślają, że każde zabezpieczenie przed grypą, zmniejsza ryzyko zachorowań i groźnych powikłań po chorobie. Trzeba bowiem pamiętać, że grypa może przerodzić się w zapalenie oskrzeli lub płuc, a także w zapalenie zatok, zapalenie ucha środkowego, a nawet w zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych i mózgu. Powikłaniem pogrypowym jest także zapalenie mięśnia sercowego, które może doprowadzić do ostrej niewydolności serca.

Grypa jest szczególnie niebezpieczna u chorych na cukrzycę, może przebiegać ciężej i skończyć się w szpitalu.

Powikłaniem pogrypowym jest też tzw. zespół Guilliana-Barrégo - choroba autoimmunologiczna, objawiająca się niedowładem nóg. Tę przypadłość leczy się w szpitalu, pod czujnym okiem specjalistów, a mimo to, nadal u 30 proc. chorych na zespół Guilliana-Barrégo niedowład pozostaje i dochodzi do nieodwracalnych zmian w komórkach nerwowych.

Bezwzględnie szczepić się powinny osoby z tzw. grup ryzyka: osoby starsze, chore na serce, personel medyczny, narażony na kontakt z chorymi, przewlekle chorzy oraz wszyscy ci, którzy w pracy spotykają się z wieloma ludźmi - np. pracownicy sektora usług.

Tematyką szczepień przeciwko grypie powinni zainteresować się także rodzice, ponieważ dzieci poniżej 14 roku życia stanowią ok. 45 proc. chorych na grypę i połowę hospitalizowanych z tego powodu. Grypa sieje spustoszenie w organizmie, a w przypadku dzieci jest to o tyle niebezpieczne, że układ odpornościowy dziecka nie jest w pełni ukształtowany i organizm aż do 12-13 roku życia nie radzi sobie tak dobrze z atakującymi go mikrobami. Słabe organizmy dziecięce są więc bardziej narażone na grypę i jej poważne powikłania. Zaleca się szczepienia przeciwko grypie dzieciom, które chodzą do żłobków i przedszkoli, natomiast nie szczepi się dzieci poniżej 1,5 roku.

Pamiętajmy, że szczepionkę na grypę trzeba powtarzać co roku, a jej skuteczność oscyluje w okolicach 70-90 proc. Osoby zaszczepione, nawet jeśli zachorują, przejdą chorobę lżej niż te, które się nie zaszczepiły.

Nie ma precyzyjnych danych dotyczących śmiertelności w wyniku grypy i jej powikłań, gdyż nie wszystkie zgony są uznawane jako konsekwencja infekcji spowodowanej wirusem grypy.

Jeśli chcesz zaszczepić się przed grypą - spiesz się. Trzeba to zrobić, zanim przyjdzie szczyt zachorowań, czyli zimowe miesiące od stycznia do marca - najpóźniej na początku grudnia.

Przeciwnicy szczepionek argumentują, że są one mało skuteczne, bo co roku pojawiają się nowe mutacje wirusów grypy. Co więcej taka szczepionka nie chroni przed wirusami powodującymi przeziębienie. Decyzję o szczepieniu trzeba podjąć indywidualnie.

Więcej o:
Komentarze (2)
Co zrobić by nie zachorować?
Zaloguj się
  • Anna Citak

    0

    Również baaardzo polecam Bee Pearl. Odkryłam go przypadkiem, ale teraz zażywam regularnie, bo efekty są lepsze niż po tych wszystkich reklamowanych produktach w tv.

  • Judyta Kowalska

    0

    Aby zwiększyć odporność polecam suplement Bee Pearl. Mi bardzo pomógł. Dobrze jest go zacząć brać tak z 2 miesiące przed epidemią przeziębień, aby organzim miał czas się uodpornić.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX