Witaminy działają tak samo w każdym organizmie. Jeśli więc roślina lub zwierzę jest atakowane przez chemiczne "śmieci", zużywa swój zapas witamin na ich unieszkodliwienie. Dla nas może zostać już niewiele, albo - co gorsza - zjemy zmagazynowaną truciznę. Dlatego nawet stosując się do podstawowych zasad zdrowego trybu życia, często nie dostarczamy naszemu organizmowi wszystkich niezbędnych składników. Nie wystarczy nawet najlepiej zbilansowana mieszanka podstawowych substancji odżywczych: węglowodanów, białek i tłuszczów. Nasz organizm nie może funkcjonować bez witamin oraz makro- i mikroelementów. To one "dostrajają" zachodzące wewnątrz komórek procesy metaboliczne, wchodzą w skład licznych enzymów i koenzymów, są katalizatorami wielu reakcji biochemicznych.
Skoro witaminy są tak potrzebne, dlaczego nie potrafimy ich wytwarzać? Przecież robią to wszystkie rośliny i większość zwierząt. No cóż, zadecydował czysty rachunek ekonomiczny. Bardziej opłacało się pozyskać witaminy z zewnątrz (zjeść ich producenta) niż samemu utrzymywać cały skomplikowany aparat do ich syntezy, który przez większość czasu pracowałby "na pół gwizdka". Zjadajmy więc witaminowych producentów, bo jest to najbardziej naturalna metoda uzupełnienia zapasów tych substancji. Jeśli zaś sięgamy już po tabletki, pamiętajmy: najważniejszy jest umiar.
Dlaczego? Po pierwsze część witamin (te, które w przeszłości najtrudniej było zdobyć) nasz organizm skrzętnie magazynuje. Jeśli będziemy łykać duże ilości wit. A, D, E lub K - możemy się nimi po prostu zatruć. Te witaminy w gotowej postaci można było kiedyś zdobyć, polując. A ponieważ polowanie rzadko się udawało, niebezpieczeństwo przedawkowania nie istniało.
Inaczej ma się sprawa z witaminami rozpuszczalnymi w wodzie. Tych jest najwięcej właśnie w roślinach, czyli podstawowym pożywieniu naszych przodków. Przejeść się marchewką raczej nie sposób, gdyż jej wartość energetyczna jest znikoma. Żeby więc mieć siłę do uganiania się za jakimś dobrym źródłem wit. A, trzeba było zjeść jej dużo. Wzrastało wtedy niebezpieczeństwo przejedzenia się witaminami np. z grupy B, których marchewka ma sporo. Nadmiar witamin rozpuszczalnych w wodzie nie jest więc magazynowany. Wydalamy go z moczem, dlatego te substancje trzeba dostarczać do organizmu regularnie.
Łykamy witaminę B1, bo wyczytaliśmy, że świetnie poprawia pamięć. To błąd. Czasem stosowanie jednej witaminy przynosi więcej szkody niż niestosowanie żadnej. Witaminy są bowiem niezbędne w całym procesie przemian metabolicznych, ale na każdym jego etapie potrzebne są inne. Jeśli więc zjemy tylko jedną, tworzymy tzw. preferencyjne kanały metabolizmu, czyli wzmacniamy działanie tylko niektórych enzymów, niekoniecznie tych, na których nam zależało. Np. łykając w czasie odchudzania tylko niektóre witaminy, możemy niechcący ustawić nasze komórki tak, że będą chętniej spalać białka, a zostawią w spokoju tłuszcze. I co się dzieje? Trzymamy dietę, chodzimy na siłownię, a waga ani drgnie. Dlatego jeśli chcemy się dowitaminizować na własną rękę, róbmy to przy pomocy środków zawierających jak najwięcej różnych witamin i mikroelementów.
30 lat temu witaminy zażywała połowa Amerykanów, teraz już ponad 95 proc.;
regularne przyjmowane witamin A, E i C o 70 proc. zmniejsza ryzyko zachorowania na raka skóry;
500 mg wit. C dziennie przedłuża życie o siedem lat;
nawet niewielki niedobór wit. A zwiększa podatność organizmu na pospolite infekcje, takie jak biegunka, zapalenie płuc czy dziecięce choroby zakaźne;
złość i stres zżerają nie tylko Twoje nerwy, także zapasy witaminy C, kwasu pantotenowego i magnezu.